Irlandzka prezydencja w Radzie UE a big techy. Dlaczego Dublin nie forsuje unijnego podatku cyfrowego?
Trwają negocjacje nad unijnym budżetem na lata 2028-2034. Jednym z rozważanych rozwiązań był podatek od cyfrowych gigantów. Nie znalazł się on jednak w propozycji przygotowanej przez irlandzką prezydencję. W Dublinie sprawdzamy, jak Irlandczycy balansują między interesem unijnym, własnym a… amerykańskim.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego w irlandzkiej propozycji unijnego budżetu zabrakło podatku cyfrowego.
- W jakim stopniu irlandzki budżet zależy od podatków płaconych przez zagraniczne koncerny.
- Co o wpływach big techów i irlandzkim modelu gospodarczym mówią sami Irlandczycy.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
1 lipca 2026 r. prezydencję w Radzie Unii Europejskiej przejęła Irlandia. Dublin objął kierowanie pracami Rady w kluczowym dla Wspólnoty momencie negocjacji kolejnych Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2028-2034, czyli unijnego budżetu.
Kompromis, z którego nikt nie jest zadowolony
Oczywiście, Irlandia nie staje się przez to ostatecznym decydentem w sprawie kształtu unijnego budżetu (porozumienie wymaga bowiem jednomyślności państw członkowskich). Zarazem jednak jako państwo sprawujące prezydencję w Radzie UE odpowiada za przygotowanie kompromisowej propozycji na podstawie projektu przedstawionego przez Komisję Europejską.
Choć propozycja ta powinna uwzględniać stanowiska wszystkich państw członkowskich, prezydencja zachowuje pewną swobodę w kształtowaniu kompromisu dotyczącego nowych WRF.
10 października poznaliśmy irlandzki projekt budżetu unijnego (tzw. Irish box), na podstawie którego będą prowadzone dalsze negocjacje. Propozycja Irlandczyków spotkała się z szeroką krytyką. Eksperci z renomowanego brukselskiego ośrodka analitycznego Bruegel ocenili wręcz, że pod względem wielkości i struktury budżetu jest to najgorszy możliwy kompromis. Projekt zmniejsza wydatki o 8 proc. w stosunku do pierwotnej propozycji KE, ograniczając finansowanie m.in. konkurencyjności, bezpieczeństwa czy inwestycji w energetykę.
Jest to tym bardziej paradoksalne, gdy przyjrzymy się priorytetom irlandzkiej prezydencji. Są nimi właśnie konkurencyjność, bezpieczeństwo i wartości. Osoby zaznajomione z kulisami negocjacji przekonują, że takie ustępstwa są konieczne do osiągnięcia kompromisu, nawet jeśli żadne państwo nie będzie z niego w pełni zadowolone.
– Niektóre państwa nie chcą wydawać tak dużych kwot na unijny budżet. Nie odzwierciedla to naszego sposobu myślenia, ale musieliśmy pójść na względnie akceptowalny kompromis. W pewnym sensie jest to pewien sukces. Wszyscy są niezadowoleni i dla wszystkich jest to równie bolesne – przekazała nam osoba zaangażowana w prace irlandzkiej prezydencji.
Neutralność prezydencji pod znakiem zapytania
To nie jedyna kwestia budząca kontrowersje wokół projektu unijnego budżetu. Wątpliwości części ekspertów i europosłów dotyczą również rozbieżności między interesami Irlandii a interesem całej UE.
Chodzi o zachowanie należytej bezstronności przez Irlandię w trakcie sprawowania prezydencji. Powodem wątpliwości, podnoszonych już wiele miesięcy temu, są silne związki Irlandii z amerykańskimi koncernami technologicznymi. To właśnie w Dublinie swoje europejskie siedziby mają liczne amerykańskie big techy, odgrywające kluczową rolę w irlandzkiej gospodarce i finansach publicznych. Stopień uzależnienia Irlandii od wielkich graczy technologicznych widać również w mocno zniekształconych danych dotyczących wzrostu irlandzkiego PKB.
Wątpliwości części ekspertów i europosłów dotyczą również rozbieżności między interesami Irlandii a interesem całej UE. Chodzi o zachowanie należytej bezstronności przez Irlandię w trakcie sprawowania prezydencji.
W 2015 r. irlandzki PKB wzrósł o ponad 26 proc. m.in. wskutek przenoszenia do kraju przez międzynarodowe koncerny aktywów związanych z własnością intelektualną. Od tego czasu ekonomiści podchodzą do irlandzkich statystyk gospodarczych z dużą ostrożnością.
Nie zmienia to jednak faktu, że sektory zdominowane przez zagraniczne koncerny, głównie farmaceutyczne i technologiczne, odpowiadały w 2025 r. za około połowę wartości dodanej brutto irlandzkiej gospodarki.
Tak silna zależność Irlandii od wielkich graczy zza oceanu przynosi jednak krajowi ogromne korzyści, które pomagają zapewnić jego mieszkańcom bardzo wysoki poziom życia.
– 1 na 10 osób w sektorze prywatnym pracuje dla amerykańskiej korporacji wielonarodowej. Społeczeństwo skorzystało na tym modelu, ale występuje też wyraźne poczucie jego wrażliwości na wahania zewnętrzne. Dopóki on jednak funkcjonuje, Irlandia stara się wykorzystać go jak najlepiej i reinwestować nadwyżki. Istnieje jednak świadomość, że nagły szok w Ameryce mógłby wszystko zmienić – mówi dr Barry Colfer, dyrektor ds. badań w irlandzkim think tanku The Institute of International and European Affairs (IIEA).
Między interesem własnym a wspólnotowym
Krytycy irlandzkiego modelu gospodarczego wskazują jednak również na jego ciemną stronę. Chodzi o koszty, które w ich ocenie ponoszą pozostałe państwa członkowskie i ich gospodarki. W tym miejscu warto wrócić do unijnego budżetu.
Pierwotny projekt KE zakładał budżet w wysokości około 2 bln euro w cenach bieżących (1,76 bln euro w cenach z 2025 r.). Propozycja irlandzka przewiduje ograniczenie wydatków o 141 mld euro w porównaniu z projektem Komisji. Wcześniej Parlament Europejski proponował m.in. wprowadzenie podatku cyfrowego na poziomie unijnym.
Według PE takie rozwiązanie miałoby przynieść ok. 25 mld euro rocznie. Komisja Europejska była ostrożniejsza w swoich szacunkach, wskazując na kwotę około pięciokrotnie niższą. Wciąż jednak byłoby to istotne uzupełnienie unijnej kasy. Wprowadzenie takiego podatku jako nowego źródła dochodów własnych UE mogłoby także zmniejszyć obciążenia państw członkowskich związane ze składkami do unijnego budżetu.
Jeszcze w drugiej połowie września minister ds. europejskich Thomas Byrne nie wykluczał żadnego nowego źródła dochodów własnych UE. Ostatecznie w irlandzkiej propozycji nie uwzględniono jednak podatku cyfrowego. Zdaniem prezydencji powodem jest brak możliwości wprowadzenia go na poziomie UE przed 2028 r. oraz niespełnianie przez niego kryteriów stawianych nowym źródłom dochodów własnych.
Waszyngtoński cień sięga Dublina
Z rozmów, które przeprowadziliśmy w Dublinie z osobami zaznajomionymi z kulisami negocjacji, wyłania się jednak inny obraz. Rozmówcy wskazują na presję z Waszyngtonu. W przypadku Irlandii dochodzi do tego jeszcze jej własny interes gospodarczy.
– Amerykański rząd to bardzo nietypowe zwierzę. Jest mnóstwo nacisków. Najlepiej trzymać się z boku – deklarowała inna osoba związana z jedną z unijnych instytucji.
Podobne deklaracje usłyszeliśmy również od przedstawicieli Komisji Europejskiej we wrześniu.
– Naciski ze strony Waszyngtonu są stałe i nieustające. Od drugiej kadencji Donalda Trumpa są one wzmożone. Nie jest to tajemnica, ponieważ prezydent Trump otwarcie krytykował wiele aktów unijnych, np. DSA – mówił nam wówczas urzędnik KE.
Ostrożna postawa Irlandii wobec USA wynika jednak z czegoś więcej niż tylko chęci uniknięcia konfliktu z prezydentem Donaldem Trumpem. Nie chodzi również o zależność od amerykańskiego parasola obronnego, bo Irlandia nie należy do NATO.
Irlandzkie bogactwo za amerykański kapitał
Chodzi o strukturalne uzależnienie irlandzkiego dobrobytu od obecności amerykańskich korporacji, w tym gigantów technologicznych, oraz płaconych przez nie podatków.
Według doniesień portalu The Next Web 16 z 20 największych firm technologicznych świata ma swoje centra w Irlandii. W sektorze pracuje ponad 100 tys. osób, czyli niemal 2 proc. mieszkańców kraju.
W 2024 r. zaledwie dwie firmy technologiczne – według ustaleń irlandzkich mediów Apple i Microsoft – odpowiadały za niemal 40 proc. wpływów z CIT do irlandzkiego budżetu. Patrząc szerzej – 88 proc. wpływów z tego podatku pochodziło od zagranicznych koncernów.
Irlandzkie finanse publiczne są więc w znacznym stopniu uzależnione od podatków płaconych przez przedsiębiorstwa. W 2024 r. CIT odpowiadał za około 22 proc. łącznych wpływów z podatków i składek społecznych. Dla porównania, podawane w tekście wartości dla UE i Polski wynoszą odpowiednio 10,2 proc. oraz 6,5 proc.
Największe międzynarodowe grupy kapitałowe działające w Irlandii podlegają minimalnej efektywnej stawce CIT wynoszącej 15 proc., zgodnie z zasadami globalnego podatku minimalnego. Dotyczy to zasadniczo grup o skonsolidowanych rocznych przychodach wynoszących co najmniej 750 mln euro. Dla pozostałych przedsiębiorstw podstawowa stawka podatku od dochodów z działalności handlowej nadal wynosi 12,5 proc. Wielki biznes technologiczny może także liczyć na przychylność irlandzkiego rządu, niezależnie od tego, jakie partie sprawują władzę.
Irlandzki ekspert: inni też mogą nas naśladować
Dr Barry Colfer również podkreśla znaczenie stabilności politycznej, ale wymienia także inne czynniki sprzyjające rozwojowi sektora technologicznego w Irlandii.
– Dlaczego te wszystkie supernowoczesne firmy technologiczne tu są? Częściowo z powodu niskiej stawki podatku dochodowego od osób prawnych, ale są też inne kwestie. Można w tym miejscu wymienić np. prawo precedensowe, język angielski, członkostwo w UE, obecność innych firm (klasteryzacja), bezpieczne otoczenie. Strefa czasowa jest ważna, bo stąd można obsługiwać zarówno Zachodnie, jak i Wschodnie Wybrzeże USA. Ale naprawdę kluczową rzeczą, z której każdy inny kraj europejski powinien wyciągnąć lekcję, jest przewidywalność polityczna, podatkowa i w zakresie polityk publicznych. Od 100 lat mamy te same dwie partie rządzące – zauważa Barry Colfer.
Ekspert z IIEA nie uważa jednak, by irlandzki model gospodarczy był sam w sobie problemem. Wręcz przeciwnie – sugeruje, aby inne państwa europejskie inspirowały się Irlandią.
– Za to akurat nie czuję się winny. Nie czuję winy za to, że Irlandia stworzyła otoczenie, w którym wielkie firmy inwestują, tworzą tu dobrej jakości miejsca pracy i oczywiście płacą podatki. W innych częściach Europy występuje pewna zazdrość wobec tego, co osiągnęła Irlandia. Zachęcam każdy inny kraj europejski, by próbował to naśladować, bo nie mieliśmy tu niczego wyjątkowego – uważa analityk.
Zapytany o wpływ big techów na irlandzki rząd, Colfer zaprzecza jednak, by był on nieproporcjonalnie duży.
– Szczerze mówiąc – i naprawdę mówię to szczerze – nie wierzę, aby big tech wywierał jakikolwiek nieproporcjonalny wpływ na rząd irlandzki. Otoczenie polityczne tutaj jest specyficzne. Jeśli zatrudnisz 50 osób, porozmawiasz ze swoim lokalnym posłem i on cię wysłucha. Jeśli zatrudniasz 500 osób, dostaniesz spotkanie z kimś tuż obok wicepremiera. Czymś normalnym dla liderów politycznych jest tu kontakt i wymiana opinii z szefami przemysłu. Nie uważam, by big tech miał tu szczególny wpływ wyróżniający go na tle innych – konkluduje Barry Colfer.
Pytania o unijną solidarność cyfrową
Podobne opinie pojawiają się również w nieoficjalnych rozmowach z przedstawicielami lokalnego biznesu i unijnych instytucji.
Irlandczycy zarówno w oficjalnych, jak i nieformalnych rozmowach zapewniają, że zależy im na wzmocnieniu pozycji UE na arenie międzynarodowej. Jednak w kwestii opodatkowania big techów interes gospodarczy Irlandii, ściśle związany z obecnością amerykańskich korporacji, wydaje się przeważać nad interesem wspólnotowym. I to nawet w okresie sprawowania prezydencji w Radzie UE.
Przypadek Irlandii stanowi również kontrargument wobec przekonania, że koniec kadencji Donalda Trumpa automatycznie doprowadzi do bardziej wyrównanych relacji między amerykańskimi gigantami technologicznymi a państwami UE.
Dopóki część państw członkowskich będzie unikać wspólnych rozwiązań dotyczących opodatkowania pozaeuropejskich big techów, trudno będzie mówić o rzeczywistych fundamentach unijnej suwerenności technologicznej. Na razie niewiele wskazuje na to, by sytuacja miała się zasadniczo zmienić po zakończeniu irlandzkiej prezydencji.
Główne wnioski
- Irlandzka prezydencja zaproponowała unijny budżet na lata 2028-2034 mniejszy o 8 proc. od projektu Komisji Europejskiej. Cięcia objęły m.in. konkurencyjność i bezpieczeństwo, które jednocześnie należą do priorytetów samej prezydencji. Rozmówcy znający kulisy negocjacji tłumaczą to koniecznością wypracowania kompromisu, z którego żadne państwo nie jest w pełni zadowolone.
- W irlandzkiej propozycji zabrakło unijnego podatku cyfrowego, który mógłby stanowić nowe źródło dochodów własnych UE. Według szacunków przytoczonych w artykule mógłby on przynosić nawet 25 mld euro rocznie, choć pojawiają się też znacznie ostrożniejsze prognozy. Prezydencja tłumaczy, że nie da się go wprowadzić przed 2028 r., a rozmówcy z unijnych instytucji wskazują na stałą presję ze strony Waszyngtonu.
- Irlandzkie finanse publiczne są wyjątkowo silnie uzależnione od podatków płaconych przez zagraniczne koncerny. W 2024 r. CIT odpowiadał za około 22 proc. łącznych wpływów z podatków i składek społecznych, a niemal 40 proc. wpływów z samego CIT pochodziło od dwóch gigantów technologicznych. Barry Colfer z IIEA przekonuje jednak, że sukces Irlandii wynika przede wszystkim ze stabilnego i przewidywalnego otoczenia biznesowego, a big techy nie mają nieproporcjonalnie dużego wpływu na rząd.