Nowa Era zmienia kurs. „Edukacja będzie hybrydowa” (WYWIAD)

580 mln zł przychodów, szybko rosnący biznes cyfrowy i przejęcie Fluentbe. Nowa Era chce rosnąć mimo spadającej liczby uczniów i zmian na rynku edukacyjnym. W tle są AI oraz spór o przyszłość e-dzienników. Andrzej Kozłowski, prezes Nowej Ery, mówi o największych szansach dla biznesu i o tym, jak zmieni się szkoła.

Andrzej Kozłowski, prezes, Nowa Era
Andrzej Kozłowski, prezes Nowej Ery, podchodzi do tej firmy jak do połączenia edukacji, biznesu i technologii. Jak mówi, największym wyzwaniem nie są dziś narzędzia AI, lecz zarządzanie zmianą. Fot. Zdjęcie z archiwum Andrzeja Kozłowskiego

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy era cyfrowa rzeczywiście oznacza koniec papierowych podręczników i czy szkoła przyszłości będzie oparta bardziej na technologii, czy na modelu hybrydowym.
  2. Dlaczego Nowa Era kupiła Fluentbe i dlaczego w tej transakcji ważniejsze od samej technologii okazały się wiedza i kompetencje zespołu.
  3. Czy AI może odciążyć nauczycieli, nie zastępując ich, i dlaczego nawet młodzi pedagodzy nie chcą otwartych narzędzi AI w edukacji.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Anna Bełcik, Grzegorz Nawacki, XYZ: Niedawno zaczął się rok szkolny. Dla pana to drugi rok na stanowisku prezesa Nowej Ery. W jakim miejscu znajduje się firma?

Andrzej Kozłowski, prezes Nowej Ery: Podobnie jak cały sektor, przechodzi transformację. Wbrew powszechnemu przekonaniu era cyfrowa nie oznacza końca druku. W edukacji widzę przyszłość w modelu pośrednim – hybrydowym.

Nasze badania jednoznacznie potwierdzają, że czytanie fizycznej książki sprzyja głębokiemu skupieniu i lepszemu zapamiętywaniu, podczas gdy urządzenia cyfrowe, pełne rozpraszaczy, utrudniają długotrwałą koncentrację.

Hybrydowość to modne słowo. Co oznacza w edukacji?

Wiele krajów testowało już cyfrowe podręczniki, ale część z nich, np. Szwecja i Wielka Brytania, wróciła do klasycznych książek.

Nasze badania jednoznacznie potwierdzają, że czytanie fizycznej książki sprzyja głębokiemu skupieniu i lepszemu zapamiętywaniu, podczas gdy urządzenia cyfrowe, pełne rozpraszaczy, utrudniają długotrwałą koncentrację. Doskonale czują to nauczyciele – zwłaszcza ci najmłodsi, poniżej 25. roku życia, którzy sami dorastali w cyfrowym świecie. Połowa z nich oczekuje, że podręczniki w przyszłości nadal będą dostępne w formie fizycznej, a zaledwie co ósmy widzi przyszłość wyłącznie w świecie cyfrowym. Z drugiej strony, edukacja zmierza w kierunku personalizacji.

Model hybrydowy łączy program nauczania, papierowe podręczniki i narzędzia cyfrowe. Pozwala dostosować naukę do potrzeb uczniów – zarówno tych, którzy mają trudności, jak i osiągających ponadprzeciętne wyniki. Proces ten wzmacnia sztuczna inteligencja (AI).

Technologia ma wspierać, a nie definiować edukację

Czy personalizacja jest obecna w polskim systemie edukacji?

Polska edukacja przypomina służbę zdrowia. Jeśli chcemy uzyskać wyższą jakość usług lub przyspieszyć procedury, najczęściej idziemy do prywatnej przychodni. W edukacji państwo zapewnia bezpłatną naukę, jednak nie zawsze w pełni odpowiada ona potrzebom uczniów. Dlatego rodzice dokupują korepetycje lub dostęp do zewnętrznych platform edukacyjnych.

Natomiast pod względem infrastruktury sytuacja w polskich szkołach wcale nie wygląda źle. Placówki otrzymują realne wsparcie w ramach programów rządowych i unijnych, takich jak Cyfrowy Uczeń, Laboratoria STEM czy ostatnio laboratoria AI finansowane z KPO.

Czuje pan na plecach oddech edtechów?

Edtechy czy big techy myślą przez pryzmat samej cyfryzacji procesów, a wydawnictwa – metod nauczania. To wciąż nasza przewaga. Wydawnictwa lepiej wiedzą, co jest dobre z perspektywy ucznia i nauczyciela oraz jakich narzędzi, także cyfrowych, potrzebują.

W fińskiej Grupie Sanoma, której częścią jest Nowa Era, intensywnie pracujemy nad wieloma narzędziami cyfrowymi, np. asystentem nauczyciela opartym na AI, który właśnie udostępniliśmy nauczycielom w Europie. Co ważne, Sanna – tak nazywa się nasze rozwiązanie – powstała we współpracy z ponad 1500 pedagogami, w tym oczywiście z Polski.

Kompetencje technologiczne rozwijamy zarówno organicznie, jak i poprzez akwizycje. Przykładem jest zakup polskiej spółki Fluentbe.

Cyfrowa część biznesu rośnie najszybciej

Czy model hybrydowy już przekłada się na wyniki Nowej Ery?

Grupa Nowa Era to dziś trzy spółki: wydawnictwo Nowa Era, Vulcan oraz Fluentbe. Oferują rozbudowany pakiet produktów – dla samorządów, szkół, nauczycieli, terapeutów, rodziców i uczniów.

Największym źródłem przychodów Grupy Nowa Era są wciąż tradycyjne podręczniki i materiały dydaktyczne – odpowiadają za około 70 proc. przychodów. Rozwiązania cyfrowe i platformy technologiczne stanowią natomiast najszybciej rosnącą część biznesu.

Co było kluczowe przy zakupie Fluentbe – biznes związany z nauką języków obcych czy technologia spółki?

Odpowiem przewrotnie: nie kupiliśmy platformy – choć jest to moim zdaniem najlepsza w Polsce platforma tutoringowa z modułem AI – tylko zespół, jego pomysły technologiczne oraz umiejętność ich rozwijania i sprzedawania.

Grupa Nowa Era jest bardzo silna w segmencie K-12, czyli edukacji od pierwszych klas szkoły podstawowej do końca szkoły średniej. Fluentbe działa w obszarze lifelong learning, rozwijając kompetencje osób dorosłych, w tym pracowników firm.

Z perspektywy naszej strategii to bardzo przemyślana akwizycja, która otwiera szerokie możliwości rozwoju oferty online. Fluentbe daje nam możliwość wzmocnienia podstawowej działalności i budowy kolejnego obszaru biznesu.

AI jako wsparcie, nie pełna automatyzacja

Mowa także o cyfryzacji opartej na AI?

Raczej o łączeniu wielu narzędzi. AI nie wszędzie sprawdza się równie dobrze – w niektórych sytuacjach może zastąpić człowieka, w innych jedynie uzupełniać jego pracę.

Fluentbe nie jest platformą w pełni opartą na AI. Nadal korzysta z usług tutorów, czyli realnych lektorów językowych. Część kursów została natomiast zautomatyzowana dzięki inteligentnemu asystentowi AI.

Fluentbe ma rozwiązania, których Nowa Era potrzebuje w Polsce, ale niekoniecznie w całej grupie Sanoma, prawda?

Nie kupowaliśmy rozwiązania szytego wyłącznie na miarę polskiego rynku, uważamy jednak, że najpierw właśnie na nim musi zostać dobrze osadzone. Krajowy rynek jest wystarczająco duży. Zresztą Fluentbe próbowała już skalować działalność poza Polską, ale ekspansja zagraniczna stanowiła dotychczas marginalną część jej biznesu.

Nie wykluczamy podboju zagranicy w przyszłości. Sanoma realizuje procesy akwizycyjne, patrząc przez pryzmat rozwoju całej międzynarodowej grupy.

Sanoma ma apetyt na kolejne akwizycje

Widzicie już kolejne firmy do kupienia?

Sanoma ma spory apetyt akwizycyjny. Możliwości rozwoju są, także w Polsce, ale jak to bywa w przypadku M&A, nie wszystkie negocjacje kończą się transakcją. Fluentbe również nie było naszym jedynym wyborem – rozważaliśmy inną firmę o podobnym profilu.

Jakich pieniędzy wymagają takie przejęcia? Mówimy o kilku, kilkudziesięciu czy może kilkuset milionach złotych lub euro?

Sanoma jest spółką giełdową, więc nie mogę ujawniać kwot. To jednak duża grupa biznesowa, zdolna do realizacji naprawdę dużych transakcji.

Grupa dąży do dalszego rozwoju działalności w segmencie edukacji K-12 poprzez akwizycje zarówno na obecnych, jak i na nowych rynkach geograficznych. W krótkiej perspektywie Sanoma dysponuje buforem na transakcje M&A w wysokości około 300 mln euro. Stale monitorujemy rynek pod kątem kolejnych transakcji, a Polska jest jednym z kluczowych rynków. Fluentbe to nie jest więc nasz ostatni ruch.

W krótkiej perspektywie Sanoma dysponuje buforem na transakcje M&A w wysokości około 300 mln euro. Stale monitorujemy rynek pod kątem kolejnych transakcji, a Polska jest jednym z kluczowych rynków.

Nowa Era liczy na wzrost mimo demografii

Nowa Era wypracowała ok. 580 mln zł przychodów i 85,9 mln zł zysku netto w 2025 r. Czy, biorąc pod uwagę kurczący się biznes drukowany i czynniki demograficzne, za pięć lat sukcesem będzie wzrost czy już tylko utrzymanie podobnego poziomu?

Rynek podręczników cechuje cykliczność. Reformy systemu edukacji i zmiany w podstawie programowej, a co za tym idzie – wymiana podręczników, zapewniają wzrost przychodów. Osłabiają go natomiast zmiany demograficzne i spadek liczby uczniów.

Uwzględniając naszą strategię, zakładam jednak, że Grupa Nowa Era ma potencjał do systematycznego zwiększania przychodów w kolejnych latach.

Zmiana programowa właśnie wchodzi w życie. Najpierw w szkołach podstawowych, później w średnich. Rozumiem, że z punktu widzenia wydawcy zmiany programowe to coś dobrego.

Reforma musi być dobra przede wszystkim dla polskiej szkoły i ucznia. Świat się zmienia, kolejne pokolenie rozwija się w innym otoczeniu – trzeba więc dostosowywać treści edukacyjne.

Naturalną konsekwencją jest wymiana podręczników. Kryje się za tym jednak silna gra konkurencyjna. W pewnym sensie wszyscy na rynku zaczynamy od nowa. Musimy zdobyć klientów – przekonać szkoły, że to właśnie nasz produkt jest najlepszy.

I jak wam idzie przekonywanie?

Jesteśmy liderem, a Nowa Era to najmocniejsza marka edukacyjna w Polsce. Nie oznacza to jednak, że taka pozycja jest dana raz na zawsze.

Zapytam wprost: w tym roku zyskaliście czy straciliście?

Jeszcze za wcześnie, żeby to ocenić. Sezon sprzedażowy w przypadku szkół kończy się w październiku.

Jakie są prognozy?

Przygotowaliśmy bardzo dobrą ofertę. Zakładam więc, że ten rok zakończymy wzrostem przychodów.

Mniej cyfrowej presji dla nauczycieli

To od strony biznesowej. A merytorycznie jak tę zmianę programową ocenia szef wydawnictwa?

Każda reforma jest w pewnym sensie eksperymentem. Niemniej – także jako rodzic – oceniam pozytywnie kierunek zmian.

Dziś treści edukacyjne są mocniej osadzone w realiach codziennego życia. Stawia się na praktyczne wykorzystanie wiedzy – zamiast liczyć jabłka w koszyku, dzieci analizują prosty rachunek sklepowy. W programie jest więcej działań projektowych, a także miejsca na pracę zespołową i eksperymenty.

A co się panu nie podoba w systemie szkolnictwa?

Zawód nauczyciela nie cieszy się dziś wystarczającym prestiżem – to jeden z głównych problemów polskiej szkoły. Nie przyciąga więc młodych ludzi. Średni wiek nauczyciela w Polsce to około 50 lat.

Co można zrobić?

Myślę, że potrzebne są większe wsparcie, dobre narzędzia do pracy i oczywiście bardziej atrakcyjne wynagrodzenia. Nauczyciel mierzy się dziś z dużą presją ze strony otoczenia, w tym rodziców, a jednocześnie bardzo dużo się od niego wymaga.

Vulcan poparł prawo nauczycieli do „odłączenia” i zerwania z „cyfrową smyczą”. Odzwierciedla to nowa funkcja dodana do platformy eduVULCAN. Po co ten ruch?

To mała zmiana o dużym znaczeniu. Komunikacja między szkołą a rodzicami odbywa się w dużej mierze poprzez e-dziennik. Rodzice mogą wysyłać nauczycielom wiadomości o dowolnej porze. Problem w tym, że często oczekują natychmiastowej odpowiedzi – gdy nauczyciel prowadzi lekcje, wieczorem, w weekend czy w święto.

Daliśmy więc nauczycielom możliwość określenia godzin otrzymywania powiadomień. Jeśli wiadomość zostanie wysłana w czasie wolnym, nauczyciel zobaczy ją dopiero po rozpoczęciu pracy.

Każdy z nas potrzebuje się odłączyć od obowiązków służbowych. I odpocząć.

Dlaczego ChatGPT nie wystarczy w szkole?

Czym będzie wspomniany inteligentny asystent AI dla nauczyciela?

To platforma, która pomoże nauczycielowi przygotowywać scenariusze lekcji i dostosowywać zadania do uczniów – z uwzględnieniem tempa ich pracy, umiejętności i trudności w nauce. System ułatwi przygotowanie sprawdzianu lub testu, automatycznie sprawdzi oddane prace, pomoże też w opracowaniu informacji zwrotnej dla uczniów lub rodziców.

Mówimy o modelu językowym?

Tak, ale nie o gotowym modelu językowym dostępnym na rynku.

A nie wystarczy powszechnie dostępny ChatGPT?

To błędne przekonanie. Nasz asystent nauczyciela działa w bezpiecznym, wewnętrznym środowisku opartym na sprawdzonej wiedzy. Operuje na treściach stworzonych przez ekspertów, zgodnych z podstawą programową i poddanych rygorystycznej recenzji dydaktyczno-merytorycznej.

Młodzi nauczyciele, choć na co dzień korzystają z narzędzi takich jak ChatGPT, są najczęściej przeciwni otwartym rozwiązaniom AI w edukacji.

Co ciekawe, młodzi nauczyciele, choć na co dzień korzystają z narzędzi takich jak ChatGPT, są najczęściej przeciwni otwartym rozwiązaniom AI w edukacji. Aż 93 proc. polskich nauczycieli wskazuje wydawców jako kluczowych gwarantów jakości takich treści.

Tylko zamknięte środowisko danych daje pewność, że asystent AI nie zmyśli faktów historycznych ani praw fizyki i będzie rzetelnym sojusznikiem nauczyciela. Asystent ma wspierać nauczycieli, a nie ich zastępować. Nie podejmuje decyzji, nie ocenia uczniów ani nie zastępuje profesjonalnego osądu nauczyciela. To nauczyciele pozostają odpowiedzialni za weryfikację, dostosowanie i wykorzystanie wszystkich wygenerowanych treści. Nadzór człowieka jest zapewniony na każdym etapie procesu.

Cyfrowe treści tak, smartfonowa samowolka nie

Skoro brakuje nauczycieli, to może trzeba postawić na wirtualnych albo sprawić, by jeden nauczyciel prowadził zdalnie lekcje w kilku szkołach jednocześnie?

Kilka miesięcy temu w Białym Domu odbyło się spotkanie z Melanią Trump. Pokazano robota, który mógłby trafić do amerykańskich szkół. Pomysł spotkał się z ogromną krytyką środowiska akademickiego i nauczycieli.

W pewnym sensie wirtualnych nauczycieli mieliśmy już w czasie pandemii i nauki online. To doświadczenie pozostawiło negatywny ślad w rozwoju dzieci.

Wiele mówi się o tym, że uczniowie mają problem z koncentracją i czytaniem ze zrozumieniem. To zmiana pokoleniowa czy bezpośredni wpływ platform społecznościowych, takich jak TikTok?

Tego rodzaju platformy bazują na krótkich, intensywnych i emocjonalnych przekazach. Powodują ciągłe pobudzenie, problemy z koncentracją i uzależniają dzieci.

Sęk w tym, że żyjemy w innym, bardziej złożonym świecie niż ten sprzed kilku dekad. Od cyfrowych narzędzi nie da się już uciec.

Reagujemy na te zmiany. Nasz SMARTbook do szkoły średniej łączy druk z treściami cyfrowymi. Zdaliśmy sobie sprawę, że nie zmienimy nawyków ucznia, który lubi treści wideo. Zastosowaliśmy więc kody QR, które przekierowują do naszych bezpiecznych, jakościowych materiałów zamieszczonych np. na YouTube. Łatwiej pokazać na filmie, jak przebiega erupcja wulkanu, niż kazać dzieciom wyobrazić ją sobie na podstawie długiego, skomplikowanego opisu.

Popiera pan „szkołę bez telefonów”? Czy ta idea nie stoi w sprzeczności z waszym kierunkiem rozwoju?

Popieram, zdecydowanie. Dzieci, wychodząc na przerwę, nie ganiały się, nie rzucały workiem z butami, nie szły pokopać piłki jak my dawniej. Większość wyjmowała telefon. Nie było między nimi interakcji ani rozmów. Nie było też chwili odpoczynku dla mózgu. Zakaz w szkołach podstawowych był koniecznością.

Nie oznacza to jednak negacji technologii i treści cyfrowych. W szkole wciąż jest ich wiele, ale są kontrolowane i bezpieczne.

Oczywiście, sytuacja wygląda inaczej w szkołach średnich. Starsi uczniowie mają na biurku otwarty papierowy podręcznik albo korzystają z jego cyfrowej wersji na tablecie. Robią cyfrowe notatki i z nich się uczą.

Państwowy e-dziennik kontra rozwiązania komercyjne

W czasie naszego spotkania w powietrzu wisi temat prezydenckiego weta wobec pomysłu wprowadzenia państwowego e-dziennika do szkół.

Spodziewałem się tego pytania.

Pomysł Ministerstwa Edukacji bezpośrednio dotyka działalności spółki Vulcan i jej e-dziennika. Odetchnęliście z ulgą?

W uzasadnieniu weta najmocniej wybrzmiewał dla mnie głos środowiska nauczycieli. Obawiali się chaosu i braku odpowiedniego przygotowania do wprowadzenia nowego rozwiązania. Drugim argumentem były koszty przedsięwzięcia, do których zastrzeżenia miało Ministerstwo Finansów.

Celem było wprowadzenie bezpłatnego rozwiązania. Tyle że obecne e-dzienniki są darmowe w swoich podstawowych wersjach, wystarczających dla większości użytkowników. Z biznesowego punktu widzenia naturalne jest natomiast pobieranie opłat za dodatkowe funkcje, których stworzenie i utrzymanie wymagają nakładów. Stoją za nimi praca ludzi, koszty infrastruktury, zapewnienie bezpieczeństwa danych czy prowizje sklepów Google i Apple.

Integracja z mObywatelem? Sam korzystam z tej aplikacji i uważam, że cyfrowe kopie świadectw, dyplomów itp. stanowiłyby ułatwienie w wielu sytuacjach. Nie widzę w niej natomiast miejsca na informacje o ocenach, plan lekcji, dostęp do materiałów edukacyjnych i narzędzi do przygotowania lekcji czy komunikację ucznia i rodzica ze szkołą.

Zarzuty wobec Vulcana: dane uczniów i bezpieczeństwo

Zwolennicy państwowego e-dziennika punktują, że Vulcan ma ponad 180 mln zł przychodów. Czy państwowy system zrujnowałby wam biznes?

To kolejna manipulacja w tej dyskusji. E-dziennik odpowiada tylko za część przychodów Vulcana. Spółka oferuje cyfrowy ekosystem do zarządzania szkołą: obsługi płac, kadr, finansów, biblioteki, stołówki itd. Głównie na tym zarabia. Vulcan to firma, która powstała w 1988 r. Zbudowała i scyfryzowała cały system zarządzania oświatą, czego państwo nie potrafiło zrobić samodzielnie.

Aplikację mobilną stworzyliśmy nie dlatego, że takie były wymagania. Chcieliśmy ułatwić życie rodzicom i uczniom. Za wersję e-dziennika z dodatkowymi funkcjami pobieramy od rodziców około 30 zł za pośrednictwem naszego portalu, a w sklepach Google i Apple, gdzie prowizje są wyższe, około 40 zł. To nie jest subskrypcja jak w przypadku Netflixa, płatna co miesiąc, tylko opłata za cały rok szkolny. Łatwo więc wyliczyć, że nie są to kwoty, które utrzymują dużą firmę.

Pełne wdrożenie państwowego e-dziennika nie nastąpiłoby od razu. Dodatkowo szkoły miały dostać wybór: państwowy e-dziennik albo jedno z prywatnych rozwiązań. Dlatego nie obawiałem się zdrowej, rynkowej konkurencji. Wiele szkół pozostałoby przy naszym rozwiązaniu, bo wiedzą, jaką wartość stanowią nasze systemy i aplikacja, która skupia całą edukację w jednym miejscu.

W dyskusjach, które toczyły się w mediach społecznościowych, padły zarzuty, że monetyzujecie wiedzę o uczniach.

Chcę uciąć wszelkie spekulacje. Nie stosujemy profilowania behawioralnego dzieci i nie monetyzujemy danych o uczniach. W naszej aplikacji nie ma reklam. Jeśli pojawiają się przekazy o charakterze komercyjnym, są one wyłącznie powiązane z naszymi rozwiązaniami edukacyjnymi.

Chcę uciąć wszelkie spekulacje. Nie stosujemy profilowania behawioralnego dzieci i nie monetyzujemy danych o uczniach.

Pojawiły się także zarzuty dotyczące bezpieczeństwa danych uczniów. Gdzie je przechowujecie?

Korzystamy z europejskiego ekosystemu i odpowiednio chronionych centrów danych. Bezpieczeństwo jest dla nas kluczowe, szczególnie że Vulcan przetwarza np. znaczną część wynagrodzeń nauczycieli w Polsce. Ponosimy bardzo duże nakłady na cyberbezpieczeństwo. Na marginesie: państwowe systemy są narażone na ataki hakerów dokładnie tak samo jak każdy inny.

A kto ma większy udział w rynku – Vulcan czy Librus?

Poza Librusem i Vulcanem jest jeszcze kilka innych podmiotów, ale największe są właśnie te dwa. Powiedziałbym, że dziś Vulcan ma nieznacznie większy zasięg.

Edukacja uczy menedżera pokory

Dotychczasowa droga zawodowa doprowadziła pana do sektora, w którym jedna ministerialna decyzja może wywrócić biznes do góry nogami…

…podobne ryzyko istniało, gdy pracowałem w Orlenie czy zarządzałem Emitelem. Energetyka, telekomunikacja i edukacja na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie różnymi światami. Jednak z perspektywy zarządczej i strategicznej łączy je jedno: zawsze zarządzałem infrastrukturą krytyczną kraju. W Orlenie była to infrastruktura surowcowo-energetyczna, w przypadku Emitela – telekomunikacyjna. Teraz zarządzam infrastrukturą najważniejszą z punktu widzenia kraju: naszym kapitałem ludzkim, który przekłada się na przyszłość rynku pracy.

Przyznaję jednak: edukacja była dla mnie swoistym szokiem poznawczym.

Co ma pan na myśli?

W edukacji firma staje naprzeciwko wielu różnych interesariuszy. Regulator, płatnik, organizator systemu, użytkownik i beneficjent – to różne światy. Każdy ma inne oczekiwania i wszystkie trzeba uwzględnić w jednym produkcie.

Uczeń oczekuje prostoty, rodzic – spokoju i wyników, nauczyciel – by technologia nie kradła mu resztek wolnego czasu. Państwo oczekuje zgodności z prawem i podstawą programową. Dyrektor szkoły patrzy z perspektywy zasobów, którymi dysponuje. Jest jeszcze samorząd i jego ograniczenia finansowe.

Kilka miesięcy temu, będąc w USA, usłyszałem, że rynek edukacyjny jest gigantycznym cmentarzyskiem genialnych startupów z Doliny Krzemowej, które poniosły klęskę, bo ignorowały psychologię ucznia i potrzeby nauczycieli. Sam myślę już podobnie – edukacja to jedna z najtrudniejszych przestrzeni do tworzenia innowacji.

Kilka miesięcy temu, będąc w USA, usłyszałem, że rynek edukacyjny jest gigantycznym cmentarzyskiem genialnych startupów z Doliny Krzemowej, które poniosły klęskę, bo ignorowały psychologię ucznia i potrzeby nauczycieli.

Jaki ma to wpływ na pana jako menedżera?

To dla mnie lekcja pokory. Przychodzisz jako menedżer z prawie 30-letnim doświadczeniem, mówisz o optymalizacji, procesach, analityce danych… I odbijasz się od ściany, bo ten sektor działa inaczej.

Wąskim gardłem nie są algorytmy, lecz przywództwo

Trudno było zrozumieć nowe mechanizmy zarządzania?

W zarządzaniu stosuję praktykę Gemba Walk, opartą na filozofii Kaizen i zasadach Lean Management. Zachęca ona do wejścia w buty ludzi, z którymi pracuje się na różnych szczeblach organizacji.

W Orlenie spędziłem np. kilka dni, pracując na stacji benzynowej. W Emitelu, kiedy chciałem poznać procesy utrzymania infrastruktury, spędziłem czas z grupą techniczną i wspiąłem się na szczyt ponad 280-metrowego masztu radiowo-telewizyjnego pod Krakowem. Natomiast w Nowej Erze spędziłem dzień w naszej redakcji w Gdańsku, przyglądając się procesowi badań oraz tworzenia treści i grafik edukacyjnych. Takie podejście pomaga szybciej poznać biznes i zbliżyć się do zespołu.

Pan sam chciał pracować w edukacji i zaczął szukać firmy? Czy to firma znalazła pana?

Firma znalazła mnie.

Niemniej interesowało mnie połączenie edukacji, biznesu i technologii, w tym sztucznej inteligencji. Od lat jestem nią zafascynowany. W Emitelu wpływ AI nie był tak duży, bo działalność opierała się głównie na infrastrukturze.

W Nowej Erze jest pan od dwóch lat. Co już przyniosło panu poczucie satysfakcji?

Wchodziłem w buty poprzedniej prezeski Nowej Ery, która z powodzeniem kierowała firmą przez wiele lat. Zbudowanie wiarygodności w zespole i jednoczesne odnalezienie się w nowej dla mnie branży uważam za duże osiągnięcie. Podobnie jak uruchomienie ścieżki rozwoju nieorganicznego, czego dobrym przykładem jest przejęcie Fluentbe.

Sanoma daje mi unikalną możliwość pracy w międzynarodowej strukturze, w samym sercu cyfrowej rewolucji – transformacji sposobu pracy, wdrażania AI i zmiany nawyków milionów użytkowników naszych rozwiązań. Myślę, że firma potrzebowała impulsu z zewnątrz, a ja wniosłem doświadczenie i kompetencje, które są cenne w obliczu obecnych wyzwań rynkowych.

Dzisiaj wąskim gardłem nie jest dostęp do algorytmów czy narzędzi AI, lecz przywództwo, jakość zarządzania i umiejętność transformacji kultury firmy.

Główne wnioski

  1. Edukacja nie zmierza w stronę całkowitej cyfryzacji, lecz modelu hybrydowego. Prezes Nowej Ery uważa, że papierowe podręczniki nadal mają istotną rolę, m.in. ze względu na koncentrację i zapamiętywanie. Jednocześnie szkoła nie może ignorować cyfrowych nawyków uczniów, dlatego widzi przyszłość w łączeniu tradycyjnych materiałów z bezpiecznymi narzędziami cyfrowymi i AI.
  2. Nowa Era chce rosnąć nie tylko dzięki tradycyjnemu biznesowi, ale także poprzez technologie i akwizycje. Podręczniki nadal odpowiadają za około 70 proc. przychodów grupy, ale rozwiązania cyfrowe są jej najszybciej rosnącą częścią. Przejęcie Fluentbe ma wzmocnić ofertę online i otworzyć Nową Erę na segment lifelong learning, a Sanoma ma środki na kolejne transakcje i traktuje Polskę jako jeden z najważniejszych rynków.
  3. Technologia ma wspierać nauczyciela, a nie go zastępować. Rozwijany przez grupę asystent AI ma pomagać w przygotowywaniu lekcji, dostosowywaniu zadań, sprawdzaniu prac i tworzeniu informacji zwrotnej, ale działać w zamkniętym środowisku opartym na zweryfikowanych treściach. Andrzej Kozłowski podkreśla, że nauczyciel pozostaje odpowiedzialny za ocenę i wykorzystanie wygenerowanych materiałów, a głównym wyzwaniem transformacji nie jest dziś sam dostęp do AI, lecz jakość zarządzania i zdolność organizacji do zmiany.