Kategoria artykułu: Społeczeństwo

Ile jest demokracji w polskiej demokracji? Wyprzedziliśmy Japonię i Szwajcarię

Eksperci Centrum Błękitnej Demokracji zbadali zawartość demokracji w systemach politycznych kilkudziesięciu państw. Wyniki mogą zaskakiwać.

lokal wybprczy
Na ile demokracji mogą liczyć Polacy? Zaskakujące wyniki raportu Centrum Błękitnej Demokracji Fot. PAP/Krzysztof Ćwik

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak powstał raport Centrum Błękitnej Demokracji.
  2. Jakich rozwiązań na rzecz demokracji bezpośredniej mogą zazdrościć Polsce inne kraje. Co może nas inspirować.
  3. W jaki sposób możemy wyjść z politycznego sporu o wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

– W demokracji nie chodzi o to, aby podejmować jakieś decyzje. Według mnie dobrze zaprojektowana demokracja powinna pozwalać na podejmowanie sensownych decyzji, takich, z których ludzie będą potem zadowoleni. Demokracja powinna również oznaczać, że władza przez cały czas znajduje się w rękach społeczeństwa. Nie tylko w czasie wyborów, lecz również pomiędzy nimi – uważa dr Marcin Gerwin, politolog z Centrum Błękitnej Demokracji.

Marcin Gerwin to ceniony specjalista ds. demokracji deliberacyjnej, który przez lata promował w Polsce ideę budżetu obywatelskiego. Współzałożyciel Sopockiej Inicjatywy Rozwojowej oraz Centrum Błękitnej Demokracji. Marcin Gerwin jest zwolennikiem idei partycypacji społecznej, od lat zajmuje się organizowaniem paneli obywatelskich, których celem jest włączenie obywateli w podejmowanie najważniejszych decyzji.

Mocne i słabe strony

Marcin Gerwin z grupą badaczek z Centrum Błękitnej Demokracji opracowali DFI (Democratic Fitness Indicator). To współczynnik pozwalający zidentyfikować mocne i słabe strony systemu politycznego danego kraju z punktu widzenia realnego wpływu obywateli na polityków.

DFI zależy m.in. o tego, czy obywatele mają możliwość kontroli polityków, ich odwoływania, organizacji referendów, obsadzenia najistotniejszych stanowisk w państwie czy możliwości zmiany konstytucji.

Naukowcy przeanalizowali system politycznych 20 państw i przyznali punkty za konkretne rozwiązania, które oddają władzę obywateli. I tak powstała skala od 0 (najmniej) do 100 proc. (najwięcej).

Udostępnili też narzędzie, które z pomocą AI samodzielnie można wykorzystać do analizy kolejnych państw.

Polska przed Szwajcarią, Niemcami i Norwegią

Wyniki zaskakują. Polska z wynikiem 23,9 proc. zajęła czwarte miejsce na 20 krajów. Najlepiej wypadła Kolumbia (38,63 proc.), Meksyk (26,74 proc.) i Kostaryka (26,13 proc.). Za naszymi plecami sklasyfikowano np. Niemcy (21,13 proc.), Holandię (19,08 proc.), Szwajcarię (16,84 proc.) czy USA (14.28 proc.).

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Dobre polskie rozwiązania

Skąd stosunkowo wysokie miejsce Polski w rankingu? Dr Marcin Gerwin zwraca uwagę, że na rzecz polskiego systemu przemawiają m.in. ograniczenia w finansowaniu kampanii wyborczych oraz obowiązek poparcia prezydenta czy włodarzy miast przez ponad połowę głosujących.

– Mamy limity dotyczące tego, ile pieniędzy można przeznaczyć na kampanię, ograniczenia w finansowaniu partii przez firmy i kampanię może prowadzić wyłącznie oficjalny komitet wyborczy. Do tego w Polsce uważa się za oczywiste, że w wyborach prezydenckich są dwie tury. W USA jest tylko jedna i nie ma wymogu, aby kandydat uzyskał poparcie od ponad połowy głosujących. Ponadto decyzję społeczeństwa może odwrócić Kolegium Elektorów, co zdarzyło się kilka razy. Nie wspominając o manipulacjach okręgami wyborczymi – tłumaczy Marcin Gerwin.

Ekspert zwraca także uwagę, że Szwajcarzy, których kojarzymy z licznymi referendami, nie mają prawa obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. -

– Zaskakujące jest dla mnie to, że w Szwajcarii nie ma w ogóle obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, która w Polsce jest często w użyciu. Zatem o ile w Szwajcarii obywatele mają możliwość wprowadzania zmian w konstytucji, to nie mogą proponować nowego brzmienia przepisów w ustawach – mówi Marcin Gerwin.

Czego moglibyśmy się uczyć od innych państw?

Dr Marcin Gerwin podkreśla, że choć Polska zajęła wysokie miejsce w przygotowanym przez niego rankingu, to wynik poniżej 30 proc. pokazuje, że i tak tej demokracji w rękach Polaków jest mało.

Ekspert zwraca też uwagę na rozwiązania, które – w jego ocenie – wspierają demokrację, a są obecne w systemach politycznych innych państw, a Polacy nie dysponują takimi narzędziami.

Potrzebne są między innymi mechanizmy kontrolowania działalności polityków w trakcie kadencji. Dziś politycy mogą robić rzeczy, których społeczeństwo nie akceptuje i nie ma formalnego sposobu na to, aby ich decyzje zatrzymać i zmienić. Tymczasem w Szwajcarii społeczeństwo może zawetować ustawę w referendum i nie ma przy tym wymogu frekwencji – wylicza ekspert.

Jego zdaniem w sytuacjach wyjątkowych powinniśmy mieć możliwość odwołania prezydenta w czasie kadencji. Takie rozwiązania istnieją w Meksyku czy Ekwadorze.

– Z kolei Łotwa i Liechtenstein mają możliwość odwołania przez referendum parlamentu – mówi Marcin Gerwin.

Jednak za najbardziej bolesny uważa brak możliwości zmiany konstytucji z inicjatywy obywateli.

– Jest to mechanizm, który działa w Szwajcarii, w Chorwacji czy w Urugwaju. W Polsce konstytucję może zmienić jedynie parlament, co jest znaczącym ograniczeniem. Zmiany w konstytucji powinno móc wprowadzać społeczeństwo ze swojej własnej inicjatywy. Konstytucja powinna służyć społeczeństwu, a nie partiom politycznym – twierdzi Marcin Gerwin.

Jak referendum to na wzór szwajcarski

Współautor raportu zachęca do zmiany sposobów organizacji w Polsce referendum. Za wzór znów przywołuje Szwajcarię.

– Dobrym rozwiązaniem ze Szwajcarii jest to, że gdy odbywa się referendum, głosujący otrzymują materiały edukacyjne – mówi Marcin Gerwin.

I dodaje, że przed referendum w Szwajcarii do każdej osoby, która ma prawo udziału w referendum, przychodzi pocztą oficjalna broszura z pełnym brzmieniem proponowanych zmian, rekomendacją rządu w tej sprawie oraz argumentami komitetu referendalnego.

A może panele obywatelskie?

– Jednak najlepsze rozwiązania nie zostały do tej pory wprowadzone w żadnym państwie, a chodzi tu o zastosowanie paneli obywatelskich do wybierania osób na kluczowe stanowiska w państwie, na przykład sędziów Trybunału Konstytucyjnego czy prokuratora generalnego – mówi ekspert.

Dr Marcin Gerwin proponuje, aby panel obywatelski, wyłoniony przez losowanie, składał się z grupy 100-500 obywateli, w zależności od tematu. Skład panelu powinien stanowić Polskę w pigułce i odzwierciedlać kryteria demograficzne i społeczne, jak wiek, płeć, poziom wykształcenia czy też zamieszkanie w dużym mieście lub na wsi.

– W panelu obywatelskim wszyscy paneliści są niezależni. Nie ma tam prezesa partii, który mówi, jak należy głosować. Nikt nie ma dyscypliny partyjnej i nie trzeba się obawiać, że głosując niezgodnie z linią partii, straci się miejsce na liście w następnych wyborach – mówi Marcin Gerwin.

O idei paneli obywatelskich pisaliśmy już na łamach XYZ. Prezes zarządu Fundacji Stocznia Kuba Wygnański zachęcał do ich stosowania w celu złagodzenia polaryzacji w Polsce.

Jak mógłby wyglądać wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego?

Jak przebiega podejmowanie decyzji w panelu obywatelskim? Marcin Gerwin tłumaczy, jak wyglądałoby to na przykładzie wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego.

– Kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego wskazywałyby środowiska prawnicze lub zgłaszaliby się sami, po zebraniu odpowiedniej liczby podpisów. To już byłaby ogromna zmiana. Kompetencje kandydatów oceniałby specjalny zespół ekspertów, jednak bez możliwości odrzucania któregokolwiek z nich. Kandydatów na sędziów zapraszaliby na rozmowę kwalifikacyjną paneliści, jednak sami najpierw dowiadywaliby się, w ramach części edukacyjnej, jak działa Trybunał Konstytucyjny i jakimi sprawami się zajmuje – opisuje dr Marcin Gerwin.

Według jego pomysłu rozmowa kwalifikacyjna mogłaby dotyczyć kilku wybranych dylematów konstytucyjnych, które wcześniej paneliści omawialiby z ekspertami w części edukacyjnej.

– Na koniec panel obywatelski odpowiadałby na dwa pytania odnośnie kandydatów – czy to jest osoba, do której mam zaufanie? Oraz – czy chciałbym, aby ta osoba była sędzią Trybunału Konstytucyjnego? – mówi Marcin Gerwin.

Czy w Polsce jest za mało demokracji?

Dr hab. Jacek Haman, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego i członek Zespołu Ekspertów Wyborczych Fundacji Batorego nie jest przekonany, że oddanie większej władzy w ręce obywateli naprawi naszą demokrację.

– Czy w Polsce jest za mało, czy za dużo demokracji bezpośredniej? Chyba raczej za dużo – uważa  dr hab. Jacek Haman.

W jego ocenie żyjemy w ciągłym okresie przedwyborczym i wybieramy organy, których roli dobrze nie znamy.

Bezpośredni wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego? – Przecież to powinni być fachowcy z dziedziny, na której ja się nie znam, co więcej – osoby jak najdalsze od szukania powszechnego poklasku, zdolne do podejmowania decyzji kierując się jedynie słusznością, a nie tym, czy innym się spodoba... Właśnie takie, które powszechnych wyborów by nie wygrały. Tak, w takich USA wybiera się różnych sędziów, prokuratorów itp. Tylko tam też to niekoniecznie dobrze działa, korzystajmy z cudzych sensownych rozwiązań, ale nie powielajmy cudzych błędów – komentuje dr hab. Jacek Haman.

Akcjonariusze też nie podejmują bezpośrednich decyzji biznesowych

Ekspert Fundacji Batorego opowiada się po stronie demokracji przedstawicielskiej.

– Założeniem demokracji przedstawicielskiej jest to, że, z jednej strony, władza ma być zależna od obywateli, podlegać ich kontroli i od obywateli otrzymywać inwestyturę, ale, z drugiej strony, do sprawowania władzy potrzebne są kompetencje, które mają tylko niektórzy. Innymi słowy, wybieram posła, prezydenta, wójta nie po to, żeby robił dokładnie to, co ja bym zrobił na jego miejscu, ale właśnie dlatego, że on to potrafi zrobić lepiej, niż ja – tłumaczy dr hab. Jacek Haman.

Naukowiec porównuje państwo z przedsiębiorstwem.

Akcjonariusze nie podejmują bezpośrednich decyzji biznesowych, tylko powołują radę nadzorczą, złożoną z fachowców, a rada nadzorcza powołuje zarząd, w którego bieżące działania rada nadzorcza też się nie wtrąca. W ten sposób zachowany jest element niezależności, autonomii fachowego zarządu oraz jego kontroli ze strony akcjonariuszy, dokonywanej za pośrednictwem równie fachowej rady nadzorczej. I to na ogół działa dobrze – choć oczywiście także w przedsiębiorstwach może się zdarzyć, że zarząd nadużyje zaufania akcjonariuszy – uważa dr hab. Jacek Haman.

Główne wnioski

  1. Z raportu opracowanego przez ekspertów Centrum Błękitnej Demokracji wynika, że system polityczny w Polsce jest o wiele bardziej demokratyczny, niż w przypadku Niemiec, Szwajcarii czy USA. Obywatele mają więcej narzędzi demokracji bezpośredniej.
  2. Dr Marcin Gerwin z Centrum Błękitnej Demokracji zwraca uwagę na dobre polskie praktyki: ograniczenia w finansowaniu kampanii wyborczej, wymóg uzyskania przez kandydata na prezydenta ponad 50 proc. głosów i prawo do obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej. W jego ocenie oddanie większej władzy w ręce obywateli jest zgodne z ideą demokracji.
  3. Dr hab. Jacek Haman, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego i ekspert Fundacji Batorego nie jest przekonany, że oddanie większej władzy w ręce obywateli naprawi naszą demokrację. W jego ocenie w Polsce nie mamy za mało, ale za dużo demokracji bezpośredniej.