Królestwo tkanin. Alicja Wyszogrodzka, czyli kobieta, która zaprojektowała PRL
Wystawa w Muzeum Miasta Gdyni to wydarzenie, które trzeba nie tylko zobaczyć, ale przeżyć. Bo dostajemy nie tylko przegląd wzorów, ale materialną lekcję naszej kultury wizualnej, opowieść o tym, jak wzornictwo codzienności potrafiło wpływać na życie społeczne i estetyczne Polaków w drugiej połowie XX wieku.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Alicja Wyszogrodzka była jedną z najbardziej nowatorskich projektantek tkanin w PRL-u.
- Na czym polega fenomen gdyńskiego cyklu „Polskie projekty, polscy projektanci”.
- Skąd bierze się współczesny powrót mody na wzornictwo PRL-u.
Alicja Wyszogrodzka (ur. w 1928 roku), projektantka, ilustratorka i badaczka, przez dziesięciolecia tworzyła tkaniny, które przenikały w codzienność. To zasłony i obrusy, sukienki czy dziecięce chusteczki do nosa. Jej wzory charakteryzowały się nie tylko ogromną ekspresją kolorów i abstrakcyjnych form. Wyróżniała je także inteligencja struktury i funkcji. Były jednocześnie dekoracyjne i pragmatyczne, radosne i użyteczne. I choć Alicja Wyszogrodzka była jedną z najważniejszych projektantek tkanin w PRL-u, to redukowanie jej do tej etykiety byłoby zbyt wygodne. Projektowała sposób patrzenia. Jej tkaniny były laboratorium koloru i formy. Tworzyła kompozycje abstrakcyjne, geometryczne, czasem organiczne, ale za to zawsze zmysłowe.

Analityczka trendów
W jej projektach najważniejsza jest otwartość na świat. Wyszogrodzka nie pracowała w izolacji, a jej prace powstawały w dialogu z międzynarodowymi modami. Już jako – jak byśmy dziś powiedzieli – analityczka trendów w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego oraz w Centralnym Biurze Wzornictwa Przemysłu Lekkiego bywała na targach w Budapeszcie, Pradze, Mediolanie czy Frankfurcie. Znała więc rozwiązania i estetykę Zachodu i Wschodu. Swoje obserwacje potrafiła przekuć we wzory, które z powodzeniem eksportowano poza granice Polski. Nowatorstwo jej prac polegało więc nie tylko na odwadze zestawień barwnych czy rytmicznej kompozycji. Prace powstawały w dialogu z międzynarodowym obiegiem wzornictwa. To dlatego, gdy w przestrzeni gdyńskiego muzeum widzimy jej wydrukowane tkaniny, nie ma mowy o poczuciu prowincji wobec Zachodu. To raczej konfrontacja, która pokazuje, że polski design w epoce PRL miał poziom równy najbardziej nowoczesnemu na świecie.

Królestwo tkanin
Ekspozycja w Muzeum Miasta Gdyni buduje coś więcej niż narrację biograficzną. Skonstruowano tu bowiem istne „królestwo tkanin”. Nie muzealny magazyn, lecz przestrzeń doświadczenia. Materiały nie wiszą tu jak relikwie. One pracują w świetle, w ruchu, w relacji z widzem. To wystawa sensualna. Zmysłowa. Dotykowa (choć nie zawsze dosłownie). Kolor i kompozycje sprawiają wręcz, że mamy do czynienia z pulsowaniem przestrzeni.

A jednocześnie to wystawa niezwykle edukacyjna w najlepszym sensie tego słowa. Bez dydaktycznego tonu i nadmiaru tekstów na tablicach. Jest tyle, ile trzeba, żeby dostać porcję wiedzy. A do tego możliwość „składania” wzorów, zabawy modułem i powtórzeniem daje radość dzieciom i nie tylko. Dorośli nagle odkrywają, że projektowanie to nie jest tajemna wiedza, lecz proces logiczny i intuicyjny zarazem. Tu edukacja polega na rozumieniu, jak działa wzór. Jak z jednego motywu powstaje nieskończoność.
Odzyskana nowoczesność
Ta wystawa to kolejny dowód, że Gdynia z przypominania o tradycjach polskiego wzornictwa uczyniła swój znak rozpoznawczy. I robi to bez kompleksów, bez zadęcia, z wyczuciem estetycznym, które samo w sobie jest komunikatem. Cykl „Polskie projekty, polscy projektanci”, w ramach którego pokazywana jest Wyszogrodzka, to konsekwentna opowieść o twórcach, którzy kształtowali wizualność powojennej Polski. W jego ramach przypominano już m.in. Barbarę Hoff, Bogusławę i Czesława Kowalskich czy Karola Śliwkę. To nie są tylko wystawy nostalgiczne. To wystawy rewizyjne.
Wystawa Wyszogrodzkiej, jak cały zresztą cykl, znakomicie wpisuje się w falę powrotu designu z PRL-u. Widać to wyraźnie choćby na księgarskich półkach. Publikacje poświęcone takim postaciom jak Eleonora Plutyńska czy Wanda Telakowska nie są już niszowymi wydawnictwami dla kolekcjonerów. Stają się elementem głównego nurtu refleksji o polskiej kulturze wizualnej.
Widać to także na aukcjach. Meble z lat 60. i 70., projekty z okresu powojennego modernizmu, przedmioty, które jeszcze dekadę temu trafiały na śmietnik, dziś osiągają ceny, które każą zrewidować nasze myślenie o „szarej codzienności PRL-u”. Za projekty regałów Hałasu płaci się już nawet 20 tysięcy złotych. Przychodzi czas rozumienia, że powojenna estetyka była nie tylko funkcjonalna, ale często wyrafinowana. Że projektanci – w tym Wyszogrodzka – pracowali w napięciu między produkcją masową a ambicją artystyczną.
Wystawa w Gdyni pokazuje, że nowoczesność PRL-u nie była atrapą. Była projektem. Wyszogrodzka projektowała dla przemysłu, ale myślała kategoriami sztuki. Jej wzory nie były jedynie „ładne”. Były przemyślane, strukturalne, często zaskakująco śmiałe.
I może dlatego dziś, gdy tak chętnie wracamy do estetyki lat 60. i 70., nie jest to wyłącznie sentyment. To potrzeba kontaktu z projektowaniem, które miało ambicję kształtować wrażliwość zbiorową.
Wyszogrodzka pokazuje, że tkanina – coś z definicji miękkiego, codziennego, użytkowego – może być nośnikiem nowoczesności. I że nowoczesność nie musi być chłodna. Może być ciepła. Zmysłowa. Radosna. I jeśli ktoś jeszcze uważa, że PRL-owski design to jedynie estetyka niedoboru, wystawa Alicji Wyszogrodzkiej powinna rozwiać te wątpliwości raz na zawsze. Bo w tym „królestwie tkanin” nie ma biedy formy. Jest bogactwo myślenia.
Główne wnioski
- Alicja Wyszogrodzka, projektantka, ilustratorka i badaczka, od dziesięcioleci tworzyła tkaniny, które przenikały w codzienność – od zasłon i obrusów, przez sukienki, po dziecięce chusteczki do nosa. Jej wzory charakteryzowały się nie tylko ogromną ekspresją kolorów i abstrakcyjnych form.
- Wbrew powszechnemu przekonaniu, że czasy PRL i żelaznej kurtyny oddzielały polskie wzornictwo od zachodniego świata, jej projekty udowadniają, że designerzy tamtych czasów obserwowali mody na świecie. Sama Wyszogrodzka jako analityczka trendów w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego oraz w Centralnym Biurze Wzornictwa Przemysłu Lekkiego bywała na targach w Budapeszcie, Pradze, Mediolanie czy Frankfurcie. Znała rozwiązania i estetykę Zachodu i Wschodu. Swoje obserwacje potrafiła przekuć we wzory, które z powodzeniem eksportowano poza granice Polski.
- Wystawa Wyszogrodzkiej znakomicie wpisuje się w falę powrotu designu z PRL-u. Widać to wyraźnie choćby na księgarskich półkach. Publikacje poświęcone takim postaciom jak Eleonora Plutyńska czy Wanda Telakowska nie są już niszowymi wydawnictwami dla kolekcjonerów. Stają się elementem głównego nurtu refleksji o polskiej kulturze wizualnej. Widać to także na aukcjach. Meble z lat 60. i 70., projekty z okresu powojennego modernizmu, przedmioty, które jeszcze dekadę temu trafiały na śmietnik, dziś osiągają ceny, które każą zrewidować nasze myślenie o „szarej codzienności PRL-u”. Za projekty regałów Rajmunda Hałasu dziś już płaci się nawet 20 tysięcy złotych.