Kategorie artykułu: Biznes Polityka

Do kogo trafią miliardy na zbrojenia? „Państwo woli prywatne firmy blokować niż współpracować” (WYWIAD)

Prywatne firmy, wspierane kapitałem funduszy i giełdowych inwestorów, mogą w krótkim czasie realnie wzmocnić potencjał militarny Polski. Problem w tym, że państwo wciąż trzyma je na dystans. Dlaczego? O tym w rozmowie z XYZ opowiada Michał Lubiński, doradca zarządu w spółce Niewiadów Polska Grupa Militarna. Mówi o kontraktach i inwestycjach realizowanych na dużą skalę, trudnych relacjach prywatnych firm zbrojeniowych z państwem oraz o kontrowersjach z własnej przeszłości.

Michał Lubiński
Doradca zarządu Grupy Niewiadów Michał Lubiński (z lewej) podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego Fot. materiały prasowe

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym zajmuje się Niewiadów Polska Grupa Militarna oraz jakie ma plany rozwoju.
  2. Jakie szanse ma prywatny biznes w starciu z machiną państwa w strategicznym sektorze.
  3. W jaki sposób Lubiński przyczynił się do tego, że w jednostce GROM pojawiły się śmigłowce Black Hawk.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Biznesmen, kolekcjoner, fan polskiej broni – Michał Lubiński to człowiek, który z pasji postanowił uczynić coś więcej i na niej zarabiać, a przy tym zrobić coś dobrego dla bezpieczeństwa militarnego Polski. Jest współtwórcą Grupy Niewiadów, powstałej na bazie niegdyś państwowego przedsiębiorstwa. Grupa dysponująca unikatową w skali Europy infrastrukturą i technologią aktualnie rozbudowuje fabrykę amunicji artyleryjskiej. W projekt uwierzył londyński fundusz Fidera i zainwestował 250 mln zł. Grupa Niewiadów kilka miesięcy temu połączyła się ze spółką z NewConnect i tak powstała Niewiadów Polska Grupa Militarna. Spółka wyceniana obecnie na ok. 1,9 mld zł, jest w trakcie przenosin na główny rynek GPW. Choć Michał Lubiński w branży zbrojeniowej działa od ponad 20 lat i zrealizował wiele spektakularnych projektów, to niewiele o nim wiadomo. Unika mediów, my staraliśmy się o rozmowę przez wiele miesięcy. W obszernym wywiadzie Michał Lubiński opowiada o planach rozwoju firmy, o trudnych realiach bycia prywatnym przedsiębiorcą w branży kontrolowanej przez państwo, ale też o swojej przeszłości, w której z jednej strony są: kontrakt na dostawę śmigłowców Black Hawk dla jednostki GROM i współpraca z największymi firmami z krajów z NATO, a z drugiej oskarżenia o bycie rosyjskim agentem i zatrzymania przez służby.

Prywaciarz w piekle polskiej zbrojeniówki. Czy da się budować partnertwo z Państwem?

Grzegorz Nawacki, Łukasz Maziewski: Jak to jest być prywatnym przedsiębiorcą w polskim sektorze zbrojeniowym?

Michał Lubiński, doradca zarządu w firmie Niewiadów Polska Grupa Militarna: Niezwykle trudno. Jest to obarczone licznymi barierami, głównie o charakterze politycznym i systemowym. Moja pasja do branży sprawia, że walczę z kolejnymi wyzwaniami, ale rzeczywistość rynkowa bywa brutalna. Główną trudnością nie jest brak kompetencji technicznych ani zaplecza finansowego, lecz konieczność walki z aparatem politycznym oraz lobbingiem przemysłu państwowego. To często zmusza prywatne firmy do szukania rynków zbytu poza granicami kraju albo do świadczenia usług podwykonawczych dla podmiotów zagranicznych. Czyli państwo kupuje polską myśl techniczną, ale za pośrednictwem zagranicznych firm. Można to porównać do sytuacji, w której prywatny biegacz bierze udział w wyścigu z zawodnikiem państwowym, ale musi biec z obciążeniem i pod wiatr, podczas gdy jego rywal ma nie tylko lżejsze obuwie, lecz także sędziów, którzy w razie potrzeby potrafią zmienić zasady w trakcie biegu.

Może problem dotyczy jednak tylko pana? Krążą o panu legendy, prokuratura prowadzi śledztwo…

Tak, słyszałem plotki, że jestem ruskim agentem. A ja w Rosji nawet nigdy nie byłem, nie mówiąc już o tym, że ideologicznie bardzo mi do nich daleko. Moje związki z zagranicznymi partnerami dotyczą Szwecji, Czech, Słowacji, USA i innych krajów, ale nigdy Rosji. Działam w branży od przeszło 20 lat, byłem prześwietlany przez wszystkie możliwe służby. Sprawa, o której pan mówi, jeszcze się nie zakończyła, ale ja już wygrałem dwie sprawy w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu i państwo polskie wypłaciło mi odszkodowanie. Nasi konkurenci rozpuszczają wiele nieprawdziwych informacji o nas i o mnie. Sądząc po tym, że dotarły one do panów, są skuteczni. To bardzo przykre, że w Polsce stosuje się takie metody do walki z „niewygodnym”, bo bardzo skutecznym podmiotem gospodarczym, i wykorzystuje się do tego instytucje państwowe.

Do przeszłości i tego, skąd się pan wziął w zbrojeniówce, jeszcze dojdziemy, ale teraz skupmy się na teraźniejszości i przyszłości. Niewiadów Polska Grupa Militarna pozyskała 250 mln zł od londyńskiego funduszu Fidera na budowę fabryki amunicji. Skąd ten pomysł?

Poszliśmy w stronę amunicji kalibru 155 mm, najpopularniejszej w NATO. W 2022 r. mieliśmy największy kontrakt – poza PGZ – na dostawę amunicji 122-152 mm do polskich sił zbrojnych. W związku z wybuchem wojny w Ukrainie Agencja Uzbrojenia przeprowadziła półjawny konkurs na dostawy środków bojowych, czyli – mówiąc ogólnie – amunicji. Jako Works 11 wygraliśmy największy kontrakt na amunicję małokalibrową, a jako Grupa Niewiadów – na dostawy amunicji dużych kalibrów. W 2023 r. chciano ten bardzo dobrze przeprowadzony proces powtórzyć, ale decyzją polityczną powołano inicjatywę Narodowej Rezerwy Amunicyjnej (NRA), która zatrzymała cały proces na poziomie Agencji Uzbrojenia. Oferenci byli już wyłonieni, a dostawy zaplanowane od końca 2023 r., lecz przetarg unieważniono. To kolejny przykład ręcznego sterowania gospodarką przez polityków.

By realizować taki projekt potrzebowaliśmy strategicznego partnera, o odpowiedniej skali i doświadczeniu. Takim jest właśnie Fidera, europejska grupa funduszy inwestycyjnych zarządzająca ponad 7 mld euro. Inwestorami w niej są kluczowe instytucje finansowe ze Stanów Zjednoczonych, Azji i Europy. Posiadanie tak prestiżowego i dużego partnera strategicznego, wraz z dostępem do giełdy, daje niezależność i więcej możliwości realizowania projektów.

Bez amunicji daleko nie zajedziemy. Ogromne potrzeby, nikłe realne efekty

Ile kupiliśmy tej amunicji w ramach NRA?

Polska Grupa Zbrojeniowa zawarła kontrakt ramowy na 1 mln sztuk, z umową realizacyjną na poziomie 283 tys. sztuk amunicji, m.in. do armatohaubic Krab.

A ile powinniśmy mieć, by czuć się bezpiecznie?

Mówi się o 2-3 mln sztuk amunicji.

Czyli mamy jedną dziesiątą zapotrzebowania. Pieniądze są – rok temu Sejm przyjął ustawę przekazującą 3,5 mld zł na zwiększenie krajowych możliwości produkcji amunicji.

Tak, w grudniu 2024 r. przegłosowano – 100 proc. głosów za – ustawę o wzmocnieniu polskiego potencjału produkcji amunicyjnej, w której wskazano zarówno podmioty państwowe, jak i prywatne. Operatorem programu jest Fundusz Inwestycji Kapitałowych (FIK). `Złożyliśmy aplikację jako pierwsi, zapraszając państwo do współpracy, deklarując odstąpienie części udziałów. Dostaliśmy całą serię pytań, odpowiedzieliśmy – i zapadła cisza. W międzyczasie zgłosiła się PGZ, która oczywiście pieniądze dostała. Zgłaszają się inne państwowe firmy, np. Grupa Azoty, która ma produkować nitrocelulozę – choć nigdy tego nie robiła – i pieniądze dostaje. Żadna firma prywatna nie dostała nic z FIK. Jak to się ma do idei budowania krajowego potencjału?

Czujemy, że nie jesteśmy rzetelnie traktowani przez instytucje naszego państwa. Pozostaje pytanie: dlaczego podmiot prywatny, który chce rozwijać zdolności produkcyjne w Polsce w zakresie amunicji 155 mm, nie jest dla państwa atrakcyjny? Dlaczego państwo nie chce włączyć go do systemu obrony?

Żadna firma prywatna nie dostała nic z FIK. Jak to się ma do idei budowania krajowego potencjału?

Mimo to chcecie zbudować własną fabrykę – jaki jest na nią pomysł?

Chcemy zbudować zdolność do elaboracji we współpracy z firmą słowacką. Zakontraktowaliśmy linię do elaboracji metodą ślimakowania. Chodzi o cały proces wprowadzenia materiału wybuchowego do skorup, odpowiednie wyważenie, oznaczenie i ukompletowanie całości.

Jako zakład jesteśmy w stanie to zrobić: przeprowadzić elaborację, a następnie skompletować całość – sprawdzić każdą serię produkcyjną pod kątem parametrów balistycznych. W połowie września przyszłego roku planujemy rozruch, a w październiku – produkcję właściwą z wykorzystaniem materiałów wybuchowych. Mamy porozumienia o współpracy z dużymi graczami z branży – wystarczy wspomnieć firmę Northrop Grumman – w obszarze produkcji amunicji 155 mm jesteśmy ich kluczowym partnerem w Europie.

Armata moździerzowa
Strzelania próbne z amunicji 120 mm na poligonie należącym do przedsiębiorstwa (fot. XYZ)

Dacie radę, skoro inni tego nie robią?

Mamy zawarte porozumienia z dostawcami zapalników, ładunków prochowych, skorup oraz materiałów wybuchowych. Postawiliśmy na rozwój zakładu głównie w obszarze prefabrykacji materiałów wybuchowych, bo tego typu zdolności rozwijają się znacznie wolniej niż produkcja skorup, którą może realizować przemysł metalowy.

Wiąże się to z szeregiem procedur – zgodami środowiskowymi, pozwoleniami na prowadzenie tego typu działalności oraz konsultacjami społecznymi.

I Niewiadów to wszystko ma?

Tak, jesteśmy przygotowani do produkcji amunicji, której Polsce tak bardzo brakuje. Od 2023 r. prowadzimy aktywne starania, by zostać zauważonymi. I do dziś się to nie udało.

Zauważonymi przez rządzących?

Tak. Po raz pierwszy 20 lutego 2024 r. złożyliśmy pełną ofertę na dostawę amunicji wraz z przejęciem licencji i polonizacją komponentów. Warto podkreślić, że pierwsze dostawy były planowane już na ten rok. Licencja na oryginalne, szwedzkie rozwiązania miała przejść w ręce MON. Wraz z nią również prawa do produkcji, czyli licencje. A licencja to rzecz kluczowa. Gdy uruchomimy dwie pierwsze linie do elaboracji, będziemy w stanie produkować do 120 tys. pocisków rocznie.

Z produkcją amunicji jak z piłką nożną: na rynku działa wiele podmiotów, a zamówienia i tak dostaje PGZ

Waszym głównym konkurentem w kraju jest PGZ?

PGZ dostała zamówienie bezpośrednio. Czy jest więc naszym konkurentem? Mam wątpliwości. W idealnym świecie Polska, jako zamawiający, miałaby dokumentację produkcyjną i kontraktowała konkretne dostawy.

W sierpniu 2024 r. zorganizowałem spotkanie w Wojskowym Instytucie Technicznym Uzbrojenia w Zielonce – z udziałem naukowców, balistyków i praktyków z kraju i Europy, którzy projektowali tego typu amunicję dla dużych europejskich koncernów. Obecni byli także przedstawiciele PGZ i wojska.

My, jako Grupa Niewiadów, zaproponowaliśmy polskie, kompletne rozwiązanie, niezależne od licencjodawców. Nic z tego nie wyszło. Liczyliśmy na rozmowę podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w 2024 r., ale ze strony MON nie było żadnego odzewu. W grudniu 2024 r. przygotowaliśmy konkretną ofertę na opracowanie polskich pocisków i przekazaliśmy ją MON.

Zgadujemy – też nikt się nie odezwał?

Oczywiście, że nie. A mówimy o polskim, autorskim rozwiązaniu, którego koszty zamknęłyby się w kilku milionach euro. Tymczasem słyszymy o zakupach zagranicznych licencji, za które będziemy płacić duże pieniądze, często bez jasności, co dokładnie kupujemy.

W październiku podpisaliśmy umowę z WITU, który nie czekał na decyzje polityczne i opracował własną konstrukcję amunicji 155 mm – dwa typy pocisków. Jako Niewiadów podpisaliśmy umowę na komercjalizację tego rozwiązania i jesteśmy tuż przed fazą testową. Zabezpieczyliśmy ładunki miotające, zapalniki, działo balistyczne oraz amunicję referencyjną od europejskich producentów, dlatego do tego projektu podchodzimy z dużym optymizmem.

Z biznesowego punktu widzenia: ponosicie ogromne koszty, inwestując. Dla kogo chcecie to produkować, jeśli MON i wojsko nie wydają się zainteresowane?

Dzięki relacjom za granicą mamy gotowy plan uruchomienia zakładu – od startu po pełną zdolność produkcyjną. Będziemy albo dostarczać kompletną amunicję, albo świadczyć usługi elaboracji, albo produkować same pociski. Zgłaszają się do nas duże europejskie firmy zainteresowane wykorzystaniem naszych mocy produkcyjnych.

Już dziś jesteśmy dostawcą kilku komponentów dla europejskich podmiotów, więc te relacje nie są teoretyczne. Regularnie wysyłamy zapytania i oferty do Agencji Uzbrojenia, zapraszamy do współpracy także na poziomie kapitałowym. Bez odpowiedzi.

Nie liczę na nagłą zmianę podejścia. Na razie robimy swoje – MON tego dziś nie dostrzega, ale nie wykluczam, że te drogi kiedyś się zejdą, bo jesteśmy przygotowani do produkcji amunicji wielokalibrowej, w tym 155 mm.

Żebyśmy się dobrze rozumieli: może być tak, że wy sprzedacie swoje produkty np. Czechom czy Słowakom, a od nich kupi je nasz MON? Albo Słowacy zlecą podwykonawstwo Niewiadowowi?

Tak, to jeden z realnych scenariuszy. Współpracujemy ze Słowacją od lat, w projektach realizowanych w ramach NATO i państw sojuszniczych, więc dlaczego miałoby to nie zadziałać także w przypadku Polski?

Brzmi to jak mało racjonalne działanie państwa.

Mieliśmy już pytania ze strony instytucji kontrolnych, dlaczego nikt nie interesuje się współpracą z nami, ale o tym nie mogę mówić.

Zupełnie inna skala. Niewiadów liczy na miliardowe przychody

120 tys. sztuk amunicji rocznie. Przełóżmy to na liczby zrozumiałe dla inwestorów.

Skompletowany pocisk to około 30 tys. zł za sztukę – przynajmniej w PGZ, choć w niektórych latach te koszty są wyższe. Polska i inne kraje będą w najbliższym czasie kupować amunicję wszędzie i po każdej cenie, bo zdolności produkcyjne nie rosną wystarczająco szybko – Wielka Brytania część zamówień kieruje już do Indii.

Licząc orientacyjnie: przy takiej cenie i deklarowanej mocy produkcyjnej mówimy o 3,6 mld zł rocznie. Dla porównania – skonsolidowane przychody Grupy za trzy kwartały wyniosły ok. 22 mln zł. To oznacza skok do zupełnie innej skali działalności.

Jesteśmy na to gotowi. Mamy wszystkie wymagane koncesje, licencje i infrastrukturę, którą systematycznie rozwijamy. Problem polega na tym, że państwo nie planuje zakupów z wyprzedzeniem, tylko kupuje doraźnie – drogo i chaotycznie.

Polska jest pewną wyspą na mapie Europy. Państwo – to prawda – powinno być właścicielem środków produkcji, ale powinny być one zarządzane w sposób rynkowy. W wielu krajach zakłady są wynajmowane długoterminowo: państwo gwarantuje określony wolumen dostaw po ustalonej cenie, a reszta produkcji funkcjonuje w normalnym, konkurencyjnym rynku. To działa.

Dziś Polska płaci za amunicję jedne z najwyższych stawek na świecie – na pewno w NATO.

Dziś Polska płaci za amunicję jedne z najwyższych stawek na świecie – na pewno w NATO.

Nawet jeśli jesteśmy wyspą, da się do niej dopłynąć. Przykładem jest Grupa WB, która weszła w produkcję rakietową we współpracy z Koreą. Macie podobne plany?

Tak. We współpracy z przemysłem z USA planujemy produkcję rakiet kalibru 2,75 cala (w Polsce 70 mm). To podstawowy niekierowany pocisk rakietowy używany przez platformy śmigłowcowe NATO. To jeden z kilku projektów planowanych na ten rok – kolejne wdrożenia będą zależały od naszych możliwości finansowych i organizacyjnych. Skupiamy się przede wszystkim na amunicji artyleryjskiej.

Niewiadów jest właścicielem dokumentacji produkcji min przeciwpiechotnych, przeciwpancernych, kolejowych i innych – historycznie był ich dużym producentem. Popyt może gwałtownie wzrosnąć, jeśli Polska wyjdzie z Konwencji Ottawskiej.

I znowu pojawia się państwowy rywal – Gamrat albo Belma.

Raczej nie, bo produkują albo komponenty, albo inne wyroby. A zapotrzebowanie będzie ogromne – według dostępnych informacji nawet ok. 7 mln sztuk. O ile produkcja amunicji 155 mm ruszy pod koniec roku, to w zakresie imitatorów min jesteśmy gotowi już dziś.

Weszliśmy w łańcuchy dostaw amerykańskich min kierunkowych Claymore i możemy dostarczać do pół miliona kompletnych min kwartalnie. Trzeba tylko poczekać do lutego, gdy wygaśnie konwencja.

Po co było wam wejście na giełdę?

Dla pozyskania kapitału. Bez giełdy ta struktura finansowania nie byłaby możliwa. Mamy kilka kierunków rozwoju i chcemy korzystać z rynku kapitałowego jako realnego źródła finansowania.

Zaczęliśmy od NewConnect, bo było szybciej, ale jesteśmy w trakcie przenosin na rynek główny. To otworzy nas na nowych inwestorów. Obecność na giełdzie zwiększa też transparentność i wiarygodność Grupy.

„Poprzednia władza zrobiła z przemysłu obronnego przechowalnię znajomych królika”

Niedawno w wywiadzie dla XYZ Magdalena Sobkowiak, pełnomocniczka rządu ds. SAFE, mówiła, że jeśli na koniec tego programu nie będziemy mieli najlepszego przemysłu zbrojeniowego w Europie, to znaczy, że coś poszło nie tak. Uda się?

Jeśli nie zmienią się zasady funkcjonowania przemysłu państwowego, te pieniądze zostaną zmarnowane. Polski przemysł państwowy jest praktycznie odcięty od konkurencji zewnętrznej. Jeśli to się nie zmieni, zabraknie bodźców do rozwoju.

Ile PGZ ma kontraktów w centrali zakupów NATO, poza dostawami do własnego kraju? Jaką część produkcji sprzedaje za granicę? W tej Grupie są kompetentni ludzie i nowoczesny sprzęt, ale czynnik polityczny skutecznie hamuje rozwój całości. Poprzednia władza zrobiła z przemysłu obronnego przechowalnię „znajomych królika”.

A obecna?

Obecna władza ten model raczej utrwaliła. Polski przemysł zbrojeniowy za granicą jest traktowany mało poważnie, bo co rok–półtora zmieniają się zarządy. Jak w takich warunkach podejmować decyzje o dużych inwestycjach czy wieloletnich projektach? Przecież nikt nie bierze na siebie odpowiedzialności, bo albo za chwilę go nie będzie, albo będzie się bał, że zostanie odwołany z byle powodu. Partnerzy zagraniczni podchodzą do tego z dużą rezerwą – ciągłe zmiany kadr zarządzających nie dają żadnej gwarancji ciągłości współpracy ani konsekwencji w rozwoju.

W tym samym wywiadzie ministra zapewniała, że środki mają być rozdzielane mniej więcej po połowie: do przemysłu państwowego i prywatnego.

To świetnie.

Wierzy jej pan?

Zakładam, że ma dobre intencje.

Będę adwokatem diabła: są głosy, że strategia bezpieczeństwa nie może opierać się na dostawach od producentów prywatnych, bo to zbyt „chwiejny” oferent.

To zasłona dymna, która chroni różne koterie i interesy zamkniętej grupy ludzi. Państwo ma tak rozbudowane mechanizmy kontrolne, że jest w stanie wymusić na firmach prywatnych znacznie więcej niż na państwowych.

W Polsce – mimo że państwowe zakłady pobierają środki na utrzymanie określonych zdolności (np. produkcji czarnego prochu, plastycznych materiałów wybuchowych czy środków inicjujących) – realnych zdolności w wielu obszarach po prostu nie ma. Pieniądze zostały wydane. I gdzie w tym wszystkim były służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo?

Od harcerza do biznesmena. „Okazało się, że mam do tego smykałkę”

Skoro o służbach mowa, przejdźmy do pana przeszłości. Skąd się pan wziął w branży zbrojeniowej?

Jestem samoukiem, mam średnie wykształcenie. Przepustkę do świata zbrojeniówki dostałem od ojca. Dał mi – jako pamiątkę po dziadku, powstańcu śląskim – element karabinu Mauser K98. I to mnie wciągnęło.

Ojciec był zastępcą prezesa dawnego Zjednoczenia Przemysłu Elektromaszynowego. Wizytował różne zakłady, a ja jeździłem z nim. Bardzo mi się to spodobało. Niedaleko mojej podstawówki był znany w Katowicach zakład rusznikarski. Trafiłem tam, nawiązałem kontakt z rusznikarzem, który zaczął mnie przyuczać do zawodu. Okazało się, że mam do tego smykałkę.

I już?

Jeszcze harcerstwo. Byłem członkiem Hufca Katowice, który w ramach klubu sportowego Gwardia miał zajęcia w późniejszej Szkole Policji w Katowicach. W 1991 r. udało mi się przekonać instruktorów, rodziców i nauczycieli, żebym mógł dołączyć do sekcji strzeleckiej. Wciągnęło mnie strzelectwo sportowe, jeździłem na zawody. W końcu, w ramach sportów strzeleckich, pojechałem jako delegat do Fabryki Broni w Radomiu.

Który to był rok?

Wydaje mi się, że 2001. Złapaliśmy kontakt z ówczesnym zarządem, pojawili się ludzie z czasopisma „Strzał” – Jarosław Lewandowski i Leszek Erenfeicht. Wspólnie pomagaliśmy w założeniu przyzakładowego klubu strzeleckiego.

Militaria interesowały mnie również kolekcjonersko. W Bytomiu działała giełda staroci z największą w Polsce częścią wojskową. Bywałem tam często. A ponieważ dawne Zakłady Metalowe upadały, a Fabryka Broni była ich częścią, zorientowałem się, że leżą tam ogromne zasoby prototypów, części zamiennych i fachowej literatury. Część była po prostu niszczona – do huty w Ostrowcu Świętokrzyskim jechały całe transporty oprzyrządowania produkcyjnego. Na przetop. Dobra surówka. Nikt się tym nie interesował.

Następnym krokiem była koncesja na handel bronią.

Tak. W tamtym czasie pracowałem dla szwedzkiego koncernu, zarabiałem nieźle, więc postanowiłem wykorzystać oszczędności. Koncesję uzyskałem w 2006 r. I tak powstała firma Works 11. Ta „11” w owalu nawiązuje do Zakładów nr 11 – bardzo rozpoznawalnego w środowisku militariów symbolu. W Polsce produkowano tam najlepszą broń ręczną w całym Układzie Warszawskim. Początkowo koncesja miała służyć zakupowi pozostałości po produkcji, prototypów i kluczowych elementów broni.

Jak zdobyliście pierwsze kontrakty?

Firma PHZ Bumar skontaktowała się ze mną za pośrednictwem Agencji Mienia Wojskowego. To był pierwszy naprawdę konkretny kontrakt – dostawy magazynków do karabinków AK na potrzeby kontraktu irackiego.

Pojawiły się też kontakty z Czechami i Słowakami. Zostałem przedstawicielem kilku tamtejszych firm, m.in. czeskiego Instytutu Uzbrojenia i Amunicji ze Slavičína. Jako jego przedstawiciel zawarłem z MESKO w Radomiu jeden z pierwszych dużych kontraktów – na utylizację rakiet S-75 Wołchow.

Z racji strzelectwa praktycznego udało się nawiązać współpracę z polskimi jednostkami specjalnymi. Było tam kilka gorących tematów – np. GROM poszukiwał moździerza zgodnego kalibrem ze standardami NATO. Z trzeciej strony zaangażowałem się we współpracę z Agencją Mienia Wojskowego.

Dobra była to współpraca?

Na przestrzeni lat dwa-trzy razy byli najlepszym klientem Zespołu Obrotu Specjalnego AMW. Kupowaliśmy dużo sprzętu – na różne kierunki eksportowe, ale także na potrzeby tzw. pozbawiania cech bojowych, w standardzie amerykańskim. Cięliśmy go według procedur określonych przez Departament Stanu i wysyłaliśmy za granicę.

Pamiętajmy, że w tamtych latach Agencja Mienia Wojskowego sprzedawała uzbrojenie praktycznie za grosze. Karabinki AKM czy AKMS można było kupić za 120-160 zł za sztukę.

Czyli zaczął się biznes na dużym poziomie.

Robiliśmy to inaczej niż inne polskie firmy. Sprzęt oferowany klientom – głównie wojskom specjalnym – najpierw dokładnie opisywaliśmy w prasie. Zapraszaliśmy na targi, gdzie można było zobaczyć broń na żywo.

Zapraszaliśmy też na testy poligonowe i pokazy dynamiczne, realizowane we współpracy z Wojskowym Instytutem Technicznym Uzbrojenia, głównie na poligonie w Nowej Dębie.

Ile to trwało?

Pierwszy raz przedstawiciele jednostki GROM byli ze mną na prezentacji sprzętu w Czechach w 2008 r. W 2009 r. zrobiliśmy pierwsze takie pokazy w Polsce – z wykorzystaniem moździerza dla wojsk specjalnych Antos czy amunicji termobarycznej, którą Works 11 jako pierwsza firma wprowadziła na użytek wojska. Tak działaliśmy do 2018-2019 r.

Szkolenie na poligonie
Szkolenie z obsługi moździerza Antos w Czechach (fot. materiały prasowe)

Mówi pan o tym, jakby rozwijanie takiej firmy było łatwe.

Jeżeli człowiek robi to, co lubi, i jest to elementem pasji, to wiele rzeczy nie wydaje się tak trudnych, jak mogłoby się wydawać. Choć z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że pewne kierunki rozwoju dziś bym po prostu odpuścił. O ile za granicą jest to znacznie łatwiejsze, o tyle w Polsce w pewnym momencie zaczęlibyśmy być traktowani jako konkurent państwowych zakładów.

A państwo, jak wiadomo, konkurencji nie lubi.

I to mimo tego, że wspieraliśmy kilka projektów państwowych firm i pomagaliśmy w wielu aspektach, co zresztą trwa do dzisiaj. Np. w 2015 r., przy bardzo dużym wsparciu Amerykanów, uruchomiliśmy w MESKO produkcję amunicji do karabinów napędowych w śmigłowcach. Ta amunicja znalazła nabywców w Polsce. A potem MESKO zrezygnowało z tej produkcji.

Dlaczego?

Nie chcę tego tematu rozwijać. Powiem tylko, że produkowali amunicję według własnych standardów – starszych niż nasze rozwiązania – i w innych wolumenach.

Kilka projektów – np. dotyczących utylizacji środków bojowych – udało się jednak zrealizować. Potem, około 2016 r., zaczęły powstawać Wojska Obrony Terytorialnej, a my mieliśmy produkty, którymi były zainteresowane, głównie ze względu na kadry, które przyszły tam w znakomitej większości z wojsk specjalnych.

Co zaproponowaliście?

W 2017 r. braliśmy udział w postępowaniu organizowanym przez Inspektorat Uzbrojenia na dostawcę ultralekkiego moździerza Antos, który od 2010 r. dostarczaliśmy na rzecz Wojsk Aeromobilnych i Specjalnych. Wstępnie dogadaliśmy się z Hutą Stalowa Wola na produkcję lekkiej, aluminiowej lufy wraz z transferem technologii, tak aby dało się ją wykorzystać również w ich produktach. I nagle – w wyniku różnych działań – zablokowano nam tę produkcję. Podobno jeden z państwowych zakładów, produkujący wówczas moździerze 60 mm, był w tym temacie bardzo aktywny.

Smutne.

Smutne, bo zmuszono nas do tego, by cały materiał wejściowy z HSW odebrać i odwieźć z powrotem do Czechów. W praktyce oznaczało to, że w 2016 r. produkcja moździerzy Antos polegała na wytwarzaniu części w Czechach, a jedynie montaż odbywał się u nas. Chcieliśmy to rozwijać, a doskonałym momentem byłaby realizacja zamówienia dla Wojsk Obrony Terytorialnej.

Tu poszło lepiej?

Rozpoczęliśmy negocjacje z Inspektoratem Uzbrojenia – zresztą pomyślne. Uzgodniono wszystkie kwestie. Wojsko zakładało trzyletni cykl dostaw: na lata 2017, 2018 i 2019.

I w ostatnim dniu składania protestów Zakłady Mechaniczne Tarnów odwołały się do KIO, twierdząc, że procedura została przeprowadzona niewłaściwie, bo one również są producentem moździerzy. Finalnie to one dostały kontrakt, oferując moździerz bardzo podobny do naszego, z tą różnicą, że działający na amunicji niespełniającej porozumienia Joint Memorandum of Ballistic Understanding, którego Polska jest sygnatariuszem.

Brzmi jak polskie piekło.

Od 2017 r. zarówno ja – jako prezes i właściciel – jak i cała firma Works 11 zostaliśmy poddani intensywnej inwigilacji. Zaczęto mówić, że jestem rosyjskim agentem, że jestem sponsorowany przez Federację Rosyjską.

Zaczyna brzmieć jak mityczny „układ”? Ale chyba trudno przypisać komuś związki, których nie ma.

Podobno dobra legenda powinna zawierać cząstkę prawdy. W tamtym okresie miałem spółkę joint venture z czeską firmą Excalibur Army – EG Polska. W przeszłości Czesi przejęli ogromne magazyny części zamiennych do techniki wojskowej z dawnej NRD, z Finlandii. Działali też na kierunku rosyjskim i w krajach byłego ZSRR, mieli konta w rosyjskim banku. Próbowano więc „uszyć nam buty”, że płyną do nas przelewy z Rosji poprzez partnera z Czech. Tyle że było dokładnie odwrotnie – to my kupowaliśmy towar od Czechów. Rozpętała się kampania pomówień, zgłosiłem sprawę do prokuratury.

I co się okazało?

Prokuratura umorzyła sprawę. Ale w trakcie śledztwa, po sprawdzeniu adresów IP, okazało się, że ten hejt internetowy prowadzony był z komputera firmowego pracownika jednego z państwowych zakładów. Mówiono mi, że to osoba ze służb specjalnych, zatrudniona tam jako prawnik.

GROM, śmigłowce i prezydent. Jak do Rembertowa trafiły Black Hawki

Jak ataki wpłynęły na biznes?

Do 2019 r. – z jednym wyjątkiem – podwajaliśmy obroty i zwiększaliśmy zakres współpracy z różnymi podmiotami. Dziś Works 11 ma kontakty handlowe w ponad 20 krajach.

Po zmianie władzy w 2015 r., gdy do GROM-u trafił płk Mariusz Pawluk, zostałem poproszony o przedstawienie możliwości dostaw śmigłowców do zespołu wsparcia lotniczego, który miał być reaktywowany.

To historia, która do dziś ciągnie się za jednostką.

Początkowo miały to być śmigłowce Little Bird. Rozmowy były na tyle zaawansowane, że w marcu 2018 r. wizytowaliśmy – wraz z dowództwem jednostki i amerykańskim oficerem łącznikowym wojsk specjalnych – fabrykę tych śmigłowców w Mesie w Arizonie. Jednak podczas targów MSPO w 2018 r. pojawili się znani nam już przedstawiciele Sikorsky USA i zapytali, czy nie widzimy sposobu na dostarczenie do sił zbrojnych śmigłowców S-70i Black Hawk. Pomysł miał polityczne poparcie środowiska ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudy, ale brakowało pomysłu na jego realizację. Zapytaliśmy więc ówczesnego dowódcę GROM-u, czy dopuszcza zmianę platformy z Little Birdów na Black Hawki. Po chwili ciszy dowódca wyraził zgodę i kilka dni później powstała komisja niejawna.

Moją rolą przy dostawie Black Hawków było opracowanie programu szkolenia działań specjalnych z wykorzystaniem tej platformy – m.in. pilotażu specjalnego, technik linowych, operacji nocnych. Było to możliwe dzięki bardzo dobrej współpracy z jednostką GROM oraz kontaktom w środowisku pilotów amerykańskich wojsk specjalnych, głównie z jednostki 160th SOAR. Odpowiadaliśmy także za dostawę uzbrojenia kalibru 7,62 mm, noktowizji, wskaźników laserowych, systemów celowniczych oraz systemów sterowania uzbrojeniem z kabiny pilota.

Przypomnę, że platformy były przeznaczone do dalszego doposażania w różne systemy, niektóre z nich prezentował Works 11 na targach MSPO 2019, lecz wskutek afery jaką rozpętano wokół firmy, nigdy nie wprowadzono m.in. elektronicznego systemu celowania oraz zarządzania uzbrojeniem, wyrzutni niekierowanych czy nie kontynuowano zapoczątkowanych szkoleń taktycznych na wyższych poziomach.

Śmigłowiec Black Hawk
Black Hawk z zespołu lotniczego JW Grom podczas ćwiczenia działań prowadzonych przez Marynarkę Wojenną w ramach operacji "Zatoka", w Gdyni (Fot. PAP/Andrzej Jackowski)

Dla pana kontrakt skończył śledztwem i zatrzymaniem przez służby w 2019 r.

Myślę, że to śledztwo zaczęło się znacznie wcześniej – właśnie w momencie, gdy zwróciliśmy na siebie uwagę konkurencji. Rzeczywiście, cztery dni przed przekazaniem śmigłowców, przy którym mieliśmy istotną rolę, zostaliśmy zatrzymani. Zatrzymano mnie, drugiego zastępcę dowódcy jednostki oraz mojego byłego zastępcę. Usłyszeliśmy zarzuty korupcji. Miała ona polegać na tym, że zastępca dowódcy jednostki kupił w firmie Works 11 broń kolekcjonerską poniżej cen internetowych. Nie wzięto przy tym pod uwagę ani stopnia zużycia broni, ani kosztów jej pozyskania. Chodziło o około 11 sztuk, a łączna różnica cenowa wynosiła kilka tysięcy złotych. Sprawa do dziś się nie zakończyła. Ja w międzyczasie wygrałem dwie sprawy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, a państwo polskie wypłaciło mi odszkodowanie za zatrzymanie.

Zakładam, że powie pan teraz, że było to śledztwo polityczne.

Oczywiście, że była to sprawa polityczna, motywowana przez konkurencję. Dziś nie mam z tym problemu, żeby powiedzieć to wprost: działania prokuratora miały charakter częściowo pozaprawny. Był to pretekst do wywołania afery i destabilizacji Works 11. Pozwolono nam jeszcze dokończyć program szkoleniowy na Black Hawkach, a potem zaczęły się działania służb, które w różnych formach trwają do dziś. Po zatrzymaniu otrzymałem kilka maili z adresów niemożliwych do zidentyfikowania, z propozycją spotkania w sprawie „choćby częściowego uratowania tego, co jeszcze zostało”. Mam je do dziś.

Mimo wszystko mogę powiedzieć jedno: uczestniczyłem w czymś, co w skali światowej jest rzadkością. W ramach istniejącej jednostki wojsk specjalnych powstał pełnoprawny zespół wsparcia lotniczego. W niespełna 1,5 roku dokonał tego niewielki zespół pod kierownictwem gen. Pawluka. To był zaszczyt móc w tym uczestniczyć.

Wśród zarzutów pojawił się też wątek wspólnych wyjazdów ludzi z GROM-u i Works 11 na narty.

Te wyjazdy za każdym razem były zgłaszane do oficera Służby Kontrwywiadu Wojskowego w jednostce. Żołnierze wskazywali kierunek podróży i osoby, z którymi wyjeżdżają. Nie były to żadne tajne wyjazdy. Próbowano oczywiście zrobić z tego zarzut, ale szybko okazało się, że każdy z uczestników płacił za wyjazd z własnych pieniędzy. Co więcej – te wyjazdy odbywają się do dziś.

Jaki jest dziś związek między Works 11 a zakładami w Niewiadowie, które zwiedzaliśmy?

Nie ma żadnego powiązania kapitałowego ani organizacyjnego między Grupą Niewiadów – ani jakąkolwiek jej spółką – a spółką Works 11. W 2019 r. przekazałem mojej siostrze cały posiadany majątek, w tym spółkę Works 11, z wyjątkiem prowadzonej przeze mnie jednoosobowej działalności gospodarczej Works 11 Michał Lubiński. Struktura Grupy Niewiadów nie zawiera żadnego składnika majątkowego należącego do mnie, więc opisywana sprawa nie dotyczy w żaden sposób Niewiadowa.

Dlatego rozmawiamy z panem jako doradcą zarządu, a nie prezesem Grupy Niewiadów Polskiej Grupy Militarnej?

Mam nadzieję, że mimo to rozmowa z kimś, kto od ponad 20 lat działa w branży zbrojeniowej, była dla panów wartościowa.

Warto wiedzieć

100 lat historii

Niewiadów Polska Grupa Militarna to notowana na rynku NewConnect prywatna grupa kapitałowa, specjalizująca się w przemyśle zbrojeniowym.

Korzenie firmy sięgają 1920 r., gdy powstała spółka „NITRAT”, produkująca wyroby chemiczne i wojskowe. Zakład w Niewiadowie zbudowano w latach 1921–1923. Podczas II wojny światowej majątek został skonfiskowany przez Niemców, a po wojnie odbudowany jako zakład produkcji organicznej. W latach 50. profil działalności zmieniono na wytwórnię wyrobów precyzyjnych – wojskowych i cywilnych. W latach 70. i 80. firma była znana przede wszystkim z produkcji przyczep kempingowych. Jednak w 2011 r. przedsiębiorstwo ogłosiło upadłość.

Część zbrojeniową przejęła w 2019 r. od syndyka spółka Works 11, należąca wówczas do Michała Lubińskiego. W 2025 r. Grupa Niewiadów połączyła się z notowaną na NewConnect Polską Grupą Militarną, przejmując nad nią kontrolę. Obecnie spółka oczekuje na zatwierdzenie przez KNF prospektu w związku z planowanym przejściem na rynek główny GPW.

W maju 2025 r. fundusz Fidera zainwestował w spółkę 250 mln zł, finansując budowę fabryki amunicji 155 mm. W tym celu podpisano memorandum z amerykańskim koncernem Northrop Grumman. Niewiadów planuje również opracowanie własnej technologii we współpracy z Wojskowym Instytutem Technicznym Uzbrojenia. Spółka zawarła także umowę z Proguns na budowę fabryki amunicji 40 mm oraz licencyjną umowę transferu technologii z singapurskim ST Engineering. Ponadto pozyskała kontrakty z Agencją Uzbrojenia na dostawę min sygnalizacyjnych i przeciwpiechotnych.

Główne wnioski

  1. Niewiadów Polska Grupa Militarna buduje w Polsce pełne zdolności do produkcji amunicji (zwłaszcza 155 mm). Ma realny, skalowalny projekt, oparty m.in. na inwestycji funduszu Fidera, współpracy z zagranicznymi partnerami i WITU, umożliwiający produkcję 120 tys. pocisków rocznie, zapewniając spółce przychody liczone w miliardach złotych, jednak oferta spółki pozostaje w dużej mierze ignorowana przez MON.
  2. Prywatny sektor zbrojeniowy jest systemowo dyskryminowany przez państwo, które preferuje spółki Skarbu Państwa w dostępie do kontraktów i programów wsparcia. Michał Lubiński przekonuje, że państwowy przemysł obronny stał się „przechowalnią znajomych królika” i nie jest konkurencyjny. Do zbrojeniówki upychano „swoich” zarówno za poprzedniej, jak i za obecnej władzy.
  3. Michał Lubiński przekonuje, że jego historia pokazuje, jak aparat państwowy i konkurencja wykorzystują służby, śledztwa i kampanie oszczerstw jako narzędzie gry rynkowej. Jego zdaniem ma to charakter polityczny i ma destabilizować prywatny, skuteczny podmiot, mimo że wygrywał on sprawy przed Trybunałem w Strasburgu i budował kluczowe projekty.