Kategoria artykułu: Biznes

Jak ubezpieczyć wielkie inwestycje? Eksperci wskazali, skąd czerpać inspiracje [RELACJA]

Polskie inwestycje na czele z budową elektrowni jądrowej i Portu Polska stawiają nowe wyzwania przed rynkiem ubezpieczeń. Skala projektów przekracza krajowe możliwości, dlatego konieczna jest współpraca z zagranicą. Chodzi zarówno o reasekurację, jak i transfer wiedzy.

Uczestnicy panelu o inwestycjach podczas konferencji EKF Ubezpieczenia
W panelu moderowanym przez Piotra Sobolewskiego z XYZ (od lewej) udział wzięli kolejno: Sylwia Kozłowska (Aon), Andrzej Liwacz (Generali), Piotr Nettik (TUW PZUW), Marcin Góral (SmarttRe) i Ewa Siniarska-Parkot (MAK). Fot. Europejski Kongres Finansowy

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak dużo ryzyka wezmą na siebie polscy ubezpieczyciele, tworząc tzw. pool jądrowy.
  2. Czy polskie projekty są w stanie zyskać zainteresowanie reasekuratorów z Londynu.
  3. Dlaczego firmom i inwestorom opłaca się jak najwcześniejsze angażowanie ubezpieczycieli.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Co budujemy i czego nam potrzeba? Czy jesteśmy w stanie to udźwignąć? Skąd możemy czerpać wzorce? I przede wszystkim, co zrobić, by być lepiej przygotowanym? Między innymi na te pytania szukali odpowiedzi uczestnicy panelu „Ubezpieczenia a inwestycje infrastrukturalne”, który odbył się podczas dwudniowej konferencji EKF Ubezpieczenia zorganizowanej na warszawskiej giełdzie. Redakcja XYZ była partnerem medialnym wydarzenia.

Temat dyskusji nie był przypadkowy – w Polsce trwa boom inwestycyjny. Poza pierwszą elektrownią jądrową w kraju powstaje Port Polska, Kolej Dużych Prędkości, nowe odcinki dróg ekspresowych, a polscy milionerzy zawarli sojusz w sprawie budowy małych reaktorów (SMR).

Ubezpieczyciele angażują się w elektrownię jądrową

PEJ już w maju 2025 r. wybrał czterech brokerów do obsługi inwestycji. O odpowiednie zabezpieczenie elektrowni jądrowej w Polsce mają zadbać Aon, Marsh i GrECo i SmarttRe. Jak ujawnił podczas panelu Marcin Góral, dyrektor ds. projektów strategicznych w tej ostatniej firmie broker zajął się OC ogólnym, zawodowym oraz tym z tytułu szkód w środowisku. Produkty chronią przed roszczeniami osób trzecich.

Równocześnie trwa budowa poolu jądrowego, czyli konsorcjum ubezpieczycieli, którzy wezmą na siebie ryzyko jądrowe. Po raz pierwszy potrzeba posiadania polisy OC pojawia się, gdy budowa jest zaawansowana w ok. 80 proc. To wtedy trafia tam pierwsze paliwo jądrowe. W inicjatywie bierze udział 13 ubezpieczycieli.

Piotr Nettik, dyrektor biura ubezpieczeń korporacyjnych w TUW PZUW wskazał, że zadeklarowana gotowość polskich firm do uczestnictwa w projekcie jest większa od oczekiwanej. Firma, której powierzono zadanie utworzenia poolu, jest na etapie zbierania ostatecznych deklaracji i szacuje, że polski rynek samodzielnie zabezpieczy ok. 300 mln zł, jeśli chodzi o polisę OC oraz 600-700 mln zł w obszarze ubezpieczeń majątkowych. Potrzeby są jednak dużo większe, bo suma gwarancyjna wymagana przez konwencję wiedeńską wynosi 300 mln SDR. To ok. 300-350 mln euro, czyli ponad cztery razy więcej niż stawka, jaką zaoferują polscy ubezpieczyciele.

– To wartości, których polski rynek na pewno nie udźwignie, ale oczywiście jest reasekuracja i za pośrednictwem brokerów reasekuracyjnych na pewno tę reasekurację będziemy zbierać z innych poolów istniejących na świecie – precyzował menedżer.

Polska może korzystać z doświadczeń zagranicznych

Sylwia Kozłowska, członek zarządu firmy brokerskiej Aon wskazała, że Polska może korzystać nie tylko z reasekuracji za granicą, ale też z wielu lat doświadczeń na rynkach zagranicznych, tak jak Aon zrobił przy ubezpieczaniu pierwszej farmy morskiej na Bałtyku, gdzie wzorował się na modelu holenderskim.

– Korzystaliśmy z rozwiązań międzynarodowych, ale włączaliśmy też lokalnych ubezpieczycieli, niosąc tu kaganek oświaty dla polskich rynków ubezpieczeniowych – podkreślała menedżerka.

Ewa Siniarska-Parkot, członek zarządu MAK Ubezpieczenia i prezes MAK Re dodała, że włączanie światowych graczy w inwestycje przyczyni się do zwiększenia lokalnego know-how. Dzięki temu możliwe będzie lokalne zarządzanie ryzykiem i wyciąganie wniosków na przyszłość.

Andrzej Liwacz, dyrektor zarządzający ds. ubezpieczeń korporacyjnych w Generali przypominał, że polskie projekty inwestycyjne nie są już mniejszym odpowiednikiem inwestycji na świecie, ale same w sobie są światowymi projektami. W efekcie standardy polskie i światowe zaczynają się przenikać i stają się coraz bardziej zbieżne.

– Na pewno od świata możemy uczyć się wyceny ryzyka. Często spotykamy się z sytuacją, gdzie element utraty zysku jest wyższy niż sama wartość inwestycji, co buduje duże potrzeby pojemnościowe. Trzeba to należycie wycenić i takie doświadczenia reasekuratorów i międzynarodowych ubezpieczycieli mogą być szczególnie przydatne – zaznaczał menedżer.

Polskie inwestycje przyciągają reasekuratorów

Według Piotra Nettika polscy ubezpieczyciele nie muszą wybierać które inwestycje ubezpieczać, a które nie. Wiele z nich towarzystwa są w stanie samodzielnie zabezpieczyć, a jeśli nie, to po prostu korzystają z reasekuracji. Jego zdaniem firmy jak PZU, jak i brokerzy mają już dobrze rozbudowane kontakty z reasekuratorami, co daje pewność odpowiedniego zabezpieczenia każdej inwestycji.

Sylwia Kozłowska dodała, że zagranicznych reasekuratorów nie trzeba wcale przekonywać, by zainteresowali się polskimi inwestycjami. Wskazała, że na rynku reasekuracyjnym jest nadpodaż kapitału, więc poszczególni gracze szukają atrakcyjnych sposobów ulokowania kapitału, co przekłada się też na niższe ceny polis korporacyjnych.

– Jesteśmy atrakcyjnym rynkiem. Widzimy to nie tylko z Londynu, ale mamy też świadomość, że otwarte są też rynki azjatyckie, bermudzkie czy amerykańskie – precyzowała menedżerka.

Ewa Siniarska-Parkot wyjaśniała, że kraj pochodzenia inwestycji nie ma dużego znaczenia. Jej zdaniem skala projektów jest na tyle duże, że reasekuratorzy są i tak nimi zainteresowani.

– Widzimy dużo większe zainteresowanie tym, z czym przyjeżdżamy. Możemy jechać do reasekuratorów z podniesioną głową – wskazywała szefowa MAK Re.

Dodała, że jeśli tylko ryzyko jest prawidłowo opisane i przygotowane, to broker może zebrać kilka bardzo konkurencyjnych ofert z rynków międzynarodowych.

Uczestnictwo w zagranicznych konsorcjach

Nasi rozmówcy poruszyli też wątek przenoszenia zagranicznych doświadczeń do Polski. Zdaniem Sylwii Kozłowskiej pewnym wyzwaniem w tym procesie jest język. Firmy zastanawiają się, czy tłumaczyć warunki reasekuracyjne, czy pozostawić w oryginalnej formie. Raczej dominuje ta druga forma i to na kanwie tak napisanych warunków następnie decyduje się jak potem wygląda konkretna polisa. Przyznaje, że np. przy inwestycjach drogowych Polska nie potrzebuje wsparcia, bo przez lata udało się wypracować już konkretne standardy i wzorce na polskim rynku.

Wypowiedział się na ten temat także Piotr Nettik. Wskazał, że przy braku lokalnych doświadczeń Polska korzysta z zagranicznego wordingu, czyli treści umów. Dodał jednak, że wiąże się to z dużym ryzykiem dla ubezpieczyciela.

– Gdy mamy wording reasekuracyjny, to polisę wystawiamy po polsku. Jednak po to, by zachować bezpieczeństwo dla klienta i ubezpieczyciela, zapisujemy, że wiążącą wersją w przypadku sporów jest ta oryginalna – precyzował dyrektor z TUW PZUW.

Dodał, że przekazywanie wiedzy z zagranicy jest szczególnie istotne przy poolu jądrowym. Najlepszym sposobem jest uczestnictwo w zagranicznych konsorcjach. Polski pool ma zamiar rozpocząć taką działalność już w przyszłym roku. Pozwoli to nie tylko na dostęp do wordingu, ale też do wiedzy o ryzykach i inżynieryjnej, które wesprą działalność poolu na lokalnym rynku.

– Wymiana doświadczeń z inżynierami i underwriterami [osobami zajmującymi się oceną ryzyka – red.] jest dla nas bardzo istotna. Przy temacie lotniska dostaliśmy wsparcie underwritera z Hongkongu, przy OC elektrowni jądrowej dostaliśmy wsparcie kolegów z Czech, którzy realizowali podobny projekt. Ale ta wymiana wiedzy następuje też w drugą stronę. Są rynki, które bardzo cenią polską ekspertyzę w poszczególnych obszarach – dodał Andrzej Liwacz.

Konieczne wczesne angażowanie ubezpieczycieli

Zawsze może być jednak lepiej, dlatego warto też zastanowić się nad rekomendacjami dla polskiego rynku. Sylwia Kozłowska wskazała, że warto byłoby włączyć brokerów i ubezpieczycieli w procesy inwestycyjne na jak najwcześniejszym etapie. Wskazała, że m.in. Aon pracował nad strategią ubezpieczeniową dla PEJ i robił to, zanim jeszcze zaczęło się mówić o wyborze konkretnych polis. Dzięki temu brokerzy mogli lepiej przygotować firmę na rozmowy i road-show wśród podmiotów międzynarodowych.

– Im wcześniej, tym lepiej. Optymalny momentem jest etap przed projektowaniem inwestycji, a przykład PEJ pokazuje, że klienci o tym wiedzą – podkreślał członek zarządu Aon.

– Inwestorzy znają się na technicznych sprawach budowy, a my znamy się na ubezpieczeniach. W związku z tym to my lepiej wiemy, jak dopasować klientowi zakres ubezpieczenia do jego potrzeb. Zdarza się czasem, że inwestor tworzy własny program ubezpieczenia bez konsultacji z rynkiem. Potem się jednak okazuje, że np. dana pojemność albo zakres są nieosiągalne – dodał Piotr Nettik.

Klient musi mieć czas

Do tematu odniósł się też Andrzej Liwacz, który stwierdził, że zaangażowanie ubezpieczyciela jest często warunkiem ubezpieczalności danego ryzyka lub ma wpływ na warunki ochrony. Przyznał, że zna przykłady, gdy klient pominął etap angażowania rynku ubezpieczeniowego i kilkudziesięciotysięczna oszczędność przełożyła się na kilkusettysięczny koszt w postaci wzrostu składki, czego inwestor wcześniej nie był świadomy.

Zgodził się z tym także Marcin Góral. Ocenił, że pozwolenie, by brokerzy i ubezpieczyciele byli zaangażowani w proces inwestycyjny na wczesnym etapie ma same plusy. Po pierwsze klient ma czas, by dokładnie wyartykułować wszystkie swoje potrzeby, ale też, choćby lepiej oszacować je pod kątem swojego budżetu na dany projekt.

– Ta część ubezpieczeniowa powinna być włączona już na etapie zbierania finansowania, bo później dyskusje o zakresie i koszcie ubezpieczenia mocno wpływają na duże inwestycje – dodała Ewa Siniarska-Parkot.

Główne wnioski

  1. Skala inwestycji wymaga zagranicznego wsparcia. W Polsce trwa boom inwestycyjny. Skala projektów takich jak atom, Port Polska, Kolej Dużych Prędkości, przewyższa możliwości kapitałowe krajowego rynku ubezpieczeniowego. Sam pool jądrowy pokryje ok. jednej czwartej potrzeb. To oznacza, że resztę trzeba będzie zaspokoić za pośrednictwem reasekuracji z zagranicy. Dzięki międzynarodowym rynkom Polska zyskuje też dostęp do know-how, które mogą procentować w kolejnych latach.
  2. Zagraniczni reasekuratorzy chcą polskich projektów. Polskie budowy stały się już przedsięwzięciami o skali globalnej. Globalny rynek reasekuracji zmaga się z nadpodażą kapitału, więc gracze z Londynu, USA i Azji coraz chętniej wchodzą do Polski. Jeśli ryzyko jest dobrze przygotowane, konkurencja między nimi pozwala uzyskać bardzo atrakcyjne stawki polis.
  3. Wczesny udział ubezpieczyciela to realna oszczędność. Brokerów należy włączać w projekt inwestycyjny jeszcze przed tzw. wylaniem pierwszego betonu. Inwestor zna się na budowie, ale to ubezpieczyciel i brokerzy wiedzą, jak właściwie dopasować zakres do specyfiki danego przedsięwzięcia. Brak wczesnych konsultacji tworzy nierealne oczekiwania i kończy się gwałtownym skokiem kosztów składek na dalszych etapach.