Kategorie artykułu: Biznes Sport
Sport to pieniądz Sezon 2 Odc. 17

Koszykarska maszynka do zarabiania puka do Europy. Czy NBA zdominuje nowy rynek?

Na ponad 10 mld dolarów wyceniane są najbardziej wartościowe kluby NBA. To nawet trzy razy tyle, ile warte są największe marki piłkarskie, z Realem Madryt czy Manchesterem United na czele. Dlaczego w NBA są tak ogromne pieniądze? Opowiadają o tym goście nowego odcinka podcastu „Sport to pieniądz”.

Mateusz Babiarz i Mikołaj Śmiłowski

Z tego odcinka dowiesz się…

  1. Kto inwestuje w kluby NBA.
  2. Kiedy liga może się powiększyć.
  3. Jak ma wyglądać ekspansja NBA na Europę.
Obejrzyj lub posłuchaj
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
00:00

W rankingu najbardziej wartościowych zespołów sportowych na świecie dominują drużyny z amerykańskich lig zawodowych. W czubie listy pojawiają się ekipy z NBA, których wartość w ostatnich latach cały czas wyraźnie wzrasta.

– Myślę, że najważniejsze jest to, że te kluby nie spadają, więc jest łatwiej oszacować ich wartość. Generalnie wiadomo, jakie przychody każdego roku będzie się dostawało. Nie jest tak, że klub NBA spadnie do niższej ligi i przychody spadną o połowę, tak jak to jest w europejskiej piłce – mówi Mikołaj Śmiłowski, dziennikarz XYZ, autor cyklu "Rzut za ocean".

Zamknięta liga oznacza przewidywalność – a to w świecie inwestorów jest walutą samą w sobie.
Do tego dochodzi ograniczona liczba klubów, ogromny popyt i rosnąca liczba inwestorów, którzy chcą mieć choćby niewielki udział w tym rynku. Każda kolejna transakcja tylko podbija wyceny.

Wynik? Najważniejszy ten finansowy


W sporcie wyniki finansowe nie zawsze są bezpośrednim odzwierciedleniem wyników na boisku. Doskonale widać to w NBA, gdzie kluby nie odnoszące spektakularnych sukcesów sportowych, świetnie radzą sobie finansowo.

– Cały czas rosną wpływy z praw telewizyjnych, zwiększyła się dostępność osób i instytucji, które mogą w takie kluby zainwestować. Stany Zjednoczone są najlepszym miejscem, jeżeli chodzi o dostęp do pieniądza inwestycyjnego. Nie ma też przypadku, że trzy najwyżej wycenione franczyzy to są właśnie drużyny, dwie z Kalifornii, jedna z Nowego Jorku. To są centra finansowe świata – tłumaczy Mateusz Babiarz, pasjonat koszykówki, autor proflu @matbabiarz w serwisie X.

Popularność NBA wykracza daleko poza Stany Zjednoczone, a gwiazdy ligi są rozpoznawalne na całym świecie. To jeden z głównych powodów, dla których wartość klubów rośnie szybciej niż w innych ligach. Podczas gdy futbol amerykański jest niemal wyłącznie lokalnym fenomenem, NBA czerpie ze światowej publiki. Zasięgi w mediach społecznościowych, kontrakty sponsorskie i sprzedaż praw telewizyjnych tylko to potwierdzają.

NBA w Europie


Od kilkunastu miesięcy coraz więcej mówi się o ekspansji NBA na Europę. Mają tu powstać nowe rozgrywki z nowo powstałymi klubami. Niekoniecznie w tradycyjnie koszykarskich miastach, ale takich, gdzie łatwiej o inwestorów. Nowa liga miała być konkurencją dla chociażby Euroligi, ale coraz więcej wskazuje, że dojdzie tu do jakiegoś rodzaju fuzji.

– Początkowo projekt miał być całkowicie osobny, odrębny w stosunku do tego, czym jest
Euroliga. Ta, widząc ryzyko, że czołowe drużyny od nich odejdą, bo będą
widziały, że mają większe przychody w NBA Europe, zaczęła reagować. Wprowadziła już
nowego CEO swojej organizacji, który dobrze dogaduje się z komisarzem NBA Adamem Silverem i
prawdopodobnie się dogadają, że to będzie jeden projekt – mówi Mikołaj Śmiłowski.

Gra w nowych rozgrywkach będzie wymagała wykupienia swego rodzaju koncesji - jej wartość szacowana jest na 0,5-1 mld dolarów.

– Euroliga cały czas, biorąc pod uwagę przychody, była troszeczkę niezagospodarowana. Jeżeli porównamy to do NBA, to wydaje się, że tam cały czas potencjał do wzrostu jest bardzo duży.
Spodziewam się, że jeżeli NBA mocno by weszła w Euroligę, to będą starali się zrobić taki
marketingowy boost, jak zrobili Amerykanie w Formule 1. Nagle z dyscypliny, która
była globalna, ale nie aż tak popularna, zrobili gigantyczny przemysł – dodaje Mikołaj Śmiłowski.

– To też chyba pokazuje, jak mocno porusza wyobraźnię marka NBA. Są faktycznie
inwestorzy, którzy gdzieś pewnie trochę sobie to próbują kalkować, że skoro tam są takie
pieniądze, to ja włożę ten miliard, ale za chwilę wyjmę z niego trzy, pięć, siedem – mówi Mateusz Babiarz.