Mój Ramadan. Pościłem jak muzułmanie
Trwa Ramadan. To okazja, by podzielić się z czytelnikami moimi doświadczeniami z postu, który podjąłem rok temu. Zgaga i wzdęcia na początku to nic w porównaniu z późniejszym ostrym zapaleniem wątroby i żołądka. Z postu leczę się do dziś.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak w praktyce wygląda post ramadanowy.
- Jak wygląda życie zawodowe i towarzyskie podczas Ramadanu.
- Czy obchodzenie Ramadanu jest dobre dla zdrowia.
Nie jestem muzułmaninem, ale mieszkając w Algierii byłem w poważnym związku z muzułmanką. Przez dwa lata mieszkaliśmy ok. 200 metrów od rezydencji prezydenta Abdelmadjida Tebbouna w dzielnicy Ben Aknoun w Algierze.
Wbrew wyobrażeniom wielu czytelników, relacje muzułmanek z innowiercami są w krajach Maghrebu powszechne, mimo iż islam ich zakazuje. Kobietom z tamtego regionu podoba się jasna cera i niebieskie lub zielone oczy oraz najlepiej blond włosy Europejczyków. Ideałem męskiej urody są tu Szwedzi, a do nich już Polakom wcale nie jest pod względem fizycznym daleko. Ponadto kobiety mają wyolbrzymione przekonanie o poziomie kulturalnym Europejczyków oraz o ich zamożności. Kwestia religii zaczyna być problemem, gdy o relacji dowiadują się ich krewni. Dlatego też miejscowe kobiety próbują krok po kroku przekonywać swojego europejskiego partnera do konwersji.
Nie chodzi jednak o to, by stał się głęboko wierzącym i praktykującym muzułmaninem, tylko by przestrzegał pewnych powierzchownych rytuałów i dokonał formalnej konwersji w meczecie w dniu zawarcia małżeństwa. Moja ówczesna partnerka też miała podobny plan. Jego istotnym elementem była prośba, bym w drugim roku relacji zaczął przestrzegać Ramadanu w ramach z nią „solidarności”. Była zdeterminowana i przekonująca, więc w końcu uległem i zdecydowałem się na ten miesięczny eksperyment.
1 dzień – leniwa sobota jako mój ratunek
Data rozpoczęcia Ramadanu wyznaczana jest przez kalendarz księżycowy, w ramach którego rok jest o 11 dni krótszy niż w kalendarzu gregoriańskim. Dlatego co roku Ramadan rozpoczyna się ok. 11 dni wcześniej. W 2025 r. zaczął się 28 lutego i trwał do 30 marca. Tradycyjnie jest to okres, w którym w Afryce Północnej jest relatywnie chłodno (15-20 stopni) i często pada deszcz. Ułatwia to poszczenie, bo brak upału nie wzmaga pragnienia. Postanowiłem przygotować brzuch na przetrwanie głodówki od ok. 4 rano do ok. 19 wieczorem. O 2 w nocy zjadłem porządny, ciepły posiłek z dużą ilością chleba. Usnąłem z pełnym brzuchem i spałem do godz. 13. Była sobota, więc mogłem. Spędziłem leniwy dzień, bez większych problemów. Nie byłem głodny, a że nie jadłem, to też nie chciało mi się pić. O 17 zacząłem odczuwać niesamowity ból głowy. Położyłem się spać, by go uśmierzyć.
Około 19 obudziło mnie wyjące przez megafony meczetów w całym mieście zawołanie na modlitwę. Wkrótce po nim można było zasiąść do uroczystej kolacji zwanej iftarem. Ku mojemu zaskoczeniu, nie byłem w stanie wiele w siebie „wrzucić”. Zjadłem tradycyjną algierską zupę szorba frik, pół udka kurczaka, popiłem lemoniadą i czułem się pełny. Usiadłem na kanapie, czując skok cukru w głowie.
Wyszedłem na spacer po pustych ulicach, by się przewietrzyć i zrobić drobne zakupy. Do 2 nad ranem w mieszkaniu panowała radosna atmosfera i podjadanie słodyczy. Zjadłem solidny posiłek jako shor (muzułmańskie śniadanie) i położyłem się spać. Rozgrzewka za mną od jutra prawdziwe wyzwanie – tydzień roboczy trwający od niedzieli do czwartku.
1 tydzień – notoryczny stan półsnu
Pierwszy tydzień Ramadanu był dla mnie koszmarem, ale nie z powodu głodu. Z tym sobie wyjątkowo dobrze radziłem, napychając brzuch w nocy. Prawdziwym problemem był brak energii i problemy z koncentracją. Na szczęście algierscy przedsiębiorcy byli w tym czasie zupełnie nieaktywni. Nikt do mnie nie dzwonił i nie chciał się ze mną spotykać. Niemal wszyscy przedsiębiorcy, których znałem, w ciągu dnia po prostu spali.
Moje obowiązki zawodowe ograniczały się zatem do odpowiadania na maile, które otrzymywałem z Warszawy. Zadania wymagające koncentracji odkładałem na wieczór. Te typowo administracyjne wykonywałem trzy razy wolniej niż zwykle. O 17 dopadał mnie silny ból głowy, który albo przesypiałem, albo szedłem na siłownię (trzy razy w tygodniu). Podczas ćwiczeń trochę oszukiwałem, bo między seriami chodziłem do łazienki, by pić wodę, gdy nikt nie patrzy.
Byłem jednak zaskoczony, że nie słabłem. Problemem były tylko ćwiczenia cardio, zwłaszcza bieganie. Męczyłem się przy nich znacznie szybciej niż zazwyczaj. Po siłowni z radością biegłem do domu na iftar. Raz zdarzyło się nawet, że policjanci pilnujący rezydencji prezydenta zaprosili mnie, bym zjadł razem z nimi.
Przez cały tydzień miałem poczucie, że jestem w notorycznym stanie półsnu. Cały dzień kręciło mi się w głowie i musiałem zmuszać się do koncentracji na czytaniu maili lub słuchaniu tego, co ktoś do mnie mówi. Ten stan mijał, gdy po iftarze, wypijałem kawę. Według autochtonów za mój ból głowy o godz. 17 miało właśnie odpowiadać odstawienie kofeiny. Gdybym był palaczem, podobno ten ból byłby jeszcze silniejszy. Po iftarze co wieczór spacerowałem.

2 tydzień – koniec taryfy ulgowej
W drugim tygodniu moje samopoczucie było podobne jak w pierwszym. Ale pojawiła się nowa aktywność. Algierscy przedsiębiorcy obudzili się z ramadanowego snu i zaczęli do mnie dzwonić w ciągu dnia, zwykle między godz. 13 a 16 i umawiać się ze mną na wieczorne spotkania. Podczas rozmowy przez telefon byli „niewyraźni” podobnie jak ja. Jednak, gdy spotykaliśmy się wieczorem, byliśmy w pełni formy.
Spotkanie wiązało się z koniecznością zjedzenia posiłku, więc mój brzuch dodatkowo się napychał. Postanowienia ze spotkań musiałem natomiast na drugi dzień wdrażać w życie, wysyłając do polskich eksporterów liczne pytania. To był dodatkowy wysiłek intelektualny, zmuszający mnie do koncentracji. Zdarzało się niestety też, że zapominałem o tym, co miałem zrobić.
W drugim tygodniu stałem się też bardziej drażliwy, podobnie zresztą jak moja partnerka. Kłóciliśmy się niemal codziennie i to zwykle o totalne bzdury. Kłótnie między ludźmi były też zauważalne na ulicach w ciągu dnia. Czasami nawet przeradzały się w rękoczyny. Codziennie dochodziło też do stłuczek samochodowych. Dzień stawał się czasem konfrontacji między zmęczonymi ludźmi, a noc czasem spokoju i odpoczynku, również psychicznego. Podczas moich nocnych spacerów zacząłem też zauważać szwendające się po mieście grupki nastoletnich chłopców. Prawdopodobnie chcieli odsapnąć po „nadmiernie rodzinnej”, gęstej atmosferze dnia.
3 tydzień – adaptacja
W trzecim tygodniu zacząłem się czuć stabilnie. Wiedziałem, co kiedy robić, by zbyt się nie przemęczać. Miałem więcej cierpliwości. Zacząłem kontrolować rytm domowy, umiejętnie organizując cykle pracy i odpoczynku.
Wnioski z wieczornych spotkań zapisywałem w notesie, dzięki czemu minęły problemy z pamięcią. Tydzień minąłby w sposób niemal niezauważalny, gdyby nie fakt, iż właśnie wtedy w Polsce ukazała się moja książka pt. „Brama do Europy. Czy Afryka Północna zdecyduje o przyszłości Starego Kontynentu”. Miałem z tego powodu trochę dodatkowych obowiązków, ale generalnie wspominam ten czas miło.
Podczas moich nocnych spacerów ulice Algieru powoli zapełniały się ludźmi. Oprócz nastolatków wychodzili na nie również dorośli faceci, chcący zapalić papierosa lub wypić kawę i pogadać z kumplami.
4 tydzień – zmęczenie materiału
Gdy już zacząłem czuć się dobrze, przyszedł ostatni tydzień z zupełnie nowymi odczuciami. Byłem zmęczony. Coraz częściej miałem wzdęcia i zgagę. W dzień nie byłem w stanie dobrze wykonać niemal żadnego zadania, a jeśli coś mi się udawało, to miałem poczucie, że kosztowało mnie to mnóstwo wysiłku.
Nagrodą za codzienne zmęczenie były towarzyskie wieczory. Ambasady, organizacje pozarządowe, związki wyznaniowe i inne zagraniczne podmioty rezydujące w Algierze zaczęły organizować swoje iftary.
Niemal codziennie uczestniczyłem w tego rodzaju wydarzeniu, podczas którego miałem okazję porozmawiać ze znajomymi, których nie widziałem się od trzech tygodni. W sobotę z kolei wracając wypożyczonym samochodem z wycieczki w góry, nie zdążyłem dojechać na czas iftaru do domu. Trafiłem wówczas na iftar sąsiedzki organizowany na jednym z osiedli pod Algierem.
Gdy tylko zaparkowałem samochód, siedzący tam ludzie natychmiast podeszli do mnie, by mnie zaprosić do wspólnego posiłku. Stoły były ustawione na dworze między blokami, z wielkich garów rozlewana była „szorba”, każdy otrzymywał też w komplecie baranie żeberko, ciastko pistacjowe i kawę. Był to prawdziwy pokaz muzułmańskiej gościnności.
Ostatnie dni, Aid i konsekwencje eksperymentu
Ostatnie dni to było wielkie oczekiwanie na koniec postu. Ludzie odliczali dni i godziny. W nocy natomiast ulice były pełne ludzi. Restauracje organizowały „iftarowe wieczorki”, czyli coś w rodzaju mini dyskoteki w arabskim stylu. Mężczyźni i kobiety, zarówno w parach jak i single i singielki szukający osoby do pary, siedzieli przy stolikach i słuchali muzyki granem przez didżeja lub orkiestrę.
Imprezy trwały od iftaru (godz. 19) do shoru (nawet godz. 4 rano). Od standardowych arabskich dyskotek różniły się w zasadzie tylko tym, że nie podawano na nich alkoholu. Wiele osób natomiast paliło shishę. Był to sposób na płynne przejście od Ramadanu do następującego po nim święta Aid al-Fitr.
Muzułmanie często mówią, że Ramadan jest dobry dla zdrowia. Porównują go z postem przerywanym. Dzięki poszczeniu mamy oczyszczać organizm z toksyn i komórek rakowych. Być może tak jest, jeśli spożywa się tylko iftar i skromny shor.
Jednak większość muzułmanów obchodzi Ramadan podobnie jak ja, czyli poszcząc w ciągu dnia i obżerając się nocą. W moim przypadku taki tryb doprowadził do zapalenia wątroby, żołądka i przełyku, których wciąż jeszcze w pełni nie wyleczyłem, mimo iż minął rok.
Główne wnioski
- Większość muzułmanów podczas Ramadanu pości w ciągu dnia, a w nocy się objada.
- Życie zawodowe i towarzyskie na początku Ramadanu zamiera, by wraz z kolejnymi tygodniami się odradzać. Zwłaszcza koniec Ramadanu to okres intensywnych imprez towarzyskich.
- Obchodzenie Ramadanu może mieć pewne dobre efekty dla zdrowia, jeśli posiłki w ciągu doby ograniczy się do kolacji i śniadania. Z pewnością odstawienie używek sprzyja też odtruciu organizmu. Jednak jeśli objadamy się w nocy, wówczas możemy poważnie zaszkodzić naszemu zdrowiu. Czego jestem przykładem.