Kluby bez domu. Od Karabachu przez Sudan i Cypr po Ukrainę
Miasta, z których pochodzą, mają już właściwie tylko w nazwach, czasem także w herbach. Na swoich stadionach nie grały od kilkunastu albo kilkudziesięciu lat. Niektóre kluby, wygnane przez konflikty zbrojne, tułają się już od ponad pół wieku. Inne grają nawet w ligach obcych państw – i potrafią je wygrywać.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie drużyny piłkarskie i z jakich powodów rozgrywają swoje mecze poza miastami, z których pochodzą.
- W którym kraju rozgrywki ligowe wygrał w ostatnim sezonie klub z innego państwa.
- W ilu polskich miastach ukraińskie drużyny grały w ostatnich latach swoje mecze w europejskich pucharach.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
12-krotny mistrz Azerbejdżanu uchodzi za pogromcę polskich klubów. W europejskich pucharach przegrywały z nim Wisła Kraków, Piast Gliwice, Lech Poznań i Legia Warszawa. Postawił mu się dopiero Raków Częstochowa, który w sezonie 2023/2024 wyeliminował Qarabağ FK z kwalifikacji do Ligi Mistrzów.
Jak wskazuje nazwa klubu, Qarabağ FK pochodzi z Karabachu – konkretnie z Ağdamu, miasta położonego na obrzeżach Górskiego Karabachu. Region przez dziesięciolecia był areną konfliktu między Azerbejdżanem a Armenią. Na początku lat 90., właśnie z powodu wojny, Qarabağ musiał opuścić Ağdam, gdzie rozgrywał swoje mecze. Jego bazą stała się stolica kraju – Baku. To właśnie tam, już w swoim pierwszym sezonie na wygnaniu, Qarabağ świętował swoje pierwsze mistrzostwo Azerbejdżanu.
Region za mały dla dwóch
Po ofensywie Azerbejdżanu z 2023 r. spór o kontrolę nad Górskim Karabachem został w praktyce rozstrzygnięty na korzyść Baku. Azerbejdżan przejął pełną kontrolę nad regionem, a niemal cała jego ormiańska ludność wyjechała do Armenii. Proces pokojowy między państwami nie został jednak jeszcze formalnie zakończony. W sierpniu 2025 r. Armenia i Azerbejdżan parafowały tekst porozumienia pokojowego, lecz dokument nie został dotąd podpisany ani ratyfikowany. Państwa nadal nie utrzymują stosunków dyplomatycznych.
W regionie trwa rozminowywanie i odbudowa. Jednym z jej symboli ma być nowy stadion İmarət w Ağdamie. Arena pomieści 11,7 tys. widzów, a zakończenie budowy planowane jest na koniec 2028 r. Qarabağ ma wrócić do rodzinnego miasta i rozgrywać tam oficjalne mecze od 2029 r.
Potwierdzenie zwierzchnictwa Azerbejdżanu nad spornym regionem oznacza, że do innego położonego w nim miasta – Chankendi, dla Ormian Stepanakertu – nie wróci również Lernajin Arcach. To klub ormiański, który już samą nazwą toczy korespondencyjny bój z Qarabağiem. „Lernajin Arcach” oznacza bowiem po ormiańsku „Górski Arcach”, a Arcach to ormiańska nazwa Górskiego Karabachu.
Lernajin Arcach także opuścił region w latach 90. i przeniósł się do Erywania. W 2009 r. zespół wrócił do Stepanakertu, ale oznaczało to wypadnięcie z armeńskiego systemu ligowego. Zaczął występować w lidze nieuznawanej na arenie międzynarodowej Republiki Arcach. Już w pierwszym sezonie zdobył jej mistrzostwo.
Po niemal dekadzie drużyna wróciła do rozgrywek organizowanych przez armeńską federację, jednocześnie ponownie przenosząc swoją działalność poza Stepanakert. W sezonie 2021/2022 Lernajin Arcach wygrał armeńską First League, czyli drugi poziom rozgrywkowy, i awansował do Premier League. W kolejnym sezonie występował już w armeńskiej ekstraklasie, ale zajął ostatnie miejsce i spadł.
Był to zarazem okres, w którym perspektywa powrotu klubu do Stepanakertu stawała się coraz odleglejsza. Po przejęciu pełnej kontroli nad Górskim Karabachem przez Azerbejdżan w 2023 r. taki powrót w dotychczasowej formule stał się praktycznie niemożliwy.
Wygrali ligę, nie są mistrzami
Sudan i Rwanda nie mają wspólnej granicy, ale dwa największe sudańskie kluby właśnie poza własnym krajem znalazły miejsce na regularne rozgrywki. Trzy lata temu liga sudańska została zawieszona z powodu wybuchu wojny między generałami rywalizującymi o władzę.
W sytuacji wojny piłka zeszła, rzecz jasna, na dalszy plan. Przez ponad rok regularnych rozgrywek ligowych w Sudanie nie było. Później działacze próbowali je reaktywować, organizując krótkie turnieje i rozgrywki w ograniczonej formule.
Warto wiedzieć
Wojna o władzę
Konflikt w Sudanie rozpoczął się w kwietniu 2023 r. Walczą w nim siły regularnej armii sudańskiej (SAF), podległe gen. Abdelowi Fattahowi al-Burhanowi, oraz paramilitarne Siły Szybkiego Wsparcia (RSF) gen. Mohameda Hamdana Dagalo, znanego też jako Hemedti. Dowódcy obu stron wspólnie przyczynili się do obalenia Omara al-Baszira, który twardą ręką przez 30 lat rządził Sudanem. Później nie byli w stanie porozumieć się co do podziału władzy i przyszłości kraju, a konflikt przerodził się w otwartą wojnę. Walki szybko objęły Chartum, Darfur i inne regiony kraju, prowadząc do masowych przesiedleń, kryzysu humanitarnego i głodu. Odnotowano także liczne zbrodnie przeciwko ludności cywilnej.
W Sudanie niepodzielnie rządzą dwa kluby z Omdurmanu: Al-Hilal i Al-Merreikh. Łącznie zdobyły 57 mistrzostw kraju – 33 Al-Hilal i 24 Al-Merreikh. Ostatni raz ktoś inny został mistrzem Sudanu w 1992 r. Oba zespoły regularnie występują w afrykańskich pucharach i nie chciały, by wojna na długie miesiące pozbawiła je regularnej gry. Dlatego zaczęły szukać miejsca za granicą.
– W Sudanie dalej trwa wojna. Sytuacja się lekko ustabilizowała, ale dalej jest ryzyko eskalacji i przerwania rozgrywek. Do tego te rozgrywki trwają tam wyłącznie 2-3 miesiące, a nie pełen sezon – w tym czasie grają wszystkie spotkania. Al-Hilal oraz Al-Merreikh to zbyt duże kluby, żeby pauzować wiele miesięcy bez gry. Muszą być w formie, żeby grać na arenie międzynarodowej. No i do tego dochodzi też kwestia bezpieczeństwa piłkarzy – mówi Mateusz Perek, autor profilu RwandanFooty na portalu X oraz pasjonat rwandyjskiego świata piłki nożnej.
W sezonie 2024/2025 oba zespoły zostały dopuszczone gościnnie do rozgrywek najwyższej ligi Mauretanii. Al-Hilal okazał się najlepszą drużyną całych rozgrywek – po 30 kolejkach miał 67 punktów, o sześć więcej niż FC Nouadhibou. Nie mógł jednak zostać oficjalnym mistrzem kraju, ponieważ uczestniczył w lidze jako zespół zagraniczny. Tytuł mistrza Mauretanii przypadł więc drugiemu w tabeli, FC Nouadhibou, a Al-Hilal otrzymał tytuł honorowego mistrza.
W tym samym 2025 r. oba kluby wróciły także do walki o mistrzostwo Sudanu.
– Regularna część ligi sudańskiej została wtedy rozegrana na początku roku, ale Al-Hilal oraz Al-Merreikh nie brały w niej udziału, bo cały sezon grały w lidze mauretańskiej. W lipcu, gdy sytuacja w kraju delikatnie się uspokoiła, zorganizowano grupę mistrzowską i do niej włączono oba kluby. Reszta ligi mocno protestowała, ale z takimi gigantami i skalą korupcji nie miała nic do gadania. Al-Hilal oraz Al-Merreikh zagrały więc po siedem meczów w grupie mistrzowskiej i zajęły miejsca w ścisłej czołówce – tłumaczy Mateusz Perek.
Al-Hilal zakończył tę fazę z 14 punktami, a Al-Merreikh z 12.
W dalszej części 2025 r. oba największe kluby z Sudanu przeniosły się do Rwandy, gdzie występowały w tamtejszej ekstraklasie. I znów najlepszy okazał się Al-Hilal. Ponieważ jednak był klubem zagranicznym, otrzymał jedynie tytuł honorowego mistrza ligi. Oficjalnym mistrzem Rwandy został APR FC. Al-Merreikh zakończył sezon na trzecim miejscu.
W czasie, gdy oba zespoły rywalizowały za granicą, w Sudanie rozgrywano skróconą formułę ligi. Al-Hilal oraz Al-Merreikh wystawiły w niej swoje drugie drużyny. Taki ruch pozwolił obu klubom zachować ciągłość udziału w krajowych rozgrywkach i walczyć o miejsca premiowane udziałem w afrykańskich pucharach. Gra rezerwami wystarczyła: zespoły zakończyły rozgrywki na dwóch pierwszych miejscach w lidze i wywalczyły awans do Afrykańskiej Ligi Mistrzów. W niej wystąpią już pierwsze składy. Swoje mecze będą rozgrywać w Rwandzie.
Bez widoków na powrót
Już ponad pół wieku trwa konflikt, który de facto podzielił Cypr na południową część wyspy kontrolowaną przez Republikę Cypryjską oraz północ, pozostającą pod kontrolą nieuznawanej przez społeczność międzynarodową Tureckiej Republiki Cypru Północnego, wspieranej przez Turcję. Republika Cypryjska jest członkiem Unii Europejskiej.
Po tureckiej interwencji wojskowej w 1974 r. około 162 tys. Greków cypryjskich wypędzano lub uciekali z północnej części wyspy na południe. Znaczna część uchodźców pochodziła z rejonu Famagusty.
W Famaguście grały wówczas dwa kluby występujące w najwyższej klasie rozgrywkowej: Anorthosis Famagusta i Nea Salamina. Po wydarzeniach 1974 r. oba zostały zmuszone do opuszczenia miasta i przeniosły swoją działalność do rejonu Larnaki. Anorthosis początkowo rozgrywał mecze m.in. na stadionie w Aradippou.
Klubów z północnej części Cypru, które po 1974 r. znalazły nowe siedziby na południu, jest więcej, ale to Anorthosis i Nea Salamina pozostają najbardziej rozpoznawalnymi symbolami futbolowego wygnania z Famagusty.
W 2005 r. los skojarzył tę drużynę z tureckim Trabzonsporem. Był to pierwszy w historii dwumecz cypryjsko-turecki. O tym, że nie było to tylko kolejne piłkarskie spotkanie, może świadczyć fakt, że w latach 80. APOEL Nikozja odmówił gry ze stambulskim Beşiktaşem, za co został ukarany dwuletnią dyskwalifikacją. Potyczka z Trabzonsporem obyła się bez incydentów. Lepszy okazał się Anorthosis.
Na powrót do Famagusty nikt w obu klubach nie liczy. Żeby tak się stało, musiałoby dojść do zmiany sytuacji politycznej na wyspie. A ta od dekad pozostaje w impasie.
12 lat tułaczki po Europie
Polskim kibicom najlepiej znany jest exodus klubów ukraińskich. Kilka z nich w ostatnich sezonach gościło na polskich stadionach, gdzie rozgrywały swoje mecze w europejskich pucharach. Niektóre jednak nie grają u siebie nie od 2022 r., lecz już od 2014 r.
Właśnie w 2014 r. ostatni raz zagrał w Doniecku tamtejszy Szachtar. Po tym, jak prorosyjscy separatyści wywołali wojnę w Donbasie, klub ewakuował się najpierw do Czerkasów, potem do Lwowa, Charkowa i wreszcie do Kijowa. Z Ługańska do Zaporoża przeniosła się w tym samym czasie Zoria.
Rosyjska agresja z lutego 2022 r. nastąpiła dzień przed planowanym wznowieniem ligi ukraińskiej po zimowej przerwie. Rozgrywek jednak nie wznowiono. Zanim po niespełna pół roku liga wróciła do gry – już w wojennych realiach, bez kibiców, za to ze schronami przy każdym stadionie – ukraińskie kluby zakwalifikowane do europejskich pucharów musiały znaleźć zastępcze obiekty. To wtedy Dynamo Kijów grało swoje mecze w Łodzi, a Szachtar przygotowywał się do występów w Lidze Mistrzów w Warszawie. Ostatecznie na stadionie Legii zmierzył się z Realem Madryt, Celtikiem i RB Lipsk.
Od tamtej pory Szachtar grał także w Hamburgu, Gelsenkirchen i Krakowie. W tym sezonie wybrał Londyn.
Niektóre ukraińskie zespoły grały również w Rumunii i na Słowacji, ale także w innych polskich miastach. Tylko w tym sezonie debiutujący w Europie LNZ Czerkasy wybrał Płock, a Dynamo Kijów – Lublin. Wcześniej Worskła Połtawa grała także w Tychach, a Polissia Żytomierz – w Gliwicach.
W przypadku części tych klubów nadzieja na powrót do gry u siebie jest spora. Zwłaszcza że niektóre z nich mecze ligi ukraińskiej już teraz rozgrywają na własnych obiektach.
Najtrudniejsza wydaje się sytuacja Szachtara i Zorii. Rosjanie, próbując podporządkować sobie także piłkarską pamięć okupowanych terenów, powołali do życia własne kluby pod tymi samymi nazwami.
Wygnanie obu drużyn z Doniecka i Ługańska Rosjanom nie wystarcza. Próbują także wymazać je z piłkarskiej historii tych miast.
Główne wnioski
- Al-Hilal Omdurman, najlepszy sudański klub, w ostatnich sezonach grał gościnnie w Rwandzie i Mauretanii. Wygrywał rozgrywki w obu krajach.
- Już ponad 50 lat poza swoim domem grają drużyny z Famagusty, miasta znajdującego się pod kontrolą Cypru Północnego. Po przymusowej wyprowadzce Anorthosis i Nea Salamina mają bazy w Larnace.
- Kilka ukraińskich klubów rozgrywało mecze europejskich pucharów w Polsce. Wśród nich były Szachtar Donieck, Dynamo Kijów i Zoria Ługańsk. Spotkania można było oglądać w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Lublinie, Płocku, Tychach i Gliwicach.