Jesteś tym, co widzisz

Mieliśmy rozmawiać o albumie fotograficznym podsumowującym 25 lat jego artystycznej przygody z czarno-białą fotografią, ale okazało się, że jest to opowieść o miłości. I to takiej, która zdarza się tylko w kinie.

Szymon Brodziak już jako nastolatek wybrał fotografię zamiast ekonomii, a czarno-białe kadry, w których od początku szukał kobiecej tajemnicy i piękna, stały się znakiem rozpoznawczym jego twórczości Fot. Szymon Brodziak

Ten artykuł jest częścią GQ The Business Issue powered by XYZ.

Przeczytaj inne teksty
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Artystyczne credo: „Jesteś tym, co widzisz”, to także tytuł albumu Szymona Brodziaka. Sformułował je w studenckich czasach. Nie był jeszcze pewien tego, co chce odnaleźć w fotografii, ani nawet tego, co powinien robić w życiu. Jeszcze wtedy nie wiedział, że poświęci je twórczości, która jest hołdem dla nieodkrytej kobiecej tajemnicy. Rozum mówił: „Idź na ekonomię”. Serce podpowiadało: „Kreuj piękno”. Miał 16 lat, kiedy zdobył swój pierwszy aparat, żeby sfotografować swoją licealną miłość – Anę. To ona jest jego muzą i bohaterką na zdjęciu z rybą. Pochodzi ono z pierwszego artystycznego projektu Brodziaka: „Esc – Zniewolone Kobiety Wyzwolone” z 2003 roku zrealizowanego na klasycznej kliszy czarno-białej. Zafascynowany metafizyką pojawiania się obrazu na światłoczułym papierze w ciemni, monochromatyczną fotografię uznał za przeznaczenie.

Na co dzień robię barwne zdjęcia telefonem lub polaroidem, ale w pracy artystycznej, twórczej, widzę w czerni i bieli, myślę w czerni i bieli oraz tworzę w czerni i bieli

– Na co dzień robię barwne zdjęcia telefonem lub polaroidem, ale w pracy artystycznej, twórczej, widzę w czerni i bieli, myślę w czerni i bieli oraz tworzę w czerni i bieli. Już w studenckich czasach przyszła do mnie wizja, że kiedyś, za 25 lat, w momencie, kiedy ktoś zobaczy czarno-białą fotografię, pomyśli: „A może to Brodziak?”.

Zdjęcie Any w roli policjantki powstało na potrzeby kalendarza Kulczyk Tradex z 2007 roku, gdy Szymon zdecydował się porzucić pracę w rodzinnej firmie i rozpocząć karierę fotografa, mimo braku portfolio, zleceń i kontaktów Fot. Szymon Brodziak

Zdjęcie Any w roli policjantki pochodzi z kalendarza Kulczyk Tradex 2007. Żeby je wykonać, Szymon musiał przejść długą drogę. Jeszcze jako student ekonomii zaangażował się w rodzinną firmę importującą markowe wina. Etap kreowania przedsiębiorstwa był fascynujący, ale po kilku miesiącach pracę z Excelem uznał za ślepą uliczkę. Wspierany przez Anę, postanowił iść za głosem serca. „Chcę zostać fotografem” – oznajmił, nie mając portfolio, zleceń ani kontaktów. Ojciec mu tego nie wybaczył przez kolejne 10 lat.

Szymon próbował zaistnieć. Śluby, fotoreportaże, asystowanie, wszystko. Lecz tak naprawdę to Ana ich utrzymywała ze stypendium doktoranckiego. Od ojca, z którym jeszcze wtedy był w konflikcie, otrzymał informację, że Kulczyk Tradex poszukuje fotografa na swoją imprezę dla marki Prosche. Szymon, zamiast pokazać umiejętności reporterskie, poszedł na spotkanie z teczką czarno-białych zdjęć... ze wspomnianego autorskiego cyklu „Esc – Zniewolone Kobiety Wyzwolone”. Powiedział: „Reportaż z imprezy może zrobić dla państwa każdy. Ja chciałbym zrobić artystyczny kalendarz”. Zaintrygowani zgodzili się. Pod warunkiem, że przedstawi dobry scenariusz. To była sesja marzenie. Duży budżet, kilkanaście dni zdjęciowych, indywidualna wystawa i huczna premiera. Chwilę potem okazało się jednak, że nie wystarczy być artystą, trzeba też czytać umowy.

– Odkryłem, że sprzedałem prawa autorskie i nie mogę swobodnie korzystać z tego, co stworzyłem. To była bolesna i cenna lekcja. Od tej pory udzielam jedynie licencji do swoich prac. To umożliwia mi dzielenie się moją twórczością poprzez Brodziak Gallery przy jednoczesnej realizacji dużych projektów komercyjnych i artystycznych.

Sesja dla producenta luksusowych kanap Noti pokazała, jak zaufanie klienta pozwala fotografowi przekroczyć granicę między komercją a sztuką, nawet w wymagających warunkach produkcyjnych Fot. Szymon Brodziak

Zdjęcie z koniem w salonie pochodzi z kampanii reklamowej dla producenta luksusowych kanap, firmy Noti. To wtedy po raz pierwszy Brodziak usłyszał od klienta magiczne słowa: „Szymon, rób, co chcesz”. Jego kreatywne zaangażowanie w projekt jest wprost proporcjonalne do zaufania, jakim został obdarzony. Wtedy granica między komercją a sztuką przestaje istnieć. Sesja powstała zimą w podupadającym podpoznańskim dworku: koń Ventus, średnioformatowy aparat Mamiya, duża ekipa produkcyjna, ciemno, zimno, wilgoć na ścianach. Nie ma miejsca na pomyłkę. Szymon prosi tresera Ventusa, by położył się za kanapą ze smaczkami dla konia, żeby choć na moment nad nim zapanować. Ania Kapera prostuje plecy. – Patrzę, kiedy Ventus przestanie się ruszać, naciskam spust, czekam, aż spadnie to ciężkie lustro migawki, wreszcie jest, uff... Choć nadal nie mam pewności, co zapisało się na kliszy. Na wernisażu koń przechadzał się między publicznością, a ten cykl Noti podkreślił moją pozycję jako fotografa, który specjalizuje się w czarno-białym storytellingu. To była na ówczesne czasy bardzo odważna kampania, na jednym ze zdjęć stała naga kobieta z abażurem na głowie. Wtedy też dzięki Mariuszowi Stachowiakowi zacząłem wprowadzać swoje limitowane, sygnowane fotografie do obiegu galeryjnego. Zrozumiałem, jakie to jest istotne dla budowania marki osobistej.

Zdjęcie kostarykańskiej supermodelki Leonory Jiménez powstało na potrzeby jej kalendarza na 2013 rok, a jego realizacja wymagała kilku miesięcy przygotowań i pracy fotografa, który poprowadził projekt niczym reżyser filmowy Fot. Szymon Brodziak

Zdjęcie, na którym kostarykańska supermodelka Leonora Jiménez zderza się z autem, pochodzi z jej ekskluzywnego kalendarza na 2013 rok. Pracowała wcześniej na planie zdjęciowym z Szymonem i chciała zrobić  z nim wyjątkowy, autorski projekt. On pomyślał o scenie z filmu „Constantine”, którą od dawna chciał sfotografować: demon zderza się z samochodem, który ulega kompletnemu zniszczeniu. Zrealizowali to na złomowisku. Kilka miesięcy przygotowań, castingi, wizje lokalne, narady twórcze z ekipą produkcyjną. Przy takim przedsięwzięciu fotograf pracuje właściwie jak reżyser. – Lubię myśleć o swoich zdjęciach, jak o kadrach z filmu, który nigdy nie powstał – mówi.

Sesja Rolls-Royce’a Cullinan Black Badge, którą Szymon Brodziak zrealizował w alpejskich kamieniołomach, przyniosła mu uznanie w branży motoryzacyjnej i stała się częścią globalnej kampanii reklamowej marki Fot. Szymon Brodziak

Zdjęcie z Rolls-Royce’em zaaranżował w 2021 roku dziennikarz motoryzacyjny Martin Śliwa dla Auto Fus. Podjechał pod hangar dla prywatnych samolotów na poznańskim lotnisku, a Szymon zrobił sesję. Jej efekty dotarły do szefów globalnej promocji Rolls-Royce’a. Chcieli wystartować z reklamą modelu Cullinan Black Badge. Zaangażowali Szymona, żeby w alpejskich kamieniołomach zrobił zdjęcia auta na łyżce monstrualnej, samobieżnej wywrotki. Sesja została uznana za ikoniczną w branży moto.

Zdjęcie „kwiat” to Ana. – Jest zaprzeczeniem tego, jak podchodzę do fotografii. Moje prace są zwykle zaplanowane, zaaranżowane. Powstają w mojej głowie na długo przedtem, zanim nje wykonam. A to jest czystym przypadkiem.

Lanzarote, stary wiatrak. Szymon planuje, że zrobi przy nim zdjęcie. Ana staje obok na murku z zastygłej lawy, za nią masyw Famara, zrywa się wiatr, spódnica się wypełnia, Szymon woła, żeby się pochyliła, zanurzyła w tej materii i wtedy naciska spust migawki.

Żadna inna dziedzina sztuki poza fotografią nie potrafi zatrzymać czasu w ułamku sekundy

– Żadna inna dziedzina sztuki poza fotografią nie potrafi zatrzymać czasu w ułamku sekundy. Ten moment jest dla mnie kwintesencją miłości, naszej relacji i wszystkiego, co Ana zrobiła, żebym mógł być tym, kim jestem.

To zaledwie kilka historii z czarno-białego świata Szymona Brodziaka. Resztę opowiada obrazami w albumie „What You See Is Who You Are”, którego drugie wydanie właśnie ujrzało światło dzienne.

Tekst Grzegorz Kapla

zdjęcia Szymon Brodziak