Kategorie artykułu: Polityka Świat

Marzenia Marine Le Pen o prezydenturze i proces życia: apelacja

Marine Le Pen od ponad dekady konsekwentnie zbliżała się do Pałacu Elizejskiego. Trzykrotna kandydatka na prezydenta, architektka „odczarowania” skrajnej prawicy i twarz Zjednoczenia Narodowego jeszcze niedawno wydawała się bliżej władzy niż kiedykolwiek wcześniej. Jej ambicje prezydenckie wiszą na cienkiej nitce – a wszystko będzie rozstrzygać się od wtorku 13 stycznia w sądzie apelacyjnym. Polityczce zaszkodzić może również jej protegowany Jordan Bardella. Pewne jest jednak jedno: 40-45 proc. Francuzów zgadza się już z ideami ich partii.

Marie Le Pen i Jordan Bardella, jej protegowany, lider RN i europoseł.
Marine Le Pen stoi dziś przed najtrudniejszym momentem kariery. Jeśli przegra apelację – jej marzenie o prezydenturze, do której dąży całe życie, definitywnie się kończy. Jaką rolę odegra jej protegowany Jordan Bardella? Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy Marine Le Pen ma szansę wystartować i wygrać wybory prezydenckie. 
  2. Jakie są dokonania polityczki. 
  3. Co może wydarzyć się w ruszającym właśnie procesie apelacyjnym. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

13 stycznia rusza proces apelacyjny w sprawie nielegalnego finansowania asystentów parlamentarnych Parlamentu Europejskiego. Ważą się losy Marie Le Pen, polityk i prawniczki, córki Jeana-Marie Le Pena, założyciela i pierwszego przewodniczącego Frontu Narodowego. Jego córka w latach 2003-2011 była wiceprzewodniczącą, a w latach 2011-2021 – przewodniczącą partii, którą przemianowała na Rassemblement national (RN, Zjednoczenie Narodowe). W latach 2004-2017 reprezentowała RN w Europarlamencie, a w 2025 roku została skazana za nieprawidłowe wykorzystanie pieniędzy z UE. Kandydowała w wyborach prezydenckich we Francji w latach 2012, 2017 i 2022. Nadszedł moment, który sama Marine Le Pen nazywa „ostatnią szansą”.

Dla francuskiej sceny politycznej to potencjalny punkt zwrotny. Proces jest polityczny z uwagi na główną oskarżoną, obecną na francuskiej scenie politycznej od lat 90, sprzeciw elit francuskich wobec dopuszczenia jej do wyścigu prezydenckiego i trwający od lat tzw. front republikański, czyli rodzaj ostracyzmu politycznego. To on właśnie blokował RN przed wygrywaniem kolejnych wyborów poprzez zawierane przez jej rywali koalicji, czasem nawet bardzo egzotycznych.

Wyrok, który zmienił układ sił

31 marca ubiegłego roku paryski sąd skazał Marine Le Pen za sprzeniewierzenie środków publicznych. Wyrok był bezprecedensowo surowy: cztery lata więzienia (w tym dwa lata w zawieszeniu i dwa z dozorem elektronicznym),100 tys. euro grzywny, pięć lat zakazu pełnienia funkcji publicznych z natychmiastowym wykonaniem. „Natychmiastowe wykonanie” jest formułą, która naraża sędziów na oskarżenia o upolitycznienie tego procesu i celowe zablokowanie polityczce drogi do startu w wyborach.  

Główne oskarżenie: systemowe wykorzystywanie funduszy Parlamentu Europejskiego do finansowania pracy działaczy partyjnych RN w latach 2004–2016. Według sądu partia miała w ten sposób nielegalnie pozyskać nawet 4–4,5 mln euro.

Efekt polityczny był natychmiastowy. Le Pen, liderka sondaży prezydenckich, została faktycznie wyłączona z wyścigu o Pałac Elizejski – przynajmniej na razie.

Apelacja: minimalne pole manewru

Proces apelacyjny potrwa od 13 stycznia do 12 lutego. Na wyrok możemy poczekać kilka dobrych miesięcy. Jak wskazują analitycy scenariusze są cztery, ale tylko dwa dają Le Pen realną nadzieję.

  • Uniewinnienie – politycznie zbawienne, ale uznawane nawet w RN za mało prawdopodobne. Oznaczałoby całkowite odwrócenie ustaleń sądu pierwszej instancji, który uznał ją za centralną postać „zorganizowanego systemu” nadużyć.
  • Utrzymanie winy, ale zniesienie natychmiastowego zakazu kandydowania – to najbardziej realistyczna opcja. Pozwoliłaby Le Pen wystartować w wyborach w 2027 roku, pod warunkiem złożenia kasacji, zanim wyrok stanie się prawomocny.
  • Pozostałe warianty – utrzymanie pełnej kary lub tylko symboliczne jej skrócenie – w praktyce eliminują ją z gry. Sama Le Pen przyznaje dziś otwarcie, że jej szanse są „bardzo małe”.

Od Jean-Marie do Marine: długa droga „dédiabolisation

Kariera Marine Le Pen to również historia zerwania z ojcem Jean-Marie Le Penem. Był założycielem Frontu Narodowego, przez dekady symbolu skrajnej, prowokacyjnej prawicy – znanej z antysemickich wypowiedzi i relatywizowania zbrodni nazistowskich.

Marine, przejmując partię w 2011 roku, rozpoczęła proces „dédiabolisation” – oczyszczania wizerunku. W 2015 roku doprowadziła nawet do wyrzucenia ojca z partii, co w mediach pokazywano w sposób bulwarowy i skandalizujący, a w 2018 przemianowała Front Narodowy na Rassemblement national. Był to ruch zarówno symboliczny, jak i strategiczny.

Efekt? RN stał się partią masową, zdolną do zdobycia 41,5 proc. głosów w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2022 roku i rekordowej reprezentacji parlamentarnej.

RN dziś: partia władzy czy wiecznej opozycji?

Dziś RN jest czymś więcej niż partią protestu poza mainstreamem. Sondaże pokazują, że około 40–45 proc. Francuzów zgadza się z jej ideami, a blisko 70 proc. uważa, że partia realnie może dojść do władzy. RN dawno temu przestał być marginesem.

W tym sensie Marine Le Pen stała się elementem szerszego trendu – wzmocnienia narodowo-populistycznej i tożsamościowej prawicy w Europie i na świecie. W USA administracja Donalda Trumpa coraz bardziej otwarcie traktuje RN jako ideologicznego sojusznika, krytykując europejskie instytucje za „polityczne używanie wymiaru sprawiedliwości”.

Trump po stronie Le Pen

Wisienką na torcie geopolitycznej układanki i relacji francusko-amerykańskich jest właśnie poparcie Donalda Trumpa dla Marine Le Pen. W przypadku ewentualnego skazania jej w apelacji Waszyngton rozważa nałożenie sankcji na francuskich sędziów i urzędników zaangażowanych w sprawę. Proces apelacyjny będzie uważnie obserwowany przez administrację USA.

Podobna sytuacja dotyczy Niemiec, gdzie partia AfD została objęta nadzorem jako potencjalne zagrożenie dla demokracji. Decyzja ta spotkała się z ostrą krytyką USA, które uznały ją za naruszenie zasad demokracji i wolności słowa. Jeśli niemiecki sąd podtrzyma klasyfikację AfD jako ugrupowania ekstremistycznego, może to doprowadzić do dalszych napięć z Waszyngtonem.

Oficjalnie ani Marine Le Pen, ani AfD nie zabiegają o wsparcie Stanów Zjednoczonych, a inicjatywa ma pochodzić wyłącznie od administracji amerykańskiej, która deklaruje, że broni ugrupowań uznawanych przez nią za ofiary „cenzury politycznej”. Niedawno USA nałożyły sankcje wizowe wobec kilku europejskich polityków, w tym byłego francuskiego komisarza UE Thierry’ego Bretona, oraz (wcześniej) na sędziów Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Jordan Bardella: następca czy rywal?

Proces Le Pen to szansa dla Jordana Bardelli, 30-letniego lidera RN i europosła. Jeszcze kilka lat temu był jej protegowanym. Dziś dla wielu wyborców RN jest naturalnym następcą.

Według sondaży nawet 60 proc. sympatyków RN wolałoby Bardellę jako kandydata na prezydenta wobec zaledwie 25 proc. wskazujących Le Pen. Bardella ma to, czego jej zaczyna brakować: świeżość, brak obciążeń rodzinnych i nazwisko, które nie budzi historycznych lęków. Ale i nad nim zbierają się chmury.

Nowe oskarżenia wobec Bardelli

W grudniu organizacja AC !! Anti-Corruption złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie możliwego sprzeniewierzenia środków Parlamentu Europejskiego. Chodzi o szkolenia medialne finansowane z funduszy europejskich, które – według doniesień – miały służyć kampanii prezydenckiej RN w 2022 roku. Konkretnie miały zostać wydane na przygotowanie Bardelli do wystąpień krajowych popierających startującą w wyborach Marine Le Pen.

Prokuratura krajowa ds. finansowych potwierdziła, że analiza, którą prowadzi we współpracy z Prokuraturą Europejską, jest w toku. Bardella wszystkiemu zaprzecza i mówi o „politycznej nagonce”, zapowiadając możliwe kroki prawne.

Dla RN to déjà vu – i ryzyko, że „plan B” okaże się równie kruchy jak „plan A”.

Prawica rośnie w siłę. Francuzi dużo gorzej niż Le Pen oceniają Macrona i Mélenchona

Około 42 proc. Francuzów zgadza się z ideami RN – wynika z sondażu instytutu Verian przeprowadzonego dla dziennika „Le Monde” i czasopisma „L’Hémicycle”. To wzrost o 3 punkty procentowe w porównaniu z ubiegłym rokiem i aż o 13 punktów od 2022 r. Jednocześnie 44 proc. badanych deklaruje brak zgody z poglądami RN.

41 proc. respondentów uważa partię za zagrożenie, natomiast 44 proc. nie podziela tej opinii. Około 44 proc. Francuzów postrzega ją jako partię ksenofobiczną, a 38 proc. uznaje ją za antysemicką, choć w obu kwestiach znaczna część ankietowanych się z tym nie zgadza lub nie ma zdania.

44 proc. badanych uważa, że RN ma zdolność do współrządzenia, a 69 proc. sądzi, że partia ta może dojść do władzy – to poziom rosnący nieprzerwanie od 2019 roku. Wśród polityków za największe zagrożenie dla demokracji uznawany jest lider skrajnej lewicy Jean-Luc Mélenchon. Jest przed publicystą, celebrytą i politykiem prawicy Érikiem Zemmourem i urzędującym prezydentem Emmanuelem Macronem. Marine Le Pen i Jordan Bardella są oceniani jako mniej groźni.

Jordan Bardella jest wskazywany przez 49 proc. Francuzów jako polityk mający największe szanse na wygranie wyborów prezydenckich, podczas gdy Marine Le Pen – przez 18 proc. Połowa ankietowanych uważa, że polityczka jest traktowana przez wymiar sprawiedliwości jak każdy inny obywatel. 36 proc. sądzi, że surowiej z powodów politycznych.

Gra o wszystko

Marine Le Pen stoi dziś przed najtrudniejszym momentem kariery. Jeśli przegra apelację, jej marzenie o prezydenturze, do której dąży całe życie, definitywnie się kończy. Jeśli wygra częściowo – stanie do wyborów z widmem wyroku nad głową, a jeśli wygra całkowicie – wróci jako symbol zwycięstwa nad „systemem”.

Jedno jest pewne: nawet jeśli sama nie wystartuje, lepenizm przetrwa. Pytanie brzmi, który z polityków spróbuje sięgnąć po władzę w 2027 roku. Francuzi są na to coraz bardziej gotowi, przynajmniej w sondażach. Pytanie, czy front republikański zadziała i tym razem, i czy nie przegra z pogarszającą się sytuacją gospodarczą Francji i Europy.  

Główne wnioski

  1. Marine Le Pen ma zablokowany start w wyborach prezydenckich 2027 wyrokiem sądu z 2025 r. Jeśli wygra apelację, będzie mogła wystartować. Sondaże pokazują, że około 40–45 proc. Francuzów zgadza się z jej ideami, a blisko 70 proc. uważa, że partia realnie może dojść do władzy. RN dawno temu przestał być marginesem. Le Pen przyznaje jednak otwarcie, że jej szanse na wygranie apelacji są „bardzo małe”.
  2. Marine, przejmując partię w 2011 roku, rozpoczęła proces „dédiabolisation” – oczyszczania wizerunku. W 2015 roku doprowadziła nawet do wyrzucenia ojca z partii, co w mediach pokazywano w sposób bulwarowy i skandalizujący, a w 2018 przemianowała Front Narodowy na Rassemblement national (pol. Zjednoczenie Narodowe). Był to ruch zarówno symboliczny, jak i strategiczny. Efekt? RN stał się partią masową, zdolną do zdobycia 41,5 proc. głosów w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2022 roku i rekordowej reprezentacji parlamentarnej.
  3. Proces apelacyjny potrwa od 13 stycznia do 12 lutego. Jak wskazują analitycy, scenariusze są cztery, ale tylko dwa dają Le Pen realną nadzieję: całkowite uniewinnieni lub utrzymanie winy, ale zniesienie natychmiastowego zakazu kandydowania. Ta ostatnia opcja jest najbardziej prawdopodobna. Pozwoliłaby Le Pen wystartować w wyborach w 2027 roku pod warunkiem złożenia kasacji. Pozostałe warianty – utrzymanie pełnej kary lub tylko symboliczne jej skrócenie – w praktyce eliminują ją z gry.