Kategoria artykułu: Kultura

Komu bije dzwon. TOP 5 pawilonów tegorocznego Biennale w Wenecji 

Najciekawsze pawilony stworzyły Austria, Japonia, Polska, Niemcy oraz – wspólnie – Czechy i Słowacja. Największe tłumy zgromadziły się jednak przed ekspozycjami dwóch innych krajów. A Rosjanie, mimo że częstowali alkoholem i bardzo chcieli zaistnieć, są raczej trzecią ligą.

pawilon rosji Biennale w Wenecji 2026
Protesty pod rosyjskim pawilonem podczas Biennale w Wenecji. Fot. Łukasz Gazur

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego tegoroczne biennale coraz bardziej przypomina opowieść o świecie po katastrofie. 
  2. Które pawilony najmocniej komentują współczesne kryzysy: od ekologii po samotność i politykę. 
  3. Dlaczego w tej edycji istotna okazuje się woda.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Śmierć jest chyba najważniejszym doświadczeniem tej edycji Biennale w Wenecji. Obecna jest na wielu poziomach. Nie mówię tylko o tysiącach ofiar konfliktów w Strefie Gazy i Ukrainie, które powracają w wielu projektach i protestach. To także śmierć głównej kuratorki tegorocznego biennale, Koyo Kouoh, która zmarła niespodziewanie jeszcze przed otwarciem wystawy.  

Biennale momentami wygląda więc jak wielka opowieść o świecie w stanie schyłku. O świecie próbującym jednocześnie opłakiwać, pamiętać i desperacko znaleźć nowy język, a ratunku szuka poza światem dzisiejszych oczywistości i racjonalności. W intuicji, wspólnotowości, tradycji. W swoim testamencie kuratorka pisała o rzeczywistości, w której jedni chcą podbić księżyc, a inni w tym czasie widzą w nim prastarą siłę natury. Poetyckie i prawdziwe. 

Żywioły i żywioł ludzki 

Przede wszystkim woda. Zobaczymy ją na wystawach w m.in. pawilonie austriackim, polskim, rumuńskim czy kanadyjskim. Sama Wenecja od zawsze nią żyje, ale dziś coraz bardziej wygląda tak, jakby miała w niej utonąć, zwłaszcza przez wycieczkowce, które tu cumują i podnoszą poziom wody. Drugim motywem jest sypkość: sól – symbol trwałości i konserwowania, z drugiej piasek i pył – symbol kruszenia się. Materie rozsypujące się, niestabilne i wymykające się kontroli. Bardzo wiele pawilonów opowiada właśnie o świecie w stanie rozpadu. Trzecim motywem okazują się dzieci — obecne nie tylko dosłownie, ale też jako figura przyszłości, lęku, opieki i społecznego kryzysu. Od kilku edycji biennale mocno trzyma się też etnografia. Powroty do lokalności, rytuałów, rękodzieła i wspólnotowych praktyk. Momentami wygląda to niemal jak estetycznie bardzo atrakcyjny skansen końca świata. Ale w porównaniu do poprzedniej edycji jest etnografii jednak mniej. 

Niech przemówią liczby. W tegorocznym biennale bierze udział 111 artystów ze 110 krajów. Po raz pierwszy pojawiają się też Gwinea, Gwinea Równikowa, Nauru, Sierra Leone, Somalia, Wietnam i Katar. Skala wydarzenia robi się niemal przytłaczająca. W tym roku Wenecja to ogrom. Ponad 150 wydarzeń towarzyszących, niekończące się kolejki i tłumy przemieszczające się między Giardini, Arsenałem i kolejnymi rozsianymi po mieście lokalizacjami. Coraz mniej przypomina to spokojne oglądanie sztuki, a coraz bardziej maraton przetrwania. 

I cały ten chaos pozostaje w osobliwym kontraście do hasła tegorocznej edycji: „In Minor Keys” („W tonacjach molowych”). Koyo Kouoh proponowała przecież coś odwrotnego. Biennale bardziej intuicyjne niż spektakularne. Zachęcała, by czasem zamknąć oczy, zwolnić tempo i po prostu pozwolić sztuce działać. Problem polega na tym, że współczesna Wenecja coraz trudniej pozwala na taki luksus. 

Protesty przed dwoma pawilonami

No i oczywiście protesty, bez których współczesne biennale chyba nie mogło się obyć. W geście sprzeciwu wobec udziału Izraela i Rosji z pracy zrezygnowało całe międzynarodowe jury. W tym roku nie będzie więc tradycyjnego Złotego Lwa przyznawanego przez ekspertów. Nagrody ma przyznać publiczność. Taka kategoria powinna istnieć od dawna. Aż dziwne, że musiało dojść do kryzysu, bo o niej pomyślano. Już pierwszego dnia demonstracje odbyły się zarówno przed pawilonem Rosji, jak i wystawą Izraela. Przed charakterystycznym zielonym pawilonem rosyjskim protestowała grupa Pussy Riot w swoich słynnych różowych kominiarkach. Były race w kolorach Ukrainy i różowe symbole ruchu LGBTQ+. 

Paradoksalnie jednak znacznie ciekawszy okazał się inny gest. Ukraiński operator filmowy i żołnierz Yuriy Hruzinov odwiedził rosyjski pawilon w mundurze ukraińskich służb specjalnych z notesem z napisem „List of assh…s 2026”. Wielu obecnych patrzyło na niego z wyraźnym niepokojem, jakby próbując zgadnąć, czy właśnie powstaje lista osób obserwowanych przez ukraińskie służby. To było niezwykle przewrotne odwrócenie ról. Nagranie szybko stało się wiralem. I szczerze mówiąc, ten cichy performans oddziałał na mniej bardziej niż większość głośnych demonstracji.

Rosjanie kuszą darmowym alkoholem

Swoją drogą – ten pawilon akurat wypada słabo: muzyka elektroniczna i techno, do którego nikt się nie bawi. Takie imprezy w klubach budzą raczej smutek. Pawilon byłby zupełnie pusty, gdyby nie… darmowy alkohol. Rosyjski rząd wie, jak „urządzić” imprezę. Warto przypomnieć, że za rosyjski pawilon odpowiada Anastazja Karniejewa. To córka Nikołaja Wołobujewa, emerytowanego generała Federalnej Służby Bezpieczeństwa i dyrektora koncernu Rostech, związana z państwowym przemysłem obronnym, współwłaścicielka firmy Smart Art zajmującej się doradztwem w dziedzinie sztuki. Założyła ją z Jekateriną Ławrową-Winokurową, córką Siergieja Ławrowa, ministra spraw zagranicznych Rosji. 

Tymczasem jedną z symbolicznych prac, tuż przy wejściu na biennale, jest rzeźba jelenia, wyglądająca jakby była zrobiona z origami. To będzie najsłynniejszy emigrant tego roku. Ta parkowa statua uratowana została spod ostrzału z parku w Pokrowsku w Ukrainie, nim w styczniu miasto zostało zdobyte przez Rosjan. Przewieziona przez granice kilku krajów (opowiada o tym instalacja wideo stworzona przez Żannę Kadyrową i Denysa Rubana w pawilonie ukraińskim), miała być milczącym manifestem. Jeleń na rykowisku wojny. Uratowana przed konfliktem rzeźba stanęła w Wenecji jako wyrzut sumienia. 

Austria. Wodny park po końcu świata 

Jednym z najgłośniejszych projektów tegorocznego biennale jest pawilon Austrii. To właśnie tutaj ustawiają się jedne z najdłuższych kolejek. Projekt „Sea World Venice” przygotowała Florentina Holzinger, jedna z najważniejszych dziś postaci świata performance’u i teatru. Artystka zamieniła pawilon w coś pomiędzy parkiem wodnym, laboratorium i oczyszczalnią ścieków. Nagie performerki jeżdżą na skuterach wodnych, jakby świat nadal trwał w turystycznym karnawale mimo nadchodzącej katastrofy. Obok stoi ogromna konstrukcja przypominająca chorągiewkę pokazującą kierunek wiatru, wokół której wiją się kolejne ciała. Wszystko wygląda jak świat po apokalipsie. 

Największe kontrowersje wywołało jednak coś innego. Widzowie proszeni są o oddawanie moczu w ustawionych w pawilonie toi toiach. Odzyskana woda trafia później do zbiorników, w których zanurzone są performerki. Internet był oburzony. Problem polega tylko na tym, że właśnie tak działają współczesne oczyszczalnie ścieków. I być może właśnie tutaj kryje się najciekawszy gest Holzinger. Dopóki pewne procesy pozostają niewidzialne, właściwie się nad nimi nie zastanawiamy. Zaczynamy je dostrzegać dopiero wtedy, gdy nagle stają się niekomfortowo bliskie. 

Przed pawilonem zawieszono też ogromny dzwon. Jego sercem staje się ciało jednej z performerek, które naprawdę uderza o metalową konstrukcję, wybijając rytm przypominający nie tyle zwykły dźwięk, ile odliczanie do katastrofy. To jeden z najmocniejszych obrazów tej wystawy. Współczesne, cielesne memento mori. Jakby Florentina Holzinger przypominała, że świat, który tak chętnie zamieniliśmy w park rozrywki, coraz głośniej bije dziś na alarm. 

Przed pawilonem Austrii zawieszono ogromny dzwon. Jego sercem staje się ciało jednej z performerek, które naprawdę uderza o metalową konstrukcję. Fot. Łukasz Gazur

Czechosłowacja. Kraj, który nadal istnieje 

Nad wejściem do pawilonu nadal widnieje napis z nazwą byłego „dwukraju". Po rozpadzie na Czechy i Słowację oba państwa pokazywały tutaj swoje projekty naprzemiennie. W tym roku zrobiły wyjątek, bo mija sto lat od otwarcia pawilonu. Projekt „The Silence of the Mole” bierze na warsztat bohatera kultowej bajki „Krecik”. Tyle że tutaj dziecięcy bohater zamienia się w figurę kogoś uwięzionego i coraz bardziej pozbawionego głosu. 

Najpierw oglądamy film o ulicznym performerze przebranym za Krecika, który jest zmuszony do ciągłego zabawiania dzieci. Potem sami trafiamy do… wnętrza pudełka, w którym żyje bohater. Otaczają nas gigantyczne przedmioty znane z wcześniejszej projekcji. Wszystko staje się nagle zbyt duże, zbyt bliskie i dziwnie natarczywe. Pod nostalgiczną figurą dziecięcej bajki kryje się opowieść o świecie, w którym nawet najbardziej niewinne symbole potrafią zamienić się w narzędzia samotności i opresji. 

pawilon Czech i Słowacji, Biennale w Wenecji 2026
Wspólny pawilon Czech i Słowacji, Biennale w Wenecji 2026. Fot. Łukasz Gazur

Japonia. Horror demograficzny 

Pawilon Japonii pod tytułem „Children of the Grass, Children of the Moon” bierze na warsztat kryzys demograficzny. Paradoks polega na tym, że dzieci jest tutaj aż za dużo. Cały pawilon wypełniają lalki przypominające niemowlęta. Leżą na schodach, wspinają się po murkach i pojawiają się nagle w najmniej oczekiwanych miejscach. Całość momentami przypomina surrealistyczny horror. Widzowie mogą brać je na ręce, chodzić z nimi, tulić, a czasem nawet… przewijać.  

Ei Arakawa-Nash stworzył projekt jednocześnie absurdalny i niezwykle niepokojący. Bo pod pozorną zabawą kryje się opowieść o samotności i świecie, który coraz bardziej próbuje zastępować relacje ich symulacją. 

pawilon Japonii, Biennale w Wenecji 2026
Pawilon Japonii, Biennale w Wenecji 2026. Fot. Łukasz Gazur

Polska. Na końcu języka jest… nowy język 

Pawilon Polski jest jedną z najbardziej subtelnych propozycji tej edycji. Bogna Burska i Daniel Kotowski prezentują „Płynne języki”, projekt o komunikacji, kulturze osób głuchych i próbach budowania nowych sposobów porozumiewania się. Punktem wyjścia staje się między innymi komunikacja wielorybów tłumaczona na język angielski i migowy. Praca łączy doświadczenie osób słyszących i głuchych, pokazując komunikację jako doświadczenie ciała, ruchu i obecności. 

Na dwóch wielkich ekranach oglądamy hipnotyczne, niemal choreograficzne sceny rozgrywające się w wodzie. To jeden z nielicznych pawilonów, w których naprawdę można na chwilę zwolnić. Najciekawsze jest jednak to, że projekt nie opowiada o „braku”, lecz o poszerzaniu percepcji. Bo to, co często uznajemy za ograniczenie, może otwierać zupełnie nowe światy. 

pawilon Polski Biennale w Wenecji 2026
Pawilon Polski na biennale w Wenecji 2026. Fot. Łukasz Gazur

Niemcy. Architektura pamięta 

Pawilon Niemiec od lat mierzy się z własną historią. Monumentalny budynek z czasów III Rzeszy kolejni artyści próbują symbolicznie „rozbroić”. Tegoroczny projekt „The Home Front” tylko tę tradycję pogłębia. Sung Tieu otula fasadę pawilonu mozaiką inspirowaną modernistycznym osiedlem z Berlina Wschodniego, gdzie dorastała. Dawniej mieszkały tam tysiące wietnamskich robotników kontraktowych z NRD. Na nazistowską architekturę naklejony zostaje język późnego socjalizmu. Historia zaczyna nakładać się tutaj na historię. W środku Henrike Naumann tworzy przestrzeń przypominającą mieszkanie z Europy Wschodniej. Meble i dekoracje układają się jednak bardziej w hieroglif codzienności niż realistyczne wnętrze. 

pawilon niemiecki Biennale w Wenecji 2026
Pawilon Niemiec, Biennale w Wenecji 2026. Fot. Łukasz Gazur

To opowieść o tym, że ideologie nie działają wyłącznie przez wielkie hasła. Znacznie częściej ukrywają się w przedmiotach codziennych, gustach i aranżacji mieszkań. System potrafi urządzać człowieka dosłownie. Bo ideologia zaczyna się w domu, jakkolwiek by to nie brzmiało. 

To ledwie przedsmak po pierwszych dniach otwarcia biennale dla mediów i środowiska artystycznego. W zestawieniu ujęto tylko pawilony znajdujące się w Ogrodach Giardini. Tymczasem lokalizacji w całej Wenecji jest sporo, a ciekawych projektów w nich nie brakuje. Widzowie mogą zwiedzać wystawę od soboty 9 maja. 

Główne wnioski

  1. Tegoroczne biennale pokazuje świat w stanie przeciążenia i rozpadu. 
  2. Najciekawsze pawilony nie moralizują, lecz tworzą doświadczenia - czasem piękne, czasem niepokojące, a czasem wręcz odpychające. 
  3. Wenecja po raz kolejny okazuje się idealną scenografią dla opowieści o cywilizacji balansującej między zachwytem a kryzysem.