Kategorie artykułu: Biznes Świat

Koniec 400-letniej tradycji w Danii. Od 2026 r. poczta przestała doręczać listy

Wraz z końcem 2025 roku do historii przeszedł jeden z symboli duńskiej państwowości. 30 grudnia PostNord, duńsko-szwedzki operator pocztowy, doręczył na terytorium Danii ostatni list, kończąc tym samym historię usługi publicznej zapoczątkowanej jeszcze w 1624 roku przez króla Chrystiana IV. To pierwsze państwo w Europie, gdzie zdecydowano się na taki krok.

Dwie duńskie czerwone skrzynki pocztowe stoją przed Kościołem Marmurowym w Kopenhadze
Firma pocztowa Postnord nie doręcza listów w Danii od 2026 roku. W związku z tym wszystkie publiczne skrzynki pocztowe w kraju zostaną również zdemontowane. (Zdjęcie: Kristian Tuxen Ladegaard Berg/NurPhoto via Getty Images)

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Dania, jako pierwszy kraj w Europie, zrezygnowała z państwowej obsługi doręczeń listów.
  2. Jaki plan na przejęcie rynku przesyłek listowych ma prywatna firma kurierska DAO po wycofaniu się państwowego operatora PostNord.
  3. W jaki sposób duński rząd chce zapewnić dostarczanie urzędowej korespondencji osobom wykluczonym cyfrowo.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Od 1 stycznia 2026 roku na ulicach nie ma już charakterystycznych czerwonych skrzynek państwowego operatora PostNord, a około 1500 pracowników straci zatrudnienie. W ten sposób Dania stała się pierwszym europejskim krajem, który całkowicie zrezygnował z utrzymywania państwowej usługi doręczeń listowych. Decyzja ta wyraźnie ilustruje napięcia wynikające z dynamicznej cyfryzacji i liberalizacji rynku, jednocześnie rodząc pytania o konsekwencje dla grup społecznych najbardziej zagrożonych wykluczeniem.

Nieco ponad jeden list na Duńczyka miesięcznie

Zarówno PostNord, jak i duńska klasa polityczna podpierają się twardymi danymi, uzasadniając podjęte kroki. Statystyki są bowiem nieubłagane: od 2000 roku liczba tradycyjnych listów spadła o ponad 90 proc.: z około 1,4 mld sztuk rocznie do niespełna 110 mln w 2024 roku. Tendencja ta nie tylko utrzymuje się, ale wręcz przyspiesza. Według danych operatora tylko w samym 2024 roku wolumen listów zmniejszył się o ponad 30 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. W praktyce oznacza to, że przeciętny Duńczyk otrzymuje obecnie niewiele ponad jeden list miesięcznie.

Liczby te wiernie oddają skalę przemian w sposobie komunikacji. Dania należy do globalnych liderów cyfryzacji, czego najlepszym przykładem jest niemal powszechne wdrożenie systemu identyfikacji MitID, używanego przez blisko 97 proc. mieszkańców powyżej 15. roku życia. System ten, pełniący rolę cyfrowej bramki dostępu do bankowości, podpisu elektronicznego oraz usług publicznych (choć nie jest to zintegrowana „superaplikacja” jak polski mObywatel), stał się już częścią codziennego życia Duńczyków. Ponadto cała korespondencja urzędowa domyślnie trafia do wirtualnej skrzynki obywatela (Digital Post), a papierowe listy wysyłane są wyłącznie do nielicznych osób zwolnionych z obowiązku korzystania z cyfrowych rozwiązań.

W obliczu przenoszenia najważniejszych treści do świata cyfrowego dalsze utrzymywanie kosztownej infrastruktury fizycznej w oczywisty sposób wydaje się pozbawione ekonomicznego sensu. Gwałtowne załamanie rynku tradycyjnych przesyłek nie nastąpiło jednak w próżni: zbiegło się ono w czasie z decyzjami politycznymi, które sprawiły, że usługi pocztowe stały się strukturalnie nierentowne niejako na życzenie ustawodawcy.

Ponadpartyjne porozumienie na rzecz końca subwencji dla listów

Do końca 2023 roku fundamentem działalności PostNordu na rynku listów był tzw. befordringspligt, czyli ustawowy obowiązek świadczenia usługi powszechnej. Mechanizm ten, gwarantujący egalitarny dostęp do usług, zapewniał jednolite standardy i stawki na terenie całego kraju, niezależnie od ich rentowności. W praktyce oznaczało to solidaryzm społeczny: za nadanie listu mieszkaniec Kopenhagi, rolnik z Jutlandii czy małe społeczności na odległych wyspach płacili dokładnie tyle samo, a państwo rekompensowało straty wynikające z obsługi rejonów deficytowych.

W czerwcu 2023 roku nastąpił jednak polityczny zwrot. Szeroka koalicja parlamentarna zdecydowała o demontażu tego modelu. Co istotne, nie była to inicjatywa jednej opcji politycznej, lecz efekt rzadkiego konsensusu. Porozumienie to sygnowały zarówno partie rządzące (Socjaldemokratiet, Venstre, Moderaterne), jak i szerokie spektrum opozycji: od Liberal Alliance i Konserwatystów, przez Radikale Venstre, aż po Alternativet i Nye Borgerlige. Nowe prawo pocztowe, które weszło w życie z początkiem 2024 roku, odebrało PostNordowi uprzywilejowany status operatora usługi powszechnej (zachowując okresy przejściowe jedynie dla przesyłek międzynarodowych, obsługi osób niewidomych i niektórych małych wysp), oddając rynek listowy w ręce wolnej konkurencji.

Podwyżka załamała rynek

Jednocześnie w celu wyrównania szans między podmiotami rynkowymi zniesiono zwolnienie z podatku VAT na krajowe usługi listowe i znaczki. Dla konsumentów była to dość wyraźna zmiana. Cena zwykłego listu krajowego (do 100 g) poszybowała w górę: z 12 koron (ok. 7 zł) w 2023 roku do 29 koron (ok. 16 zł) rok później. To blisko dwuipółkrotny wzrost, który sprawił, że tradycyjna korespondencja stała się dobrem niemal luksusowym.

Efekt był natychmiastowy i skokowy: podwyżka cen stała się katalizatorem dalszego załamania popytu. Odnotowany w 2024 roku 30-procentowy spadek wolumenu listów był w dużej mierze pochodną tych decyzji. Finał tej historii był łatwy do przewidzenia. PostNord, pozbawiony państwowego parasola ochronnego, a wciąż obciążony kosztami utrzymania infrastruktury, podjął biznesowo racjonalną decyzję: całkowicie wycofał się z rynku listów, koncentrując swoją działalność na znacznie bardziej dochodowej logistyce i usługach kurierskich.

Ponad pół miliarda koron na wygaszenie usługi publicznej

W ramach porządkowania systemu rząd w Kopenhadze zatwierdził jednorazową pomoc dla PostNord Danmark w kwocie do 572 mln koron (ok. 323 mln zł). Pieniądze te mają pokryć tzw. „historycznie uwarunkowane koszty” związane z wygaszaniem działalności listowej. Kluczowa dla uruchomienia tych funduszy była zgoda Komisji Europejskiej na pomoc publiczną, która nadeszła ostatecznie 15 grudnia 2025 roku.

Jednocześnie państwo przeznaczyło dodatkowe 110 mln koron (ok. 62 mln zł) na rozwiązanie pomostowe: obsługę listów zagranicznych oraz przesyłek specjalnych w 2026 roku powierzono prywatnej firmie DAO. W nowym układzie rola PostNordu ulega marginalizacji: aktywność spółki ograniczono niemal wyłącznie do obsługi międzynarodowego terminala w Kastrup oraz wybranych przesyłek specjalnych. W rezultacie ostatnie segmenty rynku listowego przechodzą w ręce prywatne, co rodzi obawy o stabilność usługi, która dla części społeczeństwa wciąż pozostaje niezbędna.

Ćwierć miliona wykluczonych cyfrowo

Blisko 250 tys. osób, stanowiących niespełna 5 proc. duńskiej populacji powyżej 15. roku życia, pozostaje oficjalnie poza systemem państwowej skrzynki cyfrowej (Digital Post). Zwolnienie z cyfrowego obowiązku nie jest kaprysem, tylko sformalizowaną procedurą administracyjną, wymagającą spełnienia ścisłych kryteriów i zatwierdzenia przez władze gminne. Dla tej grupy demontaż państwowej poczty to potencjalne zagrożenie dla utrzymania ciągłości kontaktu z państwem. Wezwania na badania, decyzje o świadczeniach socjalnych czy opiece domowej, czyli kluczowe dokumenty dla codziennego życia wielu obywateli, muszą dotrzeć do nich w formie fizycznej. Choć system identyfikacji MitID jest standardem, dla wielu seniorów, osób bezdomnych czy wykluczonych cyfrowo stanowi barierę nie tylko techniczną, ale i mentalną.

Rząd w Kopenhadze uspokaja, że papierowa korespondencja urzędowa będzie nadal dostarczana, z tą różnicą, że od 2026 roku zadanie to przejmie prywatna firma kurierska DAO. Rozwiązanie to budzi jednak kontrowersje wśród przedstawicieli związków zawodowych, którzy ostrzegają przed ryzykiem pogorszenia standardów obsługi, mimo że oficjalne testy jakości opublikowane w 2025 roku wykazały wysoką terminowość nowego operatora.

Punkty partnerskie zamiast czerwonych skrzynek

DAO wyrasta na głównego gracza, który wypełni lukę po państwowym operatorze. Spółka nie ukrywa swoich ambitnych celów: zamierza skokowo zwiększyć wolumen obsługiwanych przesyłek: z obecnych 30 mln do 80 mln sztuk już w 2026 roku, przejmując tym samym lwią część rynku listowego.

Model biznesowy DAO istotnie różni się od standardów, do których przez dziesięciolecia przywykło wielu Duńczyków. Zamiast gęstej sieci publicznych, czerwonych skrzynek pocztowych system opiera się na sieci sklepów i punktów partnerskich. Nadawca będzie musiał udać się do wyznaczonego punktu lub dopłacić za odbiór listu z domu. Należy tu uczciwie odnotować, że PostNord również nie oferował w standardzie darmowego odbioru od klienta, jednak dla wielu wygoda dawnego systemu polegała na wszechobecności skrzynek ulicznych, które teraz bezpowrotnie znikają z krajobrazu.

Cenowo oferta DAO wydaje się atrakcyjniejsza: wysłanie listu kosztuje 23 korony (ok. 13 zł), podczas gdy ostatnia cena w PostNordzie wynosiła 29 koron (ok. 16 zł). Kluczową przewagą rynkową DAO jest pewnego rodzaju „czysta karta”, czyli brak historycznego bagażu kosztów i zobowiązań pracowniczych, które latami obciążały bilans PostNordu. I choć rząd zapewnia, że powszechność usług zostanie zachowana, otwartym pozostaje pytanie: kto w dłuższej perspektywie sfinansuje doręczenia na tzw. „ostatniej mili” w rejonach, które są komercyjnie nieopłacalne.

Dania wyprzedza globalny zmierzch tradycyjnej korespondencji

Za sprawą decyzji o wycofaniu się państwowego operatora z rynku doręczeń listowych oraz rezygnacji z tradycyjnego modelu usługi pocztowej Dania staje się skandynawskim prekursorem i jednym z najodważniejszych reformatorów tego rynku w Europie. Co istotne, w sąsiedniej Szwecji, będącej przecież współwłaścicielem PostNordu, spółka ta nadal pełni funkcję operatora wyznaczonego, odpowiedzialnego m.in. za obsługę tradycyjnych listów. Transformacja dotyczy więc wyłącznie duńskiej odnogi koncernu.

Ruch duńskiego rządu wpisuje się w globalny trend zmierzchu tradycyjnej korespondencji i strukturalnych problemów, z jakimi borykają się narodowi operatorzy: od Grecji, przez Kanadę i Stany Zjednoczone, aż po Polskę. Jednak mimo rosnącej presji kosztowej i postępującej cyfryzacji mało który kraj zdecydował się na równie odważny krok jak wycofanie operatora o publicznym rodowodzie z doręczania listów. W tym sensie Dania staje się pewnego rodzaju laboratorium polityczno-ekonomicznym, którego wyniki będą z pewnością uważnie analizowane w stolicach innych państw. Stawka tego eksperymentu jest wysoka: jeśli prywatnemu operatorowi uda się utrzymać efektywność i niskie ceny przy kurczącym się popycie, będzie to potężny argument na rzecz dalszej prywatyzacji usług publicznych.

Główne wnioski

  1. Dania staje się laboratorium prywatyzacji sektora pocztowego: jest bowiem pierwszym krajem w Europie, który w odpowiedzi na postępującą cyfryzację całkowicie wycofał publicznego operatora z rynku doręczeń listowych. Ten precedens będzie bacznie obserwowany przez inne państwa, zmagające się z problemem strukturalnej nierentowności tradycyjnych usług pocztowych.
  2. Choć drastyczny spadek popytu na przesyłki listowe jest bezspornym faktem (ponad 90 proc. od 2000 roku), to ostateczny cios zadał rząd. Decyzja o demontażu systemu usługi powszechnej oraz likwidacja zwolnienia z VAT na przesyłki krajowe w praktyce przypieczętowały los tego rynku.
  3. Reforma budzi obawy o dostęp do korespondencji urzędowej dla grupy około 250 tysięcy obywateli wykluczonych cyfrowo. Zarówno rząd, jak i prywatny operator DAO zapewniają jednak, że ciągłość komunikacji z tą częścią społeczeństwa zostanie w pełni utrzymana.
Artykuł opublikowany w wydaniu nr 410
Strona główna Świat Koniec 400-letniej tradycji w Danii. Od 2026 r. poczta przestała doręczać listy