Kategoria artykułu: Sport
Sport to pieniądz Sezon 2 Odc. 45

Natalia Bukowiecka: przez rutynę w profesjonalnym sporcie można oszaleć

Tylko kilka tygodni trwał posezonowy odpoczynek Natalii Bukowieckiej. Świeżo upieczona wicemistrzyni świata w biegu na 400 m powrót do treningów zaczęła nietypowo: od biegu na 10 km... pod skocznią narciarską w Zakopanem.

Z tego odcinka dowiesz się…

  1. Czego biegacze-amatorzy mogą nauczyć się od profesjonalnych zawodników i dlaczego nie powinni całkowicie kopiować ich treningów.
  2. Jakie pozatreningowe obowiązki są dla Natalii Bukowieckiej najbardziej uciążliwe.
  3. Czy po zakończeniu kariery Natalia Bukowiecka widzi siebie w świecie mediów i showbiznesu.
Obejrzyj lub posłuchaj
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
00:00

Jesień dla kibiców oznacza przerwę od lekkoatletycznych emocji. Zawodnicy nie mają jednak takiego luksusu. Kiedy trybuny pustoszeją, a w transmisjach telewizyjnych pałeczkę przejmują inne dyscypliny, lekkoatleci zaczynają jeden z najważniejszych okresów przygotowań. To czas mozolnej pracy, bez regularnych okazji do sprawdzenia jej efektów i bez nagród w postaci medali.

– W tym roku i tak miałam bardzo długą przerwę jak na mnie, bo chyba miesiąc i tydzień. Oczywiście ruszałam się, ale nie trenowałam. Myślę więc, że jak zacznę trenować, to pierwsze dwa tygodnie będą naprawdę ciężkie i nie będę miała przestrzeni na inne rzeczy, bo będę leczyła zakwasy – mówi Natalia Bukowiecka.

Do biegów wróciła na bardzo nietypowym dla sprinterów dystansie: 10 km. Wystartowała w biegu PKO Dycha pod krokwią, organizowanym na pełnej wzniesień trasie narciarskiej przy skoczniach w Zakopanem. Jak mówi biegaczka, nigdy wcześniej nie pokonała takiego dystansu.

Profesjonalny trening nie dla każdego

Natalia Bukowiecka wzięła też udział w konferencji PKO Biegowe 360 Stopni w Centralnym Ośrodku Sportu w Zakopanem. Jej uczestnicy mieli szansę spotkać się z utytułowanymi polskimi zawodnikami: Justyną Święty-Ersetic, Małgorzatą Hołub-Kowalik, Igą Baumgart-Witan, Kajetanem Duszyńskim, Joanną Jóźwik czy Adamem Kszczotem. Mogli posłuchać ich wskazówek i wspólnie potrenować.

– Myślę, że wszyscy ciężko trenujemy, ale też takie elementy treningu są interesujące dla biegaczy amatorów czy długodystansowców. Czasem opierają oni swoje treningi głównie na bieganiu, a mogą wprowadzić dużo ciekawszych elementów, jak siłownia czy plyometria. My bardzo bazujemy na takim treningu, więc wydaje mi się, że są wspólne elementy, które mogą być dla tych ludzi ciekawe – tłumaczy Natalia Bukowiecka.

Jednocześnie zauważa, że amatorom trudno byłoby skopiować wszystkie elementy profesjonalnego treningu.

– To jest zupełnie inny świat. My poświęcamy sportowi bardzo dużo czasu i podporządkowujemy mu całe życie. Jeżeli ktoś chodzi do pracy, ma dzieci i inne obowiązki, nie będzie w południe się regenerował, później odwiedzał psychologa i kładł się spać o 22. Czasami amatorzy popełniają błąd, próbując trenować jak profesjonaliści, ale nie mają tej drugiej części życia, którą mają profesjonaliści. I to może ich gubić, prowadząc do kontuzji – ostrzega biegaczka.

Sama nie traktuje treningów jako przykrego obowiązku, bo, jak mówi, większość jednostek treningowych sprawia jej przyjemność. Znacznie mniej entuzjazmu budzi w niej konieczność trzymania się rygorystycznej rutyny. Odpowiednia pora snu, regularne posiłki i powtarzalny harmonogram są niezbędne, ale nawet największa profesjonalistka potrzebuje czasem oddechu.

– Bardzo lubię rutyny i to, że mam poukładany dzień. Ale kiedy robi się to codziennie, można trochę oszaleć. Miałam taki moment, że bardzo pilnowałam wszystkiego: o 20 szłam do łóżka, odkładałam telefon, czytałam książkę, słuchałam podcastu i dzień w dzień wyglądało to podobnie. Dlatego wakacje i przerwy są potrzebne, żeby trochę odpocząć od sportu, zaszaleć i pójść spać o północy – opowiada Natalia Bukowiecka.

Uciążliwe kontrole

Jednym z najbardziej wymagających elementów życia zawodowego sportowca jest skrupulatne przestrzeganie wszystkich reguł systemu antydopingowego. Nie chodzi jedynie o pilnowanie diety i suplementacji, by do organizmu nie dostała się żadna niepożądana substancja. Uciążliwy jest obowiązek zgłaszania każdego miejsca pobytu, konieczność ciągłego aktualizowania danych i pozostawanie dostępnym dla kontrolerów właściwie przez całą dobę. Niespodziewana wizyta może oznaczać konieczność spędzenia z kontrolerami kilku godzin.

– To jedna z cięższych rzeczy, jeśli o mnie chodzi. Jest to stresujące i dosyć uciążliwe, bo cały czas musimy podawać, gdzie jesteśmy, i nie możemy o tym zapomnieć. Zwłaszcza że mam już jedną żółtą kartkę, a trzy ostrzeżenia oznaczają dyskwalifikację. Kontrole są często niespodziewane, a sytuacja, kiedy ktoś puka do drzwi i mówi, że teraz musimy razem iść do łazienki, nie należy do najprzyjemniejszych – opowiada Natalia Bukowiecka.

Zawodniczka wspomina sytuację, gdy kontrolerzy zapukali do niej o godz. 22., gdy wróciła do domu po męczącym locie.

– Kiedyś zdarzyła mi się popołudniowa kontrola, w trakcie której siedziałyśmy z panią w łazience przez 2-3 godziny. Staram się do tego nastawić tak, że to też jest ich praca i że jak testują mnie, tak testują też innych – mówi biegaczka.

Nie pomaga także konieczność ostrożnego podchodzenia do jedzenia i suplementacji. Natalia Bukowiecka korzysta z preparatów rekomendowanych przez Polski Związek Lekkiej Atletyki, ale nawet wtedy pozostaje pewien margines niepewności. Szczególnie podczas zagranicznych wyjazdów, gdy trudno mieć pełną kontrolę nad każdym produktem.

Polskie zawody na światowym poziomie

Najważniejsze zawody lekkoatletyczne rozrzucone są po całym świecie. Dzięki temu zawodnicy mogą porównywać poziom organizacyjny imprez w różnych krajach. Natalia Bukowiecka opowiada, że organizowany na Stadionie Śląskim Memoriał Kamili Skolimowskiej, należący do prestiżowego cyklu Diamentowej Ligi, jest jednym z ulubionych startów zagranicznych lekkoatletów.

– Uważam, że zawody w Polsce są organizowane bardzo dobrze. To naprawdę jedne z najlepszych zawodów na świecie. Po rozmowach z innymi zawodnikami wiem, że uwielbiają tutaj startować i każdy chce przyjeżdżać na Diamentową Ligę. Mamy świetny stadion, super atmosferę i po prostu dba się o zawodników. Myślę, że to powód do dumy – podkreśla zawodniczka InPost Sport Team.

Zawody w Polsce doceniają też międzynarodowe federacje: World Athletics i European Athletics regularnie przyznają Polsce organizację imprez mistrzowskich. W tym roku Toruń organizował halowe mistrzostwa świata. W 2029 ugości halowe mistrzostwa Europy. Rok wcześniej mistrzostwa Europy na stadionie zostaną zorganizowane w Chorzowie.

Indywidualnie czy w sztafecie?

W dorobku medalowym Natalii Bukowieckiej znajdują się trzy olimpijskie medale. Złoto i srebro wywalczyła w sztafetach (mieszanej i kobiecej), a brąz indywidualnie.

– Sztafeta jest super. Uwielbiam ją i uwielbiam to, że zdobywasz medale wspólnie. To są takie duże emocje, że trzeba się z kimś dzielić. Natomiast medal indywidualny jest czymś innym, bo jest tylko dla ciebie. Sam na niego pracujesz i musisz wybiegać tylko swoimi nogami – mówi Natalia Bukowiecka.

Godzenie startów indywidualnych i drużynowych wymaga dyscypliny, bo starty eliminacyjne i finałowe są rozłożone w czasie. Trzeba więc być „pod prądem” przez dłuższy czas.

– Zazwyczaj jest między tymi biegami trochę przerwy i można przestawić się na myślenie drużynowe. Z dziewczynami zawsze sobie kibicowałyśmy, mimo że wcześniej ze sobą rywalizowałyśmy. Miałyśmy też dobry kontakt poza bieżnią. Wiadomo, że nie ze wszystkimi zawsze można się lubić, bo to jest naturalne, ale każda wiedziała, po co tam jest – mówi Natalia Bukowiecka.