Kategorie artykułu: Społeczeństwo Świat

Kilka płatków śniegu i państwo staje. Jak francuska zima obnaża słabość całego systemu

Wystarczy kilka centymetrów śniegu, by Francja – jedna z największych gospodarek świata, kraj TGV, airbusów i nuklearnej potęgi – znalazła się na kolanach. Autobusy znikają z ulic, pociągi stają, lotniska zamykają pasy startowe, a żłobki i przedszkola masowo odsyłają dzieci do domów. Pracownicy nie docierają do biur, miasta na chwilę zamierają, a państwo reaguje jak co roku: zaskoczone, defensywne i bezradne. To nie jest problem meteorologiczny. To problem systemowy.

Korki w Paryżu spowodowane opadami śniegu, 5 stycznia 2026 r.
Korki w Paryżu spowodowane opadami śniegu, 5 stycznia 2026 r. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak zima sparaliżowała Francję.
  2. Jak władze argumentują sytuację, w której „zima zaskoczyła drogowców".
  3. Jaki jest związek między zimą a dualizmem rynku pracy i przywilejami pracowniczymi we Francji. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Zima jak co roku zaskoczyła francuskich drogowców. Władze od lat powtarzają ten sam argument. Intensywne opady śniegu są rzadkie, więc nie ma sensu inwestować w drogi sprzęt do odśnieżania.

– Nie będziemy dostosowywać infrastruktury do wydarzeń wyjątkowych – mówił wprost były sekretarz stanu i rzecznik rządu Benjamin Griveaux.

Tyle że „wydarzenia wyjątkowe” powtarzają się niemal co roku. Efekt? W Paryżu – mieście liczącym ponad dwa miliony mieszkańców (a wraz z otaczającymi go przedmieściami i okolicznymi miasteczkami 18 mln) – praktycznie nikt nie odśnieża chodników. W miastach leżących przecież z dala od Alp czy Pirenejów nikt nie usuwa śniegu z ulic bocznych. Wszyscy czekają, aż… śnieg sam stopnieje.

To, co w Skandynawii czy Europie Środkowej jest banalną rutyną, we Francji urasta do rangi kryzysu państwowego.

Trzy dni chaosu: jak dokładnie sparaliżował się kraj

W poniedziałek 5 stycznia kilka centymetrów śniegu wystarczyło, by stołeczny region Île-de-France odnotował historyczny rekord korków. Długość zatorów drogowych wyniosła 1 tys. km według danych Sytadin. Najbardziej sparaliżowane były autostrady A4 (kierunek wschodni), A6 i A86, na których kierowcy spędzali po kilka godzin, często bez możliwości zjazdu.

Tego samego dnia całkowicie wstrzymano ruch autobusowy w regionie paryskim – decyzja objęła ok. 10 tys. autobusów i 1,9 tys. linii, pozostawiając setki tysięcy osób bez alternatywy transportowej. Transport szkolny został zawieszony w kilkunastu departamentach. Wiele gmin – zwłaszcza w Bretanii, Normandii i zachodniej Francji – zdecydowało się na zamknięcie żłobków i przedszkoli. Argumentem był brak „bezpiecznych warunków dojazdu personelu”.

We wtorek i środę chaos przeniósł się w powietrze. Lotnisko Paris-Orly zostało częściowo sparaliżowane, a co najmniej kilkanaście lotów przekierowano awaryjnie do Lyonu Saint-Exupéry, w tym rejsy EasyJet, Transavii, TAP Air Portugal, Vuelinga i Wizz Air. Władze lotniska wprowadziły ograniczenia operacyjne z powodu oblodzonych pasów startowych. Na Roissy–Charles de Gaulle anulowano lub opóźniono dziesiątki rejsów.

Na kolei sytuacja była niewiele lepsza. SNCF wstrzymała ruch na kilku liniach regionalnych, a na trasach TGV wprowadzono ograniczenia prędkości. RER C oraz linie N, U i V Transilien były czasowo wyłączone. Efekt domina był nieunikniony: pracownicy nie docierali do biur, firmy przechodziły w tryb awaryjny, a administracja lokalna de facto zawiesiła normalne funkcjonowanie.

Paryż pod śniegiem – i bez dozorców

Paradoks polega na tym, że niemal każdy budynek mieszkalny we Francji ma swojego gardien(ne) – dozorcę odpowiedzialnego za utrzymanie części wspólnych. Teoretycznie to właśnie oni powinni zadbać o bezpieczeństwo wokół posesji. W praktyce – nie robi tego nikt. Dlaczego? Bo francuski system pracy nauczył całe grupy zawodowe jednego: inicjatywa się nie opłaca.

Odśnieżone są niemal wyłącznie chodniki przed sklepami i restauracjami. Nie dlatego, że właściciele są bardziej obywatelscy. Dlatego, że sprzątają je pracownicy na śmieciowych umowach czasowych, którzy wiedzą, że brak „zaangażowania” może oznaczać brak kolejnego kontraktu – a więc brak pieniędzy. Reszta? Etatowych pracowników sektora publicznego i półpublicznego w praktyce nie można zwolnić. Nie ma bodźców, nie ma sankcji, nie ma presji. Skoro nic mi nie grozi – po co wychodzić z łopatą?

Dualizm rynku pracy: dwa światy, jedna zima

Każdy epizod śnieżny działa jak rentgen dla francuskiego rynku pracy. Z jednej strony mamy uprzywilejowaną kastę: pracowników na stałych umowach (CDI), w administracji publicznej, transporcie, sektorach regulowanych. Chronionych, stabilnych, odpornych na kryzys – i często kompletnie oderwanych od realiów operacyjnych.

Z drugiej – armię prekariatu: pracowników handlu, gastronomii, logistyki. Umowy krótkoterminowe, elastyczne grafiki, brak zabezpieczeń. To oni odśnieżają wejścia do sklepów, to oni próbują dotrzeć do pracy mimo sparaliżowanego transportu, to oni ponoszą realne koszty „bezpieczeństwa przede wszystkim”.

Francja stworzyła system, w którym odpowiedzialność spada zawsze na tych, którzy mają najmniej.

CDI kontra CDD: statystyczne źródło francuskiej zimowej bezwładności

Za tym chaosem stoi nie tylko brak pługów czy niedoszacowanie prognoz. U jego podstaw leży głęboki dualizm rynku pracy, który dzieli społeczeństwo na dwie kategorie obywateli o diametralnie różnych obowiązkach i motywacjach.

Według danych urzędu statystycznego INSEE i DARES (francuskiego ministerstwa pracy) ponad 80 proc. pracowników zatrudnionych jest na umowach bezterminowych (CDI). Reszta pracuje na umowach terminowych (CDD). To właśnie pracownicy na CDD odpowiadają za ponad 90 proc. wszystkich nowych procesów rekrutacyjnych rocznie, często pracując w cyklach kilkutygodniowych lub kilkumiesięcznych.

Ten podział tworzy systemową asymetrię odpowiedzialności. Pracownik na CDI – szczególnie w sektorze publicznym, transporcie czy administracji – jest chroniony przed zwolnieniem niemal absolutnie. Absencja w pracy z powodu „warunków pogodowych” rzadko niesie jakiekolwiek konsekwencje. Dla pracownika na CDD w handlu, sprzątaniu czy gastronomii opuszczenie dnia pracy oznacza realne ryzyko utraty dochodu lub brak przedłużenia umowy. To dlatego śnieg zniknął sprzed witryn sklepów, ale nie z chodników osiedlowych. To dlatego francuska zima działa tylko tam, gdzie działa strach przed bezrobocie

„Bezpieczeństwo przede wszystkim” – wygodna wymówka

Decyzja o całkowitym wstrzymaniu ruchu autobusowego w Île-de-France przy 3–5 cm śniegu brzmi racjonalnie – do momentu, gdy porówna się ją z innymi europejskimi metropoliami. Berlin, Wiedeń czy Sztokholm funkcjonują w znacznie trudniejszych warunkach. We Francji jednak „bezpieczeństwo” stało się parawanem dla braku przygotowania. Skoro nie ma sprzętu, nie ma procedur, a odpowiedzialność się rozmywa – najprościej wszystko zatrzymać.

Skutek? Miliony ludzi zostają w domach. Gospodarka traci. Państwo udaje, że to siła wyższa.

Zima jako test państwa – i wynik negatywny

Francja kocha wielkie plany, strategie i reformy strukturalne. Ale przegrywa na poziomie codziennego zarządzania. Zima brutalnie obnaża ten paradoks: państwo wszechobecne, ale niesprawne. Brakuje nie tylko pługów i solarek. Brakuje kultury odpowiedzialności, elastyczności i lokalnej inicjatywy oraz odwagi politycznej, by zmierzyć się z dualizmem rynku pracy – fundamentem tej sezonowej katastrofy.

Francja lubi przedstawiać się jako państwo opiekuńcze, silne i racjonalne. Tymczasem każdy epizod śnieżny pokazuje coś odwrotnego: państwo paraliżują jego własne przywileje, jest niezdolne do działania tam, gdzie potrzebna jest elementarna odpowiedzialność zbiorowa. Kilka płatków śniegu nie zatrzymuje Francji dlatego, że infrastruktura jest słaba. Zatrzymuje ją dlatego, że system nauczył większość obywateli, iż inicjatywa jest opcjonalna, a odpowiedzialność – selektywna.

I dopóki ten model się nie zmieni, francuska zima pozostanie nie zjawiskiem pogodowym, lecz politycznym rytuałem bezradności.

Główne wnioski

  1. Ostatnie dni we Francji były studium administracyjnej bezradności. W poniedziałek  kilka centymetrów śniegu wystarczyło, by stołeczny region Île-de-France odnotował historyczny rekord korków: ponad 1 tys. km zatorów drogowych jednocześnie. Najbardziej sparaliżowane były autostrady A4 (kierunek wschodni), A6 i A86, na których kierowcy spędzali po kilka godzin, często bez możliwości zjazdu. Tego samego dnia całkowicie wstrzymano ruch autobusowy w regionie paryskim – decyzja objęła ok. 10 tys. autobusów i 1,9 tys. linii, pozostawiając setki tysięcy osób bez alternatywy transportowej. Transport szkolny został zawieszony w kilkunastu departamentach, a wiele gmin – zwłaszcza w Bretanii, Normandii i zachodniej Francji – zdecydowało się na zamknięcie żłobków i przedszkoli. Stanęły również lotniska. 
  2. Francuskie władze od lat powtarzają ten sam argument: intensywne opady śniegu są rzadkie, więc nie ma sensu inwestować w drogi sprzęt do odśnieżania. Były sekretarz stanu i rzecznik rządu Benjamin Griveaux mówił wprost: „Nie będziemy dostosowywać infrastruktury do wydarzeń wyjątkowych”.
  3. Francuski system pracy nauczył całe grupy zawodowe jednego: inicjatywa się nie opłaca. Odśnieżone są niemal wyłącznie chodniki przed sklepami i restauracjami. Nie dlatego, że właściciele są bardziej obywatelscy. Dlatego, że sprzątają je pracownicy na śmieciowych umowach czasowych, którzy wiedzą, że brak „zaangażowania” może oznaczać brak kolejnego kontraktu – a więc brak pieniędzy. Reszta? Etatowych pracowników sektora publicznego i na umowach bezterminowych (CDI) w praktyce nie można zwolnić. Nie ma bodźców, nie ma sankcji, nie ma presji.