Kategoria artykułu: Sport

Kibice buczą, korzystają trenerzy i reklamodawcy. Czy przerwy „na nawodnienie” zobaczymy w Ekstraklasie?

Debiutujące na tegorocznym mundialu przerwy na nawodnienie wzbudzają różne emocje. Kibice buczą, bo czują, że ktoś próbuje nabić ich w butelkę. Trenerzy uczą się, jak taktycznie wykorzystać chwilę rozmowy z zawodnikami. A nadawcy liczą dodatkowy czas antenowy i pieniądze za reklamy.

Baner Powerade
MetLife Stadium w New Jersey, na którym zostanie rozegrany finał mundialu i wyświetlana w przerwie na nawodnienie reklama Powerade. Fot. RutherNicolò Campo/LightRocket via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak trenerzy komentują wprowadzenie przerw na nawodnienie.
  2. Ile dodatkowego czasu antenowego zyskali nadawcy turnieju i na jakich zasadach mogą go wykorzystać.
  3. Czy przerwy będą pojawiać się także w innych rozgrywkach.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W niechętnej na wprowadzanie modyfikacji w strukturze gry piłce nożnej to duża zmiana. W połowie każdej połowy meczów mundialu (ok. 23. i 68. minuty) sędziowie zarządzają trzyminutową przerwę na nawodnienie (ang. hydration break), Oficjalnym powodem ich wprowadzenia jest troska o zdrowie zawodników. W wielu amerykańskich i meksykańskich miastach, gdzie rozgrywany jest turniej, warunki rzeczywiście nie są łatwe – temperatury przekraczają 30, a nawet 35 stopni.

Tyle tylko, że do tej pory w każdych piłkarskich rozgrywkach na świecie sędziowie mieli prawo przerwać grę i dać zawodnikom szansę na kilka łyków wody i kilkadziesiąt sekund oddechu, jeśli tylko uznali, że jest taka potrzeba. Formalizacja przerw nie była więc konieczna – zwłaszcza że upały nie wszędzie dają się piłkarzom we znaki. Niektóre stadiony – np. w Atlancie i w Dallas – są klimatyzowane.

Ujednolicenie przerw i wprowadzenie ich jako obligatoryjnej części meczu, występującej w konkretnym momencie i o określonym czasie, ma jednak bardzo ważny aspekt: takie przerwy da się skomercjalizować.

Ale choć kilka godzin dodatkowego czasu antenowego to dla nadawców niesamowita gratka, niepozorne wydawałoby się przerwy, nie pozostają bez wpływu na przebieg meczu. Analiza dotychczasowych spotkań mistrzostw wskazuje, że przerwy, będące dla trenerów okazją na taktyczne konsultacje z drużyną mają wpływ na tempo gry i postawę drużyn.

Czas dla trenera

Właściwie wszyscy zgadzają się, że mecze na mundialu nie dzielą się na połowy, na kwarty. A to wiele zmienia. Trenerzy dostali nieobecną wcześniej w piłce możliwość, by już po dwudziestu kilku minutach skorygować ustawienie drużyny i przekazać im swoje uwagi. Do tej pory mogli jedynie z boiska pokrzykiwać na swoich piłkarzy albo przekazywać im uwagi na podawanych przez innych zawodników karteczkach.

– Dla mnie to bardziej przerwa na rozmowę z trenerem niż na nawodnienie. Dlatego z mojej perspektywy jest bardzo ważna. Jeśli akurat jesteśmy w dobrym momencie, złapaliśmy rytm, to taka pauza może go przerwać. Ale to też dobra okazja, żeby przekazać drużynie kilka wskazówek taktycznych – skomentował trener Belgów Rudi Garcia.

Przerwy mają znaczenie dla gry i już teraz są na to konkretne dane. W meczu z Demokratyczną Republiką Konga Anglicy dopiero po krótkiej rozmowie ze swoim trenerem zdołali spenetrować pole karne rywali. Wszystkie osiem strzałów w pierwszej połowie też oddali dopiero po przerwie. Precyzyjniej byłoby powiedzieć: w drugiej kwarcie.

– Myślę, że przerywa to i zmienia tożsamość meczu piłkarskiego znacznie bardziej, niż myślałem. Jako trener lubię mieć możliwość wpływania na drużynę i zbierania jej razem. Ale ogólnie wolę piłkę nożną, gdy jest grana w jednym ciągu na połowę. Buduje to impet. Trudno jest go budować i utrzymywać, gdy są przerwy – powiedział trener Anglików Thomas Tuchel.

Wśród wyświetlanych w trakcie transmisji statystyk i danych analitycznych (posiadanie piłki, strzały itd.) jest też graficzne przedstawienie tzw. momentum. W ten sposób określana jest przewaga danej drużyny. Wpływa na nią, chociażby przebywanie z piłką pod polem karnym rywala czy oddane strzały. Te informacje przeanalizował dziennikarz hiszpańskiego „El Pais” David Alvarez. W ponad trzech czwartych meczach dynamika gry zmieniała się zaraz po przerwie. Co oznacza, że na boisku zaczęła przeważać inna drużyna. Albo przynajmniej przeważająca do tej pory przestała aż tak dominować. Tak było np. w spotkaniu Brazylii z Marokiem.

Piłkarskie połowy trwają po 45 minut od końcówki XIX wieku, gdy najpierw angielska federacja piłkarska (Football Association), a potem Międzynarodowa Rada Piłkarska (International Football Association Board) skodyfikowały zasady gry w piłkę nożną. Od tamtej pory niewiele się w zakresie czasu gry zmieniło. W piłce nigdy nie było też znanych z koszykówki, siatkówki czy piłki ręcznej przerw na żądanie trenera.

Teraz trenerzy grających na mundialu drużyn muszą na gorąco adaptować się do nowego. Kto zrobi to lepiej i odpowiednio zareaguje na boiskowe wydarzenia, może dać swojemu zespołowi sporą przewagę.

Czas na reklamę

FIFA broni się przed nazywaniem przerw na nawodnienie przerwami na reklamę. Tymczasem w ich trakcie na stadionach wyświetlane jest olbrzymie logo izotonika Powerade, będącego oficjalnym partnerem komercyjnym przerw.

Regulacje dla nadawców dokładnie opisują jakie reklamy i jak długo można puszczać w trakcie nowej przestrzeni reklamowej. Telewizje nie mogą puścić spotu zaraz po gwizdku sędziego i wrócić do transmisji równo z powrotem do gry. Na spoty w sumie mają na to 2 minuty i 10 sekund w każdej połowie. Co w całym turnieju daje łącznie ponad 7,5 godziny. Czyli daje możliwość wyemitowania przeszło 830 półminutowych spotów.

BBC (reklam nie emituje) podaje, że w amerykańskiej Fox Sports za jeden spot trzeba zapłacić od 200 tys. dolarów w mniej prestiżowych meczach, do nawet 750 tys. dolarów przy najważniejszych spotkaniach turnieju.

Niektóre media nie zdecydowały się lub nie mogły zdecydować na wypełnienie przerw reklamami. Telewizja Polska nie może przerywać transmisji blokami reklamowymi, dlatego zdecydowała się na reklamę typu L-screen, zajmującą ok. 25 proc. powierzchni ekranu – na pozostałej części cały czas widoczna jest transmisja meczu. Na większości meczów w TVP nie ma nawet tego elementu lub też wypełnia go autoreklama. Ma to związek z ograniczoną pulą potencjalnych reklamodawców. Podczas nowo wprowadzonych przerw reklamować mogą się tylko oficjalni partnerzy FIFA. Koszt reklamy w tym formacie to ok. 80-150 tys. zł, w zależności od prestiżu i godziny rozgrywania meczu.

Przerwy na reklamę są więc niewątpliwie ukłonem w stronę oficjalnych nadawców turnieju. Nadawców, którzy za prawa do transmisji mistrzostw zapłacili blisko 4 mld dolarów – o miliard więcej niż podczas poprzednich mistrzostw. I pewnie dlatego kibice dla wielu mundialowych stadionach buczą, gdy sędzia zarządza przerwę. Doskonale wiedzą, że nie o czas dla piłkarzy tu chodzi. I wyrażają sprzeciw wobec lania wody.

Pod kątem reklamowego obudowania piłce wciąż jednak daleko, chociażby do futbolu amerykańskiego. W najbardziej naszpikowanym reklamami meczu Super Bowl przerw na reklamę jest ok. 20. W trakcie jednej transmisji emitowanych jest nawet 60-70 spotów.

Na razie FIFA zapożyczyła z Super Bowl coś innego: half-time show. Które znowu bezprecedensowo zmieni piłkarski krajobraz. Z powodu koncertu piłkarze będą odpoczywać między połowami nie 15, a 30 minut. Co też nie pozostanie bez wpływu na ich grę, bo organizm inaczej odpoczywa i regeneruje się w ciągu kwadransa, a inaczej w ciągu dwóch.

FIFA jeszcze nie podjęła decyzji, czy przerwy pozostaną jednorazową ciekawostką, czy na stałe zadomowią się w piłkarskim krajobrazie. Deklarację złożyła za to UEFA: na EURO 2028 przerw nie będzie. Piłkarze znów będą grać dwie pełne połowy.

Miniwywiad

Przerwy w Ekstraklasie? „Podstawmy mikrofony zawodnikom”

Przerwy na nawodnienie z punktu widzenia transmisji i opakowania meczów to dobry pomysł?

Zacznijmy od tego, że te przerwy nie powinny się tak nazywać. Na mundialu są mecze, w których trakcie temperatury nie wymagają pauzy na odpoczynek, a u nas tym bardziej nie byłoby takiej potrzeby.

FIFA nie chce wprost przyznać, że to przerwy reklamowe, a dzięki temu nazewnictwu w naturalny sposób można było połączyć te przerwy z Poweradem. U nas ich sponsorami mogłyby być już współpracujący z Ekstraklasą Dr. Witt czy Oshee.

Albo Staropolanka czy Żywiec Zdrój. Opcji jest mnóstwo. Każde miejsce na dodatkowe przychody reklamowe to zwłaszcza dla stacji telewizyjnych i lig dobra informacja. Telewizje płacą za prawa do transmisji coraz więcej, więc chciałyby też większych możliwości zarobkowania. A jeśli chodzi o samą transmisję, to tu też widzę pole do popisu.

Czyli wolałby pan zostać przy reklamie typu L-screen?

Tak, ona pozwala jednocześnie sprzedać przestrzeń reklamową i urozmaicić widowisko. Skoro w piłce ręcznej czy siatkówce kamera pokazuje zgrupowanych zawodników z bardzo bliska, a dzięki mikrofonom słyszymy, o czym rozmawiają z trenerem, dlaczego nie robić tego samego w piłce nożnej?

A dla kibiców na stadionie? Zostawiłby im pan czas na odwiedzenie punktów gastronomicznych, czy raczej poszedł w stronę występów cheerleaderek?

Tu też opcji jest wiele, ale jestem zwolennikiem tego, by jednak uwagę kibiców utrzymać przy meczu. Na stadionach instalowane są coraz większe telebimy. Można puszczać na nich najlepsze akcje meczu.

To najważniejsze pytanie – sądzi pan, że doczekamy się takich przerw w Ekstraklasie?

Piłka nożna to konserwatywna i ortodoksyjna dyscyplina, jeśli chodzi o wszelkie zmiany. Długo trwało. zanim udało się wprowadzić np. VAR. FIFA otworzyła teraz pewne drzwi, ale UEFA już mówi, że w swoich rozgrywkach takich przerw nie chce. Myślę jednak, że to kwestia czasu, gdy będziemy je mieli na wszystkich boiskach.

Główne wnioski

  1. Przerwy na nawodnienie to w rzeczywistości usystematyzowane przerwy reklamowe. Stacje telewizyjne zyskały dzięki nim ponad 7,5 godziny dodatkowego czasu na sprzedaż spotów.
  2. Trenerzy grających na mundialu reprezentacji zwracają uwagę, że przerwy zmieniają ich sposób pracy z drużyną w trakcie meczu. W każdej połowie mają minuty, by porozmawiać z zawodnikami i skorygować grę swojego zespołu,
  3. UEFA zapowiedziała, że przerw na nawodnienie nie będzie w trakcie EURO 2028.