Lustrzane odbicie afery wokół oficjalnych strojów polskich olimpijczyków
Tegoroczne igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie zaczęły się – jak wiadomo – od afery wokół strojów. Już podczas ceremonii otwarcia Polacy pytali, dlaczego ich reprezentacja nie występuje w ubiorach rodzimej marki. W tym samym czasie po drugiej stronie Tatr dziwiono się, że narodowa kadra paraduje w kolekcji zaprojektowanej i uszytej przez firmę z Polski, a nie ze Słowacji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego stroje słowackich sportowców przygotowane na tegoroczne igrzyska we Włoszech wzbudziły kontrowersje i reakcje polityków.
- Jak w opinii krytyków powinien postąpić Słowacki Komitet Olimpijski i Sportowy.
- Od kiedy olimpijczycy ze Słowacji współpracują z polską marką 4F i jakie argumenty przemawiają za tym wyborem.
Polscy sportowcy podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie i Cortinie zaprezentowali się w szaro-białych płaszczach z logotypem Adidasa. Powiedzieć, że te stroje nie wyróżniały się niczym szczególnym, to nic nie powiedzieć. Niemal identyczne miała bowiem reprezentacja Albanii, a bardzo podobne – ekipa Węgier. W efekcie, w zestawieniu ze sportowcami z wielu innych krajów, których stroje zgrabnie nawiązywały do narodowej tradycji i kultury, Polacy wypadli nijako, czy – nomen omen – blado.
Wybór gotowego projektu z katalogu wzbudził sporo wątpliwości i negatywnych emocji. Natychmiast pojawiły się też pytania, dlaczego naszych olimpijczyków nie ubrał żaden polski producent, np. OTCF – właściciel marki 4F, który przecież wcześniej, do 2023 r., współpracował z Polskim Komitetem Olimpijskim (PKOl). W strojach z logo 4F przygotowanych bez wątpienia na konkretne zamówienie, wystąpiło zresztą podczas ceremonii otwarcia sześć innych reprezentacji.

Bez słowackiego designu
Okazuje się, że właśnie na tej kanwie, za naszą południową granicą, wybuchła afera będąca lustrzanym odbiciem tej polskiej. „Dlaczego nasi olimpijczycy wystąpili w strojach polskiej, a nie rodzimej marki?” – zastanawiają się Słowacy. Precyzyjniej pytają o to parlamentarzyści opozycyjnej Postępowej Słowacji (Progresívne Slovensko, PS). Winą obarczają Słowacki Komitet Olimpijski i Sportowy (SOŠV).
– Dysponuje największymi środkami publicznymi w historii. Miał szansę pokazać potencjał kraju nie tylko na stadionach, ale i w pracowniach projektowych. Tymczasem zamówienie trafiło do Polski. Nie mamy więc słowackiego designu ani stojącej za nim opowieści. (…) Dobry projekt to nie luksus. Daje natomiast pracę artystom, grafikom, technikom, szwaczkom i pieniądze dla słowackich firm i regionów – mówiła posłanka Dana Kleinert, z zawodu projektantka.
– Słowacką ekipę ubrała polska firma, która nie szyje strojów na Słowacji, nie używa miejscowych materiałów ani nie zatrudnia lokalnych warsztatów – dodał jej partyjny kolega Michal Sabo.
Dobry czeski przykład
Opinie internautów na temat strojów słowackich olimpijczyków są – jak łatwo się domyślić – skrajnie różne. Katarína Holubová z Bratysławy pisze: „...bez gustu, bez wyobraźni, bez kreatywności, obrzydliwy jaskrawoniebieski kolor, jakby ktoś chciał nawiązać do barw narodowych, co niestety się nie udało”. Andreas Hof z miasta Nowe Zamki komentuje: „Polskie produkty są bardzo dobrej jakości”.
Zdaniem przedstawicieli PS należało się jednak wzorować na Czechach. Tamtejsza reprezentacja wystąpiła bowiem na otwarciu igrzysk w strojach rodzimej marki. „Projekt stworzył czeski projektant, grafiki przygotował czeski artysta, a zyski ze sprzedaży kolekcji zostają w kraju” – wylicza Michal Sabo.
Sprawdzony polski partner
Rzecznik SOŠV Peter Pašuth tłumaczy, że współpraca z polską firmą OTCF ma długą historię i dobrze się sprawdza.
– Z marką 4F łączy nas ponadstandardowe partnerstwo. Produkty przygotowane dla reprezentacji olimpijskiej spełniają najwyższe standardy jakości – przekonuje rzecznik.
Ta współpraca faktycznie trwa już siedem lat.
– Przygotowaliśmy kolekcję, która odpowiada potrzebom olimpijczyków i ich trenerów. Jestem dumny z tego projektu i mam nadzieję, że ubrania przypadną do gustu nie tylko sportowcom, ale także ich kibicom – mówił w 2019 r., przy okazji podpisania umowy z SOŠV, Igor Klaja, prezes OTCF.
Polska firma ubierała słowackich olimpijczyków na cztery kolejne igrzyska: Tokio 2020, Pekin 2022, Paryż 2024 i obecne. Przygotowała dla nich także stroje m.in. na Europejskie Festiwale Olimpijskie Młodzieży, Igrzyska Olimpijskie Młodzieży i Igrzyska Europejskie.
I tu warto zacytować vox populi. „Jak to sobie wyobrażają posłowie PS? To tak nie działa, że jednego dnia mam tego dostawcę odzieży, a następnego dnia innego, bo bardziej go lubię. Tu decydują zobowiązania umowne! A marka 4F ma długoterminowy kontrakt ze SOŠV” – pisze internauta podpisujący się Pravdivo a férovo (czyli Prawdziwie i uczciwie).
Potencjalni słowaccy konkurenci
Powód, dla którego słowacka ekipa nie pojawiła się na ceremonii otwarcia igrzysk w strojach rodzimej marki, może być bardzo prozaiczny. Relacjonujący aferę opiniotwórczy słowacki dziennik „SME” pisze o tym już w tytule swojego tekstu: „Dlaczego olimpijczycy noszą polską markę? Na Słowacji prawie nikt już nie szyje”.
Nie trudno się domyślić, że i to stwierdzenie nie spodobało się części internautów. W ich komentarzach pojawiły się więc nazwy słowackich producentów odzieży. Inni zaraz jednak zakwestionowali te wyliczanki, argumentując, że części tych firm już na rynku nie ma.
Główne wnioski
- Dwie afery o stroje olimpijczyków. W Polsce emocje wzbudziło to, że nasi sportowcy wystąpili na uroczystości otwarcia zimowych igrzysk w ubraniach niepolskiej produkcji. Na Słowacji – to, że ich ekipa ma stroje uszyte właśnie przez polską firmę, właściciela marki 4F.
- Krytyka Słowackiego Komitetu Olimpijskiego i Sportowego (SOŠV). Oburzeni wyborem dostawcy strojów są parlamentarzyści z opozycyjnej partii Postępowa Słowacja. Dowodzą, że przez to kraj został pozbawiony możliwości zaprezentowania rodzimego designu oraz promocji kultury narodowej na arenie międzynarodowej.
- Długoterminowa współpraca z marką 4F. Tymczasem współpraca SOŠV z polskim producentem odzieży sportowej trwa już siedem lat i bardzo dobrze się sprawdza. Zleceniodawca docenia te ubiory. Problemem może być także to, że – jak pisze dziennik „SME” – na Słowacji prawie nie ma już firm zajmujących się tego typu produkcją.