Ile złota jest w olimpijskim medalu? Polscy medaliści wśród najlepiej opłacanych na świecie
Złote medale olimpijskie już od dawna faktycznie nie są złote – jedynie pozłacane. To jednak dla ich posiadaczy nieduże zmartwienie, bo zdobycie olimpijskiego krążka – niezależnie od koloru – jest dziś gwarantem złotej przyszłości. W kolejce do nagradzania sportowców ustawiają się politycy i sponsorzy. Na niektórych zwycięzców czeka olimpijska emerytura.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Ile gramów złota znajduje się w medalach olimpijskich wręczanych na zimowych igrzyskach w 2026 r.
- W których państwach nagrody dla medalistów olimpijskich są najwyższe.
- Ile wynosi w Polsce emerytura olimpijska i w jakich warunkach jest wypłacana.
Medale olimpijskie to nowożytny dodatek do wywodzącej się ze starożytności idei olimpijskiej. W ówczesnej Grecji medali nie było. Zwycięzcy igrzysk otrzymywali wieńce laurowe. Liczyła się tylko wygrana – za drugie i trzecie miejsce wyróżnień nie przyznawano. Drugi na mecie mógł czuć się pierwszym przegranym.
Gdy pod koniec XIX w. idea igrzysk została wskrzeszona, w wielu państwach utrwalonym sposobem nagradzania za zasługi czy osiągnięcia były medale państwowe lub wojskowe. Taką formę nagradzania przyjęli także organizatorzy igrzysk – choć jeszcze nie w formie, jaką znamy dziś. Zwycięzcy dostawali srebrne medale, za drugie miejsce przypadał medal brązowy. Złota nie było wcale.
Dzisiejsza hierarchia złoto-srebro-brąz obowiązuje od 1904 r. Ale na prawdziwie złote medale załapali się triumfatorzy tylko trzech edycji igrzysk.
Ile złota w złocie
Medale w pełni wykonane ze złotego kruszcu po raz ostatni wręczono sportowcom na igrzyskach w Sztokholmie w 1912 r. Teraz złoci medaliści dostają pozłacane srebro – MKOl wymaga, by medale były w co najmniej 92 proc. wykonane właśnie ze srebra.
Pozłacane krążki na włoskich igrzyskach zawierają 6 g złota. Biorąc pod uwagę obecne ceny tego surowca, przekłada się to na ok. 950 dolarów. Kolejne 1250 dolarów warte jest wtopione w najcenniejszy pół kilograma srebra.
Choć współczesne medale są ponad 20 razy cięższe od tych zawieszanych na szyjach olimpijczyków ponad sto lat temu, ich nominalna wartość jest mniejsza. Ostatnie złote medale z igrzysk w Sztokholmie ważyły 21 g. Potrzebny do ich przygotowania złoty surowiec wart byłby dziś ok. 3400 dolarów.
Ale cena surowcowa to jedno. Tu istotna jest jeszcze także wartość kolekcjonerska i sentymentalna. A ta waha się w zależności od właściciela olimpijskiego krążka. Zlicytowany medal lekkoatlety Jesse’ego Owensa, wywalczony na igrzyskach w Berlinie w 1936 r., został ponad dekadę temu sprzedany za blisko 1,5 mln dolarów. 200 tys. za jeden ze swoich czterech złotych medali dostał skoczek do wody Greg Louganis.
Pieniędzy od MKOl nie ma
Sportowcy zwykle nie mają potrzeby sprzedawania swoich medali. Jeśli już się na to decydują, zwykle w celach charytatywnych. Jak kajakarka górska Klaudia Zwolińska. Za wywalczone przez nią w Paryżu srebro kupiec zapłacił 101 tys. zł. Pieniądze wsparły Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą.
Inaczej było ze wspomnianym Gregiem Louganisem. Choć w latach 70. i 80. był w swojej dyscyplinie dominatorem, nie przełożyło się to na sukces finansowy. Sponsorzy nie byli wówczas tak hojni. A Międzynarodowy Komitet Olimpijski pieniędzy za zdobyte medale nie wypłaca. Nie robią tego także poszczególne federacje sportowe, organizujące olimpijskie zmagania w zarządzanych przez siebie sportach. Na paryskich igrzyskach w 2024 r. wyłamała się World Athletics, przekazując złotym medalistom po 50 tys. dolarów.
„Chociaż niemożliwe jest wycenienie wartości medalu olimpijskiego, uważam, że ważne jest, aby od czegoś zacząć, podkreślając nasze zobowiązanie do wspierania zawodników i uznania ich kluczowej roli w sukcesie każdej edycji igrzysk” - mówił szef World Athletics Sebastian Coe.
Federacja zapowiedziała, że w Los Angeles w 2028 r. nagrodzi też zdobywców srebrnych i brązowych medali.
Sportowcy od lat walczą o to, by MKOl dzielił się nimi przychodami z organizacji igrzysk. Ale polityka MKOl jest taka, by, zamiast nagradzać najlepszych, wspierać cały sport.
– Dla tej trójki na podium sam medal olimpijski jest niesamowitą trampoliną. Wiem sama po sobie. Moje życie się zmieniło o 180 stopni i możliwości, które się przede mną pojawiły, były olbrzymie. Musimy wspierać tych, którzy tworzą, powiedzmy, to tło. Oni tak naprawdę są zazwyczaj o ułamek procenta może słabsi od tego, który wygrywa. Dlatego w MKOl jest dość twarde stanowisko, żeby trzymać się tej strategii solidarności i wspierania wszystkich – mówiła w podcaście Sport to pieniądz srebrna medalistka w kolarstwie górskim a obecnie członkini MKOl Maja Włoszczowska.
90-95 proc. środków, którymi dysponuje MKOl, jest dystrybuowana i finalnie ma służyć sportowcom.
– Jasne, że nie zawsze trafiają te pieniądze bezpośrednio do kieszeni sportowca, trafiają do federacji, która dzięki temu może zorganizować mistrzostwa świata. A dzięki nim sportowiec może funkcjonować przez cztery lata, bo ma gdzie startować. To są oczywiście potężne koszty. A jeżeli damy nagrody tej trójce, która staje na podium, to tak naprawdę wprowadzamy większe dysproporcje pomiędzy zawodnikami. A wszyscy zawodnicy tworzą igrzyska – nie tylko ta trójka, która stoi na podium – mówiła Maja Włoszczowska.
Auta, mieszkania, ramen i... kolonoskopia
Już w starożytności olimpijska sława była solidną i wymienną walutą. Po powrocie z igrzysk sportowców nagradzali zarządzający miastami-państwami, które ci reprezentowali. Teraz w gruncie rzeczy wygląda to bardzo podobnie. A że zasoby i chęć do dzielenia się nimi są różne, nie każdy złoty medal finansowo waży tyle samo.
Pakistański oszczepnik Arshad Nadeem, który w Paryżu wywalczył pierwszy w historii swojego kraju indywidualny złoty medal (wcześniej Pakistańczycy najlepsi bywali tylko w olimpijskich turniejach hokeja na trawie), z dnia na dzień został milionerem. Władze wypłaciły mu w sumie ponad milion dolarów nagrody. Chcący ogrzać się w jego sukcesie sponsorzy dorzucili kolejne dziesiątki tysięcy dolarów. Nadeem wzbogacił się też o mieszkanie i dwa auta.
Samochody dostali też medaliści olimpijscy z Uzbekistanu. Złoci otrzymali do tego domy i po 200 tys. dolarów. Dla Uzbekistanu były to najlepsze igrzyska w historii – reprezentacji tego kraju zdobyli osiem złotych medali. W poolimpijskiej euforii obiecaną za olimpijskie złoto premię podwoił prezydent Filipin. A że gimnastyk Carlos Yulo wywalczył dwa złote medale, wzbogacił się o ponad 700 tys. dolarów. Od jednego ze sponsorów dostał też darmowy ramen do końca życia i zabiegi kolonoskopii.
Do worka z nagrodami dorzucają się komitety olimpijskie, ministerstwa sportu i sponsorzy. Przed tegorocznym igrzyskami najwyżej złote medale olimpijskie wyceniono w Singapurze i Hongkongu – kolejno 787 tys. i 768 tys. dolarów. Szanse, że ktoś te pieniądze otrzyma, były jednak iluzoryczne. Oba państwa jeszcze nigdy w historii nie zdobyły medali na zimowych igrzyskach, a do Włoch w sumie wysłały pięcioro sportowców.
Polska wśród najhojniejszych
Konkretne powody do finansowej satysfakcji mają polscy medaliści włoskich igrzysk. PKOl przewidział dla nich najwyższe nagrody finansowe w historii – 500 tys. zł. za złoto, 400 tys. za srebro i 300 tys. złotych za brąz. Nagrody sumują się, więc w przypadku Kacpra Tomasiaka mówimy o 900 tys. (400 tys. za srebro w duecie z Pawłem Wąskiem należy podzielić na pół). Do tego kolejne 550 tys. w tokenach od współpracującej z PKOl zondacrypto. Nagrody rzeczowe – obraz, biżuterię i voucher na wakacje – dołożą konkretni sponsorzy.
Ministerstwo sportu ma swoje zasady przyznawania olimpijskich gratyfikacji. Za złoty medal można było otrzymać ponad 520 tys. zł., srebrny – blisko 450 tys., a brązowy – niemal 400 tys. Ministerialne premie się jednak nie sumują i nie są wypłacane w całości od razu. Dlatego do Kacpra Tomasiaka trafi łącznie ponad 530 tys. zł. Jednorazowo otrzyma 163,5 tys. Resztę w 24 comiesięcznych wypłatach.
MSiT będzie też wypłacał premie dla zawodników z miejsc od czwartego do ósmego. Przez 18 miesięcy każdy z nich otrzyma łącznie od 120 do 210 tys. złotych.
Polska należy do państw, które nagradzają najlepszych sportowców także po zakończeniu kariery. Tzw. emerytura olimpijska wypłacana jest wszystkim medalistom olimpijskim, którzy ukończyli 40 lat. To świadczenie przysługuje także medalistom igrzysk paralimpijskich, igrzysk głuchych, olimpiady szachowej, a także zawodów Przyjaźń-84, będących cyklem zastępczej rywalizacji dla sportowców, którzy z powodu bojkotu politycznego nie wzięli udziału w letnich igrzyskach w 1984 r.
Wysokość emerytury olimpijskiej wynosi obecnie 5116,99 zł. Jest co roku waloryzowana.
Medal medalowi nierówny
Mogłoby się wydawać, że najwięcej za medale będą płacić sportowe potęgi. A wcale tak nie jest. Wyraźnie prowadzący w klasyfikacji medalowej Norwegowie nie przewidują dla swoich sportowców żadnych jednorazowych bonusów. Dodatkowych premii nie ma także w brytyjskim modelu finansowania sportu. Olimpijczycy mogą za to liczyć na cieplarniane warunki w trakcie samych przygotowań.
Amerykanie bonus dostają, ale to 37,5 tys. dolarów, a więc znacznie mniej niż chociażby w Polsce. Natomiast dzięki darowiźnie w wysokości 100 mln dolarów od założyciela Stone Ridge Holdings Group, Rossa Stevensa, każdy amerykański olimpijczyk i paraolimpijczyk otrzyma 100 tys. dolarów – niezależnie od wyniku osiągniętego na igrzyskach.
Główne wnioski
- Złote medale olimpijskie zawierają obecnie mniej niż 10 proc. złota. Są za to znacznie cięższe niż medale sprzed lat.
- Polscy sportowcy mogą liczyć na jedne z najwyższych nagród finansowych spośród wszystkich uczestników igrzysk we Włoszech.
- Wysokość tzw. emerytury olimpijskiej wynosi obecnie 5116,99 zł.