Krem, który działa jak botoks. Polki stworzyły kosmetyczny startup, inwestorzy zachwyceni niskimi kosztami
Science4Beauty wykorzystuje w swoich kosmetykach składnik tożsamy z jadem wytwarzanym przez drapieżne ślimaki morskie. Działa przeciwzmarszczkowo i przedłuża działanie toksyny botulinowej. W technologię spółki uwierzyli inwestorzy – fundusze 4growth VC i Hard2beat oraz aniołowie biznesu.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak ślimaczy jad stał się inspiracją dla polskiej technologii kosmetycznej.
- Dlaczego inwestorzy zdecydowali się zainwestować 7 mln zł w Science4Beauty i jakie wyzwania stoją przed spółką na drodze do skalowania sprzedaży.
- Jakie zastosowania poza redukcją zmarszczek może mieć konotoksyna oraz na jakie rynki zagraniczne spółka chce wejść w kolejnych latach.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Za Science4Beauty stoi historia, która łączy badawczą ciekawość z próbą przełożenia wyników naukowych na konkretny produkt. Magdalena Janczewska, dr Anna Mazurkiewicz-Pisarek, Alina Mazurkiewicz i Agata Stefanek, wspierane doradczo przez prof. Tomasza Ciacha, założyciela i członka zarządu NanoGroup, wprowadziły na rynek kosmetyki wykorzystujące ich własną, opatentowaną technologię produkcji rekombinowanych białek. Inspiracją są rozwiązania występujące w naturze.
W 2025 roku sprzedaż pierwszej linii produktowej przyniosła ponad pół miliona złotych rocznych przychodów, mimo braku profesjonalnych działań marketingowych.
Właśnie na tym etapie rozwoju Science4Beauty zainteresowali się inwestorzy. Wierzą, że to dopiero początek, a model biznesowy spółki daje możliwości dalszego skalowania. Fundusze venture capital 4growth VC i Hard2beat oraz aniołowie biznesu zainwestowali w spółkę 7 mln zł.
Natura dała inspirację, biotechnologia składnik
Bazę do stworzenia kosmetyków przyniosła sama natura. Dokładniej – ślimak z grupy Conus, morski drapieżnik, którego jad potrafi sparaliżować ofiarę.
– Jedna z toksyn znajdujących się w jadzie morskiego ślimaka z grupy Conus jest zarejestrowana jako silny składnik przeciwbólowy, setki razy silniejszy od morfiny. To był dla nas punkt zaczepienia. Wykorzystując nasze kompetencje naukowe i inżynierię genetyczną, odtworzyłyśmy tę toksynę w laboratorium metodą biotechnologiczną – mówi dr inż. Anna Mazurkiewicz-Pisarek.
Science4Beauty wykorzystuje μ-konotoksynę TIIIA (μ-TIIIA), której nadało komercyjną nazwę Miorelaxant Magic i pod nią zarejestrowało w bazie składników aktywnych.
– Naszą konotoksynę wytwarzamy w warunkach laboratoryjnych, do jej produkcji wykorzystujemy odpowiednie bakterie. W rzeczywistości nigdy nie widziałyśmy na żywo ślimaka, o którym mowa. Dziś nauka jest na tyle rozwinięta, że nie jest to konieczne. Jednocześnie, obrana metoda daje nam możliwość łatwego skalowania produkcji konotoksyny – przekonuje Alina Mazurkiewicz.
Jak dodaje, pozyskiwana konotoksyna pozostaje aktywna po wprowadzeniu do formulacji. Spełnia tym samym oczekiwania dotyczące działania kosmetycznych składników aktywnych.
Science4Beauty planuje badać również inne toksyny pod kątem zastosowań kosmetycznych.
Warto wiedzieć
Początki Science4Beauty – naukowe zaplecze i badawczy grant
Wspólna biznesowa historia Magdaleny Janczewskiej, dr inż. Anny Mazurkiewicz-Pisarek, Aliny Mazurkiewicz oraz Agaty Stefanek rozpoczęła się w 2019 roku. Jej inicjatorem i – jak się później okazało – udziałowcem oraz doradcą naukowym Science4Beauty został prof. Tomasz Ciach, biotechnolog i profesor Politechniki Warszawskiej, założyciel i członek zarządu NanoGroup. To on połączył zespół wokół wizji stworzenia platformy biotechnologicznej umożliwiającej wytwarzanie innowacyjnych składników aktywnych i wykorzystanie ich w nowej generacji kosmoceutykach.
Magdalena Janczewska i Agata Stefanek zdobywały doświadczenie w prowadzeniu biotechnologicznych startupów rozwijanych na Politechnice Warszawskiej. Obie były doktorantkami prof. Tomasza Ciacha i prowadziły badania w obszarze life sciences – odpowiednio nad diagnostyką nowotworów i terapiami tlenowymi. Rezultaty ich prac doktorskich stały się podstawą do powstania spółek typu spin-off NanoThea i NanoSanguis, włączonych do NanoGroup.
Prof. Tomasz Ciach był również promotorem prac dr Anny Mazurkiewicz-Pisarek (doktorat ukończony w PAN) i Aliny Mazurkiewicz. Obydwie w swojej ścieżce kariery mają wpisaną m.in. działalność w Instytucie Biotechnologii i Antybiotyków w Warszawie oraz centrum badawczym CEZAMAT (kontynuowaną). Zdobyły doświadczenie w biotechnologicznym uzyskiwaniu białek, co stało się podstawą wytwarzania konotoksyny w Science4Beauty.
Pierwsze finansowanie tej spółce zapewnili inwestorzy friends & family, w tym wspomniany prof. Tomasz Ciach. Pieniądze pozwoliły zespołowi sfinansować wymagany wkład własny i aplikować o grant Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
W 2020 roku spółka pozyskała 5 mln zł finansowania, co umożliwiło stworzenie zaplecza laboratoryjnego oraz rozpoczęcie prac badawczo-rozwojowych nad zastosowaniem konotoksyny w kosmetologii.
Botoks bez igły? Mechanizm jest inny
– Mieszanina konotoksyn, które wybrałyśmy, w naturalnym środowisku paraliżuje i zabija rybę, na którą ślimak poluje. Wyodrębniłyśmy tylko tę jej część, która odpowiada za paraliżowanie mięśni szkieletowych odpowiedzialnych za ruch. W ramach badawczych projektów grantowych udowodniłyśmy, że jesteśmy w stanie wytworzyć na jej bazie krem przeciwzmarszczkowy, który skutecznie relaksuje mięśnie mimiczne i dzięki temu wygładza zmarszczki – tłumaczy Agata Stefanek.
Przedstawicielki Science4Beauty zapewniają, że składnik – w zależności od formy zastosowania – zadziała podobnie do toksyny botulinowej, czyli botoksu lub przedłuży nawet o dwa miesiące efekt jego podania za pomocą igły w klinikach kosmetycznych.
– Nie stajemy w opozycji do botoksu. Działanie naszej konotoksyny nie jest aż tak silne. Chciałybyśmy jednocześnie odciąć się od tzw. peptydów botox-like, naśladujących mechanizm biologiczny botoksu – podkreśla dr inż. Anna Mazurkiewicz-Pisarek.
Zdaniem inwestora
Nie tylko kosmetyk, ale także platforma
Science4Beauty udowodniło, że regularnie stosowany Miorelaxant Magic redukuje głębokość zmarszczek aż o 48 proc., a u osób korzystających z zabiegów medycyny estetycznej dodatkowo wydłuża efekt działania botoksu o około 60 dni. Te wyniki mają swoje bezpośrednie przełożenie na wyjątkowo wysoki wskaźnik powracających klientów.
Jest to możliwe, ponieważ spółka pozyskuje autorską konotoksynę we własnym procesie biotechnologicznym – nawet sto razy taniej niż wynosi koszt tradycyjnej syntezy chemicznej.
Ta przełomowa przewaga kosztowa pozwala Science4Beauty stosować w produktach znacznie wyższe stężenia składnika aktywnego niż konkurencja, bez konieczności windowania ceny dla klienta końcowego. Co kluczowe z perspektywy inwestora, nie mówimy tu o pojedynczej recepturze, ale o kompletnej i skalowalnej platformie biotechnologicznej.
Jak w przypadku każdego projektu deeptechowego, sama nauka to jednak dopiero punkt wyjścia. Aby ta przewaga przełożyła się na skalowalny, globalny biznes, w najbliższych latach kluczowe będą dwa czynniki.
Po pierwsze, sprawne wejście do kanałów D2C i B2B na rynkach o wysokiej zasobności (region DACH, ZEA, USA) połączone z uzyskaniem kluczowych certyfikacji międzynarodowych, w tym MoCRA w USA i Halal w krajach Zatoki Perskiej. Dołączenie do zespołu menedżerów z doświadczeniem w skalowaniu e-commerce jest doskonałą prognozą w tym obszarze.
Po drugie, kluczowe będzie udowodnienie, że aktualny, bardzo wysoki wskaźnik retencji klientów utrzyma się również przy wyższych nakładach na marketing. Jeśli tak się stanie, to przy marżach brutto przekraczających standardowe poziomy rynku beauty, Science4Beauty ma szanse stać się biznesem wyjątkowo odpornym na zawirowania rynkowe i bardzo efektywnym kapitałowo.
Alternatywa dla medycyny estetycznej
Rynek botoksu osiągnął już dużą skalę.
– Wzrosła świadomość naturalnego podejścia do medycyny estetycznej. Ponadto wiele mówi się o ogólnym zdrowiu skóry i trendzie longevity. Świetnie się w tym odnajdujemy z serią naszych kosmetyków – mówi Magdalena Janczewska.
Dodaje, że na rynku jest również spore grono klientów, którzy nie decydują się na inwazyjne zabiegi medycyny estetycznej, w tym podawanie toksyny botulinowej.
– Takim osobom oferujemy produkt do codziennej pielęgnacji o działaniu przeciwzmarszczkowym. Efekty są dość podobne jak przy botoksie. Po odstawieniu kremu stan skóry czy zmarszczek wraca do stanu sprzed stosowania, niemniej przedłużamy tym samym młodość skóry – dodaje Alina Mazurkiewicz.
Konotoksyna ma więcej zastosowań
Konotoksyna wykorzystywana przez Science4Beauty może mieć również inne zastosowania.
– Jednym z nich jest seboregulacja, czyli ograniczanie przetłuszczania się skóry lub zwiększanie poziomu sebum przy skórze przesuszonej i suchej, także ze skłonnością do atopii. Może także wpływać na regulację rumienia, zmniejszenie zaczerwienień, redukcję przebarwień – wymienia Agata Stefanek.
Zespół Science4Beauty zaobserwował także efekty zastosowania konotoksyny w leczeniu blizn po blefaroplastyce, czyli operacji plastycznej powiek.
Siła ukryta już w małej dawce
Stężenie konotoksyny w wyprodukowanych kremach jest bardzo małe – na poziomie setnych części procenta.
– To jednak wystarcza. Toksyny są bardzo aktywnymi i silnie działającymi związkami. Dodatkowo pojawia się efekt akumulacji w skórze przy stosowaniu produktu, np. dwa razy dziennie – zaznacza dr inż. Anna Mazurkiewicz-Pisarek.
Zdaniem inwestora (nie jest zaangażowany w omawiany projekt)
Innowacje w kosmetykach: atrakcyjny rynek, trudna komercjalizacja
Trzeba jednak pamiętać, że rynek kosmetyczny jest bardzo zróżnicowany, a dotarcie do klientów może być trudne. Przykładowo gabinety medycyny estetycznej poszukują nowości i oferują wysokie marże, ale jest to bardzo rozproszony rynek – oznacza duży wysiłek sprzedażowy i marketingowy. Kosmetyki apteczne to z kolei atrakcyjny, ale trudniejszy kanał wejścia, ze względu na konieczność uzyskania odpowiednich certyfikacji. Jeszcze inaczej wygląda sprzedaż bezpośrednio konsumentom.
W przypadku Science4Beauty istotne jest to, że spółka ma już za sobą pierwsze dystrybucje i sprzedaż. Z perspektywy inwestora zmniejsza to część ryzyka związanego z wejsciem produktu na rynek. Nadal pozostaje jednak kwestia skalowania sprzedaży.
Kluczem jest dobry produkt, niemniej takie projekty są kapitałochłonne – trzeba finansować zarówno rozwój i produkcję, jak i marketing oraz sprzedaż. Dodatkowym wyzwaniem dla startupów produkcyjnych jest kapitał obrotowy. Koszty produkcji pojawiają się wcześniej niż płatności od klientów, a dostęp do kredytu obrotowego jest ograniczony.
Dlatego dla inwestora wczesnego etapu spółka produkcyjna jest stosunkowo trudnym projektem. Kluczowe jest więc znalezienie równowagi między potencjałem samego produktu a kosztami jego komercjalizacji i skalowania sprzedaży.
Z laboratorium na większą skalę
Obecne maksymalne możliwości produkcyjne spółki pozwalają na wytwarzanie kilku tysięcy 50-mililitrowych słoiczków kremu miesięcznie. Science4Beauty korzysta również ze wsparcia zewnętrznego laboratorium, które może wesprzeć produkcję, zwiększając ją dziesięciokrotnie.
Dotychczas spółka nie inwestowała w marketing, nie mając odpowiedniego zaplecza finansowego. To ma się zmienić po rundzie inwestycyjnej.
– Na rundę inwestycyjną zdecydowałyśmy się po to, by uruchomić sprzedaż na większą skalę – mówi Magdalena Janczewska.
Technologia ma być przewagą
Anna Mazurkiewicz-Pisarek twierdzi, że teoretycznie można uznać, że spółka konkuruje o klienta z markami profesjonalnych kosmeceutyków, takimi jak SkinCeuticals, Biologique Recherche, ZO Skin, U Beauty, Noon Aesthetics, Omorovicza czy Augustinus Bader.
– W praktyce tworzymy jednak własną niszę, bazując na unikatowych cechach, skuteczności oraz sposobie wytwarzania naszej cząsteczki. Większość konkurencyjnych firm tworzy produkty na bazie składników aktywnych dostępnych na rynku i pozyskiwanych od zewnętrznych dostawców. W Science4Beauty samodzielnie projektujemy i wytwarzamy własne, autorskie cząsteczki bioaktywne, korzystając z kompetencji i aparatury zwykle używanej do odkrywania nowych leków – mówi.
Podkreśla, że przewagą spółki jest przede wszystkim technologia, własność intelektualna, argumenty naukowe wspierające jej przekazy marketingowe i zaplecze badawczo-rozwojowe.
Inwestorzy właśnie w tym dostrzegli komercyjny potencjał.
- Pieniądze dostarczone Science4Beauty przez fundusze VC będą przeznaczone w zasadzie wyłącznie na komercjalizację produktu, zakładającą rozbudowę sieci dystrybucji zarówno w Polsce, jak i za granicą. Wysoko oceniamy atrakcyjność aktualnej linii produktowej spółki, a także opracowanej platformy badawczo-rozwojowej, pozwalającej na tworzenie kolejnych unikatowych produktów dla dermatologii i zaawansowanej pielęgnacji skóry. Przewidujemy, że po zbudowaniu struktur sprzedażowych B2B i B2C oraz zwiększeniu nakładów na marketing, przychody spółki wzrosną wielokrotnie, a my będziemy w stanie osiągnąć oczekiwaną stopę zwrotu z inwestycji – wyjaśnia Tomasz Pasiewicz, partner zarządzający 4growth VC.
Zdaniem inwestora (nie jest zaangażowany w omawiany projekt)
Biotech potrzebuje większego kapitału i cierpliwości inwestorów
Ekspansja zagraniczna ma przyspieszyć
Spółka jest obecna na rynkach zagranicznych od 2025 roku i – jak mówi zespół – dostrzega tam dobre przyjęcie swoich produktów.
– Jesteśmy na razie w pojedynczych, ale bardzo rozpoznawalnych klinikach i butikach w Niemczech. Produkty są dostępne w Hiszpanii, Holandii i Wielkiej Brytanii – mówi Magdalena Janczewska.
Wzmocnienie ekspansji zagranicznej to plan na lata 2026–2027.
Kapitał pozyskany od inwestorów ma zostać przeznaczony także na rozwój produktów, tworzenie nowych linii kosmetycznych oraz rozwój firmy jako organizacji.
Zdaniem eksperta
Biotechnologia jest przyszłością kosmetyków
Polski sektor od wejścia do UE przeszedł ogromną transformację. Jesteśmy piątym rynkiem kosmetycznym w UE, a najpewniej w tym roku zostaniemy ósmym eksporterem kosmetyków na świecie, wobec dziewiątego miejsca rok wcześniej. W ostatnich latach polski rynek rósł nawet o 16 proc. rok do roku.
Rozwój sektora hamują jednak coraz bardziej restrykcyjne regulacje unijne. Problemem nie jest samo ich spełnianie, lecz liczba i tempo zmian. Dotyczy to m.in. składników – ich wycofywanie lub klasyfikowanie do wyższych klas zagrożeń wymusza reformulację produktów i ogranicza możliwości pracy nad nowymi rozwiązaniami. Brak nowych metod prowadzenia badań nad toksycznością substancji po wprowadzeniu zakazu testów na zwierzętach sprawia jednocześnie, że rozszerzanie listy składników o zupełnie nowe, bezpieczne substancje, niewykorzystywane wcześniej w innych sektorach, jest w Europie w praktyce niemożliwe.
W tej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera biotechnologia. Umożliwia screening substancji, badanie ich aktywności i potencjału oddziaływania na mechanizmy starzenia się skóry oraz poszukiwanie synergii między składnikami, których połączenie może dawać inny efekt niż ich działanie osobno.
Dlatego szukamy nowych zastosowań dla już przebadanych substancji oraz alternatywnych metod badań. Korzystamy przy tym z rozwiązań rozwijanych w farmacji, medycynie i branży spożywczej oraz z najnowszych doniesień naukowych. Dziś to właśnie na styku tych obszarów szukamy substancji, które mogą znaleźć zastosowanie w przemyśle kosmetycznym.
Główne wnioski
- Science4Beauty próbuje przełożyć własną technologię biotechnologiczną na skalowalny biznes kosmetyczny. Spółka ma już pierwszą linię produktów dystrybuowaną na kilku rynkach zagranicznych. Pozyskane 7 mln zł od funduszy i aniołów biznesu ma przede wszystkim umożliwić zwiększenie skali sprzedaży, rozwój dystrybucji i dalszą pracę nad produktami.
- Potencjał technologii Science4Beauty wykracza poza jeden produkt przeciwzmarszczkowy.
Wykorzystywana przez spółkę konotoksyna może mieć także zastosowanie w regulacji wydzielania sebum, zmniejszaniu zaczerwienień i przebarwień, a zespół zaobserwował również jej działanie przy bliznach po blefaroplastyce. Science4Beauty chce badać kolejne toksyny pod kątem ich wykorzystania w kosmetyce, dermatologii i zaawansowanej pielęgnacji skóry. - Największym wyzwaniem jest teraz komercjalizacja i skalowanie biznesu. Technologia i produkt są już na rynku, ale dalszy wzrost wymaga inwestycji w marketing, sprzedaż, dystrybucję, rozwój nowych produktów oraz zwiększenie mocy produkcyjnych. Inwestorzy zakładają, że rozbudowanie kanałów B2B i B2C oraz zwiększenie nakładów na marketing pozwoli spółce wielokrotnie zwiększyć przychody.