Impeachment w Peru. Kraj, w którym prezydenci szybko odchodzą
W Peru kolejna odsłona politycznego serialu, który od lat niszczy zaufanie do państwa. Kongres w Limie przegłosował usunięcie z urzędu prezydenta José Jerí, zaledwie cztery miesiące po objęciu przez niego stanowiska. Zapalnikiem stała się afera „Chifagate”: seria tajnych spotkań z chińskimi biznesmenami, ujawniona na nagraniach z kamer monitoringu. W efekcie 39-letni Jerí, jeden z najmłodszych urzędujących przywódców na świecie, dołącza do długiej listy peruwiańskich liderów, których kadencje kończyły się przed czasem i w atmosferze skandalu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego tajne spotkania z chińskimi biznesmenami doprowadziły do odwołania prezydenta José Jeríego po zaledwie czterech miesiącach urzędowania?
- W jaki sposób peruwiański Kongres wykorzystuje zapisy konstytucji do seryjnego obalania kolejnych prezydentów?
- Dlaczego ostatnie 10 lat można uznać za „dekadę straconą” dla Peru, zwłaszcza pod względem politycznym?
José Jerí, tymczasowy prezydent Peru, stracił stanowisko. O jego upadku przesądził splot zarzutów korupcyjnych, przedwyborczych kalkulacji oraz obaw o rosnące wpływy Chin w Peru. Deputowani zdecydowanie poparli wniosek o jego odwołanie: 75 głosów „za”, przy 24 „przeciw” i 3 wstrzymujących się. Utrata fotela przewodniczącego Kongresu automatycznie pozbawiła Jeríego urzędu głowy państwa, który sprawował właśnie z racji funkcji pełnionej w parlamencie. Teraz izba musi wyłonić nowego lidera, który ex officio obejmie prezydenturę.
39-letni Jerí sprawował władzę od października 2025 roku, kiedy to Kongres odsunął od władzy jego skrajnie niepopularną poprzedniczkę Dinę Boluarte. Drogę do pałacu prezydenckiego otworzyły mu wakaty na obu stanowiskach wiceprezydenckich. Rządy Jeríego okazały się jednak równie wątłe jak cały system polityczny Peru. Jest on trzecim z rzędu prezydentem usuniętym przez Kongres.
Bezpośrednim impulsem do obalenia Jeríego stała się afera „Chifagate”, której nazwa nawiązuje do słowa „chifa”, jak w Peru określa się chińskie restauracje. Kamery monitoringu uchwyciły zakapturzonego Jeríego podczas nocnego, tajnego spotkania z chińskim biznesmenem. Jednak mechanizm kryzysu jest znacznie głębszy: państwo pozostaje zakładnikiem permanentnego klinczu między stosunkowo słabą władzą wykonawczą a parlamentem, który taśmowo obala prezydentów. Te polityczne manewry, napędzane często niejasnymi interesami, toczą się przy niemal zerowym zaufaniu społecznym do instytucji państwa.
Tym razem wystarczyła zwykła większość
W peruwiańskiej polityce jak bumerang powraca pojęcie incapacidad moral permanente (trwałej niezdolności moralnej). To konstytucyjny „gumowy paragraf”, elastyczna formuła pozwalająca parlamentowi usuwać prezydentów (tzw. vacancia) w oparciu o przesłanki stricte polityczne, z pominięciem żmudnych procedur sądowych. Tym razem Kongres zdecydował się jednak na inne rozwiązanie. Deputowani zwykłą większością przegłosowali wotum nieufności wobec Jeríego, pozbawiając go funkcji przewodniczącego izby, a w konsekwencji prezydentury.
Po usunięciu Jeríego powstał problem sukcesji: kto pokieruje krajem do wyborów prezydenckich zaplanowanych na 12 kwietnia? Zgodnie z prawem rola tymczasowej głowy państwa przypada przewodniczącemu Kongresu. Sytuację komplikuje jednak postawa p.o. szefa parlamentu Fernando Rospigliosiego, który zasygnalizował, że nie chce objąć urzędu. Oznacza to konieczność pilnego wyboru nowego lidera izby. To on automatycznie stanie na czele państwa i pokieruje nim do 28 lipca, czyli do momentu zaprzysiężenia zwycięzcy kwietniowych wyborów.
Za mało czasu na prowadzenie własnego kalendarza
Mechanizm obecnego skandalu, choć banalny, okazał się politycznie zabójczy: prezydent odbywał spotkania z chińskimi biznesmenami, nie wspominając o nich w swoim oficjalnym kalendarzu. Peruwiańskie media obiegły nagrania z monitoringu w stołecznej dzielnicy San Borja, na których widać Jeríego wchodzącego nocą do restauracji. Celem wizyty była rozmowa z przedsiębiorcą Zhihuą Yangiem. Prezydent starał się działać incognito: na nagraniach widać go w kapturze i ciemnych okularach. To właśnie ten obraz stał się symbolem afery.
Jerí początkowo bagatelizował sprawę. Przekonywał, że była to jedynie kolacja poświęcona przygotowaniom do Dnia Przyjaźni Peru-Chiny, a brak wpisu w oficjalnym harmonogramie mętnie tłumaczył „dynamicznym tempem pracy”. Po wycieku nagrań przeprosił wprawdzie za swój kamuflaż, ale kategorycznie zaprzeczył nadużyciom. Mimo to prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie korupcji i płatnej protekcji.
Chiński wątek sięga jednak głębiej. Według agencji AP w aktach śledztwa przewija się nazwisko kolejnego biznesmena z Państwa Środka, kojarzonego z nielegalnym handlem drewnem. Z kolei „The Guardian” donosi o kolejnych zarzutach dotyczących Jeríego: po nocnych spotkaniach miało dochodzić do upolitycznionego rozdawania posad w administracji publicznej.
Skąd takie emocje wokół chińskich biznesmenów
Kontakty z chińskim biznesem budzą emocje na całym świecie, lecz to właśnie w Peru stały się katalizatorem poważnego kryzysu politycznego. Wynika to ze strategicznej zależności Limy od Pekinu. Chiny to najważniejszy partner handlowy kraju, kontrolujący duże projekty infrastrukturalne i złoża miedzi. Symbolem tych wpływów stał się uruchomiony pod koniec 2024 roku port w Chancay, zarządzany przez chińskiego giganta Cosco. Inwestycja ta stała się zresztą osią ostrego sporu dyplomatycznego, gdy nowy ambasador USA w Limie ostrzegł przed „tanim chińskim pieniądzem” i utratą suwerenności. Pekin odpowiedział zarzutami o dezinformację, stawiając peruwiański MSZ w trudnym położeniu.
Na tym tle afera „Chifagate” wyglądała fatalnie. Ujawnione spotkanie nie przypominało dyplomacji, lecz nieudolną konspirację. W sondażu Ipsos dla Reutersa aż 78 proc. badanych uznało te działania za przejaw korupcji. W atmosferze powszechnej nieufności sama forma takich rozmów, nocą, w restauracji, w kapturze, staje się politycznym wyrokiem, nawet zanim padną twarde dowody.
Cieniem na sprawie kładzie się także sama postać chińskiego biznesmena Zhihua Yanga. Rozmówca prezydenta nie jest bowiem postacią anonimową. Reuters przypomina, że jego nazwisko przewijało się już w śledztwach, natomiast hiszpański dziennik „El País” wskazuje na jego powiązania z tzw. Klubem Smoka, kartelem chińskich przedsiębiorstw budowlanych oskarżanych o ustawianie przetargów. Szczególne kontrowersje wzbudza rola Jeríego. Fakt, że jako wiceszef komisji śledczej sygnował on raport obciążający wspomniane firmy, stał się dla Kongresu wymarzoną amunicją polityczną.
Dlaczego prezydentura w Peru to walka o przetrwanie
Odwołanie Jeríego po tak krótkiej kadencji to nie wypadek przy pracy, lecz logiczna konsekwencja wadliwego systemu politycznego. Peru od lat tkwi w klinczu, w którym władza wykonawcza i ustawodawcza skazane są na wojnę podjazdową, a konstytucja wręcza obu stronom „guziki atomowe”.
Ulubioną bronią Kongresu pozostaje wspomniana vacancia, czyli odwołanie prezydenta z powodu „trwałej niezdolności fizycznej lub moralnej” (art. 113 konstytucji). Eksperci i obrońcy praw człowieka biją na alarm: mechanizm, który miał być bezpiecznikiem na wypadek skrajnych sytuacji, zdegenerował się do roli politycznego wytrycha. „Americas Quarterly” zauważa, że nieostre pojęcie „niezdolności moralnej” stało się motorem niestabilności i narzędziem walki o władzę, co już w 2020 roku Human Rights Watch uznało za zagrożenie dla państwa prawa.
Po drugiej stronie barykady prezydent dysponuje własną „opcją atomową”: możliwością rozwiązania Kongresu. Jest ona jednak obwarowana ścisłymi warunkami: głowa państwa może po nią sięgnąć dopiero, gdy parlament dwukrotnie nie udzieli rządowi wotum zaufania. To system naczyń połączonych, który popycha obie władze do niebezpiecznej gry na krawędzi. Przestrogą pozostaje los prezydenta Pedro Castillo z 2022 roku: próba rozwiązania Kongresu bez spełnienia wymogów konstytucyjnych skończyła się jego natychmiastowym odwołaniem i aresztem.
Stracona dekada Peru
Aby zrozumieć, dlaczego odwołanie Jeríego przyszło parlamentowi tak łatwo, trzeba spojrzeć szerzej na kontekst polityczny ostatnich lat. Peru zbliża się do wyborów prezydenckich w 2026 roku z bagażem „straconej dekady”. Okresu, w którym prezydenci zamiast reformować kraj, walczyli przede wszystkim o polityczne przetrwanie.
Oto krótki bilans tej politycznej spirali chaosu:
- Pedro Pablo Kuczynski (2016–2018): Zrezygnował pod ciężarem zarzutów korupcyjnych i nacisku ze strony parlamentu. Jego upadek dokonał się w cieniu gigantycznej afery łapówkarskiej brazylijskiego koncernu Odebrecht oraz oskarżeń o kupowanie głosów w zamian za uniknięcie impeachmentu.
- Martín Vizcarra (2018–2020): Usunięty przez Kongres pod pretekstem „trwałej niezdolności moralnej”. Decyzja ta, powszechnie uznawana za kontrowersyjną, wywołała falę protestów i ożywioną debatę o granicach władzy parlamentu.
- Manuel Merino (2020): Jako szef Kongresu przejął władzę po Vizcarrze, ale jego rządy trwały zaledwie kilka dni. Zrezygnował pod wpływem masowych demonstracji. Brutalne tłumienie protestów przez policję doprowadziło do ofiar śmiertelnych, co ostatecznie przesądziło o jego dymisji.
- Pedro Castillo (2021–2022): Odwołany i aresztowany po nieudanej próbie zamachu stanu. Chciał rozwiązać Kongres i rządzić za pomocą dekretów. Władzę po nim przejęła wiceprezydentka Dina Boluarte.
- Dina Boluarte (2022–2025): Odsunięta w październiku 2025 roku w atmosferze wrzenia społecznego. Iskrą zapalną była rosnąca fala przemocy i oskarżenia o korupcję. To właśnie po jej upadku stery państwa przejął Jerí.
- José Jerí (2025–2026): Najnowsza ofiara systemu. Odwołany po zaledwie czterech miesiącach w wyniku „Chifagate”.
Ta czarna seria wyjaśnia, dlaczego kolejny wakat na szczytach władzy nie wywołuje już w Limie szoku instytucjonalnego, jaki wstrząsnąłby każdą inną demokracją. W Peru kryzys stał się po prostu nową normą.