Kategorie artykułu: Polityka Świat

Macron chce tzw. celnej bazooki na Trumpa. Trump odpowiada winem

Wojna handlowa wraca do Europy, a jej epicentrum coraz wyraźniej przesuwa się w stronę Paryża. Emmanuel Macron wyrasta na najbardziej konfrontacyjnego europejskiego lidera wobec Donalda Trumpa, forsując użycie unijnej tzw. celnej bazooki w odpowiedzi na amerykańskie groźby. Trump nie pozostaje dłużny: na stole leży zapowiedź 200-procentowych ceł na francuskie wina i szampany. Co Francuzi tak naprawdę myślą o USA i czy obejdą się bez Netflixa, Amazon Prime i gazu LNG z USA?

Prezydent Francji Emmanuel Macron i prezydent USA Donald Trump
Od pokoju do konfliktu: Emmanule Macron, prezydent Francji i Donald Trump, prezydent USA, w ostatnich miesiącach rozmawiali wielokrotnie o tym, jak osiągnąć pokój w Ukrainie czy Strefie Gazy. Teraz ich relacje weszły w fazę konfliktu. Fot. EPA/YOAN VALAT / POOL Dostawca: PAP/EPA.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Na czym polega spór Donalda Trumpa i Emmanuela Macrona.
  2. Co Francuzi myślą obecnie o USA. 
  3. Na czym polega tzw. celna bazooka UE. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

To już nie jest klasyczny spór handlowy. To test siły między sojusznikami, który dotyka bezpieczeństwa, energii, technologii i samego sensu strategicznej autonomii Europy. Francja przyjmuje najtwardszą linię wobec Waszyngtonu od dekad.

Na forum ekonomicznym w Davos prezydent Macron oskarżył Waszyngton o „dążenie do osłabienia Europy” po tym, jak Donald Trump zagroził nałożeniem nowych ceł na każde państwo wspierające Grenlandię w walce o status quo.

Prezydent Francji mówił o rozwoju Europejskiej Unii Rynków Kapitałowych, aby umożliwić Europejczykom inwestowanie większej części swoich oszczędności w innowacje w Europie.

– Mamy oszczędności w Europie, większe niż w Stanach Zjednoczonych, ale zbyt wiele z nich jest inwestowanych poza Unią – podkreślił Macron, apelując również o uproszczenie przepisów i wzmocnienie jednolitego rynku.

Eskalacja zamiast dialogu 

Iskrą zapalną było odrzucenie przez Paryż amerykańskiej propozycji dołączenia do tworzonej przez Trumpa „Rady Pokoju” – inicjatywy postrzeganej w Europie jako próba obejścia ONZ. W odpowiedzi prezydent USA sięgnął po sprawdzony instrument nacisku: cła.

Zapowiedź uderza w sektor symboliczny i politycznie wrażliwy. Stany Zjednoczone są największym rynkiem eksportowym dla francuskich win i alkoholi, odpowiadając za około jedną czwartą sprzedaży zagranicznej tej branży. Dla Paryża to sygnał, że Trump traktuje handel jako narzędzie geopolitycznego przymusu.

Francja naciska, Europa się waha

Macron od dawna argumentuje, że Unia Europejska musi nauczyć się odpowiadać siłą na siłę. Teraz wprost domaga się uruchomienia unijnego Instrumentu Przeciwdziałania Przymusowi (Anti-Coercion Instrument) – mechanizmu, który pozwala UE uderzać nie tylko cłami, lecz także ograniczeniami w dostępie do rynku, zamówień publicznych czy usług.

Problem polega na tym, że Francja jest w tej sprawie najbardziej radykalna. Berlin, Rzym czy Haga obawiają się niekontrolowanej spirali eskalacji z Waszyngtonem. W Brukseli mówi się wprost: Paryż chce odstraszania, inni woleliby kupić czas. W Davos Ursula von der Leyen zapowiedziała jednak, że będzie „stanowcza, zdecydowana odpowiedź UE na groźby Trumpa”.

Warto wiedzieć

Czym jest unijna tzw. celna bazooka?

Instrument Przeciwdziałania Przymusowi (Anti-Coercion Instrument, ACI) to najpotężniejsze narzędzie handlowe, jakim dysponuje Unia Europejska – zaprojektowane z myślą o państwach takich jak Chiny czy Rosja, a nie o tradycyjnych sojusznikach.

Mechanizm pozwala UE reagować, gdy państwo trzecie używa środków gospodarczych, by wymusić decyzje polityczne lub geopolityczne. W praktyce Bruksela może:

  • nakładać lub podnosić cła na towary,
  • ograniczać handel usługami,
  • blokować dostęp do unijnych zamówień publicznych,
  • nakładać restrykcje na inwestycje zagraniczne,
  • ingerować w ochronę własności intelektualnej,
  • a nawet ograniczać dostęp do rynku finansowego UE.

Instrument nigdy dotąd nie został użyty. Jego uruchomienie wymaga zgody większości państw członkowskich i oznaczałoby bezprecedensowy krok: formalne uznanie, że Stany Zjednoczone stosują wobec UE presję o charakterze wrogim.

Francja jest głównym promotorem jego użycia. Niemcy i kilka innych krajów obawiają się, że sięgnięcie po „bazookę” doprowadziłoby do trwałego pęknięcia relacji transatlantyckich.

KE

Co Francuzi naprawdę myślą dziś o Stanach Zjednoczonych

Nastroje społeczne we Francji wyraźnie przesuwają się w stronę nieufności wobec Stanów Zjednoczonych – i nie jest to już wyłącznie domena skrajnej lewicy czy antyglobalistów. Sondaż Ifop opublikowany 20 stycznia 2026 r. pokazuje głęboką erozję zaufania do USA, niespotykaną od czasu wojny w Iraku.

Najważniejsze wnioski z badania:

  • Blisko połowa Francuzów uważa, że Stany Zjednoczone mogą w nadchodzących latach stanowić zagrożenie militarne dla Francji.
  • USA znalazły się w ścisłej czołówce państw postrzeganych jako potencjalne zagrożenie, obok Rosji, Chin, Iranu i Korei Północnej – co jeszcze kilka lat temu było politycznie nie do pomyślenia.
  • 42 proc. respondentów określa dziś Stany Zjednoczone jako kraj wrogi, podczas gdy wiosną 2025 r. odsetek ten wynosił około 30 proc.
  • Tylko około jednej czwartej badanych postrzega USA jako sojusznika, a reszta określa je jako państwo neutralne lub nieprzyjazne.

Młodzi i centrum coraz bardziej sceptyczni

Na szczególną uwagę zasługuje struktura demograficzna odpowiedzi. Najbardziej krytyczni wobec USA są Francuzi poniżej 35 roku życia, wśród których wyraźna większość deklaruje brak zaufania do amerykańskiej polityki zagranicznej. To pokolenie, dla którego Stany Zjednoczone nie są już gwarantem stabilności, lecz aktorem destabilizującym porządek międzynarodowy.

Co istotne, sceptycyzm wobec Waszyngtonu przestał być wyłącznie zjawiskiem ideologicznym. O ile najsilniej widoczny jest w elektoracie lewicy, to coraz częściej pojawia się także wśród wyborców centrowych i umiarkowanie konserwatywnych – grup tradycyjnie przywiązanych do relacji transatlantyckich.

Grenlandia jako punkt przełomowy

Badanie Ifop pokazuje również, jak silnie na postrzeganie USA wpłynęły ostatnie napięcia wokół Grenlandii. W hipotetycznym scenariuszu przejęcia kontroli nad wyspą przez Stany Zjednoczone:

  • zdecydowana większość Francuzów popierałaby bojkot amerykańskich produktów,
  • podobny odsetek opowiadałby się za zawieszeniem zakupów amerykańskiego sprzętu wojskowego,
  • a także za wprowadzeniem wysokich ceł na towary z USA.

Jednocześnie rosnące poparcie zyskuje idea w pełni niezależnej europejskiej obrony, nawet kosztem osłabienia więzi z NATO.

Antyamerykańskie nastroje mają również wymiar bardzo praktyczny. We francuskiej debacie publicznej coraz częściej pojawiają się pytania o: technologiczną zależność od amerykańskich platform cyfrowych, suwerenność wojskową, skoro nowoczesne systemy uzbrojenia są trwale połączone z amerykańską infrastrukturą oraz energetyczne uzależnienie Europy od dostaw LNG z USA.

Dla Emmanuela Macrona te dane stanowią istotne polityczne zaplecze. Pokazują, że twarda linia wobec Waszyngtonu nie wyprzedza już opinii publicznej – lecz coraz częściej za nią podąża.

Energia i bezpieczeństwo: europejska zależność w nowym świetle

Paradoksalnie spór z Trumpem toczy się w momencie, gdy Europa importuje już około jednej czwartej swojego gazu ze Stanów Zjednoczonych, a udział ten ma dalej rosnąć wraz z wygaszaniem importu z Rosji. USA stały się kluczowym dostawcą bezpieczeństwa energetycznego UE i jednocześnie partnerem coraz mniej przewidywalnym politycznie.

To wzmacnia argumenty Paryża, że obecny model relacji transatlantyckich jest strategicznie ryzykowny. Macron od miesięcy przekonuje, że Europa nie może być jednocześnie zależna energetycznie, militarnie i technologicznie od jednego państwa, które coraz częściej używa tych zależności jako dźwigni nacisku.

Stawka większa niż wino

Choć publicznie spór dotyczy win i ceł, w kuluarach Brukseli mówi się o czymś znacznie poważniejszym: czy Unia Europejska odważy się po raz pierwszy użyć swojego handlowego „arsenału” przeciwko Stanom Zjednoczonym – formalnie sojusznikowi, faktycznie coraz częściej rywalowi. Jeśli Macron postawi na swoim, Europa wkroczy na nieznane terytorium. Jeśli przegra, sygnał dla Waszyngtonu będzie jednoznaczny: presja działa. Jedno jest pewne – era automatycznej solidarności transatlantyckiej dobiega końca. A Emmanuel Macron chce być tym, który pierwszy naciśnie spust.

Główne wnioski

  1. Macron od dawna argumentuje, że Unia Europejska musi nauczyć się odpowiadać siłą na siłę. Teraz wprost domaga się uruchomienia unijnego Instrumentu Przeciwdziałania Przymusowi (Anti-Coercion Instrument). Prezydent Francji wyrasta na najbardziej konfrontacyjnego europejskiego lidera wobec Donalda Trumpa, forsując użycie unijnej tzw. celnej bazooki w odpowiedzi na amerykańskie groźby. Trump nie pozostaje dłużny: na stole leży zapowiedź 200-procentowych ceł na francuskie wina i szampany oraz 10 procentowe cła na produkty krajów UE, które wysłały swoich żołnierzy na Grenlandię
  2. Blisko połowa Francuzów uważa, że Stany Zjednoczone mogą w nadchodzących latach stanowić zagrożenie militarne dla Francji. Zdecydowana większość Francuzów popierałaby bojkot amerykańskich produktów, podobny odsetek opowiadałby się za zawieszeniem zakupów amerykańskiego sprzętu wojskowego, a także za wprowadzeniem wysokich ceł na towary z USA
  3. Instrument Przeciwdziałania Przymusowi (Anti-Coercion Instrument, ACI) to najpotężniejsze narzędzie handlowe, jakim dysponuje Unia Europejska zaprojektowane z myślą o państwach takich jak Chiny czy Rosja, a nie o tradycyjnych sojusznikach. Mechanizm pozwala UE reagować, gdy państwo trzecie używa środków gospodarczych, by wymusić decyzje polityczne lub geopolityczne. W praktyce Bruksela może nakładać lub podnosić cła na towary, ograniczać handel usługami, blokować dostęp do unijnych zamówień publicznych, nakładać restrykcje na inwestycje zagraniczne, ingerować w ochronę własności intelektualnej, a nawet ograniczać dostęp do rynku finansowego UE. Instrument nigdy dotąd nie został użyty.