Kategorie artykułu: Polityka Świat

Izrael po trzech latach wojny. Co zdecyduje o wynikach wyborów?

Benjamin Netanjahu walczy o utrzymanie władzy, a jego przeciwnicy o większość, której nie gwarantują im sondaże. Trzy lata po ataku Hamasu Izrael pozostaje głęboko podzielony, a wynik wyborów może nie zakończyć politycznego kryzysu.

wybory w Izraelu
Na zdjęciu pojazd izraelskiej armii przejeżdżający obok plakatu wyborczego z wizerunkiem premiera Benjamina Netanjahu, lidera Likudu. Izrael przygotowuje się do wyborów parlamentarnych zaplanowanych na 27 października 2026 r. Fot. Amir Levy/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie nastroje panowały w Izraelu przed wyborami parlamentarnymi i co jest najważniejsze dla wyborców.
  2. Kto walczy o władzę i co mówią sondaże.
  3. Jak wynik wyborów może wpłynąć na politykę Izraela i jego stosunki z zagranicą.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

27 października odbywają się w Izraelu pierwsze wybory do Knesetu od ataku Hamasu z 7 października 2023 r., w którym zginęło około 1200 osób, a 251 zostało uprowadzonych. Trzy lata konfliktów w Strefie Gazy, Libanie i Iranie zmieniły sytuację bezpieczeństwa Izraela, ale też pogłębiły wcześniejsze podziały społeczne.

Marek Matusiak z Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) w analizie z 1 września ocenia, że wybory będą przede wszystkim referendum nad przywództwem Benjamina Netanjahu. Ich stawką jest jednak również przyszły charakter izraelskiego państwa.

Najważniejsze wybory w historii Izraela

– To pierwsza od 7 października 2023 r. szansa na polityczne rozliczenie lub wyrażenie poparcia dla rządu premiera Netanjahu. Ostatnie lata to czas największego kryzysu państwowego w historii współczesnego Izraela stąd waga przypisywana najbliższemu głosowaniu. Dominuje poczucie, zwłaszcza wśród elektoratu opozycji, że kontynuacja rządów Netanjahu oznacza dalsze pogłębienie nieliberalnego kursu państwa, trwanie w stanie permanentnego konfliktu i utrwalenie dominacji skrajnej prawicy – dodaje w rozmowie z XYZ Michał Wojnarowicz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM).

Z kolei Elad Simchayoff, dziennikarz stacji Channel 12 News, przytacza wyniki sondażu, z którego wynika, że 40 proc. Izraelczyków uważa głosowanie za najważniejsze w historii państwa, a kolejnych 41 proc. za szczególnie ważne.

– To będą prawdopodobnie jedne z najważniejszych i najbardziej napiętych wyborów w historii Izraela – mówił Elad Simchayoff podczas spotkania z dziennikarzami w Warszawie, zorganizowanego przez Europe Israel Press Association (EIPA).

Społeczeństwo straumatyzowane i podzielone

– Jesteśmy narodem dotkniętym traumą. Nie ma w Izraelu nikogo, kto w jakiś sposób nie zostałby dotknięty wojną – dodaje Tal Rabina, jeden z szefów EIPA. Podkreśla, że niemal każdy zna kogoś, kto zginął, został ranny lub walczył. I choć po 7 października społeczeństwo potrafiło się zmobilizować, organizując pomoc dla przesiedlonych i żołnierzy, to solidarność w obliczu zagrożenia nie zakończyła sporów politycznych.

Elad Simchayoff opisuje rodziny, w których różnice poglądów doprowadziły do wielomiesięcznego zerwania kontaktów. Z kolei Marek Matusiak przekonuje, że konflikt nie sprowadza się do stosunku do Netanjahu. Dotyczy różnych wizji demokracji, żydowskiego charakteru państwa i roli religii, a reforma sądownictwa oraz wojna tylko go zaostrzyły.

Bezpieczeństwo nie jest jedynym tematem kampanii, choć w badaniu Channel 12 aż 31 proc. ankietowanych wskazało je jako najważniejszą kwestię.

– Wynik należy tłumaczyć podobieństwem stanowisk głównych żydowskich ugrupowań wobec Iranu, Strefy Gazy i Zachodniego Brzegu. Są pewne niuanse, ale ogólnie ich stanowiska są dość podobne – oceniał izraelski dziennikarz.

Wyraźniejsze różnice dotyczą spraw wewnętrznych: reformy sądownictwa, relacji religii z państwem, obowiązków wojskowych i rozliczenia wydarzeń z 7 października. Likud zapowiada powrót do zmian w sądownictwie, którym opozycja sprzeciwia się jako zagrożeniu dla demokracji. W tle pozostają też koszty życia i długotrwałej mobilizacji rezerwistów.

Czytaj również: Gospodarka Izraela powraca na ścieżkę wzrostu? PKB niemal dwukrotnie przewyższył oczekiwania

Kto odpowiada za 7 października?

Opozycja obarcza Netanjahu odpowiedzialnością polityczną za atak Hamasu.

– Premier odpowiada, że nie otrzymał właściwych ostrzeżeń od wojska i służb, za to późniejsze operacje przeciwko Hamasowi, Hezbollahowi i Iranowi przedstawia jako swoje osiągnięcia. Netanjahu mówi po prostu, że nikt go nie poinformował wcześniej i nikt go nie obudził – relacjonuje Elad Simchayoff.

Dziennikarz podkreśla, że obie strony opowiadają wyborcom zupełnie inne historie o tym samym wydarzeniu.

W lutym premier przedstawił 55-stronicowy dokument o okolicznościach ataku. Michał Wojnarowicz z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) w analizie z 12 lutego wskazywał, że Netanjahu selektywnie przywoływał dokumenty i wypowiedzi dowódców, aby wykazać brak jednoznacznych ostrzeżeń. Zdaniem analityka było to także przygotowanie narracji na kampanię wyborczą.

– Netanjahu wciąż ma dużą szansę na utrzymanie się u władzy. Wprawdzie tylko nieliczne sondaże pokazują, że jest w stanie utrzymać z dotychczasowymi partnerami większość koalicyjną, ale w przypadku scenariusza, w którym opozycja nie zdobędzie przewagi w Knesecie, może on kontynuować swoją funkcję jako szef rządu tymczasowego – mówi w rozmowie z XYZ ekspert PISM.

Przywołuje też inne możliwe scenariusze, jak stworzenie rządu jedności narodowej, w którym Netanjahu mógłby utrzymać tekę, a potem np. próbować ubiegać się o prezydenturę.

– W przypadku porażki wyborczej zostanie liderem opozycji, co jest oficjalnym stanowiskiem w izraelskim systemie i będzie robił wszystko by wywrócić rząd, jak miało to miejsce w latach 2021-2022 i wrócić do władzy – podsumowuje analityk PISM.

Kto ma obowiązek walczyć?

Drugim źródłem konfliktu jest obowiązek służby wojskowej dla ultraortodoksyjnych Żydów zwanych charedim. Wielu młodych mężczyzn uczących się w szkołach religijnych korzystało ze zwolnień z poboru. Po latach działań wojennych i mobilizacji rezerwistów kwestia ta stała się symbolem nierównego podziału obowiązków.

Izraelski żołnierz mija ultraortodoksyjnych Żydów ze wspólnoty chasydzkiej Breslew, opuszczających demonstrację przed więzieniem wojskowym nr 10 w Netanji. Protestujący sprzeciwiali się obowiązkowemu poborowi do wojska i więzieniu osób uchylających się od służby. Kwestia poboru ultraortodoksyjnych Żydów pozostaje jednym z głównych sporów przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 27 października. Konflikt zaostrzył się po wygaśnięciu w 2024 r. ogólnego zwolnienia ze służby wojskowej dla uczniów szkół religijnych. Netanja, 12 października 2026 r. Fot. Amir Levy/Getty Images.

Opozycja zapowiada zwiększenie udziału charedim w służbie, choć według Elada Simchayoffa nie zawsze tłumaczy, jak to osiągnie.

– To pytanie o to, jak izraelskie społeczeństwo będzie wyglądało za 20 czy 30 lat. Spór dotyczy też zatrudnienia, podatków, finansowania edukacji religijnej i udziału w gospodarce – mówił izraelski dziennikarz.

Profesor Kobi Michael z izraelskiego Institute for National Security Studies (INSS) przestrzega, że długotrwałe obciążanie ograniczonej części społeczeństwa kosztami obronności pogłębia wewnętrzne napięcia.

– Kwestia służby ortodoksów i krytyka podejścia Netanjahu do tej kwestii jest jednym z najmocniejszych spoiw dla obozu opozycji. Rozwiązanie, czyli pobór lub jakaś forma służby zastępczej, cieszy się dużym społecznym poparciem. Podobnie wygląda sprawa rozliczeń za 7 października i klęski państwa w tym dniu to główna amunicja dla wszystkich, którzy chcą odsunąć obecny rząd od władzy – mówi Michał Wojnarowicz.

Warto wiedzieć

Jak wybierany jest parlament Izraela?

Kneset liczy 120 deputowanych wybieranych na cztery lata w systemie proporcjonalnym.

Cały Izrael jest jednym okręgiem, a wyborcy głosują na listy partyjne, nie bezpośrednio na premiera. Próg wyborczy wynosi 3,25 proc.

Mandaty dzielone są metodą Badera-Ofera, zbliżoną do d’Hondta. Po wyborach prezydent powierza misję utworzenia rządu politykowi mającemu największe szanse na uzyskanie poparcia parlamentu – niekoniecznie liderowi największej partii.

Do stabilnej większości potrzeba co najmniej 61 mandatów. Rządy powstają więc zwykle z koalicji kilku ugrupowań.

Sondaże nie gwarantują większości

W sondażu kanału Channel 12 ugrupowania opozycyjne miały 54 mandaty, a blok Netanjahu 49. Cztery przypisywano nowej Partii Rezerwistów, której przyszłe sojusze nie były jasne. Pozostałe 13 – ugrupowaniom arabskim. Inne ośrodki pokazywały odmienny układ poparcia. Żaden z tych wyników nie przesądza zatem, kto utworzy gabinet.

Głównym konkurentem Netanjahu jest były szef sztabu armii Gadi Eisenkot, lider centrowej partii Yashar. Po stronie opozycji znajdują się także ugrupowanie BeYachad Naftalego Bennetta i Jaira Lapida, Izrael Nasz Dom Awigdora Liebermana oraz Demokraci Jaira Golana. Likud liczy na współpracę z partiami ultraortodoksyjnymi oraz prawicą reprezentowaną przez Itamara Ben Gwira i Becalela Smotricza.

Kluczowy problem opozycji to stosunek do ugrupowań arabskich. Jeżeli żydowskie partie opozycyjne nie zdobędą większości, możliwy byłby rząd korzystający z zewnętrznego poparcia partii arabskich. Eisenkot deklaruje, że nie chce takiego rozwiązania. Netanjahu wykorzystuje jednak ten scenariusz w kampanii, ostrzegając przed wpływem arabskich polityków na rząd. Elad Simchayoff wskazywał, że właśnie w tym miejscu arytmetyka mandatów zderza się z politycznymi deklaracjami.

Marek Matusiak z OSW przypomina, że arabskie ugrupowania pozostają w dużej mierze poza systemem sprawowania władzy, choć Ra'am Mansura Abbasa weszła do koalicji w latach 2021–2022. Zarówno Marek Matusiak, jak i Michał Wojnarowicz dopuszczają prawdopodobieństwo powyborczego impasu. Izrael zna ten problem: w latach 2019–2021 czterokrotnie głosowano do Knesetu, ponieważ nie udawało się stworzyć trwałej większości.

Nowy premier, stara polityka bezpieczeństwa

O ile strony różnią się w kwestii sądownictwa czy poboru do wojska, o tyle nowy gabinet nie musi zmienić podstawowych założeń polityki wobec Palestyńczyków. Widać szeroki konsensus największych żydowskich partii w sprawach bezpieczeństwa, w tym niechęć do utworzenia państwa palestyńskiego. Zmiana może dotyczyć raczej metod działania i stosunków z partnerami międzynarodowymi.

Elad Simchayoff przywołuje stanowisko Eisenkota, który dopuszcza utrzymanie izraelskich wojsk w Strefie Gazy nawet po rozbrojeniu Hamasu i ustanowieniu nowej administracji. To pokazuje, że przeciwnicy Netanjahu nie zawsze proponują łagodniejszy kurs.

– Nie przewiduję żadnych znaczących zmian w najbliższej przyszłości, nawet jeśli po wyborach w Izraelu nastąpi zmiana polityczna – mówi prof. Kobi Michael z INSS.

Uważa, że dotychczasowy model dwustronnych rozmów izraelsko-palestyńskich wyczerpał swoje możliwości. Szansę widzi w szerszej współpracy regionalnej i normalizacji stosunków z Arabią Saudyjską.

Marek Matusiak również ocenia, że rząd opozycji mógłby zmienić sposób prowadzenia dyplomacji, ale niekoniecznie doktrynę bezpieczeństwa. Potencjalną różnicą byłoby bardziej zdecydowane ograniczanie przemocy radykalnych osadników na Zachodnim Brzegu.

Zachód i państwa arabskie patrzą na Izrael

Wynik wyborów będzie obserwowany w Waszyngtonie, europejskich stolicach i na Bliskim Wschodzie. W analizie kampanii Michał Wojnarowicz wskazywał, że opozycja krytykuje Netanjahu za osłabienie pozycji międzynarodowej Izraela, choć nie przedstawia zasadniczo odmiennej strategii. Istotne pozostają relacje z administracją Donalda Trumpa: Izrael korzysta z amerykańskiego wsparcia wojskowego i dyplomatycznego, ale interesy obu państw nie we wszystkich sprawach są zbieżne.

Część państw zachodnich zastosowała ograniczenia wobec izraelskich osadników i osób związanych z przemocą na terytoriach palestyńskich. Elad Simchayoff twierdzi, że niektóre rządy uwzględniają kalendarz wyborczy, rozważając następne kroki. Przywołał rozmowy z przedstawicielami brytyjskiego MSZ, według których przygotowanie nowych sankcji może zająć 6-9 miesięcy. Dziennikarz interpretował to jako czas na sprawdzenie, czy po wyborach Izrael zmieni kurs. Nie była to jednak oficjalna deklaracja Londynu.

Duże zainteresowanie wyborami wykazują też dyplomaci państw arabskich, szczegółowo śledzący różnice między izraelskimi partiami. Relacje z Arabią Saudyjską, Turcją czy państwami sąsiednimi zależą bowiem nie tylko od składu rządu, ale również od dalszych operacji wojskowych i przyszłości Strefy Gazy.

– Netanjahu opiera się na przekazie, że bez jego przywództwa Izrael zaprzepaści sukcesy militarne w regionie. Opozycja z kolei kontruje, że nie niosą one korzystnych skutków politycznych i dyplomatycznych. Szef rządu korzysta też z jednoznacznego poparcia, jakie udzielił mu Donald Trump – mówi natomiast analityk PISM.

Potwierdza, że Iran faktycznie pozostanie głównym strategicznym przeciwnikiem dla Izraela.

– W tej sprawie na izraelskiej scenie politycznej panuje konsensus. Aspekty międzynarodowe są ważną częścią wyborów i elementem kampanii, co działa na korzyść Netanjahu z prozaicznego powodu: opozycja jest w tym zakresie siłą rzeczy mniej sprawcza – podsumowuje Michał Wojnarowicz.

Główne wnioski

  1. Wybory są referendum nad Netanjahu, ale również nad przyszłym kształtem izraelskiego państwa. Trzy lata po ataku Hamasu izraelskie społeczeństwo pozostaje głęboko podzielone. Choć bezpieczeństwo nadal zajmuje ważne miejsce w kampanii, wyborcy zwracają również uwagę na reformę sądownictwa, odpowiedzialność władz za wydarzenia z 7 października oraz nierówny podział obowiązków wojskowych w społeczeństwie.
  2. Opozycja może zdobyć więcej mandatów niż obóz Netanjahu, ale nie musi przejąć władzy. Sondaże wskazują na rozdrobnienie sceny politycznej i trudności z uzyskaniem większości 61 mandatów. Szczególnie problematyczny dla opozycji jest stosunek do ugrupowań arabskich, których poparcie może okazać się niezbędne do utworzenia rządu.
  3. Zmiana premiera może poprawić stosunki Izraela z zagranicą, ale nie musi oznaczać zmiany jego polityki bezpieczeństwa. Największe żydowskie ugrupowania opozycyjne podzielają wiele założeń obecnej polityki wobec Strefy Gazy, Zachodniego Brzegu i Iranu. Ewentualny nowy rząd mógłby prowadzić bardziej pragmatyczną dyplomację i próbować odbudować relacje z europejskimi partnerami oraz państwami arabskimi.