Miała 21 lat, gdy założyła fundację. „Wierzę w odpowiedzialny biznes, ale znam realia” (WYWIAD)
W wieku 21 lat założyła Fundację Web-Korki, która dziś pomaga w nauce setkom dzieci z domów dziecka w całej Polsce. Dziś Olga Kotyk doradza firmom w tworzeniu strategii CSR.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Kim jest Olga Kotyk i jak w wieku 21 lat założyła Fundację Web-Korki, która dziś pomaga dzieciom z 80 domów dziecka i rodzin pieczy zastępczej.
- Czy i dlaczego Olga Kotyk wierzy w odpowiedzialny biznes.
- Jakie są korzyści z zaangażowania się biznesu w inicjatywy społeczne i jak w praktyce wygląda dziś sytuacja CSR w Polsce.
Miguel Ciołczyk Garcia: Jak do tego doszło, że założyła pani Web-Korki?
Olga Kotyk, założycielka Fundacji Web-Korki: Już w liceum marzyłam o wspieraniu dzieci. Chciałam pomagać dzieciakom, które trafiły do szpitala na dłuższy czas, zwłaszcza na oddziały onkologiczne. Ale to nie wypaliło – nie zebrałam ekipy. Potem na studiach wspierałam różne inicjatywy, a w końcu wyjechałam na Sri Lankę. To było spełnienie moich marzeń: miałam pomagać kobietom pracującym na plantacji herbaty, m.in. szukając dofinansowania dla edukacji ich dzieci. Ale po trzech tygodniach zachorowałam na dengę. Do Polski wróciłam transportem medycznym i przez rok dochodziłam do siebie.
Warto wiedzieć
Olga Kotyk
Jest prezeską Fundacji Web-Korki, którą założyła w 2020 r. Cztery lata później trafiła do rankingu „Forbesa” 30 under 30. Dziś, mając 27 lat, wspiera firmy w tworzeniu strategii Corporate Social Responsibility (społecznej odpowiedzialności biznesu), pomaga organizacjom pozarządowym i doradza młodym liderom.
Co działo się później?
I wtedy wybuchła pandemia. Stwierdziłam, że to jest ten moment.
Rozumiem, że tym razem podeszła pani do tego inaczej?
Tak. Zwłaszcza że miałam 21 lat i 2 tys. zł jako fundusz założycielski. Wiedziałam, że muszę działać strategicznie. Chciałam pracować w obszarze edukacji, pomagając osobom zagrożonym wykluczeniem społecznym. Skontaktowałam się więc z wieloma domami dziecka. Tylko cztery dały mi szansę. Potem ogłosiłam na grupach korepetytorskich, że szukam wolontariuszy. Zgłosiło się 100 osób. Spotkałam się ze wszystkimi, ale przyjęłam tylko 30. I zaczęliśmy działać. A równocześnie pracowałam na pełen etat w Amazonie i studiowałam dziennie.
Warto wiedzieć
Jak działa Fundacja Web-Korki?
Dziś Fundację Web-Korki tworzy ponad 200 wolontariuszy. Jej działalność obejmuje 80 domów dziecka i rodzin pieczy zastępczej w całej Polsce.
Podopieczni fundacji przez cały rok szkolny uczą się z pomocą tego samego korepetytora. Fundacja dba też o swoich wolontariuszy, organizując dla nich regularne szkolenia i warsztaty rozwojowe.
Jak to pani łączyła?
Nie będę „ściemniać” – zdarzało mi się łączyć zdalne wykłady i jednocześnie pracować. Czasem sama nie wiem, jak to działało, to był hardcore. Ale dałam radę – dostałam awans w firmie i obroniłam pracę inżynierską. Może pomogło mi ADHD. Ale w pewnym momencie zaczęłam czuć, że przeginam. I wtedy zaczęłam delegować zadania i tworzyć zespoły w fundacji.
Nie kusiło pani, by zarabiać na tych korepetycjach? W Polsce to przecież popularny biznes.
Kusiło, ale tylko po to, by wesprzeć działalność statutową fundacji. Przekalkulowałam to i stwierdziłam jednak, że komercyjne korki wymagałyby większego zaangażowania niż pozyskanie sponsorów dla fundacji.
Kim są wasi sponsorzy?
To bardzo zróżnicowane grono. Jest Pepco, Duon Dystrybucja, firma Provital, ubezpieczyciel Unum… Z wyjątkiem Pepco to nie są największe firmy, bo korporacje wolą wspierać bardziej medialne projekty i zdarzało się, że wprost mówili nam, że nasz zasięg jest zbyt mały, by nam pomogli. Raz udało mi się za to pozyskać sponsora w BlaBlaCarze.
Korporacje wolą wspierać medialne projekty. Zdarzało się, że wprost mówili nam, że nasz zasięg jest zbyt mały, by nam pomogli.
Serio?
Serio. To był listopad 2023 r. Musiałam wrócić z Poznania do Warszawy z psem, ale pies Kumpel nie lubił podróży pociągami. Pomyślałam: no dobra, to wrócimy BlaBlaCarem. Po tym, jak opowiedziałam w trakcie podróży o swojej działalności, siedząca obok mnie dziewczyna powiedziała: wiesz co, chyba mój chłopak właśnie was szuka. Okazało się, że jego firma chciała wesprzeć transparentną i rzetelną fundację, ale nie taką z pierwszych stron gazet. I w ten sposób znaleźliśmy pieniądze.
„Wierzę zwłaszcza w swoje projekty”
Przejdźmy do drugiej strony pani działalności. Ma pani 27 lat i uczy firmy przygotowywać strategie CSR. To całkiem młody wiek na zostanie ekspertem.
Nie nazwałabym siebie ekspertem, tylko przede wszystkim praktykiem. Moją główną przewagą jest to, że cały proces tworzenia takich strategii – od układania statutu po szukanie finansowania, tworzenie zaangażowanych zespołów oraz wyznaczanie misji i realizacji strategii – przeszłam sama, więc mogę o tym opowiadać z pierwszej ręki.
Wierzy pani w odpowiedzialny biznes?
Wierzę, ale znam realia. Jest jeszcze dużo do zrobienia. Na pewno za to wierzę w projekty, które ja robię.
Jest jakiś projekt, który wskazałaby pani jako przykład?
Tak. Dobre Śniadanie, które tworzę ze Starbucksem. Zasada jest prosta: śniadanie, biznes i NGO. Żeby wejść na takie wydarzenie, trzeba wpłacić darowiznę na promowany tego dnia NGO. Na początku przedstawiciele takiej fundacji opowiadają o sobie. Potem jest śniadanie, kawa i networking, a na końcu – szkolenie prowadzone przez partnera biznesowego wydarzenia.
A spotkała się pani z nieetycznymi przypadkami podejścia do wspierania fundacji?
Nie ma co ukrywać – w każdej branży są ludzie, którzy chcą zmienić świat i tacy, którzy chcą coś ugrać. Często marki rzucają się na jakieś inicjatywy, tylko dlatego, że są głośne i modne. To nie jest prawdziwy CSR.
A w ciągu ostatnich kilku lat widać poprawę, czy stoimy w miejscu? A może jest gorzej?
Nie, tu na pewno jest poprawa. Wiadomo, że CSR nie jest i raczej nigdy nie będzie nadrzędnym celem w biznesie, bo celem firm jest zarabianie pieniędzy. Natomiast takich akcji jest coraz więcej. Menedżerowie widzą, że gdy pracownicy mają szansę zrobić coś dobrego, rośnie ich zaangażowanie i poczucie przynależności. No i do tego mają dobry PR. Ale jeśli spółka realnie pomaga i zyskuje wizerunkowo, to jest to sytuacja win-win. Zwłaszcza jeśli realizuje w ten sposób szerszą strategię.
Główne wnioski
- Nauczona poprzednimi doświadczeniami, Olga Kotyk przyjęła strategiczne podejście przy zakładaniu Fundacji Web-Korki. Zaczęła od znalezienia domów dziecka, potem zebrała zespół, a następnie stopniowo zaczęła rozkręcać działalność. Dziś ponad 200 wolontariuszy Web-Korków wspiera dzieci z 80 domów dziecka i rodzin pieczy zastępczej. Fundacja może liczyć też na wsparcie sponsorów. Choć wśród nich jest Pepco, resztę stanowią małe i średnie firmy. Jak mówi założycielka fundacji, „korporacje wolą wspierać bardziej medialne projekty”.
- Olga Kotyk wierzy w odpowiedzialny biznes, ale zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda praktyka. Zwraca uwagę na to, że często jedyną motywacją spółek do włączenia się w inicjatywę społeczną są korzyści wizerunkowe.
- Mimo to zdaniem założycielki Web-Korków w ostatnich latach można zauważyć poprawę w obszarze stosowania zasad CSR polskim biznesie. Jak zaznacza, zaangażowanie się firmy w akcję, która przynosi realne korzyści dla społeczeństwa, może być sytuacją win-win.

