Kategoria artykułu: Kultura

Jak mieszka Spider-Man? 5 przedmiotów, które odmieniłyby jego loft

Peter Parker już na swoim, choć trochę u niego surowo… Przygotowaliśmy więc listę zakupową! Od malarstwa, przy którym lepiej nie mieć lęku wysokości, po płachty jedwabiu w marvelowskich barwach.

Spider-man
Najnowsza ekranizacja przygód Spider-Mana z Tomem Hollandem w roli głównej zarobiła 927 mln dolarów w pierwszy weekend wyświetlania. Według serwisu Box Office Mojo, film prześcignął pod względem przychodów kinowych wciąż popularną „Odyseję”. Fot. Getty

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakimi kolekcjonerskimi przedmiotami urządzić można wnętrze w stylu loftowym - ile kosztuje zabytkowy metalowy wentylator, a ile dzieło malowane na dwumetrowej płachcie jedwabiu.
  2. Jaki jest najpopularniejszy malarz na polskim rynku aukcyjnym i jak ceny jego dzieł różnią się w zależności od techniki. 
  3. Co łączy PRL-owskie lampki z Lamborghini Countach. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W pierwszych trzech dniach od premiery „Spider-Man: Całkiem nowy dzień” zarobił blisko miliard dolarów, komunikuje PAP. W stołecznych kinach również dość tłoczno. Trzeba jednak uważać, bo bujanie na sprężynującej pajęczynie w gąszczu wysokościowców skutecznie przypomnieć może chorobę lokomocyjną z czasów szkolnych! Ten Peter Parker to musi być odporny… Szkoda tylko, że wolny czas spędza we wnętrzach właściwych dla chronicznego kawalera (jakby nie patrzeć - woli w końcu wyskoczyć w miasto). Najświeższa ekranizacja wyczynów Spider-Mana istotnie nie stanowi zastrzyku wnętrzarskich inspiracji. Przez większość kadrów osadzonych w nowojorskim budownictwie przesącza się wysoce dosłowny styl loftowy. Fabrycznie wysokie wnętrza o betonowej wylewce. Mętne od smogu szyby w kratownicach szprosów. Zamiast szaf - magazynowe regały pokryte emalią. W kącie - zużyty wentylator. Wnętrzności wszelkich instalacji oplatające ściany… Industrialny sznyt w pełnej krasie. Co wobec tego zaproponowalibyśmy Spider-Manowi do nowego loftu? (Nie mylić z „do luftu”, bo tak na Górnym Śląsku opisuje się coś do niczego. A region ten wie przecież co nieco o uprzemysłowieniu.)

Ceny prac Edwarda Dwurnika zależą głównie od techniki opracowania. O ile dzieła malarskie wyceniane bywają na kilkaset tysięcy złotych, edycje graficzne dostępne są od znacząco niższych progów. Przykładowa inkografia „Warszawa. Zmieniamy się na dobre” sprzedana została na aukcji w cenie powyżej 4,5 tys. zł. Pochodziła z serii 2700 egzemplarzy. Fot. Sopocki Dom Aukcyjny

1. Edward Dwurnik, superbohater rynku

Trudno o szerzej rozpoznawalny dorobek na rynku. Jak wynika z danych OneBid, dzieła Edwarda Dwurnika od lat zaliczają się do najczęściej notowanych w aukcyjnym obiegu. Nieżyjący już artysta pozostawił po sobie tysiące prac, w tym rozchwytywane cykle „Podróży autostopem” i „Błękitnych miast”. Przeważnie przyglądał się w nich Polsce. Raz z trzewi, raz z dystansu Spider-Mana i helikoptera.

Co ciekawe, Edward Dwurnik rozpoczął drobiazgowe datowanie swoich obrazów od symbolicznego momentu, w którym w połowie lat 60. zetknął się z twórczością krynickiego prymitywisty – Epifaniusza Drowniaka znanego jako Nikifor. Był to „Matejko” dworcowych stacyjek, pustych ulic, cerkiewnych wnętrz i cieniutkich siateczek dachówki. Zamykał w swoich obrazach ciszę zimowego kurortu, wyrysowując dzieła dosłownie z niczego. Bywało, że nie mógł sobie pozwolić nawet na zakup flamastra. Podziwiamy więc jego pejzaże na papierze zużytych kopert, w ramkach z rozprostowanych w palcach sreberek po cukierkach. Edward Dwurnik spojrzał jego perspektywą na pozostałe miasta, dochodząc jednak do zupełnie innej formuły malarskiej. Szkicowej i pospiesznej jak streszczenie głównych ulic i gmachów. Budynki gromadził w takich odległościach, żeby zmieściły się w kadrze.  Górujące nad okolicą pomniki nabrzmiewały do skali wodzów minionych ustrojów. Zamiast zimowej ciszy panuje tam zwykle zgiełk i pośpiech. Dwa naczelne osiągnięcia naszej epoki.

Ceny prac Edwarda Dwurnika zależą głównie od techniki opracowania. O ile dzieła malarskie wyceniane bywają na kilkaset tysięcy złotych, edycje graficzne dostępne są od znacząco niższych progów. Przykładowa inkografia „Warszawa. Zmieniamy się na dobre” sprzedana została na aukcji w cenie powyżej 4,5 tys. zł. Pochodziła z serii 2700 egzemplarzy. Fot. Sopocki Dom Aukcyjny

2. Stary-nowy wiatrak dla Petera…

…od Petera! Następną propozycją do loftu superbohatera będzie wentylator projektu wszechstronnego Petera Behrensa. Ktoś mógłby zapytać, ile może kosztować taki stary wiatrak! Otóż godną czterocyfrową wartość. Mowa w końcu o sprzęcie niemieckiej marki AEG wyprodukowanym w okresie międzywojennym. W początkach XX wieku Behrens opracował coś, co dziś określilibyśmy jako „corporate design”. Projektował dla AEG niemal wszystko. Od berlińskiej hali turbin po wytwarzane nieopodal suszarki do włosów. W architektonicznej pracowni Behrensa terminowali za młodu najwięksi współcześni wizjonerzy tej dziedziny - Ludwig Mies van der Rohe, Walter Gropius czy Le Corbusier. Pierwszych dwóch stworzyło w przyszłości Bauhaus, najpotężniejszą niemiecką szkołę wzornictwa przemysłowego. W ramach jej postulatów łączyć należało czystą funkcjonalność z nowoczesną urodą formy. Jakiś przykład w czasów bieżących? Może iPhone. Bauhaus stanowił ponoć główną inspirację dla gładkich linii sprzętów Apple.

Co widzisz na obrazku? Wejście czechosłowackiej lampy w stratosferę! Projekt Heleny Frantovej stanowi doskonały przykład wzornictwa opisywanego terminem space age. Datowana na połowę XX wieku lampa osiągnęła na styczniowej aukcji cenę 483 zł. Fot. Galeria Brzozowy Zakątek

3. Lampa wystrzelona w kosmos

Nowa przebojowa koncepcja Elona Muska? Nie, choć poniekąd blisko. W surowe przestrzenie loftów bezbłędnie wpisywać się może tzw. styl space age. Był to wyjątkowo trwały nurt, w ramach którego wzornictwo odpowiadać zaczęło swoimi futurystycznymi formami na społeczne zainteresowanie podbojem kosmosu. Od wystrzelenia Sputnika w 1957 r., aż po echa lądowania na Księżycu w ramach misji Apollo 11. Przedmioty domowego użytku odzwierciedlać zaczęły powszechną wiarę w odważny technologiczny postęp. Na ekranach zagościli „Jetsonowie”, we wnętrzach meble rodem z wymyślonego statku kosmicznego. Gładkie płaszczyzny, kopulaste klosze, stożkowate formy rakiet. Co znaczące, odważna pozaziemska estetyka dotarła nawet do producentów samochodów i na ulice wyjechało abstrakcyjnie spłaszczone Lamborghini Countach. Astronomiczny wyścig mocarstw inspirował zarówno projektantów nowoczesnego zachodu, jak i naszego, wschodniego bloku. Na rodzimym rynku kolekcjonerskim nietrudno zresztą o wspaniałe przykłady z zakładów polskich czy czechosłowackich. Prym wiodą wśród nich oświetleniowe oprawy przypominające swoją formą latające talarze i szpiczaste bryły rakiet. Kiedy powstawały, nasz Spider-Man był jeszcze w powijakach! Na początku lat 60.  wyłaniał się przecież ledwo z komiksowych kart.

Stolik kawowy potocznie określany jako „pająk” to model H-259 autorstwa Jindřicha Halabali. Na krajowych aukcjach model ten osiąga wartość od ponad 1 tys. zł do blisko 2,9 tys. zł.  Fot. Pragaleria

4. Stolik z gromady pajęczaków…

Zatrzymując się przy Czechosłowacji, trudno nie wspomnieć o projekcie, który wręcz wprasza się do spidermanowego loftu. Mowa o słynnym stoliku kawowym modelu H-259. Potoczna nazwa fasonu: „pająk”. Fornirowany blat z zaokrąglonymi narożnikami i harmonijnie równoważące go, łukowato wygięte nogi. Ceniony na rynku kolekcjonerskim projekt opracował Jindřich Halabala, prawdziwa gwiazda czechosłowackiego designu. Co znaczące, wzór ten pozostaje poniekąd w zawieszeniu. Aż chciałoby się dodać: jak nasz bohater na pajęczynie rozpiętej na dachach dwóch wieżowców. Datowane na lata 30. projekty Halabali opisywane są najczęściej jako przykłady stylistyki art déco. Nie sposób jednak odpędzić wrażenie, że odzwierciedlają też płynne przejście do tzw. estetyki mid-century modern. Popularny styl połowy XX wieku rozsmakowywał się zarówno w prostocie, jak i organicznych formach. Skoro więc pół globu rozszyfrowuje MCU jako Filmowe Uniwersum Marvela (Marvel Cinematic Universe), pora wzbogacić słownik o MCM. Mid-century modern, oczywiście.

„Smuga czerwieni” to praca namalowana na dwumetrowym panelu naturalnego jedwabiu. Z malarstwa na tej tkaninie znana jest Alina Błoch, której prace wyceniane bywają m.in. w zależności od formatu. Czerwono-błękitna kompozycja ma cenę 4,9 tys. zł. Fot. Xanadu Galeria i Dom Aukcyjny

5. Skład: 100 proc. marvelowskiego jedwabiu

Nieprzyzwoicie wysokie loftowe wnętrza zobowiązują nas również do stosowanych formatów. Dla przełamania gołych ceglanych ścian zaproponujemy więc Peterowi Parkerowi dwumetrowy panel z naturalnego jedwabiu. Takie rozmiary osiągają prace współczesnej artystki Aliny Bloch. Czy wpisują się jakoś w narrację o superbohaterach? Byłoby to pewne nadużycie, bo mowa o twórczości głęboko uduchowionej. Choć wiele z tych dzieł ma raczej transcendentną wymowę, nikt nie powiedział, że sztuka tego rodzaju nie odnajdzie się też w swobodniejszym wymiarze. Malowane na delikatnym jedwabiu abstrakcyjne kompozycje mogą nas przecież poruszać samą ekspresją barw! Dla Spider-mana wybralibyśmy, rzecz jasna, panel w jedynych słusznych kolorach. Rządzą przecież czerwień i chabrowy błękit. Najdogodniej dla naszego kontekstu byłoby jeszcze nadmienić coś o wytrzymałej nici jedwabnej… Groziłoby to jednak przedawkowaniem popkultury na całego. Nawet gdybyśmy chcieli, przypisywanie jedwabników do rzędu pająków byłoby już brawurowo pozanaukowe.

Główne wnioski

  1. Surowy wystrój loftu urozmaicić można na różne sposoby - od malarstwa przez zabytki techniki po wielkoformatowe, ręcznie malowane jedwabie. W przypadku wiekowych urządzeń warto mieć na uwadze, że nawet stare wentylatory mogą osiągać na rynku aukcyjnym czterocyfrową wartość. Mając przedmioty tego rodzaju, ważne jednak, żebyśmy dbali o ich stan zachowania.
  2. Najpopularniejszym artystą na polskim rynku aukcyjnym okazuje się Edward Dwurnik znany przede wszystkim z cyklu obrazującego miasta widziane z lotu ptaka. Ceny jego prac dochodzą do poziomu kilkuset tysięcy złotych, jednak przystępniejsze serie graficzne możemy już kupić za kilka tysięcy złotych. 
  3. Zarówno Lamborghini Countach, jak i niektóre PRL-owskie lampy łączy jedna stylistyczna tendencja. Nurt określany terminem space age inspirował projektantów w wielu zakątkach globu. Od wystrzelenia Sputnika w 1957 r., aż po echa lądowania na Księżycu w ramach misji Apollo 11 design odzwierciedlał powszechne zainteresowanie podbojem kosmosu.