Współpraca z Partnerem

Nowa era inwestycji: jak budować majątek, relacje i kulturę inwestowania

Sprawdź
Kategoria artykułu: Świat

Kraje bałtyckie szykują się do wojny. Berlin podzielony. A Praga i Bratysława?

Bałtyk się fortyfikuje, Niemcy spierają się o bezpieczeństwo, a na południu NATO słychać wątpliwości w sprawie sojuszniczej solidarności. Rosja jest jedna, ale jej europejscy sąsiedzi zupełnie inaczej przygotowują się na zagrożenie.

czołg
Niemiecki czołg Leopard 2A6 podczas parady wojskowej z okazji Dnia Sił Zbrojnych w Wilnie. Fot. Yauhen Yerchak/SOPA Images/LightRocket via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak niemieckie elity polityczne oceniają zagrożenie ze strony Rosji.
  2. W jaki sposób Litwini, Łotysze i Estończycy szykują się na wojnę.
  3. Czy Czesi i Słowacy deklarują przyjście z pomocą zaatakowanej Polsce.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

– Niemieckie elity polityczne, a w mniejszym stopniu też klasyczne media (TV, radio, gazety) są podzielone, jeśli chodzi o ocenę zagrożenia wojną z Rosją – mówi prof. dr hab. Klaus Bachmann, politolog z Uniwersytetu SWPS.

Ekspert zauważa, że partie skrajnej lewicy i skrajnej prawicy, czyli Die Linke, BSW i AFD zaprzeczają, jakoby Rosja zagrażała Niemcom. Partie środka (CDU, SPD i Zieloni) widzą Niemcy jako cel ataków hybrydowych.

– Jednak o zagrożeniu pełnoskalową wojną, czyli inwazją albo otwartymi atakami kinetycznymi z Rosji raczej nie mówią. Nie mówią Niemcom, że muszą przyjść z pomocą innym członkom NATO i odstraszać Rosję od testowania zwartości NATO – zauważa prof. Klaus Bachmann.

Dlaczego? Ekspert uważa, że tego pacyfistyczna część Niemiec wyraźnie nie chce, dlatego umniejsza się zagrożenie i twierdzi, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie „to nie nasza wojna”.

– Nie ma zgody najważniejszych sił, jest zgoda w obecnym rządzie i pośród partii środka, ale w tej chwili i AFD i Die Linke trzeba zaliczyć do najważniejszych partii – w tym gronie zgody nie ma – tłumaczy prof. Klaus Bachmann.

Niemcy modernizują armię

W Niemczech przyspieszono i odbiurokratyzowano procedury zamówień dostaw wojskowych. Na szczeblu federalnym stworzono specjalny fundusz zbrojeń.

– Zwiększono w tym celu zadłużenie do maksymalnie 400 mld euro (przez kilka lat). 10 mld pójdzie do 2029 r. na obronę cywilną. Do 2035 r. Bundeswehra ma liczyć, na razie na zasadzie dobrowolności, do 270 tys. żołnierzy, dotąd było to 185 tys. – wylicza prof. Klaus Bachmann.

Część funduszy na modernizację infrastruktury jest przeznaczona na usprawnienie transportu sprzętu wojskowego i tranzytu – od zachodnich aliantów na wschód.

Ekspert: „O tym, czy Niemcy są wrogiem Rosji, decydują nie Niemcy, lecz Rosja”

Zdaniem eksperta niemieckie działania nie są wystarczające. – Niemieccy politycy cały czas łudzą się, że nie są „stroną tej wojny” – uważa prof. Klaus Bachmann.

Jednocześnie przecież Niemcy uzbrajają Ukrainę, a na swoim terytorium szkolą ukraińskich żołnierzy, którzy potem walczą przeciwko Rosji.

– O tym, czy Niemcy są wrogiem Rosji, decydują nie Niemcy, lecz Rosja. Niemiecka polityka obecnie postępuje jak we mgle: to, że jest zagrożenie, zauważa wtedy, kiedy się z nim zderzy – mówi prof. Klaus Bachmann.

Politolog przypomina, że o tym, że kilkoma dronami można bezkarnie unieruchomić całe lotniska, rząd dowiedział się, kiedy ktoś po raz pierwszy unieruchomił lotnisko w ten sposób.

– O tym, że można rekrutować przestępców na agentów „jednorazowego użytku”, rząd dowiedział się, kiedy pierwszy taki agent został złapany. O tym, że posłowie AFD i Die Linke zbierają wrażliwe dane na temat obronności przez oficjalne zapytania parlamentarne do rządu, rząd chyba do dziś nie wie. Choć odpowiada na takie zapytania – ironizuje politolog.

W jego ocenie, za każdym razem Berlin reaguje jak kurnik, do którego wpadł lis. 

Służby specjalne ostrzegają

O wiele większą świadomość zagrożenia ze strony Rosji można zaobserwować w Wilnie i pozostałych stolicach krajów bałtyckich.

– Łotewskie służby wywiadowcze w oficjalnym komunikacje informują, że sytuacje w regionie jest zła, ale stabilna. Jesienią tego roku należy spodziewać się wzmożenia działań poniżej progu wojny. Jednym słowem Łotysze oczekują więcej tego samego – mówi Bartosz Chmielewski, analityk ds. państw bałtyckich z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Ekspert przypomina, że Litwini, Estończycy i Łotysze już od kilku lat intensywnie mierzą się z tym, co my, Polacy czasem sobie tylko wyobrażamy – regularnym naruszaniem przestrzeni powietrznej, przypadkami państwowego terroryzmu ze strony Rosji, jak choćby podpalenie Ikei w Wilnie, prowokacjami rosyjskich pograniczników w Estonii czy znikającymi znakami granicznymi na estońsko-rosyjskiej granicy.

Elity polityczne krajów bałtyckich zgodne w ocenie rosyjskiego niebezpieczeństwa

 Według Bartosza Chmielewskiego w Litwie, Estonii i Łotwie wśród elit politycznych panuje konsensus, że Rosja jest zagrożeniem. Choć watro pamiętać o skomplikowanej sytuacji w Łotwie, gdzie polaryzacja społeczna przebiega po linii etnicznej. Jednak nawet spora część rosyjskojęzycznej mniejszości na Łotwie czy w Estonii podziela pogląd o niebezpieczeństwie ze strony Rosji.

 – Taka sytuacje panuje nie od zeszłego tygodnia, nie od 2022 r., ale przynajmniej od 2014 r., czyli aneksji Krymu – tłumaczy Bartosz Chmielewski.

Pobór do wojska

 W obliczu niebezpieczeństwa kraje podejmują konkretne działania, których celem jest odstraszanie i przygotowanie do ewentualnego ataku.

 – Obowiązkowy pobór do wojska w Estonii nigdy nie został zawieszony i funkcjonuje od lat 90. W zeszłej dekadzie przywrócono powszechny pobór w Litwie, a po 2022 r. w Łotwie wprowadzono elastyczny model, w którego ramach można wybrać między wojskiem, formacjami obrony terytorialnej a służbą w państwowej administracji – wylicza ekspert OSW.

Wydatki na armię

Od 2014 r. wszystkie te kraje zwiększają wydatki na obronność, które na początku sięgały 2 proc. PKB, a dziś balansują na poziomie 5 proc.

Modernizowane są niewielkie siły zbrojne. Kupowany jest sprzęt, buduje się infrastrukturę na granicy z Rosją i Białorusią, która ma spowolnić marsz nieprzyjaciela.

 – Poza zaporami na granicy powstaje system magazynów na obszarze przygranicznym, gdzie składowane będą tzw. zęby smoka, czyli betonowe klocki, które w kluczowym momencie mają zostać rozstawione w celu opóźnienia działań wojennych ze strony przeciwnika – mówi Bartosz Chmielewski.

Kraje bałtyckie szukają sojuszników z NATO

Stolice rozwijają sojusze w ramach NATO z największymi partnerami, zabiegając o obecność ich wojsk. Na Litwie powstaje infrastruktura gotowa do przyjęcia żołnierzy niemieckich wraz z rodzinami. Na Łotwie obecni są Kanadyjczycy.

– Estończycy postawili na Brytyjczyków, którzy nie są obecni na terenie ich kraju, ale deklarują gotowość przerzucenia swoich żołnierzy pod Tallinn w ciągu 24 godzin. W obliczu takiej sytuacji Estonia stawia także na zbliżenie z Paryżem – tłumaczy ekspert.

Od wejścia tych państw do NATO ochronna ich przestrzeni powietrznej jest w rękach NATO. W estońskim Ämari i litewskich Szawlach stacjonują zazwyczaj dwie pary myśliwców. Dodatkowe samoloty skierowano teraz nad łotewskie niebo, gdzie w ostatnim czasie dochodziło do znacznej liczby naruszeń przestrzeni powietrznej głównie przez ukraińskie, ale także i rosyjskie drony.

Inwestuje się także w infrastrukturę mająca ochronić ludność cywilną.

– Mogę odwołać się do swojego doświadczenia. Jeszcze przed pandemią koronawirusa w Wilnie w zasadzie nie widziałem miejsc schronienia. Podczas ostatniej wizyty niemal na wszystkich budynkach instytucji publicznych czy uniwersytetu znajduje się informacja o miejscach ukrycia – opowiada Bartosz Chmielewski.

Rządzący na Słowacji i ich stosunek do Rosji

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda za naszą południową granicą. Na Słowacji od 2023 r. rządzi koalicja na czele z Robertem Ficem. W 2024 roku prezydentkę Zuzanę Čaputovą zastąpił Peter Pellegrini. To były lider partii Hlas, która weszła w skład koalicji rządzącej. W przeszłości prawa ręka Roberta Ficy.

Fico zdobył władzę, krytykując ówczesną słowacką pomoc dla Ukrainy, mocno krytykował także Unię Europejską, liberalne media i organizacje pozarządowe. Fico zrealizował swoje zapowiedzi wyborcze i zakończył przekazywanie uzbrojenia Ukrainie w ramach pomocy państwowej. Polityk jednak nie przeszkadza w zawieraniu kontraktów na dostawy broni do Ukrainy przez słowackie firmy, także te z udziałem skarbu państwa.

Podobne głosy podczas prezydenckiej kampanii wyborczej 2024 r. podnosił Peter Pellegrini. W debacie telewizyjnej kandydaci zostali zapytani, czy przyszliby na pomoc zaatakowanej przez Rosję Polsce. Peter Pellegrini wtedy kluczył i odparł, że Słowacja jest tak rozbrojona w wyniku wysyłania broni na Ukrainę, że nie ma czym pomagać.

Robert Fico o pomocy zaatakowanym krajom NATO

– Na Słowacji nie ma politycznego konsensusu. Rząd Roberta Ficy promuje politykę „na cztery strony świata”. Często kwestionuje antyrosyjskie sankcje, a groźbę wojny przypisuje raczej prowokacjom ze strony państw członkowskich NATO niż Rosji – mówi Lukáš Onderčanin, dziennikarz słowackiego „Sme”.

Słowacki dziennikarz przypomina, że całkiem niedawno Robert Fico skrytykował UE za próby sprowokowania konfliktu z Rosją.

Kilka dni temu premier Robert Fico podważył zasadność stosowania zasady o wspólnej obronie krajów NATO. Miało to miejsce podczas spotkania ze studentami w Preszowie.

– Wyobrażacie sobie, że artykuł 5 traktatu NATO byłby stosowany? Czy ktoś potrafi to sobie wyobrazić? Czy ktoś może sobie wyobrazić, co nam powiedzą: przygotujcie 5 tys. żołnierzy, 10 tys. żołnierzy, a oni pójdą gdzieś walczyć? I nawet nie będziemy wiedzieć z kim, dlaczego i po co – powiedział Robert Fico.

Jedno mówią, drugie robią

Lukáš Onderčanin, dziennikarz „Sme” przekonuje, że słowacka opozycja, zwłaszcza Progresívne Slovensko i liberalna Wolność i Solidarność (SaS), otwarcie mówi o rosyjskim zagrożeniu. Te partie określają działania rządu jako niewystarczające.

– Twierdzą, że rząd Ficy kolaboruje z Rosją i naraża Słowację na niebezpieczeństwo. Mamy też pozaparlamentarną ekstremistyczną partię Republika, która jest otwarcie prorosyjska. W sondażach ma już ponad 10 proc. poparcia – mówi Lukáš Onderčanin.

Słowacki dziennikarz uważa, że nawet jeśli na poziomie retoryki słowacki rząd rzadko mówi o rosyjskim zagrożeniu, to w rzeczywistości kontynuuje modernizację armii.

Bratysława otrzymała niedawno 14 nowych myśliwców F-16, a sojusznicze wojska NATO są nadal obecne na Słowacji.

– Państwo w ciągu ostatnich lat osłabiło walkę z zagrożeniami hybrydowymi. Przykładowo zlikwidowano departament w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, który zajmował się dezinformacją i zagrożeniami hybrydowymi. Teraz rządzący obiecują, że traktują ten temat poważnie i koordynują działania z innymi resortami – mówi słowacki dziennikarz.

Marszałek czeskiego Sejmu nie wie, czy Europie zagraża Rosja

W Czechach od grudnia 2025 r. premierem jest Andrej Babiš, lider partii ANO. Polityk podczas kampanii wyborczej krytykował czeskie wsparcie dla Ukrainy. W skład rządu wchodzi między innymi partia Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD), która od lat na sztandarach ma referendum w sprawie wyjścia Czech z Unii Europejskiej.

Lider tej partii, Tomio Okamura pełni funkcję czeskiego marszałka Sejmu. Jedną z jego pierwszych decyzji po objęciu funkcji było ściągnięcie ukraińskich flag z budynku parlamentu.

W czwartek Tomio Okamura gościł w programie publicystycznym w czeskiej publicznej telewizji ČT24. Podczas dyskusji nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy Rosja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa. Nawet kiedy prowadzący powtórzył je kilka razy.

Czeski dziennikarz: „Rząd konsekwentnie próbuje marginalizować kwestie bezpieczeństwa”

Czeski premier Andrej Babiš odniósł się do niedawnych słów słowackiego premiera Roberta Ficy: „Republika Czeska będzie oczywiście przestrzegać art. 5. Nie będę komentował słów premiera Ficy”.

Warto jednak pamiętać, że podczas jednej z debat przed wyborami prezydenckimi w 2023 r. Andrej Babiš stwierdził, że Czechy nie powinny wysyłać żołnierzy na pomoc Polsce lub państwom bałtyckim w przypadku ataku. Później wycofał się z tej wypowiedzi.

– Mam wrażenie, że obecny rząd konsekwentnie próbuje marginalizować kwestie bezpieczeństwa i zachowywać się tak, jakby właściwie nic się nie działo. Wszystko to pod presją faktu, że jest to koalicja populizmu i skrajnej prawicy – mówi Filip Harzer, czeski dziennikarz serwisu Seznam Zprávy.

Czeski dziennikarz przekonuje, że aktywność premiera Babiša w praktyce sprowadza się głównie do mikrozarządzania.

– Generalnie obszarami, na których się nie zna, oraz do chaotycznego bełkotania o „pokoju”, przy czym jego wypowiedzi często są ze sobą sprzeczne – mówi Filip Harzer.

Główne wnioski

  1. Pośród niemieckich elit politycznych brakuje jednogłośności w kwestii oceny zagrożenia ze strony Rosji. – O tym, czy Niemcy są wrogiem Rosji, decydują nie Niemcy, lecz Rosja. Niemiecka polityka obecnie postępuje jak we mgle: to, że jest zagrożenie, zauważa wtedy, kiedy się z nim zderzy – mówi prof. Klaus Bachmann, politolog z Uniwersytetu SWPS.
  2. Za to kraje bałtyckie szykują się do wojny. Modernizowane są niewielkie siły zbrojne, kupowany jest sprzęt, buduje się infrastrukturę na granicy z Rosją i Białorusią, która ma spowolnić marsz nieprzyjaciela. – Poza zaporami na granicy powstaje system magazynów na obszarze przygranicznym, gdzie składowane będą tzw. zęby smoka, czyli betonowe klocki, które w kluczowym momencie mają zostać rozstawione w celu opóźnienia działań wojennych ze strony przeciwnika – mówi Bartosz Chmielewski, ekspert z Ośrodka Studiów Wschodnich.
  3. Zupełnie inna atmosfera panuje w Czechach i na Słowacji, gdzie rządzący teraz (Słowacja), czy w niedalekiej przeszłości (Czechy) podawali w wątpliwość zasadę wzajemnego wsparcia sojuszniczego dla zaatakowanego państwa NATO.