Kategorie artykułu: Biznes Społeczeństwo

Kapitał żelazny potrzebuje regulacji. To dobroczynność, która będzie na siebie zarabiać

Polska ma już wystarczająco rozwiniętą gospodarkę i grupę zamożnych osób, aby część prywatnego kapitału na stałe finansowała cele społeczne. Ale system podatkowy, prawny i kultura filantropii nie sprzyjają tworzeniu dedykowanych temu funduszy – sygnalizują autorzy raportu o funduszach żelaznych.

kapitał żelazny, filantropia, idea, inwestycja
Zdaniem autorów raportu „Kapitał dla przyszłości” prawo powinno dopuszczać, by nie tylko prywatne, ale także publiczne pieniądze mogły finansować długoletnie kapitały żelazne. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co to jest kapitał żelazny.
  2. Jak tworzenie kapitałów żelaznych może poprawić działalność organizacji dobroczynnych i NGO.
  3. Jakie zachęty i zmiany w prawie są potrzebne, by utworzenie kapitału żelaznego było łatwiejsze.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Organizacje społeczne coraz mocniej szukają stabilnego finansowania. Część sektora zaczyna też stawiać pytania o własną niezależność, szczególnie gdy duża część budżetu pochodzi ze środków publicznych. Zdobywanie pieniędzy na działalność jest jednak jednym z ich podstawowych problemów.

Ale nie dlatego, że w Polsce brakuje środków, lecz dlatego, że brakuje zachęt, by te środki przekazywać na cele dobroczynne i ważne społecznie. Taką tezę stawiają autorzy raportu „Kapitał dla przyszłości”.

Eksperci z różnych organizacji pozarządowych pod wspólnym szyldem Forum Darczyńców wskazują w nim wciąż nowatorskie, choć wcale nienowe rozwiązanie: kapitał żelazny. W sprzyjających warunkach może to być źródło długoterminowego finansowania organizacji społecznych.

– Obserwujemy rosnące zainteresowanie tematem kapitałów żelaznych wśród organizacji społecznych, mediów oraz w środowisku doradców i finansistów – piszą autorzy raportu „Kapitał dla przyszłości”.

Kapitał żelazny potrzebuje żelaznych zasad

Dziś rozwiązanie to blokują, ich zdaniem, krajowe regulacje. A raczej ich brak. Jak oceniają eksperci, bez silniejszych zachęt podatkowych trudno będzie rozwinąć filantropię długoterminową i skłonić darczyńców, by, zamiast finansować tylko pojedyncze akcje, budowali kapitał pracujący przez dziesięciolecia.

– Kapitał żelazny to narzędzie, które z pewnością nie ma charakteru masowego, ale w Polsce są organizacje z wieloletnim doświadczeniem w prowadzeniu działalności, osiągające dochody, dzięki którym mogą budować rezerwy i profesjonalnie zarządzać finansami, wykorzystując skutecznie posiadane środki do wspierania aktywności obywatelskiej w różnych sferach życia – argumentują autorzy.

I wyliczają potencjalne korzyści organizowania kapitałów żelaznych: stabilizacja prowadzonej działalności, rozwijanie działalności, możliwość inwestowania w innowacyjne rozwiązania w tych obszarach, na które trudno pozyskać zewnętrzne finansowanie, długofalowe planowanie działalności, zwiększanie niezależności finansowej od państwa oraz innych zewnętrznych źródeł finansowania.

Znany pomysł utknął w niszy

Kapitał żelazny to nie są po prostu oszczędności, które NGO odłożył na inną kupkę. To wydzielony majątek, który w tym celu przekazali darczyńcy.

Autorzy raportu „Kapitał dla przyszłości” określają go jako „wyodrębniony kapitał, który jest inwestowany, a z którego zyski przeznacza się na bieżące działania statutowe organizacji lub reinwestuje. Kapitał żelazny bywa nazywany wieczystym, gdy eksperci chcą podkreślić jego trwałość lub nienaruszalność.

W polskim prawie nie ma bowiem formalnej definicji kapitału żelaznego. I to jest właśnie problem. Bez tych fundamentów organizacje dobroczynne czy pożytku publicznego poruszają się po omacku, indywidualnie próbując tworzyć własne rozwiązania.

Nie ma nie tylko ustawowej definicji, ale też jednolitych reguł tworzenia, inwestowania i likwidacji. Organizacje mogą taki kapitał tworzyć, ale same ustalają jego zasady w statutach i uchwałach. Co więcej, autorzy podkreślają, że prawo nie gwarantuje jego „wieczystości” – władze organizacji mogą w określonych warunkach zmienić zasady albo kapitał zlikwidować.

A to z kolei może zniechęcać potencjalnych darczyńców do przekazywania środków. Gdy nie ma jasnych zasad, współpraca opiera się na zaufaniu personalnym, na które z kolei mogą wpływać zmiany kadrowe.

Dziś kapitał żelazny to w Polsce nisza. Znana od dawna, ale nadal słabo zagospodarowana. Według raportu, kapitały żelazne, inwestowane fundusze rezerwowe albo kapitały wieczyste ma nie więcej niż kilkadziesiąt organizacji pozarządowych. To około 0,3 proc. organizacji posiadających rezerwy finansowe oraz około 1,2 proc. organizacji osiągających roczne przychody powyżej 1 mln zł. Choć takie rozwiązanie funkcjonuje w Polsce już od ponad 30 lat, wciąż jest to rzadkość.

Przykłady z życia nie są liczne

Raport pokazuje, że nie istnieje jeden obowiązujący model. Im trwalszy i rozłożony na dziesięciolecia jest cel fundacji czy organizacji, tym silniejsze uzasadnienie dla ścisłej ochrony kapitału. Tam, gdzie zmieniają się potrzeby i programy, organizacje pozostawiają sobie większą swobodę korzystania z aktywów.

Warto wiedzieć

Jak to robią najlepiej zorganizowani

Polskie przykłady pokazują, że przy odpowiedniej skali taki mechanizm będzie sprawnie działać przez wiele lat.

Fundacja Auschwitz-Birkenau zbudowała kapitał żelazny w wysokości 180 mln euro. Wpłaty pochodziły przede wszystkim od rządów 46 państw, a także od prywatnych darczyńców. Od 2010 r. około 185 mln zł dochodów z niego przeznaczono na cele statutowe, m.in. prace konserwatorskie w Miejscu Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau. Raport podaje, że w 2026 r. kapitał Fundacji sięgnął 810 mln zł.

Interesujący jest przypadek Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (FNP). Jej początkowy fundusz wynosił 95 mln zł i pochodził ze środków publicznych. W 2026 r. wartość aktywów finansowych FNP wynosiła około 280 mln zł, natomiast łączna kwota dochodów z kapitału przeznaczona od 1991 r. na realizację celów statutowych sięgnęła 575 mln zł.

Kapitał pełni przy tym nie tylko rolę źródła dochodów. Według raportu, w przypadku FNP czy także Fundacji Batorego własny majątek stał się również finansowym zabezpieczeniem, które ułatwiło organizacjom zarządzanie znacznie większymi programami finansowanymi ze źródeł zewnętrznych.

Inny model reprezentuje Fundacja Edukacyjna Jerzego Juzonia. Jej aktywa finansowe miały w 2026 r. wartość 50 mln zł, a od 2012 r. 38 mln zł dochodów z kapitału przeznaczono na cele statutowe. Fundacja finansuje stypendia dla studentów.

W jej przypadku kapitał nie jest jednak absolutnie nienaruszalny. Jeżeli inwestycje nie przynoszą wystarczającego dochodu, organizacja może wykorzystać część aktywów, aby zachować ciągłość programu stypendialnego.

Jeszcze inaczej działa znacznie mniejszy Fundusz Lokalny Ziemi Biłgorajskiej. Jego kapitał wynosi około 2,1 mln zł, a od 1999 r. około 380 tys. zł dochodów przeznaczono na działalność statutową. Tutaj kapitał jest przede wszystkim zabezpieczeniem na wypadek spadku przychodów z innych źródeł.

źródło: Raport „Kapitał dla przyszłości”

Środki publiczne też mogłyby pracować lepiej

W postulatach dotyczących zmiany przepisów nie chodzi tylko o „sięgnięcie do kieszeni” bogatych osób czy firm prywatnych. Zdaniem ekspertów, prawo powinno dopuszczać, by publiczne pieniądze także mogły finansować długoletnie kapitały żelazne.

– Bardzo ważnym postulatem, jest taka regulacja prawa, która pozwoli zasilać kapitał żelazny także środkami publicznymi. Przykłady z zagranicy, które analizowaliśmy, pokazują, że bardzo wiele liczących się instytucji budowało swoje kapitały właśnie na pieniądzach publicznych – mówi Tomasz Schimanek z Forum Darczyńców, jeden ze współautorów raportu.

Obecny system dotacji dla organizacji pozarządowych opiera się przede wszystkim na finansowaniu konkretnych zadań. Pieniądze mają zostać przeznaczone na określone działania i przynieść określony efekt, a dotacja powinna być co do zasady rozliczona w roku budżetowym. Taki model nie pasuje do kapitału żelaznego, który niejako zamraża środki na wiele lat.

Tomasz Schimanek mówi, że potrzebny byłby mechanizm systemowy, który umożliwi państwu wspieranie takich funduszy bez naruszania niezależności i autonomii organizacji.

Około 10 mln zł, żeby był uzysk

Eksperci od filantropii i NGO wskazali nawet minimalny próg inwestycji w kapitał żelazny – to 10 mln zł.

Skąd taka akurat kwota?  To wartość, która pozwala kapitałowi żelaznemu mieć realne znaczenie finansowe. Inaczej mówiąc, pieniądz rodzi pieniądz dopiero na pewnym pułapie.

Autorzy zaznaczają, że polskie organizacje inwestują zazwyczaj ostrożnie, wybierając instrumenty mniej ryzykowne, a więc również mniej rentowne. W tej sytuacji – jak piszą – „wydaje się, że obecnie minimalna kwota, od której można mówić o realnych zyskach, to 10 mln zł”.

Raport podkreśla, że bezpieczeństwo kapitału powinno być ważniejsze niż maksymalizacja zysku. Przy optymalnym założeniu autorzy przyjmują 4 proc. rocznego zysku po uwzględnieniu inflacji i kosztów zarządzania. W takim modelu po 25 latach fundacja nadal zachowywałaby kapitał w pierwotnej wysokości, a równocześnie wypracowałaby z niego dochód równy jego wartości początkowej, który mogłaby przeznaczyć na cele statutowe. A to już są środki pozwalające dokonać zmian.

Zdaniem eksperta

To droga dla polskich uczelni

To jest droga, którą powinny pójść uniwersytety w Polsce – tworzyć fundusze żelazne, nastawione na inwestowanie i rozwój uczelni.

Źródłem kapitału do stworzenia funduszu żelaznego mogłaby być np. emisja obligacji uczelnianych. W przypadku Uniwersytetu Warszawskiego budowanie kapitału żelaznego powinniśmy zacząć od około 5-10 mld zł. Już kilka lat temu rozmawiałem o tym z dwoma bankami – były tym zainteresowane. Żeby to było możliwe, potrzebna jest zmiana regulacji prawnych.

Uniwersytet Warszawski ma około 40 tys. studentów. Zatrudniamy ok. 4,3 tys. naukowców na stałe i dodatkowy tysiąc gościnnie. Nasz budżet to 2,3 mld zł. Dla porównania Uniwersytet Stanforda w Kalifornii – prywatna uczelnia – kształci około 17 tys. studentów, zatrudnia 3 tys. naukowców, a budżet tej uczelni to 8,5 mld dolarów.
Do tego dochodzi jeszcze ponad 35 mld dolarów w postaci kapitału żelaznego, który może być inwestowany po to, by wypracowane zyski służyły do finansowania strategicznych projektów uczelni. Harvard, mający 20 tys. studentów, ma budżet wart 12,5 mld dolarów i ponad 55 mld kapitału żelaznego. 

Polacy pomagają doraźnie

Podstawowym problemem pozostaje zebranie wystarczająco dużego kapitału. Dziś może on pochodzić m.in. z majątku wniesionego przez fundatora, darowizn osób prywatnych i przedsiębiorstw, spadków, a także własnych dochodów lub reinwestowanych zysków organizacji (które najpierw trzeba jednak z czegoś wypracować).

Polska filantropia nie daje dziś na to wielkich szans, bo nadal w dużym stopniu ma charakter akcyjny. Polacy lubią pomagać, ale robią to w konkretnych akcjach i przypadkach, najchętniej dla konkretnych osób.

Zdaniem eksperta

Potrzebujemy różnych instrumentów, nie tylko ulg podatkowych

W niektórych krajach – choćby w sąsiedniej Słowacji – na cele dobroczynne można przekazywać nie tylko część PIT, ale także CIT. Od kilku lat rozmawiamy o wprowadzeniu w Polsce możliwości przekazywania 1-1,5 proc. CIT na organizacje pożytku publicznego. Ograniczyłbym to do współpracy firma – organizacja pożytku publicznego, aby kierować środki na większe, systemowe potrzeby.

Dziś firma w Polsce może odliczyć darowizny do 10 proc. podstawy opodatkowania. W innych krajach próg jest znacznie wyższy – w Czechach to 30 proc. Warto te regulacje poprawić, bo realnie wsparłyby zaangażowanie społeczne firm.

Potrzebujemy jednak różnych instrumentów, nie tylko ulg podatkowych. Filantropia jest zróżnicowana i wymaga dopasowanych zachęt – tak, aby pomoc precyzyjnie trafiała w realne potrzeby. Przed wojną w Warszawie fundowano fundusze wieczyste, by finansować posagi ubogich panien, umożliwiając im zamążpójście.

Według danych przywoływanych w raporcie tylko 4-10 proc. populacji deklaruje regularne wpłacanie pieniędzy organizacjom społecznym. Ponadto 64 proc. Polaków woli wspierać organizacje oferujące pomoc bezpośrednią. Darczyńcy chcą stosunkowo szybko widzieć rezultat swojej wpłaty.

A logika kapitału żelaznego jest odwrotna: pieniądze nie mogą być wydane natychmiast. Przeciwnie, mają pracować przez kolejne lata, a darczyńca nie poczuje natychmiastowego efektu zrzutki w postaci działania oksytocyny.

Odliczanie poniżej możliwości

Nawet skala korzystania z podatkowych odliczeń darowizn pozostaje w Polsce niewielka. Firmy bardzo słabo korzystają z ulg na darowizny. Autorzy przywołują dane za 2024 rok. Z takiej możliwości skorzystało nieco ponad 6,6 tys. podmiotów prawnych, czyli mniej niż 1 proc. podatników CIT. Łącznie odliczyli oni prawie 995 mln zł, a przeciętna wartość odliczonej darowizny wyniosła około 150 tys. zł.

W przypadku PIT z odliczeń skorzystała grupa większa, ale nadal niewielka – prawie 540 tys. osób, czyli zaledwie 2,2 proc. podatników. Łączna kwota wyniosła ponad 512 mln zł, a przeciętna odliczona darowizna – 950 zł.

Znaczne środki trafiają do sektora przez mechanizm 1,5 proc. PIT. Organizacje pożytku publicznego otrzymały w ten sposób za 2024 r. blisko 2,3 mld zł. Raport zwraca jednak uwagę, że podatnicy często wskazują konkretne cele działalności albo nawet konkretnych beneficjentów, co ogranicza możliwość kierowania tych pieniędzy na budowę kapitałów żelaznych.

Potrzebne są większe zachęty podatkowe

Jedna z najbardziej jednoznacznych rekomendacji dotyczy podatków. Autorzy postulują wyższe zachęty podatkowe dla darczyńców indywidualnych i przedsiębiorstw, w tym dodatkowe preferencje dla pieniędzy przekazywanych właśnie na kapitały żelazne.

W Polsce osoba fizyczna może odliczyć darowizny zasadniczo do wysokości 6 proc. dochodu, a podatnik CIT – do 10 proc. Jeśli darowizna jest na tyle duża, że przekracza roczny limit odliczenia, niewykorzystanej części nie można rozliczyć w kolejnych latach.

Raport porównuje krajowe rozwiązania m.in. z Niemcami. Tam podstawowe odliczenie darowizn może sięgać 20 proc. dochodu podlegającego opodatkowaniu, a pieniądze wniesione na stworzenie lub powiększenie kapitału wieczystego są traktowane jeszcze korzystniej. Specjalna ulga wynosi 1 mln euro, a kwotę można odliczać od podstawy opodatkowania przez 10 lat. W Holandii szczególne preferencje dotyczą z kolei darczyńców zobowiązujących się do regularnych wpłat przez co najmniej 5 lat.

Autorzy raportu oceniają, że większe zachęty mogłyby skłonić Polaków do częstszego przekazywania darowizn, a dotychczasowych darczyńców – do zwiększenia ich wartości.

Główne wnioski

  1. Kapitał żelazny ma dawać organizacjom stabilność i większą niezależność finansową. W Polsce korzysta z niego jednak tylko kilkadziesiąt NGO-sów. Autorzy raportu „Kapitał dla przyszłości” oceniają, że dopiero przy kapitale ok. 10 mln zł można mówić o realnych zyskach z inwestowania.
  2. Przykłady pokazują, że model działa w praktyce. Fundacja Auschwitz-Birkenau ma kapitał wart 810 mln zł, FNP aktywa ok. 280 mln zł, a Fundacja Jerzego Juzonia 50 mln zł. Dochody z inwestycji finansują m.in. konserwację zabytków, badania i stypendia.
  3. Największe bariery to słabe zachęty podatkowe, brak jasnych regulacji i mała skłonność do długoterminowej filantropii. Autorzy raportu rekomendują większe preferencje dla darczyńców, systemowe wsparcie takich kapitałów i profesjonalne standardy zarządzania.