Kategoria artykułu: Społeczeństwo

Metro pod obserwacją? „Incydent spełnia kryteria zorganizowanej operacji”

W miniony weekend grupa osób wtargnęła na teren jednej ze stacji warszawskiego metra i zdewastowała wagony. To tylko incydent z udziałem graficiarzy czy test bezpieczeństwa ważnego środka transportu w stolicy?

Na zdjęciu: Warszawskie metro
Zdarzenia ujawniły luki w systemie bezpieczeństwa metra. Fot. PAP/Paweł Supernak

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie wyzwania i zagrożenia stoją przed bezpieczeństwem kluczowego dla stolicy środka transportu, jakim jest metro.
  2. Jak ostatnie zdarzenie wtargnięcia ocenia oficer kontrwywiadu.
  3. Co zrobić, aby zwiększyć stopień zabezpieczenia linii warszawskiego metra.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Dwa incydenty na przestrzeni jednego tygodnia to dużo. Warszawskie metro ewidentnie znalazło się na celowniku... przynajmniej wandali. Ale może się za tym kryć coś więcej. Dla stolicy i jej mieszkańców to bardzo zła wiadomość.

Do dziwnych, niepokojących zdarzeń doszło w miniony weekend. Z piątku na sobotę grupa kilku-kilkunastu osób wdarła się na stację, zerwała zabezpieczenia drzwi wagonu i pomalowała go. Zerwanie zabezpieczenia uniemożliwiło odjazd metra. Do zdarzenia doszło na stacji Stokłosy. To pierwsza linia metra.

Z soboty na niedzielę zaś dwóch mężczyzn zeskoczyło z antresoli na dach pociągu na drugiej linii. W odróżnieniu od pierwszego incydentu, gdzie sprawcy uciekli przed pojawieniem się policji, tych udało się zatrzymać i przekazać policji.

Sytuacja jest niepokojąca. Pokazuje bowiem, że jeden z najważniejszych elementów „krwiobiegu transportowego” Warszawy ma luki w systemie bezpieczeństwa. A metro to przecież nie tylko transport. W razie zagrożenia ma ono spełniać rolę schronu dla mieszkańców.

Płk Kozłowski: Nie pierwszy taki atak

Jak mówi były oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego pułkownik Mariusz Kozłowski, mógł to być test systemu.

– Incydent spełnia kryteria zorganizowanej operacji – przygotowanie, koordynacja, ucieczka – a jego wykonanie celowo lub przypadkowo ujawnia wymienione luki, co mogłoby służyć jako test systemu – wskazuje były funkcjonariusz.

Jego zdaniem koszty (czyszczenie wagonów, przerwy w ruchu) i publiczne oburzenie wzmacniają efekt destabilizacyjny. W kontekście serii podobnych aktów w Polsce (w tym przypisywanych Rosji) warto monitorować, czy to element szerszego działania w trwającej operacji hybrydowej.

Co ważne, to nie pierwszy taki incydent. Podobne dewastacje wagonów metra wydarzyły się na początku 2023 i 2024 r. Może to zdaniem Mariusza Kozłowskiego wskazywać na serię działań testujących system bezpieczeństwa.

Musimy patrzeć szerzej na bezpieczeństwo transportu. Mieliśmy już przypadki dywersji

Podkreśla on, by patrzeć na te zdarzenia w szerszym ujęciu. W latach 2023-2025 odnotowano w Polsce akty sabotażu (np. podpalenia centrów handlowych, ataki na infrastrukturę kolejową z użyciem materiałów wybuchowych), przypisywane wpływom rosyjskim w ramach hybrydowej kampanii destabilizacyjnej.

Tak było w listopadzie, gdy wysadzono kawałek trakcji kolejowej na odcinku Dęblin-Życzyn.

Akcja, jak zauważa płk Mariusz Kozłowski, była najwyraźniej zaplanowana. Grupa wandali (9-15 osób) działała w sposób skoordynowany, co wskazuje na planowanie.

Zhierarchizowana grupa, zaplanowane i przygotowane działania

Oficer wskazuje, że sprawcy pojawili się w maskach i kombinezonach ochronnych, wyposażeni w puszki ze sprayem. Działali w grupie, dzieląc zadania – jedni zatrzymali pociąg (zerwali zabezpieczenia drzwi, uniemożliwiając odjazd), inni malowali wagony.

– Cała akcja trwała ok. minuty, po czym uciekli, zanim przybyła policja. To sugeruje rekonesans (znajomość rozkładu jazdy ostatnich pociągów, wyboru stacji o niskim ruchu nocnym) i trening, typowy dla zaplanowanych operacji. Liczba osób (grupa) i szybkie wykonanie wskazują na strukturę hierarchiczną lub podział ról, co odróżnia to od spontanicznego chuligaństwa – tłumaczy płk Kozłowski.

Ocenia, że mógł to być akt graffiti-bombingu (typowy dla subkultur ulicznych). Niemniej skala i precyzja sugerują, jak mówi, szerszy cel. Na przykład demonstrację słabości infrastruktury krytycznej (metro jako kluczowy element transportu publicznego). W kontekście napięć geopolitycznych nie można wykluczyć powiązań z operacjami hybrydowymi, choć brak bezpośrednich dowodów na obce służby.

Zdarzenia ujawniły luki w systemie bezpieczeństwa metra

Najważniejsze jest jego zdaniem coś innego. Ujawnione zostały luki w systemie bezpieczeństwa metra w Warszawie. Płk Mariusz Kozłowski wylicza je, analizując nagranie:

  • Brak interwencji, pasywność świadków i opóźnioną reakcję służb. Metro potwierdziło zniszczenie dwóch wagonów, ale nie zapobiegło atakowi.
  • Stacje metra są wyposażone w kamery CCTV, ale system nie zapobiegł incydentowi – wandale działali otwarcie przez minutę (lub dłużej) bez natychmiastowej interwencji z centrum monitoringu.
  • Brak skutecznych protokołów awaryjnych – wandale łatwo zerwali zabezpieczenia drzwi, zatrzymując pociąg. Nie aktywowano automatycznej blokady stacji (np. zamknięcia wyjść), co pozwoliło na ucieczkę. Procedury ewakuacji pasażerów też wydają się niewystarczające, skoro świadkowie stali i nagrywali, zamiast być kierowani do bezpiecznych stref. 
  • Akcja trwała ok. 60 sekund, a policja dotarła po ucieczce sprawców (kilka minut później). To wskazuje na opóźnienie w zgłoszeniu (pasażerowie nie użyli przycisków alarmowych?) lub w mobilizacji służb. W nocnych godzinach reakcja powinna być szybsza, biorąc pod uwagę, że metro to element infrastruktury krytycznej. 
  • Nie widać interwencji grupy szybkiego reagowania (np. ochrony metra lub Straży Ochrony Kolei). Na nagraniu brak personelu bezpieczeństwa; pasażerowie byli sami. Metro nie ma stałych patroli szybkiej interwencji na każdej stacji (należy wdrożyć).
  • Na peronie nie było widać ochrony lub policji, mimo że to stacja na linii M1 (często uczęszczana). Nocne godziny zwiększają ryzyko, ale brak prewencyjnych sił (np. patroli) pozwolił grupie wejść i działać.

Wiele problematycznych kwestii. „Za co płacimy?”

Oficer podejrzewa, że monitoring metra jest pasywny (nagrywanie bez analizy real-time) lub niedostatecznie obsadzony nocą. Nagranie z telefonu świadka sugeruje, że kamery nie odstraszyły grupy, a mogły posłużyć jedynie do późniejszej identyfikacji. 

Nie aktywowano automatycznej blokady stacji (np. zamknięcia wyjść), co pozwoliło na ucieczkę. Procedury ewakuacji pasażerów też wydają się niewystarczające, skoro świadkowie stali i nagrywali, zamiast być kierowani do bezpiecznych stref. 

– Świadkowie stali biernie, co podkreśla brak treningu lub kultury interwencji obywatelskiej, ale przede wszystkim – brak profesjonalnej prewencji. To, za co płacimy? – pyta oficer.

Za mało patroli, za mało ludzi

A co na to wszystko policja? Były szef Komisariatu Policji Metra Warszawskiego insp. Jarosław Zgierski wskazuje, że akcje grafficiarzy trwają dwie-trzy minuty. Jeśli, jak mówi, nie będzie na stacjach policjantów/ochroniarzy, to wandalizmowi nie uda się przeciwdziałać. Przyjmując, że to, co zdarzyło się w weekend, było tylko aktem wandalizmu.

– Infrastruktura jest monitorowana. Ale nie da się postawić policjanta przy każdym obiekcie infrastruktury krytycznej. Na 39 stacjach metra jest zdecydowanie za mało patroli policyjnych, także ochroniarzy z samego metra – mówi inspektor.

– Już dawno temu metro wycofało się ze strażników na stacjach. A policja nie bardzo chce tam interweniować, bo zrzucają temat na miasto – anonimowo mówi wysoki rangą funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Metro to transport i schronienie. I choć nie wszystkie stacje są przystosowane do bycia schronem według definicji ustawowej, to w razie realnego konfliktu będą służyły mieszkańcom. Sytuacje jak ta z minionego weekendu raczej nie poprawiają zaufania do systemu bezpieczeństwa państwa. A przecież w lipcu ubiegłego roku doszło w stołecznym metrze do pożaru, który na długo wyłączył z użytku część pierwszej linii.

Główne wnioski

  1. W miniony weekend doszło do dwóch zdarzeń w warszawskim metrze. Były oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego, płk Mariusz Kozłowski, wskazuje, iż przynajmniej jedno z nich było działaniem o charakterze zaplanowanym, zrealizowanym w zhierarchizowanej, dobrze przygotowanej grupie.
  2. Były szef Komisariatu Policji Metra Warszawskiego insp. Jarosław Zgierski wskazuje, że na stacjach metra (a jest ich 39) jest mało jest policyjnych patroli.
  3. Metro jest nie tylko elementem systemu transportowego, ale także – w razie zagrożenia – posłuży mieszkańcom stolicy jako schronienie. Powinno być zatem szczególnie strzeżone.