Kategorie artykułu: Kultura Polityka

Jak próbowano otruć Karola Nawrockiego? Przeczytaliśmy książkę prezydenta (RECENZJA)

„Trochę byłem łobuzem – trochę tu i tam się poszarpałem” – opowiada Karol Nawrocki w książce, która ukazała się z okazji pierwszej rocznicy jego prezydentury. Publikacja ujawnia także kulisy ostatniej kampanii prezydenckiej.

Karol Nawrocki książka
Fragment okładki książki Karola Nawrockiego. Fot. materiał wydawcy

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jakich okolicznościach – wedle relacji Karola Nawrockiego – próbowano go otruć.
  2. Jakie są najciekawsze wątki opisane w książce „Skąd się wziął Karol Nawrocki”.
  3. Jak prezydent Karol Nawrocki ocenia Sejm i marszałka Włodzimierza Czarzastego.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

„Autokar, cały garnitur, wszystko – kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami (…). Gdy w środku pojazdu to wszystko się działo, ludzie podchodzili, chcieli zrobić sobie zdjęcie z autokarem Nawrockiego. A moje chłopaki (…). Oni naprawdę przez chwilę myśleli, że stało się coś najgorszego” – opowiada Karol Nawrocki.

W ten sposób Karol Nawrocki w swojej książce sugeruje, że na finiszu kampanii wyborczej przed pierwszą turą wyborów prezydenckich mogło dojść do próby jego otrucia.

Kim jest Andrzej Nowak?

Trudno nie szukać porównań z książką „To ja. Andrzej Duda”. Różnic jest jednak sporo. Po pierwsze, książka byłego prezydenta obejmowała nie tylko dzieciństwo i młodość Andrzeja Dudy, ale także 10 lat jego prezydentury. Jego następca pełni swój urząd dopiero rok, więc z oczywistych powodów jest tu znacznie mniej historii zza kulis krajowej i międzynarodowej polityki.

Po drugie, w przypadku publikacji Andrzeja Dudy czytelnik otrzymał spisaną przez ghostwritera opowieść o całym życiu krakowskiego polityka. Książka dr. Karola Nawrockiego to wywiad, który z głową państwa przeprowadził historyk prof. Andrzej Nowak.

Andrzej Nowak to – być może – jeden z najwybitniejszych intelektualistów związanych z prawicą, który zasiadał w komitecie poparcia Karola Nawrockiego. Dziś jest doradcą prezydenta. Formuła wywiadu ma jednak swoje ograniczenia – to prowadzący rozmowę częściowo narzuca jej tematykę. Nie jest zatem jasne, czy brak niektórych tematów – lub ich powierzchowne potraktowanie, o czym dalej – wynika z niechęci prezydenta Nawrockiego do rozmowy o nich, czy z braku zainteresowania prof. Nowaka.

Książka Karola Nawrockiego podsumowuje jego kampanię wyborczą

Warto jednak zaznaczyć, że publikację można po części traktować jako autoryzowaną biografię – książkę ilustrowaną archiwalnymi zdjęciami prezydenta, a sam polityk nazywa ją „naszą” książką.

Jest też trzecia różnica, być może istotna głównie dla bibliofilów. Andrzej Duda wydał swoją książkę w modelu self-publishingowym, podczas gdy publikacja Karola Nawrockiego ukazuje się nakładem krakowskiego wydawnictwa Biały Kruk.

Nie sposób nie odnieść wrażenia, że o ile książka Andrzeja Dudy była po prostu podsumowaniem jego prezydentury, o tyle publikacja Karola Nawrockiego jest przede wszystkim domknięciem jego kampanii wyborczej.

Jak próbowano otruć Karola Nawrockiego

Zresztą najciekawsze fragmenty tej książki dotyczą właśnie kulis kampanii wyborczej z 2025 r.

Karol Nawrocki sugeruje, że podczas jednego ze spotkań wyborczych mogło dojść do próby jego otrucia, a na kompromitujące go zachowanie, które miało być skutkiem działania trucizny, czekały „telewizje związane z (jego) kontrkandydatem”.

Prezydent opowiada, że podczas serii spotkań wyborczych na Dolnym Śląsku miał zaplanowany przejazd pociągiem między Ząbkowicami Śląskimi a Dzierżoniowem. Tego dnia śledziła go ekipa telewizyjna. Reporterów interesowało jedynie, czy Karol Nawrocki wsiądzie do tego pociągu.

„Nie zdążyliśmy na ten pociąg. Ochrona twierdziła, że od początku pytali tylko o ten pociąg. Czy zdążę, czy wsiądę, czy pojadę właśnie nim. Dlaczego? Pojawiła się sugestia, że właśnie tam miałem się znaleźć przed kamerami. W pociągu nie uciekniesz. Tam wszystko byłoby nagrane. Sugerowano mi cały czas, że chciano mnie skompromitować” – mówi Karol Nawrocki.

Jak miało dojść do otrucia? „Od początku kampanii słyszałem od ochrony różne ostrzeżenia, np. że nie powinienem całować kobiet w rękę, że to może być sposób, żeby mnie podtruć, że poruszam się po bardzo wąskiej linii ryzyka i że prędzej czy później coś takiego może się wydarzyć” – opowiada prezydent.

Ostatecznie Karol Nawrocki nie znalazł się w pociągu, ale do niecodziennego zdarzenia doszło w jego autobusie: „Mówili mi (współpracownicy – red.), że wyglądało to jak fontanna, porównywali to do filmu »Egzorcysta« – kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem. A gdy się obudziłem, nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut”.

Jak szukano nieślubnego dziecka…

Próba otrucia to – jak twierdzi Karol Nawrocki – niejedyna próba jego zdyskredytowania przez konkurentów.

„Przed debatą telewizyjną zaczęli roztaczać plotki, że mam nieślubne dziecko” – wspomina Karol Nawrocki.

Według jego słów wytypowano nawet jedną kobietę, z którą kiedyś pracował. Ta informacja trafiła do jego sztabu wyborczego, wywołując sporą panikę. Sam kandydat bał się, że podczas telewizyjnej debaty dojdzie do prowokacji przed kamerami – pojawi się kobieta, która przedstawi się jako rzekoma matka jego nieślubnego dziecka.

Dlaczego w sali Sokoła Nawrocki wypadł tak słabo?

Publikacja rzuca także więcej światła na pierwsze nieudane wystąpienie Karola Nawrockiego w krakowskiej sali Sokoła, gdzie został przedstawiony jako kandydat obywatelski popierany przez Prawo i Sprawiedliwość.

Karol Nawrocki wspomina: „Jeszcze w piątek wieczorem, 22 listopada 2024 roku, nie miałem jasności, jak dokładnie będzie to wyglądało, jaka będzie narracja, jak zostanie poprowadzony cały ten moment ogłoszenia kandydatury. A przecież wydarzenie odbyło się już w niedzielę (…). To siłą rzeczy wpływa na komfort, rytm wypowiedzi, naturalność i swobodę”.

Dlatego ostatecznie Karol Nawrocki swoje wystąpienie czytał z kartki. „Z perspektywy czasu trzeba powiedzieć: to była zła decyzja”.

Karol Nawrocki wyidealizowany

We wstępie książki prof. Andrzej Nowak tłumaczy, że stoi za nią potrzeba dowiedzenia się czegoś więcej o samym Karolu Nawrockim.

Rzeczywiście, z tej krótkiej publikacji – liczącej niewiele ponad 250 stron, z których ostatnie sto wypełniają rozmowy Andrzeja Nowaka z Anną Walentynowicz i prezydentem Lechem Kaczyńskim – wyłania się obraz Karola Nawrockiego.

Wydaje się jednak mocno wyidealizowany i starannie ocenzurowany.

Karol po papieżu, Tadeusz po dziadku

I tak. „Moje pierwsze imię nie jest wcale prozaiczne. W istocie odnosi się ono do Karola Wojtyły, do Jana Pawła II” – opowiada Karol Nawrocki. Drugie imię, Tadeusz, ma po dziadku ze strony ojca. „Trzecie imię wybrałem już całkowicie świadomie i jest ono dość egzotyczne – to Josemaria, a inspiracją dla tego imienia był założyciel Opus Dei” – tłumaczy Nawrocki.

Interesujący jest również wątek rodzinny: jak opowiada Karol Nawrocki, brat jego dziadka został wcielony do Wehrmachtu. Później uciekł i walczył w armii gen. Andersa.

Na kartach tej książki patriotyzm mocno miesza się z religijnością: „Mówiąc najprościej: chciałbym mieć odwagę rotmistrza Witolda Pileckiego i ducha św. Jana Pawła II”.

Prezydent przyznaje, że modli się codziennie.

Deklaruje też, że przyświeca mu wyłącznie interes narodowy: „Nie miałem i nie mam żadnych obowiązków wobec Prawa i Sprawiedliwości – mam obowiązki wobec Polski”. Bezpieczeństwo Polski utożsamia z sojuszem z USA – „Europa co najmniej do 2035 roku nie jest w stanie samodzielnie obronić się przed agresją rosyjską bez wsparcia Stanów Zjednoczonych”. Powołuje się na dokumenty Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz polskie dokumenty dotyczące bezpieczeństwa.

Karol Nawrocki kontra samozwańczy salon

Tematyki międzynarodowej w tej książce jest jak na lekarstwo. Dominuje opowieść o Karolu Nawrockim jako przywódcy obozu, który to obóz – w przedstawionej w książce narracji – liberalne elity chcą zniszczyć.

Oddajmy głos samemu Andrzejowi Nowakowi. Skąd pochodzi Karol Nawrocki?

„Z Gdańska i z ludu – czyli spoza samozwańczego salonu, który wciąż czuje się uprawniony rozdawać certyfikaty uprawnień do zajmowania miejsca w przestrzeni publicznej Polski”.

I dalej:

„Zapis doświadczenia człowieka, który został prezydentem RP – zgodnie z demokratycznym wyborem obywateli, ale wbrew werdyktowi dominującego medialnie »salonu«.”.

A co sam Karol Nawrocki myśli o elitach? Przedstawia je jako środowiska nieznające prawdziwego życia i lekceważące przeszłość.

„Jest w tym coś w rodzaju syndromu głupoty części gdańskich elit. To wybrzmiewa tam dość często. To są ludzie, którzy nie czują wagi pamięci historycznej. Dla nich to coś, co minęło i nie ma żadnej wartości (...)To nie był gładki świat akademicki, tylko prawdziwe życie”.

Dorosły w świecie dzieci

Krytyce liberalnych elit towarzyszy opowieść o Karolu Nawrockim, człowieku wywodzącym się z ludu, który poznał trudy codziennego życia i potrafił je przezwyciężać.

Karol Nawrocki po maturze nie dostaje się na historię, ale rok później rozpoczyna wymarzone studia. Na zajęciach zasypia, ale „mimo zmęczenia potrafiłem odpowiedzieć na pytania”. „W tamtym czasie łączyłem studia dziennie z bardzo intensywną pracą zarobkową i treningami sportowymi” – opowiada prezydent.

Na studiach nie nawiązuje bliższych przyjaźni. „Miałem poczucie, że jestem dorosły w świecie dzieci” – mówi o swoich kolegach i koleżankach studiujących historię na Uniwersytecie Gdańskim.

Na doktorat też nie udaje mu się dostać bezpośrednio po magisterce. Później jednak rozprawę doktorską obroni. Następnie zaczyna pracę w IPN, gdzie wspina się po kolejnych szczeblach kariery, aż zostaje jego prezesem. Po drodze kieruje Muzeum II Wojny Światowej, a w końcu zostaje kandydatem na prezydenta popieranym przez PiS.

Karol Nawrocki przyznaje, że ma świadomość, iż często nie był pierwszym wyborem. Trzeba mu jednak przyznać, że potrafi wykorzystywać pojawiające się okazje.

Byłem „policjantem”, a nie „złodziejem”

Pracuje od drugiej klasy liceum. Miał wtedy 17 lat.

Zaczyna od pracy w ochronie za 3,20 zł za godzinę. Z czasem stanie „na bramce” w trójmiejskich dyskotekach, gdzie zarabia nawet 200 zł za sześć godzin pracy.

Ale wtedy też czyta. „Byłem chyba jedynym ochroniarzem w Trójmieście, który zaczynał pracę jeszcze, zanim ruszyła dyskoteka – od czytania książki. Przez dwie godziny siedziałem w szatni z książką, zanim ludzie zaczęli schodzić się na zabawę”.

Aż trafia do Grand Hotelu. To ten okres jego życia szeroko opisywały później media. Onet opublikował tekst, w którym sugerował, że „Karol Nawrocki uczestniczył w procederze sprowadzania prostytutek dla gości Grand Hotelu w Sopocie”.

„Moim zadaniem było zapewnienie, żeby goście czuli się bezpiecznie i żeby nikt nikomu nic nie ukradł. W tym sensie byłem tam »policjantem«, a nie »złodziejem« – spotykałem tam ludzi każdego rodzaju – tłumaczy w książce Karol Nawrocki.

Mało o kawalerce pana Jerzego

O kawalerce pana Jerzego też jest niewiele w tej książce. Przypomnijmy, że podczas debaty prezydenckiej Karol Nawrocki powiedział, że ma jedno mieszkanie.

Po debacie Onet ujawnił, że Nawrocki ma jeszcze jeden lokal. To 30-metrowa kawalerka. „Jerzy Ż. to schorowany 80-latek. W 2017 r. przekazał swą kawalerkę Karolowi Nawrockiemu i jego żonie Marcie. W zamian za to mieli się nim opiekować” – podał Onet.

„Od początku wiedzieliśmy, że skoro ta sprawa została tak brutalnie wykorzystana politycznie, to jedyną właściwą odpowiedzią jest jasna decyzja: oddać to i zamknąć temat” – mówi w książce Karol Nawrocki. I tłumaczy, że „kawalerka służy i będzie służyć osobom przygotowanym do wyjścia z bezdomności, objętym procesem readaptacji”.

Karol Nawrocki i jego ojciec

Najciekawsze są dla mnie fragmenty o ojcu. Zmarł stosunkowo wcześnie, w wieku 59 lat. „[Ojciec] zawsze czuł, że zasługuje na więcej, że coś mu nie poszło, że musi szpachlować… Pamiętam ojca wieczorami jako człowieka z książką, czytającego, opowiadającego z pasją przy stole o wydarzeniach historycznych” – wspomina Karol Nawrocki.

Oczywiście matka też jest bohaterką rozmowy Karola Nawrockiego z Andrzejem Nowakiem, ale jeśli są w tej książce jakiekolwiek pokłady intymności, to właśnie we fragmentach, w których prezydent mówi o swoim ojcu.

„Relacje z mamą były inne (…). Ojciec był ze mną, ale jednocześnie gdzieś obok. Miałem z nim szczególną więź. Myślę, że to wpłynęło na moje postrzeganie miłości (…). Nawet ułożyłem sobie w głowie takie zdanie, że jest taka miłość, która znika i wraca – pojawia się i znów odchodzi” – opowiada Prezydent RP.

Chłopaki nie płaczą?

Unosi się nad tą książką sporo testosteronu. „Trochę byłem łobuzem – trochę tu i tam się poszarpałem” – opowiada Karol Nawrocki.

W innym miejscu: „Z synami spędzam bardzo dużo czasu, starając się ich prowadzić i wychowywać na wojowników”.

Szarpanie się z ochroniarzem podczas imprezy studniówkowej to dla prezydenta „normalne męskie ustalenie stanowisk”.

Pierwsze decyzje po wyborze na radnego dzielnicowego? Wsparcie sportu.

„Czytałem wtedy różne analizy, z których wynikało, że tam, gdzie są sporty walki, w dzielnicach jest mniej przestępczości. Chuligani trochę boją się zaczepiać, bo każdy może trenować boks, nie wiadomo, na kogo się trafi”.

Smutek i łzy? „Nie potrafię płakać. Nie rozczulam się nad sobą”. Ale prezydentowi Nawrockiemu to „trochę przeszkadza”.

Włodzimierz Czarzasty nosi w sobie pewien kolonializm

Niewiele miejsca w książce poświęcono też życiu partyjnemu i konkretnym politykom.

„Sejm ma w moich oczach posmak miejsca, które często odbiega od powagi państwa i od powagi samego urzędu” – mówi prezydent Karol Nawrocki. Jego zdaniem „Sejm (…) nieraz wygląda bardziej jak cyrk niż jak miejsce poważnej debaty”.

Karol Nawrocki o Lechu Wałęsie? „Gdy dziś słucham Wałęsy publicznie, mam wrażenie, że mogę spokojnie żyć bez jego wypowiedzi”.

Z imienia i nazwiska dostaje się też Włodzimierzowi Czarzastemu.

„To są często ci sami ludzie, którzy przebierają się raz w jedną flagę, potem w drugą, potem w trzecią – byle nie była to flaga biało-czerwona. Podobała im się flaga Związku Radzieckiego, czerwona flaga, potem flaga Unii Europejskiej czy flaga tęczowa, i tylko z polską ciągle mają problem. Jeśli ktoś wcześniej podporządkował się Berlinowi, Unii Europejskiej czy Moskwie, to nosi w sobie pewien kolonializm” – mówi o marszałku Sejmu.

Główne wnioski

  1. Prezydent Karol Nawrocki w rozmowie z Andrzejem Nowakiem, opublikowanej w książce, opowiada o domniemanej próbie otrucia podczas kampanii wyborczej. „Od początku kampanii słyszałem od ochrony różne ostrzeżenia, np. że nie powinienem całować kobiet w rękę, że to może być sposób, żeby mnie podtruć, że poruszam się po bardzo wąskiej linii ryzyka i że prędzej czy później coś takiego może się wydarzyć” – opowiada prezydent. Według jego relacji do zdarzenia, które uznał za możliwą próbę otrucia, doszło podczas wizyty na Dolnym Śląsku.
  2. Nad książką unosi się sporo testosteronu. „Trochę byłem łobuzem – trochę tu i tam się poszarpałem” – opowiada Karol Nawrocki. Szarpanie się z ochroniarzem podczas imprezy studniówkowej to dla prezydenta „normalne męskie ustalenie stanowisk”.
  3. „Sejm ma w moich oczach posmak miejsca, które często odbiega od powagi państwa i od powagi samego urzędu” – uważa prezydent Karol Nawrocki. Jego zdaniem „Sejm (…) nieraz wygląda bardziej jak cyrk niż jak miejsce poważnej debaty”. Prezydent krytykuje też marszałka Włodzimierza Czarzastego, który – według Nawrockiego – „nosi w sobie pewien kolonializm”.