Nowa era FC Barcelony. Jak odejście Roberta Lewandowskiego wpłynie na klub?
Odejście Roberta Lewandowskiego z FC Barcelony to moment zwrotny, który wywołuje wiele dyskusji na temat przyszłości klubu. Jak tę sytuację widzą eksperci? O perspektywie kibiców, wyborach personalnych i koncepcjach taktycznych Hansiego Flicka mówią dla XYZ Michał Zawada (socio Barcelony) oraz Piotr Domagała (dziennikarz Futbolove, współtwórca podcastu Top Four).
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak odejście Roberta Lewandowskiego wpłynie na sytuację FC Barcelony na rynku transferowym.
- Jak oceniana jest perspektywa wykupienia dwóch wypożyczonych w tym sezonie piłkarzy: João Cancelo i Marcusa Rashforda i ile ich pozyskanie na stałe mogłoby kosztować.
- Dlaczego FC Barcelona może mieć problem z tym, by kupić nowego napastnika, który zastąpiłby Roberta Lewandowskiego.
Z perspektywy gabinetów na Camp Nou odejście Roberta Lewandowskiego to przede wszystkim gigantyczna ulga dla budżetu płacowego. Choć pensja Polaka w przypadku pozostania w klubie, chociażby z racji wieku i malejącej pozycji w drużynie, siłą rzeczy uległaby znacznemu obniżeniu, wciąż stanowiłaby obciążenie.
Dzięki temu ruchowi FC Barcelona latem ma wrócić do zasady 1:1. Przez ostatnie lata restrykcje LaLigi zmuszały klub do ciągłego lawirowania, aktywowania dźwigni finansowych i rejestrowania graczy ze zwłoką. Po odejściu Roberta Lewandowskiego FCB najprawdopodobniej już wkrótce będzie mogła wydać całość zaoszczędzonych lub zarobionych pieniędzy na rynku transferowym.
Kulisy rozstania i finanse klubu
Decyzja o rozstaniu z polskim napastnikiem była przedmiotem debat w stolicy Katalonii już od dłuższego czasu, choć pierwotne plany zakładały inny scenariusz. Michał Zawada zwraca uwagę na oczekiwania kibiców i brak możliwości porozumienia.
– Były takie momenty w rundzie wiosennej, że kibice Barcelony chcieli już świeżej krwi w ataku, mając na uwadze, że Robert Lewandowski młodszy nie będzie. Generalnie osoby decyzyjne myślały o takiej formie pozostawienia go w zespole: obniżenie zarobków i zmiana roli na kogoś takiego, kim był kiedyś Henrik Larsson – zawodnika, który wchodziłby na 15–20 minut. Robert Lewandowski czuje jednak, że jeszcze jest w takiej dyspozycji, że chce grać całe mecze i cieszyć się piłką. Dlatego trudno było o kompromis z obu stron, w związku z czym myślę, że to jest dobre rozwiązanie dla wszystkich. Cieszę się, że Robert odchodzi na swoich warunkach, w takim momencie, z dużą klasą – podkreśla Michał Zawada.
Piotr Domagała kładzie nacisk na poprawę bilansu finansowego, jaką to odejście przyniesie klubowi w kontekście restrykcji LaLigi.
– Gdyby Robert Lewandowski został w Barcelonie, oczywiście zmalałaby jego pensja, ale wciąż byłaby spora. A wiemy, że Barça od lat stara się wrócić do zasady 1:1. Dzięki temu klub mógłby przeznaczać na transfery i kontrakty całość zaoszczędzonych lub zarobionych pieniędzy, a nie tylko ich część, jak miało to miejsce w ostatnich latach. Hansi Flick ogłosił już zresztą, że odejście Roberta pomoże klubowi, bo będzie mógł dzięki temu zrestrukturyzować swoją kadrę –mówi Piotr Domagała.
To rzeczywiście istotna sprawa, ponieważ w ostatnich latach FC Barcelona stała się obiektem kpin w mediach społecznościowych. Rejestracje piłkarzy u progu sezonu stale się przedłużały, co sprawiało, że mimo iż rozgrywki już ruszyły, nowi gracze mogli wkroczyć do akcji po kilku kolejkach, a nie w pierwszym ligowym spotkaniu.
Kto za „Lewego”?
Odejście Roberta Lewandowskiego zmusza pion sportowy do poszukiwania nowej „dziewiątki”. Hansi Flick szuka kogoś bardzo ruchliwego, kto idealnie wkomponuje się w jego wizję futbolu. Kto jest na giełdzie nazwisk? Michał Zawada studzi zapał kibiców marzących o gwiazdorze Atlético Madryt.
– Sprowadzenie Juliána Álvareza to wielkie marzenie zarówno kibiców, jak i władz klubu. Patrząc na niektóre wypowiedzi Argentyńczyka, można odnieść wrażenie, że on sam też chętnie powędrowałby do stolicy Katalonii. Patrząc racjonalnie, to wszakże transfer nierealny. Doskonale wiemy, na jakich warunkach finansowych odbywają się transakcje z Atlético Madryt, a Barcelony na takiego zawodnika po prostu nie stać. Nie dziwi mnie więc, że dyrektor sportowy Deco szuka innych rozwiązań i sonduje choćby João Pedro. Choć i tutaj sprawa jest skomplikowana, ponieważ Brazylijczyk ma bardzo długi kontrakt z Chelsea (do czerwca 2033 - przyp.red.), a specyfika działań londyńskiego klubu jest powszechnie znana – wyjaśnia Michał Zawada.
Oby nie wyrzucili pieniędzy w błoto
Piotr Domagała zgadza się, że transfer Álvareza wydaje się arcytrudny do zrealizowania i przestrzega przed wydawaniem ponad 100 mln euro.
– Transfer Juliána Álvareza jest mało prawdopodobny. Atlético nie po to płaciło za niego 95 mln euro dwa sezony temu, żeby teraz sprzedawać go jednemu z największych rywali w lidze i przede wszystkim w Lidze Mistrzów – a triumf w tych rozgrywkach jest przecież celem Diego Simeone. Wydaje mi się, że Barcelona musiałaby wyłożyć ponad sto milionów. W przeszłości Katalończycy dokonywali już takich transferów i żaden z nich – czy to Antoine Griezmann (120 mln euro - przyp.red.), czy Philippe Coutinho (135 mln euro), czy Ousmane Dembélé (148 mln euro) – tak naprawdę nie spełnił oczekiwań i nie podtrzymał formy z poprzedniego klubu. Teraz Barcelona musi być absolutnie przekonana, by wydać taką kwotę – przypomina o błędach z przeszłości Piotr Domagała.
Dziennikarz wskazuje też na idealny profil napastnika dla Barcelony oraz szanse tańszych rozwiązań.
– Szacuje się, że João Pedro mógłby kosztować kilkadziesiąt milionów mniej niż Álvarez. Taki profil zawodnika – nowoczesna 9,5, jaką od wielu lat jest też chociażby Harry Kane – byłaby idealnie skrojona pod Barcelonę. Pojawiały się plotki, że jeśli klub nie będzie miał pieniędzy, to może rozważy pozyskanie zawodnika trzeciej czy czwartej kategorii, jak Alexander Sørloth – napastnik wysoki, silny, dobrze grający głową i docelowo czekający na centry Raphinhi czy Lamine'a Yamala. Wydaje mi się jednak, że Barcelona nie chce iść w tym kierunku. Klub z Camp Nou potrzebuje na tej pozycji mobilnego zawodnika. W przypadku João Pedro czynnikiem decydującym o zbiciu ceny może być brak powołania Brazylijczyka na mundial. To jest piłkarz świetnie wyszkolony technicznie, który dobrze czuje się w polu karnym, przed nim i potrafi wbiegać za linię obrony - podkreśla Piotr Domagała.
Skrzydła pod lupą: co zrobić z Rashfordem?
Pod znakiem zapytania stanęła przyszłość gracza, który uzupełniał formację ofensywną FCB. Na pierwszy plan wysuwa się dyskusja o Marcusie Rashfordzie, którego wykupienie z Manchesteru United kosztowałoby około 30 mln euro.
Michał Zawada wytyka Anglikowi mankamenty w grze obronnej.
– W społeczności kibiców są duże wątpliwości co do transferu definitywnego Rashforda. Myślę, że jego gol z Realem Madryt o niczym nie przesądził – to nie był gol wynikający z tego, czego się od niego oczekuje, tylko z jego indywidualnych umiejętności i szczęścia przy idealnym uderzeniu z rzutu wolnego. Oczekuje się od niego więcej, bo to być może najszybszy piłkarz w lidze hiszpańskiej, co jest dużym plusem w ofensywie, ale jego pobyt w Barcelonie jest bardzo nierówny. Miał bardzo dobre momenty, ale bywało też, że znikał na długie minuty. Na pewno nie jest to idealne uzupełnienie dla grających na bokach Yamala czy Raphinhi, gdyż to nie ten poziom – ocenia polski socio.
Wątpliwości wynikają głównie z niewystarczającego zaangażowania Anglika w pressing. Przy gorszych warunkach szybkościowych Raphinha daje o wiele więcej skoków pressingowych, są one dużo lepszej jakości i gwarantują mnóstwo przechwytów. Rashford mógłby się pod tym względem uczyć także od młodszych piłkarzy Barcelony, którzy z pressingiem są za pan brat od dziecka. To nie przypadek, ile odbiorów na połowie przeciwnika ma Barcelona i ile konkretów się z tego bierze.
Adaptacja w innych realiach
Piotr Domagała patrzy na Rashforda znacznie łaskawiej, broniąc jego liczb i uniwersalności.
– Zawsze miałem słabość do Marcusa Rashforda. On ma ogromny talent, choć czasami głowa i umiejętności nie dojeżdżały. Mimo wszystko na koniec dnia trzeba na niego patrzeć pozytywnie, bo jego liczby jak na rezerwowego – w dodatku w pierwszym sezonie za granicą, po wyjeździe z Manchesteru i w zupełnie nowym systemie – są kosmiczne (tzw. double-double: 14 goli i 14 asyst - przyp.red.) – analizuje Piotr Domagała.
Sęk w tym, że - jak podkreśla dziennikarz Futbolove - Rashford w jednym meczu potrafi zagrać genialną piłkę i strzelić pięknego gola, by po chwili zmarnować najłatwiejszą sytuację i w karygodny sposób zgubić pressing, stwarzając sytuację rywalowi.
– Jednak jeśli możesz mieć rezerwowego za 30 milionów, który ma tak dobre liczby i grał bardzo dużo w podstawowym składzie, to nie wiem, czy masz gwarancję, że ktoś inny za podobne pieniądze przyjdzie i będzie lepiej rozumiał taktykę. Marcus Rashford dostawał wielokrotnie szanse na skrzydle, zastępując Raphinhę, i to wyglądało bardzo dobrze. Co ciekawe, przy słabszej dyspozycji Lewandowskiego czy długiej passie Ferrana Torresa bez gola, Hansi Flick nie próbował ustawiać Rashforda na pozycji numer dziewięć mimo jego szybkości. To dla mnie zaskoczenie – mówi Piotr Domagała.
W kontekście innych skrzydłowych Michał Zawada zauważa, że Roony Bardghji nie spełnia oczekiwań i najpewniej zostanie wypożyczony, by nabrać ogłady gdzie indziej. Socio Barcy dość sceptycznie ocenia też ewentualne pozyskanie Eza Abde.
– Lubię takich boiskowych wariatów z elementem chaosu. W Betisie u Manuela Pellegriniego wygląda to interesująco, gdyż nie ma tam dużej presji. Jednak w Barcelonie ta gra, mimo że ładna, opiera się na rygorystycznych, systemowych rozwiązaniach wypracowanych na treningach i Marokańczyk mógłby mieć problemy z przystosowaniem się do rygorów Hansiego Flicka – mówi Michał Zawada.
Rewolucja w obronie i zabezpieczenie tyłów
Aby Barcelona mogła realnie myśleć o powrocie do europejskiego topu, konieczne będą głębokie zmiany w formacji defensywnej oraz odważne decyzje kadrowe.
– Żeby Barcelona mogła w przyszłym sezonie, poza mistrzostwem, faktycznie liczyć się do samego końca w Lidze Mistrzów i awansować do finału po raz pierwszy od 11 lat, powinna rozstać się jeszcze z kilkoma piłkarzami. Klub winien pożegnać dwóch bramkarzy: Marca- André ter Stegena i Iñakiego Peñę, gdyż ma pewnego Joana Garcię, a w odwodzie pozostaje nasz rutyniarz, czyli Wojciech Szczęsny. Jeśli chodzi o obronę, spory potencjał sprzedażowy ma Ronald Araujo. Spieniężyć można też graczy, którzy w ostatnim czasie zawodzili na bokach obrony, czyli Alejandro Balde i Julesa Koundé. Do tego powinno dojść odejście za darmo Andreasa Christensena, który momentami, jeszcze za kadencji Xaviego, był opoką, ale niestety jego kariera jest naznaczona kontuzjami – taki plan na odciążenie budżetu płacowego przedstawia Piotr Domagała.
Michał Zawada ocenia sytuację na prawej obronie łagodniej, widząc olbrzymi potencjał w Ericu Garcii.
– Jules Koundé bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę w poprzednim sezonie. Do tego stopnia, że gdyby utrzymał tamtą dyspozycję, mógłby być jednym z najlepszych prawych obrońców w historii klubu. Obecny sezon ma jednak poniżej oczekiwań i w obronie, i w ataku. To zadanie dla trenera, by odzyskać jego najlepszą wersję. Ja bym się go nie pozbywał, bo motorycznie ma wiele do zaoferowania – mówi socio Barcelony.
Dodaje, że Eric García jest niesamowity.
– Gdzie się go nie wystawi, czy na środku, czy na boku obrony, to i tak jest jednym z najlepszych piłkarzy w zespole. Mało było takich „zapchajdziur ” w historii. Dla mnie to jest poziom Phillipa Cocu czy ÉricaAbidala pod względem uniwersalności. Sprawdza się na każdej pozycji i może być idealną alternatywą dla Koundé, a jeśli Francuz obniży loty, Eric może być pierwszym prawym obrońcą – przewiduje Michał Zawada.
Co ciekawe, w kontekście nowej rewolucji w obronie odrzuca przewijające się w mediach nazwisko Alessandro Bastoniego z Interu Mediolan.
– Bastoni miał niedobry czas piłkarski i pozapiłkarski we Włoszech, był uwikłany w afery związane z życiem towarzyskim, a u Hansiego Flicka tacy piłkarze nie mają szans. Ponadto uważam, że gracze z Serie A na przestrzeni lat nie mogli zaadaptować się do wymogów Barcelony. Pamiętamy Gianlucę Zambrottę czy Liliana Thurama. Nie wiem, czy Bastoni nadaje się do gry z tak wysoko ustawioną linią obrony, jaką preferuje Flick. Dużo lepszym kierunkiem jest wprowadzanie młodych, jak teraz Pau Cubarsiego czy Gerarda Martína – uważa socio Barcelony.
Jednak wróble ćwierkają, że Inter może zaoferować Barcelonie transakcję wiązaną. Przy takim rozwoju wypadków Bastoni ostatecznie przeniósłby się do stolicy Katalonii, a w odwrotnym kierunku powędrowałby Ronald Araujo. Swego czasu Urugwajczyk był uznawany za ostoję defensywy Katalończyków. Jako gracz bardzo silny i szybki napsuł krwi wielu napastnikom rywali. Jednak gdy w Barcelonie nastały rządy Hansiego Flicka, Barça zaczęła stawiać na wysoko ustawioną linię obrony, z czym Araujo ma kłopoty.
Nietykalna pomoc i potęga La Masii
O ile w ataku i obronie szykuje się wietrzenie szatni, to środek pola pozostaje fundamentem, na którym nikt nie zamierza oszczędzać.
– Druga linia jest najsilniej obsadzona. Klub nie będzie sprzedawał Pedriego ani Marca Bernala czy Fermína Lópeza, tym bardziej po tym kapitalnym sezonie, jaki Fermín ma za sobą (13 goli i 17 asyst - przyp.red.). Moim zdaniem, jeżeli on jest zdrowy, to musi mieć miejsce w wyjściowym składzie, nawet przed Danim Olmo. A jeśli chodzi o byłego gracza RB Lipsk, nie po to dwa sezony temu kupowano go, by teraz się go pozbywać. Najmniej w tej formacji przekonuje mnie Frenkie de Jong, który w ostatnim czasie albo leczył uraz, albo wyglądał, jakby myślami był już przy mundialu. Swego czasu klub chciał go sprzedać. Zobaczymy, jak będzie teraz – tak Piotr Domagała podsumowuje hierarchię w centralnej strefie boiska.
Co z defensywą?
Zarówno Piotr Domagała, jak i Michał Zawada widzą też ogromny problem z formą Alejandro Balde na lewej obronie, co tylko wzmacnia pozycję jednego z graczy.
– Martwi mnie trochę to, że Alejandro Balde bardzo spuścił z tonu na lewej stronie i przez to pozycja João Cancelo stała się niepodważalna. Balde nie może się odnaleźć, trudno przypomnieć sobie jakieś konkrety w jego wykonaniu. Nie zdziwiłbym się, gdyby klub szukał kogoś na jego miejsce. Cancelo natomiast należy wykupić. Jemu potwornie zależy, aby być w Barcelonie. Zależało mu, kiedy przychodził za czasów Xaviego, zależało mu też teraz, by wyrwać się z Al-Hilal. Portugalczyk rozumie, czym jest gra w tej koszulce. Cieszy się grą, atakuje, wygrywa dryblingi, strzela gole. Oby został – apeluje Michał Zawada.
Hiszpańskie media podają, że saudyjski klub, w którym przed wypożyczeniem do Barcelony grał Cancelo, oczekuje około 15 mln euro za transfer definitywny. Na koniec eksperci zgodnie podkreślają, że naturalnym zabezpieczeniem dla klubu na kolejne lata będzie akademia i ukształtowani w niej wychowankowie. Świetnym przykładem jest Marc Bernal, który może być nietuzinkowym defensywnym pomocnikiem na dłuższą metę. Swego czasu miał pecha. Stracił znaczną część sezonu 2024/25, gdyż na starcie rozgrywek doznał ciężkiej kontuzji, ale jest silny mentalnie. Po powrocie prezentuje na boisku imponującą dojrzałość w grze.
Michał Zawada jest zadowolony z tego, że w Barcelonie polityka stawiania na zdolną młodzież jest jednym z priorytetów.
– Szkółka La Masia to miejsce, do którego zawsze można sięgnąć po nieoczywistego piłkarza. Przepływ informacji między rezerwami a jedynką jest taki, że wyróżniający się gracze dostają szansę i – co najważniejsze – z miejsca utrzymują jakość zespołu – podsumowuje socio.
Główne wnioski
- Odejście Roberta Lewandowskiego jest dla FC Barcelony nie tylko sportowym końcem pewnej epoki, ale przede wszystkim ogromnym odciążeniem finansowym. Okazało się, że rozstanie z Lewandowskim ma pomóc klubowi wrócić do zasady 1:1 narzuconej przez LaLiga. Chodzi o mechanizm finansowy, według którego klub może wydać dokładnie tyle pieniędzy, ile wcześniej zaoszczędzi lub zarobi. W praktyce oznacza to pełną swobodę działania na rynku transferowym. Przez ostatnie lata Barcelona funkcjonowała pod dużymi ograniczeniami finansowymi i często mogła przeznaczać jedynie część odzyskanych środków na nowych zawodników. To właśnie dlatego klub musiał aktywować kolejne „dźwignie finansowe”, sprzedawać aktywa czy rejestrować piłkarzy z opóźnieniem. Po odejściu Lewandowskiego sytuacja miałaby się znacząco poprawić, a Barcelona mogłaby dużo swobodniej inwestować w transfery i pensje nowych graczy.
- Jednym z tematów, który najmocniej dzieli dziś kibiców Barcelony, pozostaje przyszłość Marcusa Rashforda. Wykupienie Anglika z Manchesteru United kosztowałoby około 30 mln euro i właśnie ta kwota budzi spore wątpliwości wśród fanów Blaugrany. Część kibiców uważa, że Rashford pokazał przebłyski ogromnego talentu i potrafi dać drużynie coś, czego obecnie jej brakuje. Przede wszystkim szybkość w ataku. Z drugiej strony wielu sympatyków Barcelony podkreśla, że jego pobyt w klubie był bardzo nierówny. Wielu fanów uważa też, że Rashford nadal nie prezentuje poziomu Lamine’a Yamala czy Raphinhi, którzy są dziś liderami na skrzydłach. Mimo wszystko jego statystyki (14 goli i 14 asyst w pierwszym sezonie poza Manchesterem United) robią ogromne wrażenie i sprawiają, że część środowiska patrzy na niego bardzo pozytywnie. Znacznie bardziej zgodni są natomiast kibice w sprawie João Cancelo. Portugalczyk szybko zyskał sympatię fanów dzięki ofensywnemu stylowi gry, dużemu zaangażowaniu i temu, jak mocno identyfikuje się z klubem. W Barcelonie panuje przekonanie, że należy zrobić wszystko, by wykupić go na stałe za około 15 milionów euro.
- W kontekście ofensywy coraz częściej pojawiają się również nazwiska Juliána Álvareza i João Pedro, choć sprowadzenie obu napastników wydaje się skomplikowane. Transfer Álvareza to wielkie marzenie zarówno kibiców, jak i części władz klubu, ale problemem pozostają przede wszystkim finanse. Atlético Madryt zapłaciło za Argentyńczyka około 95 mln euro i trudno wyobrazić sobie sytuację, w której oddałoby go Barcelonie za niższą kwotę. Według wielu szacunków Barcelona musiałaby wyłożyć ponad 100 milionów euro, a klub bardzo ostrożnie podchodzi dziś do tak dużych inwestycji po wcześniejszych kosztownych transferach Philippe Coutinho, Ousmane’a Dembélé czy Antoine’a Griezmanna, które nie spełniły oczekiwań. Skomplikowana może być również sprawa João Pedro. Brazylijczyk znajduje się na liście dyrektora sportowego Deco, ale Chelsea zabezpieczyła się długim kontraktem zawodnika obowiązującym aż do 2033 roku. Londyński klub słynie z twardych negocjacji i niechętnie sprzedaje piłkarzy na korzystnych warunkach finansowych dla kupców. Dlatego Barcelona może mieć problem z wynegocjowaniem rozsądnej kwoty transferu.