Które humanoidy górą? Japonia kusi technologią, Chiny masowością
Czy w robotyce humanoidalnej powtarza się właśnie scenariusz z rynku smartfonów i aut elektrycznych? Japończycy dopieszczają technologię do perfekcji, podczas gdy Chiny zalewają rynek tanimi produktami, przejmując kontrolę nad łańcuchami dostaw.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Chiny zdominowały globalne łańcuchy dostaw robotyki humanoidalnej i jakie konsekwencje ma to dla japońskiego przemysłu.
- Na czym polega „syndrom Galapagos”, który trawi japońską innowacyjność i jak przejawia się w sektorze humanoidów.
- W jaki sposób władze w Pekinie stymulują rozwój swojej robotyki i dlaczego skala chińskich wdrożeń nie musi jednak gwarantować sukcesu w globalnej ekspansji.
Ponad ćwierć wieku temu Honda zaprezentowała ASIMO – chodzącego na dwóch nogach robota, który stał się symbolem futurystycznej precyzji japońskich inżynierów. 26 lat później, podczas Humanoids Summit Tokyo, inżynier tego koncernu Keisuke Tsuta zademonstrował zmotoryzowaną, czteropalcową robotyczną dłoń, zdolną do nawlekania igły i dokręcania miniaturowych śrubek. Z opanowaniem przyznawał, że niemal identyczne dłonie stoją na stoiskach obok, tyle że zostały wyprodukowane w Chinach.
Spotkanie przedstawicieli branży odbyło się w japońskiej stolicy na przełomie maja i czerwca. Wśród uczestników były co prawda takie marki jak Boston Dynamics i Toyota Motor Corp., ale to chińskie startupy, Booster Robotics i LimX Dynamics, przyciągnęły największe tłumy.
Producenci zza Wielkiego Muru wzięli na warsztat technologie wcześniej opracowane w USA i Japonii, a następnie udoskonalili je pod kątem tańszej, masowej produkcji i praktycznych zastosowań. Nie był to „wypadek przy pracy”, a objaw głębszego procesu, który doświadczeni obserwatorzy japońskiego przemysłu rozpoznają aż nazbyt dobrze.
„Syndrom Galapagos”
Tim Hornyak, autor nieprzetłumaczonej dotąd na polski książki „Loving the Machine: The Art and Science of Japanese Robots”, użył w czasie tokijskich targów pojęcia „syndrom Galapagos”. Chodzi o zjawisko, w którym zaawansowane japońskie produkty ewoluują w izolacji i nigdy nie trafiają na międzynarodowy rynek. Jego ocena była bezlitosna: „Naprawdę mam nadzieję, że Japonia stworzy humanoidalny odpowiednik Forda T. Ale myślę, że Chiny sprzątnęły jej tę okazję sprzed nosa” – powiedział, cytowany przez agencję Associated Press. Jego zdaniem japońscy producenci robią trochę za mało i trochę za późno.
Termin „syndrom Galapagos” wymyślił Takeshi Natsuno, przedsiębiorca, naukowiec i były dyrektor ds. strategii w telekomie NTT Docomo. Natsuno użył tego terminu, aby wyjaśnić, dlaczego japońskie telefony komórkowe z początku lat dwutysięcznych (tzw. gara-kei), choć technologicznie wyprzedzały resztę świata o wiele lat, poniosły klęskę na rynku międzynarodowym. Producenci byli zbyt skupieni na specyficznych oczekiwaniach mieszkańców i operatorów z Kraju Kwitnącej Wiśni i przegrali konkurencję z gigantami z USA i Korei Południowej. Także w innych dziedzinach, takich jak elektronika użytkowa i samochody elektryczne, Japonia budowała technologiczne fundamenty, ale zawsze traciła przewagę na rzecz producentów potrafiących szybko i tanio skalować produkcję.
Producenci zza Wielkiego Muru wzięli na warsztat technologie wcześniej opracowane w USA i Japonii, a następnie udoskonalili je pod kątem tańszej, masowej produkcji i praktycznych zastosowań.
Scenariusz powtarza się w robotyce humanoidalnej. Japońscy producenci początkowo prowadzili w wyścigu, ale teraz nie znajdują dla swoich wynalazków masowych, komercyjnych rozwiązań.
Hongkońska firma analityczna Counterpoint Research podaje, że w 2025 r. chiński AgiBot odpowiadał za około 31 proc. globalnych wdrożeń humanoidów. Jego główny rywal, również chiński Unitree – za kolejne 27 proc. W sumie pięć czołowych firm kontrolowało około 73 proc. rynku. Cztery z tej piątki to przedsiębiorstwa z Państwa Środka. Jedyną niechińską spółką znajdującą się blisko szczytu rankingu jest amerykańska Tesla.
Cena czyni różnicę
Konkretny przykład z tokijskiego szczytu pokazuje dynamikę rynku lepiej niż jakiekolwiek dane. Mini Pi Plus, humanoid firmy HighTorque z Kantonu, w czasie pokazu tańczył i machał do zwiedzających. Maszyna nie umie jeszcze pracować przy linii montażowej ani wykonywać prac domowych, ale kosztuje około 5,5 tys. dolarów. Konstruktorzy Mini Pi Plus podkreślają, że służy jako przystępna cenowo platforma programistyczna do badań nad ucieleśnioną sztuczną inteligencją (Embodied AI), biomechaniką ruchu oraz autonomiczną nawigacją. Mówiąc prościej, robot ma umożliwić uczenie sztucznej inteligencji, jak sterować fizycznym ciałem. Zachodnie humanoidy o podobnych możliwościach kosztowały dotychczas dziesiątki tysięcy dolarów.
Chińskie firmy mogą oferować produkty poniżej psychologicznego progu cenowego między innymi dzięki logistyce. W regionie Delty Jangcy swoje zakłady mają producenci silników, przekładni, sensorów i układów sterowania. Wszystkie w promieniu kilku godzin jazdy samochodem. Według ubiegłorocznej analizy banku inwestycyjnego Morgan Stanley, Chińczycy kontrolują około 70 proc. globalnych łańcuchów dostaw komponentów do robotów humanoidalnych.
Symbolem tej dominacji jest tokijska firma GMO AIR, pracująca nad humanoidem z kamerami zamiast oczu, który ma wspomagać obsługę cargo dla linii Japan Airlines. Choć prototyp został zaprojektowany i zbudowany w Japonii, to opiera się w większości na chińskich komponentach.

Pekin architektem rynku
Za chińskim sukcesem stoi nie tylko wolny rynek i prywatne przedsiębiorstwa, ale także centralna polityka przemysłowa państwa. Pekin utworzył fundusz o wartości 1,4 mld dolarów przeznaczony na rozwój robotyki. Ministerstwo Przemysłu i Informatyzacji wraz z pięcioma innymi resortami opublikowało w 2025 r. plan stymulacji robotyki humanoidalnej. Zakłada on wprowadzenie do użytku 100 tys. jednostek w ciągu dwóch lat. Władze niektórych prowincji oferują dopłaty do badań i rozwoju pokrywające do 30 proc. kosztów projektów.
Do połowy stulecia na świecie może działać około miliarda robotów humanoidalnych, a rynek osiągnąć wartość 5 bln dolarów.
Efekty widać w danych produkcyjnych: tylko w pierwszym trzech kwartałach 2025 r. w Chinach zrealizowano 610 transakcji inwestycyjnych w branży robotycznej. Taki wynik oznacza niemal trzykrotny wzrost wartości kapitału w porównaniu z rokiem 2024 i dowodzi, że chiński boom robotyczny stał się rzeczywistością. W tym roku koncern BYD planuje wyprodukować 20 tys. humanoidów. AgiBot zakłada osiągnięcie podobnego pułapu.
W 2025 r. globalny rynek robotyki humanoidalnej wyceniany był na prawie 5 mld dolarów. Goldman Sachs Research prognozuje, że do 2035 r. sektor może urosnąć ponad sześciokrotnie – i są to jedne z ostrożniejszych szacunków. W maju Morgan Stanley przewidywał, że do połowy stulecia na świecie będzie działało około miliarda robotów humanoidalnych, a rynek osiągnie wartość 5 bln dolarów.
Japonia: jakość bez skali
Japońscy inżynierowie nie rezygnują ze swojego kawałka tortu. Keisuke Tsuta z Hondy podkreślał, że roboty jego firmy są trwalsze i lepiej wykonane, niż oferta konkurencji. Jego zdaniem Japończycy historycznie dowiedli zdolności do tworzenia masowych produktów wysokiej jakości.
Cytowany przez AP profesor Hiroshi Ishiguro z Uniwersytetu w Osace, pionier robotyki androidalnej, wskazuje z kolei na argument kulturowy: „Jeśli naprawdę mamy zacząć używać robotów w społeczeństwie, Japonia jest do tego idealnym miejscem”. Jak podkreślił, jego rodacy „nie dyskryminują robotów”.
Japońskim producentom często łatwiej budować rozwiązania na bazie sprzętowej sąsiadów, dodając rodzime oprogramowanie i know-how.
Globalne niedobory siły roboczej to strukturalny problem, z którym już dziś mierzy się wiele najbardziej rozwiniętych krajów, od Europy po Azję Wschodnią. Liczba mieszkańców Japonii w wieku produkcyjnym od ponad dwóch dekad stale się kurczy. Pytanie jednak, czy firmy z Kraju Kwitnącej Wiśni zdołają wypełnić popyt na robotyczne pomoce domowe czy opiekunów starszych osób własnymi produktami, czy sięgną po rozwiązania z Chin. Niewykluczone też, że niektórzy producenci obronią swoją pozycję rzemiosłem najwyższej próby.
Na grudniowej wystawie IREX 2025 w japońskiej stolicy Chińczycy zdominowali nie tylko stoiska z humanoidami, ale także sekcję komponentów. Prezentowali reduktory (pełniące role „mięśni” robotów), napędy elektryczne i systemy wizyjne. Japońskim producentom często łatwiej budować rozwiązania na bazie sprzętowej sąsiadów, dodając rodzime oprogramowanie i know-how.
Ograniczenia technologiczne i eksportowe
Autorzy raportu Międzynarodowej Federacji Robotyki z 2025 r. uważają, że humanoidy nie staną się uniwersalnymi pomocnikami domowymi ani w bliskiej ani w średniej (dziesięcioletniej) perspektywie. Przyczyny są zarówno technologiczne, jak i rynkowe. Wśród wyzwań są choćby krótki czas pracy baterii, brak standaryzacji urządzeń i bezpieczeństwo interakcji z ludźmi w nieprzewidywalnym środowisku. Pojawiają się też pytania zahaczające o kwestie etyczne: na przykład jaką autonomię decyzyjną należałoby przyznać takim robotom.
Analitycy podkreślają też, że dominacja Państwa Środka w dziedzinie wdrożeń w dużym stopniu wynika ze specyfiki ich ogromnego rynku. W kraju zamieszkałym przez 1,4 mld ludzi realizuje się programy pilotażowe na skalę niemożliwą do osiągnięcia ani w Japonii, ani na Zachodzie.
Czy ta skala musi jednak oznaczać globalną ekspansję? Spory o rynek aut elektrycznych pokazują, że chińskie firmy mogą mieć w tej dziedzinie pod górkę. Wiele będzie zależało od regulacji eksportowych i ograniczeń technologicznych, jakie mogą nałożyć Europa, Stany Zjednoczone i inni globalni gracze. Scenariusz, w którym inne kraje obawiają się dominacji produktów „Made in China” to przecież nie science-fiction.
Główne wnioski
- Chiński model „najpierw skala, potem doskonałość” już działa w dziedzinie robotów humanoidalnych. Cztery z pięciu przodujących globalnie firm, które wytwarzają humanoidy to chińskie przedsiębiorstwa. Łącznie kontrolują ponad dwie trzecie globalnych wdrożeń w 2025 r. Rząd w Pekinie wspiera sektor bezpośrednimi dopłatami i polityką przemysłową, a Delta Jangcy zapewnia pionowo zintegrowane łańcuchy dostaw, które obniżają koszty produkcji. Roboty z Chin są dziś tańsze i bardziej dostępne niż ich japońskie odpowiedniki, choć niekoniecznie dorównują im pod względem precyzji i trwałości.
- Japonia stoi przed ryzykiem powtórzenia scenariusza z rynku elektroniki oraz EV. Mowa tu o „syndromie Galapagos”, tworzeniu innowacyjnych rozwiązań w izolacji, bez ekspansji zagranicznej. To strukturalny problemem japońskiego przemysłu hi-tech.
- Globalny rynek robotów androidalnych wciąż jest na etapie formowania. Ma potencjał wzrostu z 5 do 38 mld dolarów do 2035 r. Ten, kto kontroluje łańcuchy dostaw i platformy wdrożeniowe dziś, będzie dyktować warunki jutro. Globalną ekspansję chińskich producentów mogą jednak utrudnić ograniczenia nałożone przez rządy innych państw.
