Kategoria artykułu: Świat

Nie tylko Grenlandia. Na dalekiej Północy rośnie rywalizacja także o Svalbard

Choć Longyearbyen i Barentsburg dzieli kilkadziesiąt kilometrów arktycznej tundry, polityczna przepaść między norweską a rosyjską społecznością na Svalbardzie się pogłębia. W cieniu wojny w Ukrainie, aktywności rosyjskiej Floty Północnej i retoryki Moskwy ten norweski archipelag staje się areną konfrontacji w Arktyce.

Archipelag leży na północnym krańcu Europy, pomiędzy kontynentalną Norwegią a biegunem północnym. Oznacza to bezpośrednie sąsiedztwo szlaków morskich łączących rosyjskie bazy arktyczne z północnym Atlantykiem. Fot. Getty images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego arktyczny archipelag Svalbard staje się areną coraz ostrzejszych napięć między Norwegią a Rosją?
  2. W jakim celu Moskwa uparcie utrzymuje na Svalbardzie swoje nierentowne kopalnie węgla?
  3. Jak rosyjska inwazja na Ukrainę wpłynęła na relacje między norweskimi a rosyjskimi mieszkańcami archipelagu?
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Svalbard to niewielki, lecz niezwykle istotny geopolitycznie archipelag arktyczny. Stanowi on najdalej na północ wysuniętą część Norwegii. Największą z wysp jest Spitsbergen, a centrum administracyjnym i głównym ośrodkiem życia pozostaje Longyearbyen.

Udokumentowana nowożytna historia tego obszaru rozpoczyna się w 1596 roku wraz z wyprawą holenderskiego odkrywcy Willema Barentsa. To właśnie na jego cześć nazwano otaczające archipelag od południowego wschodu Morze Barentsa. W kolejnych stuleciach wyspy przyciągały wielorybników, traperów i uczestników ekspedycji polarnych, a od początku XX wieku rozwijało się tam również wydobycie węgla. Przez długi czas cała ta aktywność toczyła się na swoistej „ziemi niczyjej”, przynajmniej z punktu widzenia przynależności państwowej. O sytuacji w regionie decydowały wówczas w równym stopniu wpływy gospodarcze, co działania poszczególnych państw.

Ten niejasny status uregulowano formalnie dopiero po zakończeniu I wojny światowej. Na mocy traktatu spitsbergeńskiego, podpisanego w 1920 roku i obowiązującego od 14 sierpnia 1925 roku, Norwegia uzyskała „pełną i absolutną suwerenność” nad archipelagiem. Dopełnieniem tego procesu była przyjęta przez parlament w Oslo tzw. ustawa o Svalbardzie, która ostatecznie uczyniła ten obszar integralną częścią Królestwa Norwegii.

Svalbard nie jest jednak zarządzany jak typowe norweskie terytorium. Traktat gwarantuje obywatelom i przedsiębiorstwom z państw będących jego sygnatariuszami równe traktowanie w ściśle określonych dziedzinach. Warto odnotować, że Polska dołączyła do tego grona w 1931 roku. Wspomniane gwarancje obejmują swobodny dostęp do archipelagu, rybołówstwo, łowiectwo, górnictwo, a także szeroko pojętą działalność komercyjną i prawa własności. Dokument ten nakłada również wyraźne ograniczenia na sposób dysponowania wpływami z podatków.

Co więcej, porozumienie zakazuje tworzenia baz marynarki wojennej, wznoszenia fortyfikacji oraz wykorzystywania wysp do jakichkolwiek celów militarnych. Sama Norwegia podkreśla jednak, że zapisy te nie oznaczają całkowitego zakazu podejmowania działań obronnych czy kroków niezbędnych do egzekwowania własnej suwerenności.

Rosyjska Flota Północna po sąsiedzku

Strategiczna wartość Svalbardu wynika nie tyle z samych wysp, ile z ich najbliższego otoczenia. Archipelag leży na północnym krańcu Europy, pomiędzy kontynentalną Norwegią a biegunem północnym. Oznacza to bezpośrednie sąsiedztwo szlaków morskich łączących rosyjskie bazy arktyczne z północnym Atlantykiem.

Właśnie to położenie nadaje regionowi wyjątkowe znaczenie. Na południowy wschód od Svalbardu, na Półwyspie Kolskim, stacjonuje rosyjska Flota Północna. Dysponuje znaczną częścią rosyjskiego arsenału nuklearnego przeznaczonego do tzw. drugiego uderzenia. Droga tych okrętów na północny Atlantyk prowadzi przez Morze Barentsa, dokładnie między Svalbardem a północnymi wybrzeżami Europy.

Dla Norwegii oznacza to, że archipelag staje się coraz ważniejszym ogniwem szerszej, północnej architektury bezpieczeństwa. Wydana w 2024 roku przez norweski rząd biała księga w sprawie Svalbardu wyraźnie odzwierciedla zmianę globalnych nastrojów geopolitycznych i rosnącą ostrożność władz w Oslo. Dokument ten kładzie szczególny nacisk na „konsekwentne i stanowcze egzekwowanie suwerenności” oraz rygorystyczne przestrzeganie zapisów traktatu spitsbergeńskiego. Podkreśla również potrzebę jeszcze większej kontroli państwowej nad wszelkimi działaniami podejmowanymi na wyspach.

Moskwa obrończynią traktatów

U źródeł dyplomatycznych napięć między Norwegią a Rosją leżą różnice w interpretacji specyficznego statusu prawnego Svalbardu. Pomimo bezsprzecznego zwierzchnictwa Norwegii nad archipelagiem zapisy traktatu z 1920 roku umożliwiły najpierw Związkowi Radzieckiemu, a następnie Rosji utrzymanie osad i zakładów wydobywczych w miejscowościach Barentsburg oraz Pyramiden.

Choć rosyjskie społeczności w tym regionie są obecnie nieliczne, mają dla Moskwy ogromne znaczenie geopolityczne. Zapewniają jej ciągłą i ugruntowaną prawnie obecność na norweskim terytorium, co w praktyce oznacza stały przyczółek w granicach państwa członkowskiego NATO. Co więcej, w Barentsburgu funkcjonuje rosyjski konsulat, będący zresztą najbardziej wysuniętą na północ placówką dyplomatyczną na świecie.

Z analizy opublikowanej w 2025 roku na łamach czasopisma „Polar Record” wynika, że aktywność Rosji na Svalbardzie w istocie ograniczają problemy finansowe, trudności logistyczne oraz malejąca rentowność tamtejszego przemysłu wydobywczego. Autorzy publikacji zauważają jednak wyraźne zaostrzenie politycznej retoryki Moskwy. Widać to zwłaszcza w ponawianych oskarżeniach pod adresem Norwegii o celowe utrudnianie rosyjskiej działalności lub łamanie zapisów traktatu dotyczących zakazów militarnych.

Spór wokół tej kwestii eskalował w marcu 2025 roku, gdy Rosja wprost zarzuciła Norwegii militaryzację Svalbardu. Władze w Oslo stanowczo odrzuciły te oskarżenia. Podkreśliły przy tym, że archipelag jest integralną częścią Norwegii, a w konsekwencji wchodzi w skład terytorium objętego ochroną Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zdaniem Norwegów kluczowe jest tu rozróżnienie prawne, które Rosja zdaje się ignorować: traktat rzeczywiście zakazuje wykorzystywania archipelagu do celów wojennych, ale nie czyni z niego strefy całkowicie zdemilitaryzowanej.

Podejrzane kutry rybackie z Rosji

Stawkę w sporze o rolę i przyszłość Svalbardu dodatkowo podbija strategiczna infrastruktura zlokalizowana zarówno na samym archipelagu, jak i w jego najbliższym otoczeniu. Leżąca nieopodal Longyearbyen stacja KSAT Svalbard Ground Station jest uznawana przez Europejską Agencję Kosmiczną za największą na świecie polarną stację naziemną. Obiekt ten dysponuje ponad 160 antenami, a jego wyjątkowe położenie umożliwia łączność z satelitami na orbitach okołobiegunowych podczas każdego z ich okrążeń Ziemi.

Istotnym elementem tej strategicznej układanki są również podmorskie kable światłowodowe, które łączą Svalbard z kontynentalną Norwegią. Gdy w 2022 roku doszło do ich uszkodzenia, norweska policja przesłuchiwała załogi pływających w tamtym rejonie rosyjskich statków rybackich. Ostatecznie śledztwo umorzono z braku dowodów. W tym roku norweskie służby wydały już jednak wyraźne ostrzeżenie przed spodziewanym wzrostem aktywności rosyjskiego wywiadu na terytorium całego kraju. Zwrócono w nim szczególną uwagę właśnie na obszar Arktyki.

Kopalnie jako nierentowne przyczółki

Fundamentem rosyjskiej obecności gospodarczej na Svalbardzie pozostaje przedsiębiorstwo Arktikugol (z rosyjskiego: arktyczny węgiel), które zarządza kopalnią w Barentsburgu. Jak wynika jednak z niedawnych badań opublikowanych na łamach czasopisma „Polar Record”, wydobycie to przynosi straty, a jego racjonalne biznesowe uzasadnienie staje się z każdym rokiem coraz trudniejsze. Z tych samych powodów dobiegła właśnie końca trwająca od ponad stulecia norweska eksploatacja węgla na archipelagu. W maju tego roku oficjalnie zamknięto słynną Kopalnię nr 7, będącą ostatnim norweskim zakładem wydobywającym ten surowiec.

Niegdyś to właśnie węgiel stanowił główną rację bytu dla osadnictwa, rozbudowy infrastruktury i całorocznego zatrudnienia w Longyearbyen. W ostatnich latach górnictwo stało się już jednak działalnością marginalną na tle coraz bardziej zdywersyfikowanej gospodarki arktycznej.

Według danych Norweskiego Urzędu Statystycznego w 2024 roku PKB archipelagu osiągnęło poziom 5,5 mld koron norweskich (około 2,2 mld zł). Największy udział w tej kwocie miał sektor transportu i magazynowania, wyceniany na nieco ponad miliard koron (około 400 mln zł). Dla porównania przychody państwowej spółki wydobywczej Store Norske z handlu węglem wyniosły w tym samym okresie zaledwie 180 mln koron (około 72 mln zł). Zresztą, tę kwestię jasno stawiała już norweska biała księga sprzed dwóch lat: działalność wydobywcza na Svalbardzie w ostatnich latach nie wynikała z czysto komercyjnych kalkulacji. Stanowiła przede wszystkim strategiczne narzędzie, którego głównym celem było utrzymanie norweskich społeczności na archipelagu.

Wraz ze zmierzchem epoki węgla jednym z głównych filarów lokalnej gospodarki stała się turystyka. Z danych gubernatora Svalbardu wynika, że znacząco wzrosła liczba osób schodzących na ląd z wycieczkowców i mniejszych jednostek poza głównymi osadami oraz obszarem fiordu Isfjorden.

O ile w 1996 roku odnotowano około 24 tys. takich przypadków, o tyle w 2024 roku było ich już blisko 92 tysiące. W ostatnich latach turyści regularnie opuszczali pokłady statków w ponad dwustu różnych miejscach na archipelagu. Chcąc powstrzymać ten niekontrolowany boom turystyczny, norweskie władze wprowadziły w styczniu 2025 roku bardziej rygorystyczne przepisy ochrony środowiska, które mają zminimalizować obciążenia dla szczególnie wrażliwych obszarów chronionych.

Dwa równoległe światy

Życie na Svalbardzie to nie tylko opowieść o surowej polarnej dziczy czy geopolitycznych tarciach. To również historia niewielkich społeczności, które na co dzień funkcjonują w cieniu wielkiej polityki. Z najnowszych danych Norweskiego Urzędu Statystycznego z marca 2026 roku wynika, że w Longyearbyen i Ny-Ålesund mieszka 2512 osób. Populacja zarządzanych przez Rosjan osad Barentsburg i Pyramiden wynosi 392 osoby, natomiast w Hornsundzie, gdzie zlokalizowana jest Polska Stacja Polarna im. Stanisława Siedleckiego, przebywa na stałe zaledwie 10 mieszkańców.

Longyearbyen to nie tylko centrum administracyjne całego regionu, ale również miejscowość o wyjątkowo międzynarodowym charakterze. Jak podaje norweska biała księga z 2024 roku, około 36 proc. jej mieszkańców stanowili obcokrajowcy z ponad 50 państw. Z kolei Barentsburg i Pyramiden tworzą znacznie mniejszy i o wiele bardziej hermetyczny świat. Obecnie ich przetrwanie zależy niemal wyłącznie od wsparcia państwa.

W praktyce wszyscy mieszkańcy Svalbardu wciąż dzielą ten sam archipelag i zmagają się z jego surowym klimatem. Odkąd jednak wielka polityka na dobre wkroczyła w ich codzienność, dystans między Longyearbyen a rosyjskimi osadami wyraźnie się pogłębił. Koegzystencja obu społeczności załamała się szczególnie po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Z najnowszych analiz naukowców z Uniwersytetu w Cambridge wynika, że po 2022 roku całkowicie ustała współpraca norweskich i rosyjskich organizacji turystycznych. Z kolei kontakty norweskich instytucji z rosyjskim ośrodkiem badawczym w Barentsburgu zostały wyraźnie ograniczone lub wręcz zawieszone.

Główne wnioski

  1. Svalbard staje się coraz poważniejszym punktem zapalnym w relacjach między Norwegią a Rosją. Moskwa oskarża Oslo o łamanie traktatów i militaryzację archipelagu, podczas gdy Norwegia stara się stanowczo egzekwować swoją suwerenność, chroniąc także tamtejszą infrastrukturę satelitarną i kable światłowodowe.
  2. Górnictwo na archipelagu straciło sens ekonomiczny. Norwegia w tym roku zamknęła swoją ostatnią kopalnię, natomiast rosyjskie wydobycie w Barentsburgu, choć przynosi straty, jest sztucznie utrzymywane wyłącznie jako strategiczny przyczółek na terenie państwa NATO.
  3. W cieniu wielkiej polityki i wojny w Ukrainie pogłębia się przepaść pomiędzy międzynarodową społecznością Longyearbyen a rosyjskimi osadami. Dotychczasowa koegzystencja, w tym współpraca naukowa czy turystyczna, uległa całkowitemu zamrożeniu.
Artykuł opublikowany w wydaniu nr 480
Strona główna Świat Nie tylko Grenlandia. Na dalekiej Północy rośnie rywalizacja także o Svalbard