Ile kosztowało policję gaszenie pożaru na Lubelszczyźnie? Oficjalnie to „niejawne”
Pożar Puszczy Solskiej wywołał wiele pytań opinii publicznej. XYZ ustaliło, jakie koszty poniosła policja w związku z operacją ratunkową na Lubelszczyźnie. Są też poważne wątpliwości co do sprawności akcji. Od wybuchu pożaru do zadysponowania śmigłowców minęło wiele godzin.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie były koszty akcji gaszenia pożaru na Lubelszczyźnie, poniesione przez policję.
- Kiedy i dlaczego tak późno ruszyły do akcji gaśniczej policyjne śmigłowce.
- Dlaczego za użycie maszyn policji do akcji gaszenia pożaru płaci policja, a nie PSP.
Do akcji ratunkowej w pierwszym tygodniu maja ruszyły policyjne śmigłowce Black Hawk. Dwa, co nieoczekiwane, bo jeszcze całkiem niedawno poderwanie do lotu dwóch maszyn w tym samym czasie było niemożliwe. Dlaczego? Ponieważ na pięć maszyn w formacji było... 1,5 załogi.
Zwróciliśmy się do policji i straży pożarnej z pytaniami dotyczącymi akcji na Lubelszczyźnie. Próbując ustalić, jaki był koszt użycia maszyn. Dlaczego do straży? Bo takie są regulacje prawne. Kosztami użycia śmigłowców policyjnych, wykorzystywanych przez straż pożarną doraźnie do akcji gaśniczych, obciążona jest… policja.
Dlaczego za akcje strażackie płaci policja?
Najprościej mówiąc – tak wynika z zapisów porozumienia między policją a PSP. Podpisano je siedem lat temu, a podpisy złożyli na nim ówcześni komendanci główni – policji Jarosław Szymczyk i PSP Andrzej Bartkowiak.
„Koszty użycia statku powietrznego policji do działań ratowniczych prowadzonych przez Państwową Straż Pożarną w trybie alarmowym pokrywa policja” – czytamy w odpowiedzi Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej.
Zwróciliśmy się do Komendy Głównej Policji z pytaniami o poniesione koszty. Mowa tu o finansach publicznych i wydatkowaniu państwowych środków. Ale policja… utajniła te dane.
„Zgodnie z zapisami § 20a pkt. 1 ustawy o policji z dnia 6 kwietnia 1990 r., dokumentacja zawierająca koszty użycia statków powietrznych udostępniana jest jedynie na polecenie uprawnionych organów po wcześniejszym zwolnieniu z obowiązku zachowania tajemnicy służbowej” – odpowiedziała KGP na nasze pytania.
Koszt akcji to setki tysięcy złotych
Według ustaleń XYZ z budżetu policji popłynęło na pokrycie kosztów akcji ok. 700 tys. zł. Taki miał być koszt paliwa za loty śmigłowców do akcji, załóg, obsług itp., itd. Czy jest to duża kwota?
Zależy jak na to spojrzeć. Dla budżetu policji – nie powinna. Ale finanse policji nie są w najlepszym stanie. Całkiem niedawno pojawiały się na stronach policyjnych związków zawodowych informacje o problemach z wypłatą dodatku mieszkaniowego. Udało się go wypłacić, ale mówi to wiele o problemach ze zbilansowaniem wydatków.
Były komendant główny: Koszty były dzielone
Zwróciliśmy się z pytaniami do byłego Komendanta Głównego Policji, generalnego inspektora (w stanie spoczynku) Jarosława Szymczyka. To on kierował policją, gdy kupowane były śmigłowce Black Hawk, to jego podpis figuruje na porozumieniu o zakupie śmigłowców. Warto dodać, że porozumienie podpisano wspólnie z PSP i Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚ).
– Byliśmy jedynymi dysponentami środków lotniczych. To my jako policja, zainwestowaliśmy w modernizację floty statków powietrznych. Koszty ich użytkowania, według mojej pamięci, były dzielone między policję a PSP – powiedział były komendant główny.
Dodał, że maszyny były przystosowane do działań gaśniczych, ale nie było i nie jest to ich podstawowe zadanie. Dlatego koszty eksploatacji bieżącej spoczywają na policji.
Gen. Szymczyk podkreślił, że jest już poza formacją i nie jest w stanie precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie o użycie maszyn do akcji ratunkowej, bo „nie znał podstawy prawnej wykorzystania tych maszyn”.
– Na tym bym się koncentrował, a nie na tym, czy pieniądze na paliwo popłyną z budżetu Policji czy PSP. Kupiliśmy ten sprzęt za duże, naprawdę duże pieniądze. Dwie z pięciu policyjnych maszyn sfinansował NFOŚiGW. Pozostaje się cieszyć, że jest on użytkowany zgodnie z jego przeznaczeniem, wynikającym z porozumienia trójstronnego, między instytucjami – podsumował oficer.
Lasy Państwowe milczą
Można oczywiście, jak jeden z naszych rozmówców, wysoki rangą oficer PSP, przyjąć inną wersję. Taką, w której dyskusje o tym, kto płaci, są wtórne, bo i tak będzie to opłacone z budżetu MSWiA – czy to policji czy PSP.
To prawda. Jest to, de facto, przekładanie z prawej kieszeni do lewej. Być może więc należy spojrzeć w stronę innego podmiotu, zainteresowanego działaniami gaśniczymi. Chodzi, oczywiście, o Lasy Państwowe (LP), które winny mieć podpisane umowy na prowadzenie działań gaśniczych.
W tym przypadku z użyciem samolotów Dromader, ale skoro do działań używane są śmigłowce policyjne (na ich pokładach latają w czasie akcji strażacy), to warto postawić pytanie: dlaczego LP są z tego łańcucha wyłączone jako potencjalny płatnik?
Zwróciliśmy się do LP z serią konkretnych pytań. Zapytaliśmy o parafowane umowy na działania gaśnicze, pilotów i podporządkowanie samolotów Dromader. Ale odpowiedzi, do momentu publikacji, nie otrzymaliśmy.
Pożar na Lubelszczyźnie: potwierdzają się ustalenia XYZ
Wróćmy jednak do punktu wyjścia, czyli samego pożaru. Komenda Główna PSP odpowiedziała w końcu na nasze pytania. Według ustaleń XYZ, kiedy płonął las, wniosek o użycie śmigłowców ze stanowiska kierowania komendanta głównego PSP wpłynął do Komendy Głównej Policji około godz. 21. Kolejny – już po północy. Strażacy mówią nieoficjalnie o wcześniejszych porach: „między godz. 17 a 18”.
Nasz rozmówca z PSP wskazuje, że mogło to wyglądać następująco: najpierw zadzwoniły telefony. Z Krajowego Centrum Koordynacji Ratownictwa (KCKR) do Komendy Głównej Policji. Ponieważ z maszynami policyjnymi, a raczej ich załogami, jest problem, to policja mogła wskazać, by wysłać maila, najlepiej wieczorem.
Dlaczego PSP zareagowała tak późno?
„Wniosek o użycie statku powietrznego do policji został wysłany o godzinie 21:05 dnia 05.05.2026 r. Wniosek został wysłany drogą e-mail. Przed wysłaniem wniosku Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej sprawdzała możliwość wykorzystania statków powietrznych Straży Granicznej oraz policji. Pierwsze połączenie telefoniczne w tej sprawie zostało wykonane o godzinie 17:54, kontaktując się z Policją oraz o 18:10 kontaktując się ze Strażą Graniczną” – czytamy w odpowiedzi Komenda Główna PSP.
Komenda Główna PSP – jak mówi nam wysoki rangą oficer straży – musiała wiedzieć, że jest problem. Dlaczego? Wynika to z odpowiedzi na kolejne pytanie.
„Stanowisko Kierowania Komendanta Powiatowego w Biłgoraju otrzymało zgłoszenie o pożarze o godzinie 15:05 w dniu 05.05.2026 r.” – odpowiedziała Komenda Główna.
Nasz rozmówca wskazuje, że procedura w takich sytuacjach jest następująca – komenda powiatowa informuje komendę wojewódzką, a ta – główną. Rodzi się zatem kolejne pytanie: dlaczego przy tak wysokim poziomie zagrożenia pożarowego, z jakim mieliśmy do czynienia na początku maja, zapotrzebowanie na śmigłowiec wystawiono dopiero o godzinie 21? Dlaczego „pierwsze kontakty telefoniczne” (jak odpowiada PSP) nawiązano dopiero około godziny 18, a dyspozycja mailowa wpłynęła do KGP o 21?
Nadal będziemy szukać odpowiedzi na te pytania.
Główne wnioski
- Z posiadanych przez XYZ informacji i udzielonych częściowo anonimowo odpowiedzi może wynikać, że w przypadku pożaru na Lubelszczyźnie służby (PSP i policja) zareagowały zbyt wolno. W wyniku pożaru na początku maja spłonęło ponad 1100 hektarów lasu.
- Zastrzeżenia do akcji gaśniczej mają nasi rozmówcy – wysocy rangą oficerowie straży pożarnej. A sama straż potwierdziła ustalenia XYZ w sprawie akcji ratunkowej.
- Otwarte pozostaje pytanie, dlaczego koszty użytkowania śmigłowców do akcji gaśniczych ponosi niemal wyłącznie policja, a nie np. Lasy Państwowe.
