Konstytucja USA idzie pod młotek! Czy okaże się cenniejsza od umowy założenia Apple?
Deklaracja Niepodległości, Konstytucja Stanów Zjednoczonych, dekret o zniesieniu niewolnictwa podpisany przez Abrahama Lincolna. 23 stycznia wszystkie te historyczne dokumenty wystawione zostaną na aukcję w Nowym Jorku. Wśród pozycji wycenianych w milionach dolarów znalazł się też całkiem niepozorny druk umowy z 1976 r. Jej partnerom daleko było wówczas do imponujących materialnych zasobów. Nie licząc może volkswagena, którego miał na podwórku Steve Jobs…
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jakich cenach kupić można autentyczne dokumenty z okresu powstania Stanów Zjednoczonych oraz czy to prawda, że umowa zapoczątkowująca firmę Apple wyceniana jest na podobnym poziomie co wczesny egzemplarz Konstytucji.
- Jaki obraz uznaje się za najczęściej reprodukowane dzieło sztuki na świecie, a jaki za najsłynniejsze dzieło amerykańskiego malarstwa.
- Na czym polegały indiańskie metody przepędzania chorób i jaki pozostawiły ślad na rynku kolekcjonerskim.
4 lipca przez przejrzyste aleje Waszyngtonu i Filadelfii przetoczą się zapewne parady znacznie huczniejsze niż dotychczas. Zaroi się od flag zatkniętych na patyczki, orkiestrowych bębnów i odświętnych jednorazowych cylindrów, a w niebo wystrzelą najpewniej fajerwerki obfitsze, niż ktokolwiek widział. Latem Amerykanie obchodzić będą 250. rocznicę ogłoszenia niepodległości. Na rynku kolekcjonerskim fetować można jednak z pełnym rozmachem już od stycznia. W nadchodzący piątek w nowojorskiej sali domu aukcyjnego Christie’s odbędzie się bowiem licytacja, którą trudno do czegokolwiek przyrównać.
W ramach uroczystej serii „Americana Week” zaplanowano aż dziewięć sesji aukcyjnych, jednak wystarczy przejrzeć katalog jednej z nich, żeby dostrzec obiekty ocierające się o rangę narodowych relikwii. Unikalne dokumenty historyczne z samych początków amerykańskiej państwowości trafią do kolekcjonerskiego obiegu! Jest w tym coś wręcz niepokojącego, a przy tym ujmująco wolnorynkowego. Dobitnie zarysowuje się przy tym również pewna obca Europejczykom, handlowa prawidłowość. Niezależnie od datowania, jednostkowe obiekty związane z historią Stanów Zjednoczonych bywają niemal irracjonalnie kosztowne. Wystarczy spojrzeć na notowanie 20–dolarówki Double Eagle, która wylicytowana została w 2021 r. do blisko 19 mln dolarów (prawie 70 mln zł). Była to moneta unikalna, niemniej wybita w latach 30. XX wieku. Ktoś mógłby powiedzieć, że za denara z czasów Bolesława Chrobrego płaci się mniej niż promil tej kwoty, a mowa o monecie liczącej ponad tysiąclecie. O aukcyjnej wartości obu walorów decyduje jednak popyt kolekcjonerów i zasobność ich kont bankowych – a, mówiąc prościej, Stany Zjednoczone są niewątpliwie liczniej zaludnione od Polski. Trudno też zaprzeczyć, że pamiątki związane z amerykańską kulturą budzą poruszenie na rynku międzynarodowym. Czy ktoś z nas nie chciałby trzymać w dłoni najstarszego druku rozpoczynającego się słowami „We the People”? Jako że na piątkowej aukcji kąsków tego typu pojawi się kilkadziesiąt, warto choć ekspresowo przejrzeć dziesięć poniższych. Dla tracących cierpliwość informatycznych geeków – umowa zapoczątkowująca firmę Apple jest na końcu tej listy.

1. Deklaracja Niepodległości
Za formalny początek współczesnej amerykańskiej państwowości uznaje się bezsprzecznie ogłoszenie Deklaracji Niepodległości. Odbyło się ono w Filadelfii 4 lipca 1776 r. Dokument, którego autorami byli m. in. Thomas Jefferson, Benjamin Franklin i John Adams, stanowił oświeceniowe przesłanie nie tylko dla dworu angielskiego, ale i wszystkich narodów. Trzynaście północnoamerykańskich kolonii brytyjskich ogłosiło niezależność od władzy tronującego w Londynie Jerzego III Hanowerskiego. Druk datowany na lipiec 1776 r. wyceniany jest w przedziale 3–5 mln dolarów (10,9–18,2 mln zł), stanowiąc jeden z zaledwie dziesięciu znanych egzemplarzy tego wydania. Jak podaje nota katalogowa Christie’s, dokument znaleziony został w jednym z amerykańskich domów w 1980 r. Co ciekawe, na odwrocie karty widnieje współczesny zapis ołówkiem „Deklaracja 1776” i kilka działań matematycznych. Czasem bierze się przecież gazetę czy jakiś stary rachunek, żeby szybko coś zapisać…
2. Wzór, który wchłania choroby
Oprócz pożółkłych kart wycenianych w milionowych kwotach, na piątkową aukcję przewidziano również wyroby niewątpliwie ozdobne, o oryginalnych artystycznych walorach. Ręcznie wykonana tkanina wełniana przestawiająca zgeometryzowane sylwetki Matki Ziemi i Ojca Nieba powstała jednak w kontekście dalekim od dekoracji wnętrzarskich. Rysunek na materiale odwzorowywać miał jedną z kompozycji wykonywanych na piasku w ramach plemiennego rytuału uzdrawiania cierpiących. Wielobarwne święte figury pieczołowicie usypywane na piaszczystym podłożu absorbować miały choroby, przez co stawały się toksyczne i wymagały zniszczenia tuż po ceremonii. Jeśli ktoś chciał je utrwalić w jakiejkolwiek formie, musiał zmienić choćby szczegół. Wyceniona do 30 tys. dolarów (ok. 109 tys. zł) tkanina wiązana jest z kulturą Nawahów zamieszkujących obecnie głównie obszar rezerwatu. Choć jest to największa grupa etniczna Indian w Stanach Zjednoczonych, Nawahów jest mniej więcej tyle, co mieszkańców Szczecina.
3. List o tym, jak ktoś znalazł złoto…
„Nie tylko złoża okruchowe, ale całe bogate żyły złota zostały odkryte na naszym terenie i powinniśmy zbadać je staranniej, zanim Wuj Sam zechce położyć na nich swoją ojcowską rękę…” – czytamy w liście z maja 1848 r., napisanym w dzisiejszym Sacramento.
Nadawcą był urodzony w Szwajcarii amerykański osadnik John Augustus Sutter, który do historii przeszedł przede wszystkim jako właściciel ziemi, na której odkryto kalifornijskie złoża złota. W liście wycenionym na 120–180 tys. dolarów (436–654 tys. zł) zarysowuje on gwałtownie piętrzącą się skalę gorączkowych zrywów społeczności. Pisze o pracownikach porzucających swoje zawody i domy, żeby udać się czym prędzej do Kalifornii. W atmosferze bliskiej obłędowi błyskawicznie zawiązywały się partnerstwa, a całe miasteczka zdawały się wyrastać w mgnieniu oka. Populacja Kalifornii wzrosła w tym czasie kilkakrotnie, czego nie mógł zapewne przewidzieć nawet autor listu spisywanego w samym epicentrum tego zgiełku. Nie pomyślał też zapewne, że gorączka złota pozostawi również pamiątki mniej pożądane niż szlachetny kruszec czy karty jego korespondencji. Według szacunków badaczy, tony zużytej podczas wydobycia rtęci towarzyszyć będą mieszkańcom Kalifornii w postaci toksycznych osadów rzecznych przez następnych 10 tysiącleci.

4. Najczęściej reprodukowany obraz w historii
W 1804 r. James Madison, sekretarz stanu w gabinecie Jeffersona, zamówił u jednego z portrecistów popiersiowy portret pierwszego z prezydentów – George’a Washingtona. Wydarzyło się to pięć lat po śmierci samego Washingtona, ale i pięć lat przed objęciem najwyższego urzędu przez samego Madisona. Autorem obrazu, który licytowany będzie podczas piątkowej aukcji, był Gilbert Stuart – malarz, któremu Washington pozował osobiście do kilku ujęć.
Jak podają źródła, artysta nieco idealizował wówczas prezydencki wizerunek, łagodząc na obrazie grymas usilnie zaciskanych ust. Washington borykał się z uporczywie sprężynującą protezą, na którą składały się elementy metalowe, kość hipopotama, a także ludzkie zęby. Choć najsłynniejszy z portretów Stuarta pozostał nieukończony, z uwagi na niekwestionowaną popularność przedstawień prezydenta, artysta powielał je wielokrotnie, rozbudowując prężną pracownię. Pod koniec lat 20. XX wieku odmalowany przez malarza Washington trafił na awers banknotu jednodolarowego. Wstępnie szacuje się, że do połowy lat 90. bank emisyjny Stanów Zjednoczonych wyemitował ponad sto miliardów jednodolarówek, czyniąc portret najczęściej reprodukowanym dziełem w historii.

5. Konstytucja Stanów Zjednoczonych
„My, naród Stanów Zjednoczonych…” – tymi słowami otwiera się preambuła, a więc wstęp do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. O ile powszechnie nietrudno skojarzyć tę frazę z polityką amerykańską, nie wszyscy wiedzą, jak trafiła ona do pionierskiej ustawy zasadniczej. Otóż nad treścią, ale i językową formą konstytucji, pracowała przez blisko cztery miesiące grupa kilkudziesięciu delegatów poszczególnych stanów. Obrady te – tzw. Konwencja Filadelfijska – zakończyły się podpisaniem ostatecznego projektu dokumentu 17 września 1787 r. Zanim jednak nabrał on kształtu zadowalającego wszystkich delegatów, w pierwszej kolejności debatowano na temat strony merytorycznej, a w końcowej fazie szlifowano ostateczne brzmienie zapisów. To właśnie w tych ostatnich dniach prac do treści konstytucji dodana została wspomniana preambuła. Stanowi ona zasługę tzw. Committee of Style and Arrangement, którego członkiem był m. in. delegat Massachusetts Rufus King. Przedmiotem zbliżającej się aukcji w Christie’s będzie właśnie druk szkicowej wersji konstytucji, na którym King naniósł swoje odręczne poprawki (jak się okazuje – wszystkie jego sugestie uwzględnione zostały w ostatecznej wersji). Był to zarazem pierwszy wydruk, w którym pojawiły się słowa „My, naród Stanów Zjednoczonych…”.
Jak wskazuje domu aukcyjny, wartość dokumentu z odręcznymi adnotacjami dochodzić może nawet do 5 mln dolarów (18,2 mln zł), niemniej jest to pierwszy egzemplarz tego typu, który pojawił się w ostatnich czterech dekadach na rynku aukcyjnym. Eksperci zaznaczają, że druków z tego etapu prac Konwencji Filadelfijskiej zachowało się jedynie 15, niemniej wszystkie oprócz przewidzianego na licytację znajdują się w zbiorach instytucjonalnych, z których rzadko kiedy cokolwiek wypływa do obiegu.


6. Coś, co znamy, ale nie pamiętamy tytułu
Olejny obraz „American Gothic” z 1930 r. to bezsprzecznie jedno z najbardziej rozpoznawalnych dzieł sztuki minionego stulecia. W Stanach Zjednoczonych praca autorstwa Granta Wooda uchodzi wręcz za ikoniczną, pełną czytelnej symboliki. Uwiecznia ona parę mieszkańców prowincjonalnego miasteczka Środkowego Zachodu na tle typowego bielonego domu w stylu neogotyku wiejskiego. (Spójrzmy tylko na wykrój okna – czy nie przypomina nam właśnie gotyckiego kościoła?) Mężczyzna w granatowej marynarce narzuconej na nieśmiertelne jeansowe ogrodniczki, młoda kobieta z białym kołnierzykiem, ale w sukni schludnie osłoniętej fartuszkiem. Choć wyda się to może nieco egzaltowane, odbiorcy zgodnie podzieli przekonanie, że Wood przedstawił ówczesne cnoty amerykańskie. Pracowitość, prostolinijność, pokorę względem prozy codzienności. Jak czytamy w nocie katalogowej, jedyny zachowany szkic tej właśnie kompozycji zachował się na ośmiocentymetrowej kopercie do listów. Ten wstępny ołówkowy zarys ma spodziewaną wartość dochodzącą do 100 tys. dolarów (363 tys. zł).
7. Obraz artysty wykupionego za 25 funtów
Co może być ciekawego w olejnym portrecie nieznanej kobiety? Poza niekwestionowaną wartością artystyczną – ważna, choć niełatwa historia. Wyceniona w przedziale 30–50 tys. dolarów (109–182 tys. zł) praca stanowi dzieło Joshuy Johnsona, artysty uznawanego za pierwszego profesjonalnego malarza będącego Afroamerykaninem. Wywodzący się z Baltimore autor uchodził za rozchwytywanego portrecistę tamtejszych elit, niemniej oficjalnie reklamować mógł się on dopiero, gdy urzędowo nadano mu… niezależność. Jak wskazują zachowane rejestry, Joshua Johnson urodził się jako syn George’a Johnsona i zniewolonej Afroamerykanki, której personalia nie padają w dokumentacji. Wiadomo natomiast, że z racji stanu niewoli, los dziecka był w pełni zależny od ciemiężcy matki, w tym przypadku właściciela niewielkiego rolnego gospodarstwa. George’owi Johnsonowi udało się jednak wykupić syna, co potwierdza rachunek datowany na październik 1764 r. Jak podają źródła, zapłacił wówczas 25 funtów, co było stawką stosunkowo niską, szczególnie że do prac niewolniczych angażowane były już kilkuletnie dzieci. Od tzw. Proklamacji Emancypacji, aktu częściowo znoszącego niewolnictwo, dzielił tamte czasy niemal pełny wiek.
8. Proklamacja Emancypacji
Powracając do dokumentów papierowych, przenieść musimy się w epokę Abrahama Lincolna, a więc już szesnastego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jednostronnie drukowany, obszerny arkusz noszący jego podpis wystawiony zostanie na licytację z szacowaną ceną 3–5 mln dolarów (10,9–18,2 mln zł). Stanowi on jeden z zaledwie 27 zachowanych egzemplarzy tego rodzaju, z których 17 przechowywanych jest w zbiorach instytucjonalnych. O czym więc mowa? O dokumencie mającym w istocie ogromny wpływ na dzieje ludzkości.
Tzw. Proklamacja Emancypacji stanowi wstępny akt z 1862 r. częściowo znoszący niewolnictwo, a dokładnie dotyczący obszarów Konfederacji, czyli stanów leżących w południowej części kraju. Trudno dziś zaprzeczyć, że był to jeden ze strategicznych elementów pewnej rozgrywki politycznej. Dokładnie w tym czasie toczyła się przecież wojna secesyjna, a owej secesji (czyli odłączenia) dokonać zamierzało właśnie skonfederowane Południe. Lincoln początkowo ogłosił więc, że wolni będą zniewoleni Afroamerykanie ze stanów walczących właśnie przeciw Północy, czyli tzw. Unii. Posunięcie to zaowocowało licznym przystąpieniem Afroamerykanów do wojsk unijnych, a w rezultacie –pokonaniem Konfederacji.
Pełne zniesienie niewolnictwa przyniosła tzw. 13. poprawka do konstytucji, uchwalona przez kongres w 1865 r. i symbolicznie również podpisana przez Lincolna. Sam prezydent nie dożył jednak momentu, w którym prawo wprowadzone zostało w życie, bo w kwietniu tego samego roku postrzelony został w głowę przez zamachowca. Zajmował wówczas teatralną lożę, natomiast oprawca – będąc z zawodu aktorem – dokonał mordu dokładnie w chwili gromkich reakcji widowni, zeskakując następnie na scenę w trakcie spektaklu. Dopiero gdy zniknął za kulisami, publiczność zaczęła pojmować, że tumult w loży prezydenckiej nie był jednak elementem komediowej inscenizacji.

9. Flaga za kilka milionów dolarów
Chociaż boje z Indianami kojarzone są przez większość głównie z fabułą westernów, pamiątki z tego okresu bywają ważnymi dokumentami amerykańskiej martyrologii. Do takich zalicza się bezsprzecznie wyceniana na 2–4 mln dolarów (7,3–14,5 mln zł) jedwabna flaga określana jako „Culbertson Guidon” (od nazwiska wojskowego, który odnalazł ją, przemierzając pole usiane ciałami poległych).
Jeszcze 4 lipca 1876 r. Ameryka świętowała stulecie swojej niepodległości, tłumnie fetując aż do samego rana. Zanim jednak zdołano zamieść kolorowe wstążki ze wszystkich alei, do publicznej wiadomości dotarły wieści o sromotnej militarnej klęsce. Żołnierze 7. Regimentu Kawalerii przegrali z północnoamerykańskimi Indianami. Dakotowie z terenów Wielkich Równin dowodzeni byli m. in. przez Siedzącego Byka, szamana i wodza Siuksów. Amerykańskim żołnierzom przewodził natomiast ppłk George Custer, który poległ wraz z blisko 270 walczącymi u jego boku. Bitwa nad Little Bighorn pozostawiła po sobie dramatyczny krajobraz. Unosząc ciało jednego z żołnierzy, znaleziono jednak skrywający się pod nim, zakrwawiony jedwab. Była to jedyna flaga regimentu, która nie została przejęta przez Indian. Obecnie, oprawiona w złoconą ramę, stanowi dokument z czasów poprzedzających ostateczny podbój Wielkich Równin przez Amerykanów. Z szacunkowych wyliczeń wynika, że osób deklarujących dziś przynależność do Siuksów jest w Stanach Zjednoczonych zaledwie tyle, co mieszkańców Gdyni.

10. …a na deser – jabłko
Zestawiając ten dokument z pożółkłym arkuszem Deklaracji Niepodległości, można odnieść wrażenie, że wycena na poziomie 2–4 mln dolarów (7,3–14,5 mln zł) wydaje się wręcz nieprzystająca do kilku kartek z lat 70. XX wieku. Zestawienie nie jest przy tym przypadkowe – Deklarację Niepodległości podpisano 200 lat przed tym, jak w zwyczajnym mieszkaniu w miejscowości Mountain View założono firmę Apple. Umowę partnerską podpisali wówczas Steve Wozniak, Steve Jobs oraz Ronald Wayne, który był bardziej doświadczony w tego typu formalnościach od zapalonych dwudziestoparolatków. Złożenie pierwszego sprzętu w ramach firmowej działalności wymagało od jednego i drugiego Steve’a wyrzeczeń finansowych – żeby zabezpieczyć pożyczkę, Jobs sprzedał volkswagena, a Wozniak swój kalkulator. Pierwsze sprzedaże pozwoliły jednak wnioskować, że popyt na komputery osobiste mógł być dotychczas niedoszacowany. Zanim firma rozwinęła jednak produkcję, wykraczając poza mury przydomowego garażu, jeden z uczestników przedsięwzięcia dostrzegł w nim przesadne ryzyko finansowe. Raptem jedenaście dni po zawiązaniu umowy Ronald Wayne zdecydował się wycofać z partnerstwa, odsprzedając udziały za 800 dolarów. W 2026 r., a więc dokładnie 50 lat od tego wydarzenia, kapitalizacja firmy Apple szacowana jest na 3,8 bln dolarów. Chociaż porównania tego rodzaju są nieco z przymrużeniem oka, skoro zestawiliśmy już populację Nawahów z ludnością Szczecina, trzymajmy fason do końca: wartość wszystkich akcji Apple to mniej więcej tyle, co ubiegłoroczny PKB Francji.
Główne wnioski
- Większość najważniejszych dokumentów dotyczących historii Stanów Zjednoczonych przechowywana jest w zbiorach instytucjonalnych, niemniej zdarza się, że na rynku aukcyjnym pojawiają się pojedyncze egzemplarze z kolekcji prywatnych. Przykładem może być bardzo wczesny druk z czasów opracowywania Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Dokument tego typu nie pojawił się na licytacjach od ponad czterdziestu lat, dlatego jego szacowana wartość dochodzi do 5 mln dolarów (18,2 mln zł).
- W przeciwieństwie do większości europejskich krajów, w Stanach Zjednoczonych zachowało się stosunkowo sporo obiektów dokumentujących czasy formowania się państwa. Ze względu na fakt, że są to zabytki liczące około 250 lat, bywają również bardzo dobrze zachowane. Wśród pamiątek z czasów tworzenia się polskiej państwowości najczęściej wymienia się natomiast monety z XI wieku. Denar Princes Polonie uznawany bywa za najwcześniejszy zachowany obiekt noszący zapis nazwy Polski. Wartość takiego denara przekraczać potrafi 50 tys. zł.
- Do najcenniejszych obiektów wystawionych na nadchodzącą aukcję zaliczyć można zarówno historyczne dokumenty takie jak Deklaracja Niepodległości, Konstytucja Stanów Zjednoczonych czy dekret o zniesieniu niewolnictwa, jak i druk z lat 70. XX wieku. Umowa uznawana za oficjalny początek firmy Apple wyceniana jest w przedziale 2–4 mln dolarów (7,3–14,5 mln zł)