Bunt przy taśmie i przy kasie. Jak gospodarka i emerytury pogrążyły niemiecki rząd
Kierowana przez Friedricha Merza Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna poniosła trzy sromotne porażki z rzędu w wyborach landowych. Po raz pierwszy w historii współczesnych Niemiec partia ta znalazła się poza jednym z regionalnych parlamentów.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) pod wodzą kanclerza Friedricha Merza poniosła porażki w ostatnich wyborach landowych.
- Jakie problemy oraz kontrowersyjne plany reform doprowadziły do tak głębokiego spadku zaufania Niemców do obecnego rządu.
- W jaki sposób Friedrich Merz próbuje utrzymać się u władzy.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Pierwszy cios padł 6 września w Saksonii-Anhalt. Poparcie dla CDU spadło tam z 37,1 proc. w 2021 roku do zaledwie 17,2 proc. Jednocześnie skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) zdobyła aż 43,8 proc. głosów. Wynik ten dał partii 39 z 83 miejsc w lokalnym parlamencie, niewiele mniej niż potrzeba do uzyskania samodzielnej większości.
Z kolei w ostatnią niedzielę w Meklemburgii-Pomorzu Przednim chadecy zdobyli zaledwie 4,9 proc. głosów. Oznacza to bolesny spadek z 13,3 proc. i znalezienie się poniżej pięcioprocentowego progu wyborczego. Jest to najgorszy wynik CDU w wyborach do landtagu od powstania Republiki Federalnej Niemiec w 1949 roku.
Pierwsze miejsce zajęła tam AfD z poparciem rzędu 38,2 proc. Tuż za nią uplasowali socjaldemokraci pod przywództwem urzędującej premier Manueli Schwesig. Jej zaskakująco dobry wynik na poziomie 35,5 proc. potencjalnie otwiera drogę do utrzymania władzy za sprawą ewentualnego sojuszu z Lewicą i Zielonymi.
W tym regionie CDU znalazła się w opałach nie tylko ze względu na niską popularność Friedricha Merza. Jego partii zaszkodziła również dynamika samej kampanii, która ostatecznie sprowadziła się do bezpośredniego starcia między Schwesig a skrajną prawicą.
Z kronikarskiego obowiązku należy także zaznaczyć, że zwycięstwa AfD we wschodnich landach nie oznaczają automatycznego przejęcia władzy przez tę partię w Saksonii-Anhalt czy Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Przed formacją niezwykle trudne poszukiwania partnerów do stworzenia rządu. Zdecydowana większość pozostałych sił politycznych przed wyborami odrzucała bowiem możliwość zawiązania koalicji z AfD.
Triumf twardej lewicy w Berlinie
Nieco bardziej zróżnicowane rozstrzygnięcie przyniosły wybory w Berlinie. Wstępne wyniki dały tam CDU zaledwie 18,8 proc. poparcia. Dla porównania w 2023 roku partia ta uzyskała 28,2 proc. głosów i sięgnęła po urząd burmistrza. Lewica (Die Linke) z kolei odniosła spektakularny sukces i ponad dwukrotnie zwiększyła swój stan posiadania, osiągając wynik 25,7 proc. Współrządzący z chadekami socjaldemokraci odnotowali historyczny spadek i zakończyli udział w wyborach z wynikiem 12,1 proc.
Kandydatka zwycięskiej Lewicy, Elif Eralp, córka tureckich gastarbeiterów, oparła swoją kampanię na problemie rosnących kosztów życia oraz niedoborze przystępnych cenowo mieszkań. To właśnie te trudności coraz bardziej doskwierają mieszkańcom niemieckiej stolicy.
Jej sztandarowym postulatem jest przejęcie przez miasto nieruchomości należących do wielkich korporacji mieszkaniowych. Warto przypomnieć, że inicjatywa ta zyskała już aprobatę berlińczyków w referendum z 2021 roku. Przekucie jej w obowiązujące prawo wciąż budzi jednak ogromne kontrowersje, a potencjalni partnerzy koalicyjni z szeregów socjaldemokracji stanowczo odrzucają takie rozwiązanie.
Stołeczną kampanię CDU obciążył ponadto lokalny kryzys wizerunkowy. W lipcu Stefan Evers zastąpił urzędującego burmistrza Berlina Kaia Wegnera w roli tzw. Spitzenkandidata, czyli głównego kandydata partii w wyborach. Zmiana ta była reakcją partii na falę krytyki, która spadła na Wegnera po styczniowym ataku na miejską sieć energetyczną.
Mimo istotnych różnic programowych liderka Lewicy Elif Eralp ma obecnie, jak się wydaje, otwartą drogę do przejęcia władzy w ramach koalicji z socjaldemokratami i Zielonymi. Teoretycznie wciąż możliwy pozostaje jednak także sojusz obu tych ugrupowań z chadekami.
Gospodarka nie dowozi, społeczeństwo się starzeje
Kłopoty Merza zaczęły się na długo przed wrześniowymi wyborami w regionach. Niedawny sondaż instytutu Forsa pokazał, że zaledwie 10 proc. badanych pozytywnie ocenia jego pracę. Aż 88 proc. ankietowanych wyraziło z niej głębokie niezadowolenie. To najgorszy wynik w badaniach tej pracowni od momentu objęcia przez niego urzędu kanclerza. Nawet wśród sympatyków bloku CDU/CSU zaczęły przeważać negatywne oceny jego kanclerstwa.
Zaufanie do obecnego kanclerza zostało nadszarpnięte jeszcze przed formalnym objęciem przez niego urzędu. Niedługo po zwycięstwie CDU w lutym 2025 roku Friedrich Merz wycofał się z kampanijnych obietnic w kwestii zadłużania państwa. Tę polityczną woltę wokół tzw. Schuldenbremse (hamulca zadłużenia) uzasadniał koniecznością sfinansowania gwałtownego wzrostu państwowych wydatków na obronność oraz inwestycji obliczonych na rozruszanie stagnującej gospodarki.
Kanclerz wskazywał przy tym na rosnące zagrożenie ze strony Rosji i niepewność wokół amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Argumentacja ta nie złagodziła jednak rozgoryczenia części konserwatywnych wyborców, którzy potraktowali ten ruch jako polityczną zdradę.
Merz przejął stery w Urzędzie Kanclerskim w momencie, gdy niemiecki przemysł już znajdował się pod silną presją ze strony chińskiej konkurencji, amerykańskich ceł i wysokich kosztów energii. Dodatkowym ciosem okazała się amerykańsko-izraelska wojna z Iranem, która doprowadziła do potężnego szoku cenowego na rynku paliw.
W latach 2023-2024 gospodarka kraju systematycznie się kurczyła, a w 2025 roku jej wzrost wyniósł zaledwie 0,2 proc. Obecnie można dostrzec pewne oznaki ożywienia, do których należy m.in. wyraźny wzrost zamówień w sektorze przemysłowym. Lepsze wskaźniki makroekonomiczne nie oznaczają jednak, że poprawę równomiernie odczuwają wszystkie gałęzie gospodarki czy każde gospodarstwo domowe. W głębokim kryzysie niezmiennie tkwi branża motoryzacyjna, tak kluczowa dla całej gospodarki Niemiec.
Do tych problemów dochodzą długofalowe wyzwania budżetowe, których centralnym punktem jest zaostrzający się spór o przyszłość systemu emerytalnego. Szybko starzejące się społeczeństwo Niemiec potęguje presję obciążającą zarówno aktywnych zawodowo pracowników opłacających składki, jak i państwową kasę.
Rząd Merza proponuje zlikwidowanie możliwości wcześniejszego przejścia na emeryturę bez pomniejszania świadczeń, co obecnie przysługuje po 45 latach opłacania składek. Zwolennicy tego rozwiązania wskazują na rosnące koszty oraz dotkliwe braki kadrowe na rynku pracy. Związki zawodowe i regionalni politycy zdecydowanie się temu sprzeciwiają.
Ostrzegają, że realne koszty reformy ponieśliby pracownicy z długim stażem, w tym osoby wykonujące najcięższe prace fizyczne. Warto przy tym zaznaczyć, że są to wciąż jedynie kontrowersyjne plany zmian w prawie, a nie wdrożona reforma.
Co istotne, temat emerytur budzi szczególne emocje we wschodnich Niemczech, gdzie znacznie więcej osób jest zależnych od państwowego systemu zabezpieczeń społecznych. Z sondażu Infratest dimap, który przeprowadzono po wyborach w Saksonii-Anhalt, jasno wynika, że bezpieczeństwo socjalne okazało się dla obywateli kwestią priorytetową. Jako kluczowy problem wskazała na nie aż jedna czwarta głosujących. Fakt ten pozwala lepiej zrozumieć specyfikę ostatniej kampanii: podczas gdy dla zagranicznych obserwatorów zdominował ją temat rosnących w siłę radykałów z AfD, na podwórku krajowym polityczna rywalizacja toczyła się w dużym stopniu wokół szeroko rozumianego bezpieczeństwa ekonomicznego.
Desperacka próba kupienia sobie czasu
Friedrich Merz próbuje przeczekać obecny kryzys, stanowczo odmawiając ustąpienia ze stanowiska. Spodziewając się politycznych reperkusji po niedzielnych wyborach, odwołał nawet zaplanowaną na ten tydzień podróż na Zgromadzenie Ogólne ONZ w Nowym Jorku.
Ponadto jeszcze w piątek 18 września jego rząd ogłosił wart 2,5 mld euro pakiet tymczasowych obniżek podatków od benzyny i oleju napędowego, który ma obowiązywać od początku października do końca grudnia. Po uwzględnieniu VAT oznacza to ulgę rzędu około 17 centów na litrze. Rozwiązanie to co prawda odpowiada na palący problem rekordowych cen na stacjach, jednak jeszcze co najmniej przez chwilę nie będzie odczuwalne dla wyborców.
Podczas wieczoru wyborczego w państwowej stacji ARD strategię Merza opisano jako próbę zyskania na czasie przed kolejnymi wyborami landowymi, zaplanowanymi na kwiecień 2027 roku. Władze w Berlinie mają liczyć na to, że państwowe inwestycje oraz ogólna poprawa koniunktury gospodarczej przyniosą do tego czasu wymierny uzysk polityczny.
Utrzymanie jedności w koalicji rządowej z socjaldemokratami będzie prawdopodobnie wymagało także zmian w podejściu do wdrażania dyskutowanych reform. Zaskakująco dobry wynik SPD w Mecklemburgii-Pomorzu Przednim, osiągnięty na fali krytyki federalnych planów zmian w emeryturach, wzmacnia wewnątrz tej partii głosy opowiadające się za ochroną pracowników z długim stażem zamiast przyspieszenia realizacji programu Merza.
W krótkiej perspektywie bardziej prawdopodobne wydaje się mozolne trwanie koalicji z Merzem na czele niż rychłe wyłonienie jego następcy. Kierownictwo CDU potwierdziło w poniedziałek swoje poparcie dla kanclerza, choć warto zaznaczyć, że w niedzielę wyborczą najważniejsi liderzy regionalni spotkali się bez udziału Merza. Premierzy landowi z Nadrenii Północnej-Westfalii i Bawarii, Hendrik Wüst oraz Markus Söder, są często wymieniani jako potencjalni następcy obecnego szefa chadeków, ale żaden z nich nie odważył się jeszcze rzucić mu wyzwania.
Ponadto przedterminowe głosowanie byłoby niezwykle ryzykowne dla obu partnerów koalicyjnych: wrześniowy sondaż instytutu Forsa dawał AfD 27 proc. poparcia, blokowi CDU/CSU 20 proc., a socjaldemokratom 12 proc. Liczby te stanowią dla rządzących partii raczej silną zachętę do renegocjacji założeń programowych lub kwestii personalnych niż do ponownej konfrontacji z wyborcami.
Deską ratunku dla Friedricha Merza może się na razie okazać nie tyle odbudowa zaufania do jego przywództwa, ile brak obiecującego kandydata na kolejnego szefa niemieckiego rządu.
Główne wnioski
- Partia Friedricha Merza poniosła dotkliwe porażki w trzech kolejnych wyborach landowych w Saksonii-Anhalt, Meklemburgii-Pomorzu Przednim i Berlinie. Chadecy stracili poparcie przede wszystkim na rzecz rosnącej w siłę skrajnie prawicowej AfD.
- Spadek zaufania do rządu wynika w dużym stopniu ze stagnacji gospodarczej, niedotrzymania przez kanclerza obietnic wyborczych, rosnących kosztów życia oraz kontrowersyjnych planów reformy systemu emerytalnego.
- Mimo dramatycznie niskiego poparcia społecznego, które wynosi zaledwie 10 proc., Merz stanowczo odmawia podania się do dymisji i próbuje zyskać na czasie przez wprowadzenie doraźnych obniżek podatków paliwowych. Jego pozycję dodatkowo wzmacnia obawa koalicjantów przed politycznymi konsekwencjami ewentualnych przedterminowych wyborów.