Kategorie artykułu: fact-checking Polityka

Krakowianie chcą odwołać prezydenta Miszalskiego. Prawo referendalne sprawia, że ich szanse są mało prawdopodobne

W latach 2018-2024 w całej Polsce miało miejsce 78 referendów w sprawie odwołania lokalnych władz. Tylko w 11 przypadkach frekwencja okazała się wystarczająca.

W 2024 roku Donald Tusk wsparł kandydaturę Aleksandra Miszalskiego
W 2024 roku Donald Tusk wsparł kandydaturę Aleksandra Miszalskiego. Teraz 24 maja Krakowianie w referendum wypowiedzą się w sprawie odwołania prezydenta. Fot PAP/Łukasz Gągulski

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak zakończyły się próby odwołania prezydentów, burmistrzów, wójtów i rad gmin w poprzednich kadencjach.
  2. Jak eksperci proponują zmienić prawo o referendach.
  3. Czy podobne problemy są w innych krajach naszego regionu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa odbędzie się 24 maja. Z informacji PKW wynika, że pod wnioskiem o referendum znalazła się wymagana liczba poprawnych podpisów.

Przepisy stanowią, że pomysł referendum musi poprzeć minimum 10 proc. uprawnionych do głosowania. Pod Wawelem było to 58 355 wyborców.

Strategia na bojkot referendum

Prezydent Aleksander Miszalski nawołuje do bojkotu głosowania. „Jeśli uważacie, że powinienem dokończyć kadencję, w dniu referendum zostańcie w domu. Naszym zwycięstwem będzie niska frekwencja w referendum i wysoka w dniu każdych wyborów” – napisał Aleksander Miszalski na swoim oficjalnym profilu w mediach społecznościowych.

Dane pokazują, że bojkot referendum przez zwolenników włodarza miasta to najskuteczniejsza strategia jego obrony.

Przepisy stanowią, że referendum jest ważne, gdyż bierze w nim udział nie mniej niż trzy piąte wyborców, którzy wzięli wcześniej udział w wyborze odwoływanego organu. Bardzo trudno przyciągnąć tyle osób do urn. Za odwołaniem wójtów, burmistrzów, prezydentów miast czy radnych głosują ich przeciwnicy, ale zwykle jest ich za mało, by referendum było ważne.

11 skutecznych referendów w latach 2018-2024

Podczas ostatniej – wyjątkowej, bo sześcioletniej – kadencji samorządów w latach 2018-2024 w całej Polsce odbyło się 78 referendów, w których próbowano odwołać władze samorządowe w czasie kadencji. W każdym z tych głosowań do urn poszła przeważająca liczba przeciwników odwoływanych. Jednak tylko w 11 przypadkach zagłosowała wystarczająca liczba wyborców.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Udało się odwołać:

burmistrzów: miasta Boguszowa-Gorc (dolnośląskie), Tuczna (zachodniopomorskie), gminy Mosina (wielkopolskie), Miastka (pomorskie),

wójtów: gminy Widuchowa (zachodniopomorskie), gminy Baranów (mazowieckie), gminy Kunice (dolnośląskie), gminy Będzino (zachodniopomorskie), gminy Jemielno (dolnośląskie),

Rady Gminy: w Niechanowo (wielkopolskie), w Bałtowie (świętokrzyskie).

Żadna z tych miejscowości pod względem liczby mieszkańców nie może porównywać się z Krakowem.

We wcześniejszej kadencji jeszcze mniej wiążących referendów

Jeszcze mniej podobnych referendów odbyło się w latach 2014-2018 (czteroletnia kadencja).

Tomasz Zakrzewski, autor opublikowanej w 2020 r. przez Instytut Spraw Obywatelskich analizie Referendum lokalne: czas na reformę wylicza, że w tamtym okresie odbyło się 46 referendów odwoławczych.

W 45 przypadkach głosowano nad odwołaniem wójtów, burmistrzów i prezydentów, a w 15 nad przyszłością Rad Gmin. Te liczby nie sumują się do 46. W niektórych przypadkach – jak np. referendum w Krakowie – wyborcy decydują o przyszłości prezydenta i radnych, ale często referenda dotyczą tylko odwołania jednego z organów.

Za to w 2014-2018 za ważne uznano cztery referenda w sprawie odwołania organów wykonawczych i dwa, w których odwołano rady gminy.

„Dane te potwierdzają, że w polskich warunkach ważne inicjatywy referendalne stanowią znikomy ułamek spośród przeprowadzonych głosowań” – pisał wtedy Tomasz Zakrzewski.

Jak wyglądają próby odwołania samorządowców w obecnej kadencji?

Wyzwanie stanowi już zebranie podpisów pod inicjatywą referendalną. We wrześniu 2025 r. przyglądaliśmy się inicjatywom referendalnym w obecnej kadencji samorządów, która rozpoczęła się w 2024 r.

Wyliczyliśmy, że wówczas w całej Polsce w 40 gminach chciano w trybie referendum odwołać wójtów, burmistrzów i prezydentów. Niektóre z tych inicjatyw były jeszcze w trakcie realizacji.

W 11 gminach odbyło się głosowanie, ale jego wynik był nieważny, gdyż do urn poszło za mało głosujących.

Jedynie w przypadku Zabrza włodarz został skutecznie odwołany.

Ekspert: Należy zlikwidować próg ważności referendum

Przez lata obowiązywały przepisy, że decyzje podjęte w referendum nabierają mocy, o ile do urn poszło 30 proc. uprawnionych do głosowania. W 2006 r. wprowadzono zapis o progu trzech piątych biorących udział we wcześniejszym wyborze odwoływanego organu.

Jednak eksperci od lat zwracają uwagę na potrzebę rewolucji w zapisach o zasadach referendów lokalnych.

– Zasadnicze pytanie jest takie, czy jakikolwiek próg ważności referendum jest potrzebny? – mówi Tomasz Zakrzewski, radca prawy zajmujący się tematyką referendalną i autor przywoływanego wcześniej raportu.

Zakrzewski przypomina, że aby wybrać wójta, burmistrza czy prezydenta miasta nie trzeba przekraczać żadnego progu frekwencji.

– Próg ważności referendów uzależniony od frekwencji ma jeszcze jeden patologiczny wymiar. Standardem jest to, że wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci miast, którzy mają przed sobą referendum w sprawie swojego odwołania, w kampanii referendalnej nakłaniają ludzi do bojkotu głosowania i pozostania w domu – mówi Tomasz Zakrzewski.

W jego ocenie mamy tu do czynienia ze sprzecznością.

– Przed wyborami motywuje się przecież obywateli, aby brali sprawy w swoje ręce i gremialnie udawali się do urn wyborczych. To pokazuje, że postawy demokratyczne i obywatelskie są instrumentalnie traktowane w zależności od interesu danej osoby czy środowiska – uważa Tomasz Zakrzewski.

Odwołanie prezydenta w trakcie kadencji to broń atomowa?

Dr hab. Jacek Haman, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego i członek Zespołu Ekspertów Wyborczych Fundacji Batorego tłumaczy, że jest zwolennikiem zachowania przepisów o frekwencji.

Uważa, że prezydent czy burmistrz jest wybierany na całą kadencję i dopiero po jej upływie powinna następować jego ocena.

– Odwołanie w trakcie kadencji powinno być traktowane jako sytuacja wyjątkowa. Nie coś, co wynika z jakiejś, być może chwilowej, fluktuacji popularności polityków czy partii, ale jako opcja na wypadek rzeczywiście szczególnego, głębokiego kryzysu władzy lokalnej, jakiegoś radykalnego upadku zaufania do wybranego wcześniej włodarza – uważa dr hab. Jacek Haman.

Jak zreformować przepisy o referendum?

Socjolog uważa, że odwołanie prezydentów czy burmistrzów w trakcie kadencji powinno być możliwe, ale zasady w tej kwestii powinno zostać zmienione.

Dr hab. Jacek Haman mówi, że dzisiejsze przepisy zmuszają „broniącego się” prezydenta do podjęcia decyzji strategicznej, czy grać na niską frekwencję (a więc dążyć do tego, by referendum było nieważne), czy też wzywać zwolenników do udziału w referendum i głosowaniu przeciw odwołaniu.

W pierwszym przypadku – kiedy jego zwolennicy pozostaną w domach – wynik referendum jest dla niego druzgoczący, bo niemal wszyscy głosujący są za jego odwołaniem, ale polityk zachowuje funkcję z powodu niskiej frekwencji. W drugim przypadku, oddanie głosu wspierającego może przyczynić się do zwiększenia frekwencji i skutkować odwołaniem popieranego prezydenta, burmistrza czy wójta.

– Wystarczyłoby, aby zamiast kryterium minimalnej frekwencji wprowadzić kryterium minimalnej liczby głosów za odwołaniem (wraz z tym, żeby było ich więcej, niż przeciw odwołaniu). W takim układzie zarówno prezydent, jak i jego zwolennicy mają tylko jedną sensowną strategię – wzywać do głosowania i głosować przeciw odwołaniu – tłumaczy dr hab. Jacek Haman.

W takim wypadku będzie liczyć się wyłącznie liczba zwolenników i przeciwników prezydenta.

Obaj eksperci jednogłośnie przyznają, że nie wierzą w zmianę obecnych zapisów w tym zakresie.

– Chciałbym się mylić, ale szans na zmianę nie widzę. W przeszłości było już kilka projektów, które dotyczyły tych kwestii, ale żaden z nich nie zaowocował nowelizacją ustawy referendalnej – mówi Tomasz Zakrzewski.

Według niego przedstawiciele, których wybieramy, traktują mechanizmy bezpośredniego udziału społeczeństwa w sprawowaniu władzy jako konkurencje dla własnej działalności.

Brutalnie mówiąc, nie po to ich wybieraliśmy, aby oni teraz dzielili się z nami możliwością podejmowania decyzji. To ma zastosowanie również do referendów odwoławczych. Ten, który został wybrany, chce być na swoim stanowisku jak najdłużej, a referenda w tym wymiarze są zagrożeniem dla trwałości sprawowania mandatu do końca kadencji – zauważa Zakrzewski.

W ocenie Zakrzewskiego likwidacja progów referendalnych nie leży w interesie partii politycznych zasiadających w parlamencie.

– Każda duża partia polityczna ma swoje lokalne struktury. Jeśli w ramach tych struktur partia w wyborach obsadza na stanowisku wójta, burmistrza czy prezydenta miasta swojego członka, to przecież taka osoba ma wpływ na określone decyzje kadrowe np. w urzędzie czy w gminnych lub miejskich spółkach – mówi Tomasz Zakrzewski.

Ekspert: Nie jestem optymistą

Dr hab. Jacek Haman też nie wierzy w zmianę prawa o referendach lokalnych.

– Nie jestem optymistą, bo niestety prawo wyborcze, także w zakresie dotyczącym samorządów nie jest wyłączone z bieżącej gry politycznej, więc nawet gdyby jedna strona chciała taką racjonalną zmianę wprowadzić, to zapewne druga – dla zasady – będzie przeciw – mówi dr hab. Jacek Haman

Ekspert Fundacji Batorego przyznaje, że nie widzi w sejmie nikogo zainteresowanego podjęciem się pracy nad przeprowadzeniem takiej korekty obowiązujących przepisów. 

Warto wiedzieć

A jak prezydentów w trakcie kadencji mogą odwołać Czesi czy Słowacy?

Nad zmianą sposobu odwoływania włodarzy miast w trakcie kadencji dyskutują także nasi sąsiedzi.

Czesi nie głosują na swoich wójtów, burmistrzów czy prezydentów w wyborach bezpośrednich. O ich wyborze decydują radni, podobnie jak w przypadku polskich starostów czy marszałków województw. W Czechach to radni mogą zdecydować o zmianach na stanowisku prezydenta miasta w trakcie jego kadencji.

Na Słowacji, gdzie prezydentów czy burmistrzów, podobnie jak w Polsce, wybiera się w głosowaniu bezpośrednim, trwa dyskusja nad sensownością przepisów o ich odwołaniu. Referendum jest możliwe, jeśli poprze go 30 proc. uprawnionych do głosowania. Decyzja o odwołaniu jest wiążąca, jeśli do urn pójdzie ponad połowa wyborców. To wszystko sprawia, jak zauważył słowacki dziennik „Sme”, że odwołanie włodarza miasta w trakcie kadencji jest w zasadzie niemożliwe.

W 2024 r. „Sme” informowało, że mieszkańcy próbowali odwołać włodarzy miejscowości Snina (2014 r.), Poprad (2015 r.), Dubnica i Hlovec (2016 r.), Bratysława (lata 2017 i 2020) oraz Trnawa (2023 r.). W żadnym z nich nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów. Słowacki dziennik informował, że jedyne słowackie referendum w tym zakresie miało miejsce w 2012 r. w mieście Veľký Šariš. Nie doszło do niego w wyniku inicjatywy mieszkańców, ale radnych. Ostatecznie okazało się nieważne, do urn poszło jedynie 35 proc. uprawnionych.

XYZ

Główne wnioski

  1. 24 maja Krakowianie zdecydują o przyszłości prezydenta Aleksandra Miszalskiego i krakowskich radnych. Wniosek o ich odwołanie poparło ponad 10 proc. uprawnionych do głosowania. Jednak, by wynik referendum był wiążący, do urn musi pójść trzy piąte Krakowian, którzy głosowali za Miszalskim i radnymi w 2024 r.
  2. Eksperci zwracają uwagę, że przepisy o referendum należy zmienić. Dr hab. Jacek Haman, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego i członek Zespołu Ekspertów Wyborczych Fundacji Batorego przekonuje, że warto zmienić zapis, który zachęca wyborców popierających włodarzy do bojkotu referendum. Tomasz Zakrzewski, radca prawy zajmujący się tematykę referendalną i autor raportu Referendum lokalne: czas na reformę uważa, że należy zlikwidować próg frekwencji, który decyduje o ważności referendum.
  3. Obaj eksperci przyznają, że nie wierzą w zmianę przepisów. W ich przekonaniu obowiązujące regulacje są na rękę samym politykom. W latach 2018-2024 w Polsce miało miejsce 78 referendów odwoławczych w trakcie kadencji. Tylko 11 z nich zakończyło się skutecznym odwołaniem władz.