Kategoria artykułu: Świat

Etiopia walczy o dostęp do Morza Czerwonego. To być albo nie być

Nowy spór między Etiopią a Erytreą jeszcze nie wybuchł, ale region znajduje się dziś bliżej jego krawędzi niż kiedykolwiek. Napięcia, które przez lata były uśpione, przeobrażają się coraz bardziej w realny konflikt militarny. To nie jest już chłodna rywalizacja dyplomatyczna. To sytuacja, w której obie strony testują granice.

Addis Abeba przeszła transformację, która całkowicie zmieniła jej wewnętrzną geografię. W 2026 r. jest już jednym z najszybciej rozwijających się miast Afryki, centrum politycznym kontynentu i miejscem intensywnych inwestycji infrastrukturalnych. Fot. Gettyimages

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak brak dostępu do morza i uzależnienie od zewnętrznych portów działa hamująco na dynamiczny rozwój Etiopii.
  2. Jak historia konfliktów z Erytreą oraz nowe ambicje geopolityczne sprawiają, że region Rogu Afryki pozostaje niestabilny i narażony na kolejne napięcia i starcia zbrojne.
  3. Jak Addis Abeba przeszła transformację od miasta opartego na tradycji i ulicznym handlu do nowoczesnego centrum połączonego z globalną gospodarką.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Zanim wylądowałem w Addis Abebie miesiąc temu, miałem w pamięci zupełnie inne obrazy tego miasta. Wracały do mnie sceny sprzed lat: surowe, nieuporządkowane, pełne improwizacji ulice oraz budynki i samochody proszące się o szybką naprawę. Stolica Etiopii była chaotyczna, biedna, pełna ulicznego handlu. Jej rytm wyznaczały niebieskie taksówki marki Lada, stare garbusy volkswageny, minibusy, bazary i małe kawiarnie, w których wciąż obecne było włoskie dziedzictwo.

Stara Addis Abeba

W tym czasie centrum życia miejskiego znajdowało się w dzielnicy Piazza. To tam biło serce miasta, wśród niskich budynków kolonialnej architektury z dominującym błękitnym kolorem elewacji, starych kin i warsztatów jubilerskich. Piazza była jednocześnie centrum handlowym, kulturalnym i towarzyskim, swoistym „downtown” Addis Abeby przez prawie siedem dekad. Trzy pokolenia mieszkańców umawiały się na randki w lokalnych kawiarniach, gdzie serwowano wyśmienitą kawę, herbatę z cynamonem i świeże ciastka, których nie powstydziłaby się żadna włoska cukiernia między Lombardią a Sycylią. Wielu mijanych przechodniów miało na sobie znoszone garnitury i spojrzenie utkwione w nieokreślonym punkcie na widnokręgu. Nikt się nie spieszył.

Drugi biegun miasta, znacznie bardziej surowy, ale równie ważny ekonomicznie, mieścił się na Mercato, gdzie koncentrował się handel hurtowy i codzienna walka o przetrwanie. Był to największy targ w Afryce między Kairem a Kapsztadem. Uderzała tam nie tylko skala chaosu i prowizorki, ale też niezwykła różnorodność ludzkich twarzy, jakby spotykały się tu całe warstwy historii i migracji Rogu Afryki. To miejsce, które zachwyciłoby każdego antropologa.

Główną arterią była Churchill Avenue, gdzie długi rząd sklepów z autentycznymi przedmiotami plemiennymi działał na mnie jak wielki magnes. Po powrocie z wyprawy na południe kraju do doliny rzeki Omo uzupełniałem tam kolekcję artefaktów, z których kilka trafiło później do działu kultur pozaeuropejskich Muzeum Narodowego.

Na ulicy Menelika II i przy placu Meskel filmowałem budynki oraz ruch uliczny. Były to główne miejsca przestrzeni publicznej i politycznej w całej ówczesnej Etiopii. Napotykani wówczas rozmówcy nie martwili się zbytnio o wpływ wojny z Erytreą na ich spokojne życie w metropolii. Dla nich wojna, która dopiero się zaczynała i miała trwać ponad dwa lata, była daleka i nierealna. Dopiero na prowincji, na południu kraju, w miasteczku Arba Minch młodzi, nieżonaci mężczyźni obawiali się wcieleń do wojska, a drobni przedsiębiorcy narzekali na wzrost cen paliwa.

Czas drapaczy chmur

W ciągu kolejnych dwóch dekad Addis Abeba przeszła jednak transformację, która całkowicie zmieniła jej wewnętrzną geografię. W 2026 r. jest już jednym z najszybciej rozwijających się miast Afryki, centrum politycznym kontynentu i miejscem intensywnych inwestycji infrastrukturalnych. Wraz z tym rozwojem przesunęło się także centrum ciężkości miasta. Dziś życie biznesowe, towarzyskie i międzynarodowe koncentruje się w rejonie dzielnic Bole i Kazanchis, wzdłuż Africa Avenue. To tam znajdują się nowoczesne hotele, biura, restauracje i przestrzenie, które definiują współczesny obraz Addis.

Ulica w Addis Abeba: czyste chodniki, oświetlone ulice
Ulica w Addis Abeba: czyste chodniki, oświetlone ulice. Fot. Leonard Szuszkiewicz

Przywarłem twarzą do szyby taksówki, która mknie z lotniska do hotelu na Bole Road, i nie poznaję miasta. Świeżo wymalowane pasy wyznaczają ruch na równym asfalcie, chodniki są czyste, a witryny sklepów i centrów handlowych jasno oświetlone. Z uznaniem przyglądam się nowym modelom samochodów stojącym na światłach, by za chwilę unieść wzrok i oceniać wysokość nowoczesnych budynków, wyrastających jak grzyby po deszczu, jakby stolica Etiopia miała wkrótce zamienić się w afrykański Dubaj.

– Ile pięter ma ten niebieski wieżowiec? – pytam, wskazując palcem olbrzyma górującego nad całą okolicą.

– To CBE Tower. Pięćdziesiąt pięter – odpowiada kierowca.

Spoglądam na jego twarz o ostrych rysach, bardziej przypominającą Somalijczyka. Po chwili dodaje z nieukrywaną dumą:

– To najwyższy budynek w całej Afryce Wschodniej. A w przyszłym roku kończą wieżowiec z sześćdziesięcioma sześcioma piętrami – będzie drugim drapaczem chmur na całym naszym kontynencie.

Nie tylko wieżowce

Po wejściu do pokoju hotelowego sprawdzam informacje o nowych wieżowcach w Afryce. Etiopia wyraźnie zdradza ambicję konkurowania z Republiką Południowej Afryki, budując futurystyczny skyline w swojej stolicy. Ale te ambicje nie kończą się na nowoczesnej architekturze.

W 2026 r. kraj funkcjonuje już jako część globalnego systemu, z nowym centrum, nową hierarchią przestrzeni i nową definicją prestiżu. To historia miasta, które w ciągu jednego pokolenia zmieniło swoje serce i mózg. Pompuje coraz więcej towarów i usług, a wraz z rozrostem tego organizmu potrzebuje nowego krwiobiegu.

Brak dostępu do morza działa na gospodarkę jak zakrzep w układzie krwionośnym. Handel nie płynie, lecz z trudem przeciska się przez cudze terytoria, a każdy zator może zatrzymać cały organizm państwa.

140 mln konsumentów zależnych od Dżibuti

W Etiopii żyje około 140 mln ludzi. To jedno z największych państw Afryki, z historią starszą niż większość współczesnych granic kontynentu. A jednak dziś wszystko, co produkuje i importuje, musi przejść przez jedno miejsce: port w Dżibuti. Morze jest blisko. Ale dla Etiopii pozostaje poza zasięgiem.

Jeszcze pod koniec XX w. Etiopia miała dostęp do Morza Czerwonego. Porty takie jak Massawa były naturalnym oknem na świat. Wszystko zmieniło się w 1993 r., gdy Erytrea ogłosiła niepodległość. Etiopia została nagle odcięta od wybrzeża.

Pięć lat później wybuchła wojna erytrejsko-etiopska. Była brutalna, wyniszczająca, pozostawiła po sobie nie tylko tysiące ofiar, ale też zamknięte granice i zerwane relacje. Morze Czerwone nie zniknęło fizycznie. Zniknęło politycznie.

Dziś ponad 90 proc. etiopskiego handlu przechodzi przez Dżibuti. Z Addis Abeby do portu prowadzi nowoczesna linia kolejowa, zbudowana przy wsparciu Chin. Pociągi suną przez pustynny krajobraz, łącząc górskie serce kraju z rozgrzanym wybrzeżem. Ale ta infrastruktura ma swoją cenę. Uzależnienie od jednego korytarza oznacza brak alternatywy. Każdy kryzys polityczny, każdy wzrost opłat, każde napięcie to bezpośrednie uderzenie w gospodarkę.

Każdy towar, od kawy i nasion oleistych po maszyny, paliwa i produkty konsumpcyjne, musi najpierw pokonać setki kilometrów lądem, zanim dotrze do portu i dalej na rynki światowe. Ten jeden korytarz transportowy, łączący Addis Abebę z wybrzeżem, staje się główną tętnicą, narażoną na zatory.

Między tradycją kawy a nowoczesnym stylem życia Addis Abeby
Między tradycją kawy a nowoczesnym stylem życia Addis Abeby. Fot. Leonard Szuszkiewicz

Taka koncentracja niesie ze sobą konsekwencje, które wykraczają daleko poza logistykę. Koszty transportu są strukturalnie wyższe, ponieważ każdy etap, od przewozu lądowego po obsługę portową, generuje dodatkowe opłaty. Czas dostaw staje się mniej przewidywalny, uzależniony od przepustowości infrastruktury, kolejek ciężarówek czy chwilowych zakłóceń w funkcjonowaniu portu. Brak alternatywnych tras oznacza, że Etiopia nie ma realnej elastyczności. Każda zmiana warunków w Dżibuti, czy to ekonomiczna, czy polityczna, natychmiast odbija się na całej gospodarce.

Warto wiedzieć

Historia relacji między Etiopią a Erytreą

Historia relacji między Etiopią a Erytreą nie układa się w prostą linię wojny i pokoju. To raczej powracający rytm, jak oddech, który raz przyspiesza, raz zamiera, ale nigdy nie ustaje naprawdę.

Zaczyna się w 1961 r., gdy w północnej prowincji Etiopii wybucha bunt. Erytrea, wcześniej włoska kolonia, a potem autonomiczna część federacji, zostaje wchłonięta przez Addis Abebę. Decyzja zapada na mapach, ale jej konsekwencje rozgrywają się w górach, w dolinach, wśród ludzi, którzy nie chcą już być częścią większego państwa. Wojna trwa długo, aż trzydzieści lat. Najpierw partyzancka, prowadzona w ukryciu, potem coraz bardziej regularna, aż w końcu zwycięska. W 1991 r. etiopski reżim upada, a dwa lata później, po referendum, Erytrea staje się niepodległym państwem.

Przez chwilę wydaje się, że historia może się zatrzymać. Dawni towarzysze broni siedzą przy jednym stole. Granice są otwarte, handel płynie, telefony działają. Addis Abeba i Asmara patrzą na siebie bez wrogości.

Potem przychodzi 1998 r.

Iskra jest mała, kawałek ziemi wokół Badme, miejsce, którego znaczenie trudno dostrzec na mapie. Ale wystarcza. 6 maja zaczynają się walki, a w ciągu kilku tygodni oba państwa mobilizują setki tysięcy ludzi. Konflikt przybiera formę, która wydaje się anachroniczna: okopy, frontalne ataki, artyleria. Jakby czas się cofnął. W ciągu dwóch lat giną dziesiątki tysięcy ludzi. Wojna erytrejsko-etiopska kończy się zawieszeniem broni, ale nie kończy się naprawdę.

To, co następuje później, jest jeszcze bardziej wymowne, przez osiemnaście lat trwa „zimna wojna”. Granica pozostaje zamknięta, armie stoją naprzeciw siebie, a pokój istnieje tylko na papierze. Komisja graniczna przyznaje sporny teren Erytrei, ale Etiopia nie uznaje decyzji. Napięcie trwa, choć nie wybucha. To stan zawieszenia, który powoli staje się normą. W 2018 r. następuje kolejny zwrot. Do władzy dochodzi Abiy Ahmed i podpisuje porozumienie pokojowe z Erytreą. Granice znów się otwierają, ludzie się spotykają, świat mówi o przełomie. Abiy otrzymuje Pokojową Nagrodę Nobla. Wydaje się, że cykl został przerwany.

Ale historia w tym regionie rzadko kończy się definitywnie.

Dwa lata później, gdy w Etiopii wybucha wojna w Tigraju, Erytrea staje po stronie Addis Abeby. Dawni wrogowie walczą razem. To jeden z najbardziej paradoksalnych momentów tej historii, sojusz zbudowany nie na zaufaniu, lecz na wspólnym przeciwniku. Konflikt jest brutalny, pozostawia po sobie kolejne rany i nowe linie podziału. Po jego zakończeniu relacje znów zaczynają się zmieniać. Napięcia wracają, choć początkowo cicho. Potem coraz wyraźniej. Granica znów staje się miejscem niepokoju, są się oskarżenia, ruchy wojsk, nieufność. W tle pojawia się nowy czynnik, ambicja Etiopii, by odzyskać dostęp do morza. Dla niej to kwestia przyszłości. Dla Erytrei kwestia przetrwania.

XYZ

Dramat Etiopii – brak dostępu do morza

Dostęp do morza w etiopskiej debacie nie jest już tylko kwestią infrastruktury czy wygody handlowej. Staje się jednym z głównych ograniczeń rozwojowych państwa, wąskim gardłem, które decyduje o kosztach, tempie i bezpieczeństwie całej gospodarki.

W ciągu ostatnich pięciu lat gospodarka Etiopia rozwijała się w sposób, który najlepiej oddaje jedno słowo: napięcie. Z jednej strony kraj utrzymał pozycję jednej z najszybciej rosnących gospodarek Afryki. Notował wzrost PKB na poziomie około 6-8 proc. rocznie, napędzany inwestycjami infrastrukturalnymi, rozwojem usług oraz stopniową industrializacją. Powstawały parki przemysłowe, rozbudowywano sieci transportowe, a państwo konsekwentnie próbowało przesuwać ciężar gospodarki z rolnictwa w stronę produkcji i eksportu. Etiopia coraz wyraźniej wychodziła z modelu gospodarki lokalnej i zaczynała funkcjonować jako uczestnik globalnych łańcuchów dostaw.

Z drugiej strony ten wzrost odbywał się w warunkach głębokiej niestabilności. Wojna w Tigraju, która wybuchła w 2020 r., zachwiała fundamentami państwa, pochłaniając zasoby i osłabiając zaufanie inwestorów. W kolejnych latach pojawiły się poważne napięcia makroekonomiczne. Wywołały je wysoka inflacja, sięgająca momentami kilkudziesięciu procent, niedobór walut obcych oraz rosnąca presja na kurs birra. Import stawał się coraz droższy, a finansowanie rozwoju coraz trudniejsze.

I właśnie w tym miejscu pojawia się paradoks: im szybciej Etiopia się rozwija, tym bardziej odczuwa swoje ograniczenia geograficzne. Wzrost gospodarczy zwiększa zapotrzebowanie na import i eksport, a więc także na sprawny dostęp do portów. To sprawia, że sukces ekonomiczny kraju jednocześnie wzmacnia jego największą słabość, czyli brak bezpośredniego dostępu do morza.

Rosnące ambicje klasy średniej – wieżowiec mieszkalny przy ulicy Bole.
Rosnące ambicje klasy średniej – wieżowiec mieszkalny przy ulicy Bole. Fot. Leonard Szuszkiewicz

Walka o wpływy w Rogu Afryki

Jeszcze niedawno Etiopia i Erytrea znajdowały się po tej samej stronie konfliktu. W latach 2020-2022 współpracowały militarnie przeciwko siłom Tigraju, tworząc sojusz oparty na wspólnym interesie. Jednak po podpisaniu porozumienia pokojowego w 2022 r. relacje zaczęły się szybko pogarszać. Erytrea nie była jego formalną stroną, a jej interesy nie zostały w pełni uwzględnione, co z czasem przerodziło się w rosnącą nieufność wobec Addis Abeby. Dawny sojusznik zaczął być postrzegany jako potencjalne zagrożenie.

Kluczowym momentem tej zmiany była jednak nowa narracja Etiopii po 2023 r. Rząd Abiy Ahmeda coraz wyraźniej zaczął mówić o dostępie do Morza Czerwonego jako o celu strategicznym, a nawet egzystencjalnym. W tym kontekście pojawiły się odniesienia do portów, w tym także do Assabu w Erytrei. W relacji między dużą, rosnącą Etiopią a znacznie mniejszą Erytreą każda sugestia dotycząca dostępu do wybrzeża natychmiast nabiera wymiaru bezpieczeństwa.

Napięcia nie ograniczają się już tylko do samej granicy. Coraz wyraźniej rysuje się szersza układanka regionalna, w której oba państwa zaczynają działać po przeciwnych stronach. Erytrea może wspierać przeciwników rządu w Addis Abebie, Etiopia angażuje się w konflikty i napięcia w regionie, a w tle obecne są interesy innych państw, od krajów Zatoki po aktorów globalnych. W efekcie potencjalny konflikt przestaje być lokalnym sporem, a zaczyna wpisywać się w szerszą rywalizację o wpływy w Rogu Afryki i nad Morzem Czerwonym.

Trzy poziomy eskalacji

Przyszłość Etiopii w kontekście dostępu do morza to trzy odrębne etapy. Obecnie pierwszy okres zwany „współpracą” zmierza do końca. Etiopia już dziś korzysta z infrastruktury Dżibuti, przez które przechodzi zdecydowana większość jej handlu zagranicznego. Równolegle pojawiają się nowe możliwości, czyli współpraca z Somalilandem, gdzie rozwijany port w Berberze przyciąga inwestycje ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

To rozwiązanie najtańsze, najszybsze i najbardziej akceptowalne dla partnerów międzynarodowych, zwłaszcza przy zaangażowaniu takich graczy jak Chiny, które finansują rozwój korytarzy transportowych. Jednak nawet w tym scenariuszu uzależnienie nie znika. Zostaje jedynie rozproszone, a jego stabilność zależy od kruchych układów politycznych w regionie, gdzie obecna wojna w Zatoce Perskiej potęguje niepewność.

W praktyce jednak sama współpraca nie wystarcza, dlatego Etiopia coraz wyraźniej sięga dalej, na etap wywierania presji. Rząd Abiy Ahmeda zaczyna przedstawiać dostęp do morza jako kwestię strategiczną, niemal egzystencjalną. To już nie tylko logistyka, lecz element budowania pozycji państwa jako regionalnej potęgi.

Etiopia ma argumenty: ma ogromny rynek wewnętrzny, rosnącą gospodarkę i znaczącą siłę militarną. W takiej sytuacji może próbować wymuszać korzystniejsze warunki, grając na podziałach między sąsiadami i wykorzystując swoją wagę polityczną. Ten scenariusz nie oznacza jeszcze otwartego konfliktu, ale niesie ze sobą ryzyko eskalacji napięć, zwłaszcza w relacjach z Somalią, która postrzega działania wokół Somalilandu jako zagrożenie dla swojej suwerenności. Presja staje się więc narzędziem pośrednim, pomiędzy dyplomacją a konfrontacją.

Kościół na wzgórzach Entoto to miejsce, z którego zaczęła się historia Addis Abeby i gdzie wciąż czuć dawny rytm Etiopii. Fot. autor

Najbardziej skrajnym wariantem jest konflikt, choć na razie wydaje się najmniej prawdopodobny w krótkiej perspektywie. Historia regionu pokazuje jednak, że granice i sojusze w Rogu Afryki są niestabilne, a napięcia mogą szybko wymknąć się spod kontroli. Wystarczy kryzys polityczny, załamanie negocjacji lub wewnętrzne problemy któregoś z państw, by logika ekonomiczna ustąpiła miejsca militarnej.

Kto kogo popiera

Dostęp do morza nie jest dla Etiopii kwestią wyboru, lecz koniecznością. Otwarte pozostaje tylko jedno pytanie: jaką cenę będzie gotowa zapłacić, by to osiągnąć. Jeśli doszłoby do otwartego konfliktu między Etiopia a Erytreą, trudno byłoby mówić o wojnie ograniczonej wyłącznie do dwóch państw. Róg Afryki jest dziś przestrzenią, w której krzyżują się interesy regionalne i globalne, dlatego nawet lokalne starcie szybko zaczęłoby przyciągać zewnętrznych aktorów.

Po stronie Etiopii naturalnymi partnerami byłyby państwa związane z jej gospodarką i infrastrukturą. Zjednoczone Emiraty Arabskie, które inwestują w porty i logistykę w regionie, mogłyby udzielić wsparcia politycznego i finansowego, dbając o zabezpieczenie swoich interesów nad Morzem Czerwonym. Chiny, posiadające ogromne inwestycje w etiopskiej infrastrukturze, również byłyby zainteresowane stabilnością, oferując raczej wsparcie dyplomatyczne i ekonomiczne niż militarne. Podobnie Turcja, która rozwija swoje wpływy w regionie, mogłaby balansować między stronami, ale w praktyce skłaniać się ku Addis Abebie jako większemu i bardziej perspektywicznemu partnerowi.

Z kolei Erytrea, mimo mniejszych zasobów, mogłaby liczyć na wsparcie bardziej ukierunkowane strategicznie. Kluczową rolę mógłby odegrać Egipt, który od lat pozostaje w napiętych relacjach z Etiopią w związku z kontrolą nad Nilem i budową Wielkiej Tamy Odrodzenia. Duże wsparcie Kairu: polityczne, wywiadowcze, a potencjalnie także wojskowe wpisywałoby się w szerszą rywalizację o wodę i wpływy w regionie. W tle pojawia się również Rosja, która dąży do zwiększenia swojej obecności nad Morzem Czerwonym i mogłaby wesprzeć Erytreę przez dostawy broni czy doradztwo wojskowe.

W praktyce oznacza to, że ewentualna wojna nie przypominałaby klasycznego konfliktu z udziałem sojuszniczych armii walczących ramię w ramię. Znacznie bardziej prawdopodobny byłby scenariusz pośredniego zaangażowania: dostawy broni, wsparcie wywiadowcze, finansowanie, obecność doradców wojskowych i presja dyplomatyczna. Jednocześnie jest ryzyko, że konflikt mógłby rozlać się na sąsiednie państwa, takie jak Sudan, Somalia czy Dżibuti, które z różnych powodów są powiązane z układem sił w regionie.

Metamorfoza od laureata nagrody Nobla...

Abiy Ahmed rządzi Etiopią od 2018 r., a po wyborach w 2021 r. rozpoczął drugą kadencję, umacniając swoją pozycję w kraju pogrążonym w napięciach i konfliktach. Gdy w 2018 r. obejmował władzę w Etiopii, niósł ze sobą energię zmiany. Po latach napięć wewnętrznych i autorytarnego stylu rządzenia swoich poprzedników zapowiadał otwarcie, reformy i dialog.

Najbardziej spektakularnym gestem był pokój z Erytreą. Zakończenie wieloletniego konfliktu, który od czasu wojny erytrejsko-etiopskiej pozostawał zamrożoną raną regionu. Granice się otworzyły, telefony znów zaczęły działać, rodziny rozdzielone przez dekady mogły się spotkać. Świat zobaczył w Abiyu reformatora, a w 2019 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Ten moment był szczytem jego pierwszej tożsamości. Abiy Ahmed był liderem, który wierzył, że przyszłość Etiopii można zbudować na pojednaniu.

Ale Etiopia, którą przejął, była państwem kruchym, zbudowanym na delikatnej równowadze etnicznej, napięciach regionalnych i głębokich podziałach politycznych. W 2020 r. ta równowaga pękła. Wojna w Tigraju zmieniła wszystko. Konflikt, który miał być krótką operacją porządkową, przerodził się w wyniszczającą wojnę domową, angażującą różne regiony kraju i pośrednio również Erytreę. Obraz reformatora zaczął się rozpadać. Na jego miejscu pojawił się przywódca walczący o utrzymanie państwa za wszelką cenę.

...do wojennej retoryki

Wojna nie tylko zmieniła sposób, w jaki Abiy rządził. Zamiast projektu otwartego i pluralistycznego, Etiopia zaczęła być przedstawiana jako organizm, który musi przetrwać w trudnym, wrogim otoczeniu. W tym nowym języku coraz częściej pojawiały się pojęcia bezpieczeństwa, suwerenności i strategicznej autonomii. Po zakończeniu głównej fazy konfliktu w 2023 r. Abiy Ahmed zaczął mówić o dostępie do morza nie jako o kwestii gospodarczej, lecz jako o sprawie fundamentalnej. W jego wypowiedziach powracał motyw „naturalnego prawa” Etiopii do wyjścia na wybrzeże, a brak dostępu przedstawiany był jako historyczna niesprawiedliwość, którą należy skorygować.

Porozumienia z Somalilandem dotyczące dostępu do portów pokazały, że nie są to już tylko deklaracje. Jednocześnie wywołały ostrą reakcję Somalii, która uznała te działania za naruszenie swojej suwerenności. Abiy zaczął więc działać w przestrzeni, gdzie każdy ruch ma konsekwencje regionalne, a nawet globalne.

Somaliland – pierwsza kostka domina?

Współpraca Etiopii z Somalilandem jest jednym z najbardziej znaczących i jednocześnie najbardziej ryzykownych elementów jej obecnej strategii geopolitycznej. To nie jest zwykłe porozumienie gospodarcze, lecz próba przełamania wieloletniego uzależnienia od jednego kierunku handlu i znalezienia alternatywy dla dominującej roli Dżibuti.

Punktem przełomowym było porozumienie ogłoszone na przełomie 2023 i 2024 r. Zakładało, że Etiopia uzyska dostęp do fragmentu wybrzeża Somalilandu, przede wszystkim do portu w Berberze oraz możliwość rozwijania infrastruktury logistycznej, a potencjalnie także obecności wojskowej. W zamian Addis Abeba zasugerowała gotowość do politycznego uznania Somalilandu, co byłoby pierwszym takim krokiem ze strony jakiegokolwiek państwa.

Dla Etiopii to ruch o ogromnym znaczeniu strategicznym. Po raz pierwszy od utraty dostępu do morza w latach 90. pojawia się realna możliwość wyjścia poza jeden korytarz transportowy. Port w Berberze, rozwijany przy wsparciu Zjednoczonych Emiratów Arabskich, staje się alternatywą dla przeciążonego i kosztownego systemu opartego na Dżibuti.

Dla Somalilandu stawka jest równie wysoka, choć inna. Od ponad trzech dekad funkcjonuje on jako de facto niezależne państwo, z własnym rządem, walutą i strukturami administracyjnymi, ale bez międzynarodowego uznania. Współpraca z Etiopią daje mu szansę na przełamanie tej izolacji. Uznanie ze strony dużego, regionalnego gracza mogłoby uruchomić efekt domina i zmienić jego pozycję na arenie międzynarodowej.

Jednak właśnie w tym miejscu zaczynają się problemy. Somalia traktuje Somaliland jako integralną część swojego terytorium i uznaje wszelkie porozumienia zawierane przez niego z innymi państwami za nielegalne. Reakcja Mogadiszu byłaby natychmiastowa i oskarżająca Addis Abebę o naruszenie suwerenności i próby mobilizacji wsparcia międzynarodowego.

W efekcie współpraca etiopsko-somalilandzka przestaje być projektem gospodarczym, a staje się elementem regionalnej układanki, w której ścierają się interesy państw, organizacji międzynarodowych i globalnych graczy.

Tędy płyną ropa, gaz, kontenery

Morze Czerwone to nie tylko woda. To jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata zyskujący jeszcze na większym znaczeniu w obliczu konfliktu zbrojnego w Zatoce Perskiej.

Tędy płyną ropa, gaz, kontenery. Tędy przechodzi handel między Europą a Azją.

W regionie obecne są globalne potęgi USA i Chin. Po drugiej stronie morza trwa wojna w Jemenie. Każdy port, każda baza, każdy kilometr wybrzeża ma znaczenie.

Etiopia nie walczy więc tylko o dostęp do morza. Wchodzi w przestrzeń, gdzie przecinają się interesy świata.

Azjaci przenoszą fabryki do Etiopii

Kapitał zagraniczny odgrywa dziś kluczową rolę w transformacji gospodarczej Etiopii, ale jego struktura i kierunek pokazują, że nie jest to proces przypadkowy, lecz głęboko powiązany z geopolityką i strategią państwa.

Największym inwestorem są Chiny, które nie tylko finansują, ale także projektują i realizują znaczną część infrastruktury kraju, od linii kolejowych po sieci energetyczne. To dzięki chińskiemu kapitałowi powstały kluczowe połączenia transportowe, w tym korytarz łączący Addis Abebę z portem w Dżibuti, stanowiący dziś kręgosłup etiopskiego handlu zagranicznego. Równolegle chińskie i azjatyckie firmy inwestują w przemysł, szczególnie w sektor tekstylny i produkcyjny, wykorzystując tanią siłę roboczą i specjalne strefy ekonomiczne, które mają uczynić z Etiopii nowe centrum eksportowe na wzór krajów Azji Południowo-Wschodniej.

Obok Chin coraz wyraźniej zaznacza się obecność państw Zatoki Perskiej, przede wszystkim Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Arabii Saudyjskiej. Ich inwestycje koncentrują się na logistyce, portach i rolnictwie, a więc w sektorach bezpośrednio związanych z bezpieczeństwem żywnościowym i kontrolą szlaków handlowych.

Rozwój portu w Berberze czy zaangażowanie w korytarze transportowe to nie tylko przedsięwzięcia biznesowe, lecz element szerszej gry o wpływy w regionie Morza Czerwonego. Jednocześnie inwestorzy z krajów takich jak Turcja czy Indie rozwijają sektor przemysłowy i rolny, tworząc miejsca pracy i zwiększając potencjał eksportowy kraju.

W ostatnich latach pojawiają się także nowe obszary inwestycji, zwłaszcza w telekomunikacji i usługach. Liberalizacja rynku przyciągnęła zagranicznych operatorów, a rząd zaczyna stopniowo otwierać kolejne sektory, w tym bankowość, dotąd ściśle kontrolowaną. To sygnał, że Etiopia próbuje przejść od modelu państwowo sterowanej gospodarki do bardziej zróżnicowanego systemu, w którym kapitał zagraniczny odgrywa rolę katalizatora zmian.

Etiopia przestała oglądać się na Zachód

Późnym popołudniem stoję na zboczach Entoto i patrzę na Addis Abebę, która rozlewa się w dole jak powoli zapalające się światło. Powietrze na wysokości trzech tysięcy metrów jest chłodne, przejrzyste, niemal ostre. To tutaj zaczęła się historia miasta w 1886 r.

Strażnik dawnego świata w mieście, które uczy się nowej przyszłości. Fot. autor

Niedaleko, wśród drzew, stoją pozostałości pałacu Menelika II. Skromne, niemal surowe. Trudno uwierzyć, że to właśnie tu rodziła się stolica nowożytnych czasów. To mój pierwszy obraz Addis, miasta jeszcze niewidocznego, istniejącego bardziej jako decyzja niż jako przestrzeń.

Drugi obraz noszę w pamięci z roku 1998, zatrzymany na taśmie mojego starego filmu. Centrum stolicy przypominało wtedy prowincjonalne miasteczko z niską zabudową i radzieckimi samochodami, kurz unoszący się nad ulicami, powolny rytm życia, który nie zapowiadał nadchodzącej zmiany.

Dziś widzę trzecią odsłonę. Addis Abeba pulsuje światłem. Nowoczesne budynki wyrastają ponad dawną tkanką miasta, ulice rozświetlają się wraz z zapadającym zmrokiem, a ruch nie ustaje nawet na chwilę. To już nie jest to samo miejsce. To kraj, który przyspieszył.

W tej panoramie widać coś więcej niż tylko architekturę. Widać kierunek. Etiopia przestała oglądać się na Zachód. Jej spojrzenie przesunęło się gdzie indziej, ku Azji, ku nowym partnerstwom, które przynoszą inwestycje, drogi, kolej i ambicję. Dawne, włoskie ślady, kiedyś tak wyraźne, rozpłynęły się niemal całkowicie w tej nowej rzeczywistości.

Z Entoto widać trzy miasta jednocześnie. To, które dopiero powstawało, to, które trwało w bezruchu, i to, które dziś próbuje dogonić przyszłość.

Główne wnioski

  1. Etiopia nie traktuje już dostępu do morza jako opcji rozwojowej, lecz jako strategiczną konieczność, a to oznacza, że będzie konsekwentnie dążyć do jego uzyskania, nawet kosztem poważnych napięć regionalnych.
  2. Relacje z Erytreą oraz sąsiadami nie są stabilne, lecz cykliczne: przechodzą od współpracy do konfliktu, co zwiększa ryzyko ponownej eskalacji w niedalekiej przyszłości.
  3. Rozwój gospodarczy i napływ kapitału zagranicznego wzmacniają Etiopię, ale jednocześnie pogłębiają jej zależności zarówno logistyczne, jak i geopolityczne.