Kiedyś sympatia, dzisiaj wrogość. Jak zmieniał się stosunek Polaków do Ukraińców
Stosunki polsko-ukraińskie na poziomie państwowym znajdują się w kryzysie. Jak jednak wskazują badania i eksperci, pogorszenie nastąpiło już znacznie wcześniej. Kiedy się zaczęło i przede wszystkim – dlaczego?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie czynniki w ocenie ekspertów spowodowały pogorszenie stosunków między Polakami a Ukraińcami.
- Jaką rolę odegrali w tym procesie politycy.
- Co zdaniem eksperta powinna zrobić Ukraina, a co Polska, by poprawić relacje.
Polityczna zawierucha wokół nadania ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA przykryła pozostałe wydarzenia polityczne na przełomie maja i czerwca. Niemal cała polska klasa polityczna skrytykowała prezydenta Ukrainy za jego decyzję. Inaczej już było w kwestii zapowiedzi prezydenta Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu. Ta deklaracja podzieliła polityków nad Wisłą, choć do faktycznego odebrania orderu jeszcze nie doszło.
Ekspert: dzisiejsza sytuacja nie jest nowa
Decyzja prezydenta Ukrainy na nowo rozgrzebała niezabliźnione rany trudnej historii polsko-ukraińskiej z lat 40. XX wieku. Mord dziesiątek tysięcy Polaków w Małopolsce Wschodniej przez Ukraińską Armię Wyzwoleńczą na nowo zaczął stanowić najpoważniejszą rysę we wzajemnych relacjach.
Nie jest to jednak pierwsza taka rysa. Przyjazne relacje polsko-ukraińskie tuż po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. od dawna były już tylko mglistym wspomnieniem.
– Stosunki polsko-ukraińskie większość z nas postrzega przez pryzmat ostatnich ponad czterech lat, ponieważ pełnoskalowa wojna w Ukrainie dotknęła w praktyce każdego mieszkańca Polski. Dla osób, które od lat śledzą ten temat, był to jednak ciąg wzlotów i upadków, a to, co dzieje się obecnie, nie jest niczym nowym. Wystarczy przypomnieć sobie spory wokół Cmentarza Orląt Lwowskich czy kwestię nadania tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze – przypomnia dr Mateusz Kamionka z Wydziału Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego, politolog specjalizujący się w relacjach polsko-ukraińskich.
Wskazuje również na jasne punkty wspólnej historii w ostatnich latach.
– Z drugiej strony mieliśmy Pomarańczową Rewolucję, solidarność z zaatakowaną Gruzją czy wreszcie wspólną organizację Euro 2012. Relacje polsko-ukraińskie od lat podlegały podobnym wahaniom. Dlatego nie wskazywałbym jednego wydarzenia, które doprowadziło do spadku zaufania Polaków do Ukraińców. Incydent w Przewodowie, napięcia wokół eksportu ukraińskiego zboża czy krytyczne wypowiedzi prezydenta Zełenskiego wobec Polski były ważnymi momentami, ponieważ uświadomiły wielu Polakom, że nawet bliscy partnerzy mogą mieć odmienne interesy. Dla części opinii publicznej były one również źródłem rozczarowania – zauważa politolog.
Pogorszenie? Raczej normalizacja
Zdaniem eksperta z UJ nawet tak ważne wydarzenia nie stanowiły same w sobie punktów zwrotnych we wzajemnych relacjach.
– Raczej przyspieszyły proces normalizacji relacji, które po 24 lutego 2022 roku były oceniane głównie przez pryzmat wojennej solidarności. Jedyną zasadniczą zmianą w porównaniu z wcześniejszymi dekadami jest skala wojny oraz obecność milionów obywateli Ukrainy w Polsce. Tym razem uczestniczą oni bezpośrednio w zmianach zachodzących w relacjach między naszymi krajami. Niestety często stają się ich największymi ofiarami – mówi dr Kamionka.
Stosunek do Ukrainy instrumentalnym paliwem politycznym
Sławomir Mentzen w prezydenckiej kampanii twierdził, że „Ukraińcy zapychają kolejki do lekarzy”. Wtórował mu ówczesny kandydat popierany przez PiS – Karol Nawrocki.
– Jestem zdania, że Ukraińcom nie powinno się żyć w Polsce lepiej niż Polakom. Jestem Polakiem, mam obowiązki polskie i w imieniu Polaków będę wykonywał swoją prezydenturę – mówił Nawrocki w trakcie jednego z wieców.
Antyukraińskie narracje były paliwem wyborczym nie tylko dla kandydatów prawicy. Nawet liberalny Rafał Trzaskowski postulował ograniczenie wypłacania 800+ do pracujących Ukraińców. Po kampanii prezydenckiej koalicja rządowa również wykorzystywała rosnący sentyment antyukraiński m.in. poprzez deportowanie obywateli Ukrainy popełniających wykroczenia, za które obywatele Polski otrzymaliby co najwyżej grzywnę.
Wygodne narzędzie mobilizacji elektoratu...
Zdaniem politologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego to nie przypadek.
– W okresach kampanii wyborczych kwestie migracji czy relacji z Ukrainą stają się wygodnym narzędziem mobilizacji elektoratu. Pojedyncze incydenty z kolei bywają przedstawiane jako zjawiska powszechne. W efekcie część negatywnych emocji nie wynika wyłącznie z bezpośrednich doświadczeń, lecz także ze sposobu ich interpretowania w dyskursie – zauważa politolog.
I zwraca uwagę także na działanie mechanizmu w drugą stronę.
– Obecność licznej społeczności ukraińskiej w Polsce – szacowanej na ponad dwa miliony osób – oznacza również potencjalne znaczenie polityczne i społeczne, także w kontekście przyszłych wyborów w Ukrainie. Przykłady innych krajów pokazują, że diaspora może mieć wpływ na procesy polityczne, choć nie jest to wpływ automatyczny ani jednowymiarowy – komentuje dr Kamionka.
...ale retoryka polityków to nie wszystko
W jego ocenie wpływ na nasilający się sentyment antyukraiński w społeczeństwie ma jednak nie tylko retoryka polityków. Istotne są również codzienne doświadczenia Polaków.
– Nie można sprowadzać zmiany nastrojów wyłącznie do wpływu polityków czy mediów, ponieważ miliony Polaków mają dziś bezpośredni kontakt z obywatelami Ukrainy w pracy, szkołach czy sąsiedztwie. Tak duża i szybka skala migracji zawsze generuje zarówno pozytywne doświadczenia, jak i napięcia wynikające z konkurencji o mieszkania, miejsca pracy czy dostęp do usług publicznych. Warto pamiętać, że do 2014 roku, a w szczególności przed 2022 rokiem, Polska była krajem o relatywnie niskim poziomie imigracji. Wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie gwałtownie tę sytuację zmienił. Dla części społeczeństwa był to szok, z którym do dziś nie wszyscy potrafią się w pełni oswoić. Szczególnie w mniejszych miejscowościach i w tzw. Polsce powiatowej, która często nie jest widoczna z perspektywy dużych miast – zwraca uwagę dr Kamionka.
Chwiejący się porządek nie sprzyja wzajemnym relacjom
Jak dodaje, przyczyną szoku nie są postawy samych Ukraińców, ale ogólne poczucie zmiany i tęsknota za wcześniejszym społecznym porządkiem.
– Jednocześnie od początku zabrakło w Polsce spójnej, długofalowej strategii integracyjnej wobec osób, które zostały i prawdopodobnie pozostaną na dłużej. Zakładano często, że wojna szybko się zakończy, a uchodźcy wrócą do kraju. Ten scenariusz się nie zrealizował, co dziś wymusza stopniowe dostosowywanie polityk publicznych i przejście od modelu doraźnej pomocy do modelu powolnej integracji, który często jest wprowadzany z opóźnieniem – podsumowuje dr Kamionka.
Konkluzje politologa są zbieżne z corocznymi wynikami badań przeprowadzanych przez Centrum Mieroszewskiego. Od kilku lat organizacja przeprowadza szereg badań, w których mierzy wzajemny sentyment między Polakami a Ukraińcami. W obszernych raportach czytamy o zmieniających się emocjach, a także motywacjach Polaków i Ukraińców.
Od przyjaźni przez neutralność...
Regularne badania pozwalają prześledzić ewolucję postaw Polaków. Polacy pozytywnie oceniali Ukraińców przede wszystkim przed 24 lutego 2022 r. 43 proc. badanych deklarowało pozytywny stosunek wobec sąsiadów ze wschodu. Po 21 proc. przybierało stosunek neutralny i negatywny. Opinii nie miało 15 proc. ankietowanych. Należy jednak mieć na uwadze, że to badanie retrospektywne, a zatem badające nastroje Polaków przed kilku laty.
Kolejne badania dowodzą, że sentyment się zmieniał. Dwa lata po wybuchu wojny, w lutym 2024 r. nastroje wyglądały już zgoła inaczej. Pozytywną opinię o Ukraińcach podzielał już tylko co czwarty Polak, z czego 5 proc. badanych miało opinię bardzo dobrą, a 20 proc. dobrą. Dominowała jednak przede wszystkim ocena neutralna – 41 proc. W 2024 r. negatywną opinię wobec obywateli Ukrainy deklarowało 27 proc. badanych (19 proc. miało złą opinię, a 8 proc. – bardzo złą).
Kilka miesięcy później, w grudniu 2024 r. w badaniu uzyskano podobne wyniki. Wyraźną zmianę widać już jednak w badaniu przeprowadzonym pod koniec 2025 r.
...po polaryzację
W badaniu dotyczącym stosunku Polaków do Ukraińców mieszkających w Polsce dostrzec można przede wszystkim wyraźną polaryzację nastrojów. Po kampanii prezydenckiej wyraźnie wzrosły odsetki opinii pozytywnych i negatywnych, spadły zaś oceny neutralne.
39 proc. badanych pozytywnie oceniło swój stosunek do Ukraińców w Polsce. Warto zaznaczyć, że to o cztery punkty procentowe mniej w odniesieniu do deklaracji dotyczących okresu przedwojennego. Podobny odsetek badanych wyraziło opinię negatywną – 35 proc. Co ważne – to aż 19 punktów procentowych więcej niż w badaniu retrospektywnym dotyczącym 2022 roku. Neutralną opinię zachowało tylko 15 proc. badanych. Zdania nie miał co dziesiąty.
W raportach czytamy także o powodach, dla których Polacy zaczęli darzyć Ukraińców mniejszą sympatią. Badacze wskazują, że ankietowani najczęściej wśród powodów wymieniali roszczeniowość, poczucie faworyzowania i nierównego traktowania czy konkurencję gospodarczą. Do tego dochodzi wrażenie braku integracji z polskim społeczeństwem czy wreszcie spory historyczne wokół UPA, które do czerwoności rozpaliły obecne stosunki.
Prof. Bachmann: ksenofobia wzrasta także w Europie
Czy można było uniknąć się takiego nagromadzenia negatywnych emocji? Według prof. Klausa Bachmanna z SWPS nie było to możliwe.
– Ale nasi politycy nie musieli rozpoczynać wyścigu o to, kto jest bardziej antyukraiński, podsycając takie nastroje – dodaje prof. Klaus Bachmann.
W jego ocenie takie tendencje musiały się pojawić z racji wystąpienia wielu kryzysów naraz.
– Najpierw pandemia, potem wojna Rosji przeciwko Ukrainie. To zawsze wywołuje lęki i niepokoje, a razem z nimi wzrasta ksenofobia. Ona wzrasta nie tylko w stosunku do Ukraińców, ale też Niemców, Amerykanów i wielu innych narodów i grup etnicznych (z bardzo nielicznymi wyjątkami). Jest tak nie tylko w Polsce, ale też np. w Niemczech i innych krajach europejskich. Nie ma to nic wspólnego ze strukturą etniczną danego społeczeństwa. To samo stało się w Polsce pod koniec lat 90., kiedy była praktycznie jednoetniczna – mówi prof. Bachmann.
Jego zdaniem ksenofobiczne nastroje mogą się pojawiać nawet wówczas, gdy mniejszości nie są widoczne.
– Ksenofobia nie potrzebuje „obcych”, aby żywić niechęć do nich. Ona może je sobie wyfantazjować, wydumać. Są sondaże z lat 90., kiedy Polacy myśleli, że w Polsce mieszka kilka milionów Żydów, których nie lubili. Mimo że ich nie było. Ostrzegałbym przed tym, że obecna fala niechęci wobec Ukraińców ma cokolwiek wspólnego z nimi. Tak samo jak niechęć wobec Żydów i muzułmanów w Niemczech nie ma nic wspólnego z tym „jacy oni są”. To ma coś wspólnego z tym, jacy są Niemcy – uważa Klaus Bachmann.
Politolog z SWPS zwraca również uwagę na doraźne interesy, dla których politycy szerzą narrację wymierzoną w inne grupy etniczne.
– Politycy nie decydują o tym, co myślimy, ale oni decydują w dużej mierze o tym, o czym myślimy i dyskutujemy. Mogą wyolbrzymić pewne tematy i umniejszyć inne. Czasami warto podnieść oczy z tabelek o sondażach i zastanawiać się, czy to za kilka dni jeszcze będzie ważne. Nie ulegać chwilowym nastrojom. Jak się ulega takim nastrojom, dochodzi do takich decyzji, jak zamykanie wszystkich elektrowni atomowych w Niemczech z powodu trzęsienia ziemi w Japonii – kwituje prof. Bachmann.
Co dalej?
Na koniec warto zadać pytanie: co dalej. Odpowiedź nie jest prosta, o czym przypomina dr Mateusz Kamionka.
– Problem [upamiętnienia UPA – red.] jest bardzo skomplikowany. Ukraina od 1991 roku nie wypracowała spójnej polityki historycznej i często balansowała między różnymi, także skrajnymi narracjami. Dlatego już w latach 90. powinna była odbyć się poważna debata o tym, jak Ukraina chce upamiętnić UPA. Czy jako jedną całość, czy jednak bardziej zróżnicowanie – z uwzględnieniem odpowiedzialności poszczególnych osób i formacji, także w kontekście zbrodni na ludności cywilnej. Taka dyskusja nie została przeprowadzona – zwraca uwagę politolog.
Efektem są spory trwające do dziś.
– Pytanie, jak Ukraina chce teraz budować swoją politykę pamięci. Jeśli pójdzie w stronę silnie heroicznej narracji UPA i logiki „samych przeciwko wszystkim”, to trudno będzie w niej znaleźć miejsce dla Polski czy Zachodu. Jeśli natomiast oprze ją na doświadczeniu współczesnego państwa, w tym wojny obronnej i współpracy z Zachodem, może to działać odwrotnie. Może bardziej łączyć niż dzielić – analizuje dr Kamionka.
Dr Kamionka: nie korzystamy z naszej soft power
A jaka w tym powinna być rola Polski? I z czym powinna liczyć się Ukraina?
– Nie powinniśmy w to bezpośrednio ingerować. Możemy natomiast konsekwentnie przedstawiać swoje stanowisko. Na przykład poprzez soft power, z której dziś praktycznie nie korzystamy. Jest jeszcze jedna kwestia. Ukraina musi się liczyć z tym, że wsparcie Polski i Zachodu nie jest dane raz na zawsze. Będzie zależało od polityki, realnych interesów i zdolności do budowania trwałych relacji z partnerami. W dłuższej perspektywie Ukraina i tak będzie musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, jak połączyć pamięć historyczną z wyzwaniami współczesności. Każde państwo ma prawo do własnej polityki pamięci, ale jednocześnie musi brać pod uwagę to, jak jest ona odbierana przez najbliższych sąsiadów i sojuszników. Dlatego kluczowe będzie znalezienie narracji, która pozwoli pielęgnować własną historię, nie zamykając jednocześnie drogi do współpracy z tymi, którzy dziś wspierają Ukrainę politycznie, militarnie i gospodarczo – podsumowuje politolog.
Główne wnioski
- Nadanie ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA na nowo odnowiło polsko-ukraińskie napięcia. Jak jednak przypominają eksperci, we wzajemnych stosunkach wrzało już wcześniej. Po części za sprawą polityków, którzy chętnie wykorzystywali rosnącą niechęć społeczną do nowych mieszkańców.
- Zmiana nastawienia Polaków wynika z codziennych napięć społecznych oraz braku skutecznej polityki integracyjnej państwa. Badania Centrum Mieroszewskiego potwierdzają gwałtowny spadek sympatii i postępującą polaryzację nastrojów. Zderzenie solidarności z rywalizacją o zasoby na rynku lokalnym wywołało u wielu obywateli głębokie rozczarowanie.
- Przyszłość wzajemnych stosunków jest zdaniem dr. Kamionki silnie uzależniona od obranego kierunku ukraińskiej polityki historycznej. Budowanie tożsamości wyłącznie na bezkrytycznym kulcie UPA odizoluje Kijów od kluczowych sojuszników w regionie. Strona polska powinna powstrzymać się od bezpośrednich ingerencji i postawić na konsekwentne budowanie wpływów poprzez narzędzia miękkiej siły.