Kategorie artykułu: Polityka Świat

Nowa rola Stanów Zjednoczonych po pierwszym roku drugich rządów Trumpa

Po pierwszym roku drugiej prezydentury Donalda Trumpa Stany Zjednoczone redefiniują swoją rolę w świecie. Jak amerykański prezydent odrzuca rolę obrońcy zachodnich wartości budowanych po II wojnie światowej właśnie przez Amerykę. Eksperci przyznają, że dla Trumpa rola ta stała się obciążająca.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump
W pierwszym roku drugiej prezydentury Donald Trump zaczął kształtować inną rolę Stanów Zjednoczonych w światowej polityce. Fot. PAP/EPA/SHAWN THEW

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Na jakie aspekty polityki krajowej postawił Donald Trump w pierwszym roku swojej drugiej prezydentury.
  2. Jak zmieniła się rola Stanów Zjednoczonych w polityce międzynarodowej.
  3. Jak wyglądały relacje administracji Donalda Trumpa z Polską.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Od zaprzysiężenia Donalda Trumpa na 47 prezydenta Stanów Zjednoczonych 20 stycznia mija rok. Obecną prezydenturę Donald Trump rozpoczął jeszcze intensywniej niż w poprzednią. Tylko w trakcie pierwszych 100 dni od 20 stycznia 2025 r. podpisał 137 dekretów, czyli rozporządzeń wykonawczych. To trzykrotnie więcej niż w podobnym czasie podpisał Joe Biden, ale również ponad 100 więcej niż na początku pierwszej prezydentury Trumpa w 2017 r.

Dekrety dotyczyły m.in. wprowadzenia stanu wyjątkowego na granicy z Meksykiem. Dzięki temu można było wysłać tam więcej wojska, by przeciwstawiać się nielegalnej migracji. Były to także decyzje o zwolnieniu urzędników z administracji z czasów Joe Bidena, ułaskawienia uczestników szturmu na Kapitol ze stycznia 2021 r., ale również wycofanie się ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), zmiana nazwy Zatoki Meksykańskiej na Zatokę Amerykańską, anulowanie nakazu zamknięcia TikToka w USA oraz potwierdzenia istnienia tylko dwóch płci.

Były to nie tylko decyzje z konsekwencjami dla prawa i administracji. Część z tych ruchów miała wymiar bardziej intencjonalny i stricte polityczny. Spora część dekretów Trumpa została zaskarżona w sądach federalnych. Prezydent ma konfrontacyjne nastawienie do instytucji, do mediów oraz organizacji pozarządowych. W jednym z dekretów ograniczył także pomoc zagraniczną.

Podporządkowanie instytucji państwa

Janusz Reiter, ambasador RP w Waszyngtonie w latach 2005-2007, określa politykę wewnątrzkrajową w wykonaniu Donalda Trumpa jako konfrontacyjną.

– To nie jest zwykła zmiana polityki. To jest próba podporządkowania sobie instytucji państwa. Ona nie jest zakończona, a być może nigdy nie będzie zakończona. Widać jednak wyraźnie, że jest to polityka, która nie respektuje nienaruszalnych wcześniej zasad. Jest to próba podporządkowania instytucji woli politycznej przywódcy. Takie próby się już zdarzały. Były jednak stosunkowo nieśmiałe i na ogół napotykały stanowczy opór instytucji – ocenia Janusz Reiter.

To polityka, która nie respektuje nienaruszalnych wcześniej zasad. Jest to próba podporządkowania instytucji woli politycznej przywódcy.

Doświadczony dyplomata uważa, że po przegranej z Trumpem w listopadzie 2024 r. Demokraci wciąż są w szoku. Jego zdaniem ich ewentualne zwycięstwo w wyborach do Kongresu, które odbędą się pod koniec tego roku, mogłoby wynikać nie z ich własnej siły, a z błędów obozu prezydenckiego.

– Taka wygrana może oczywiście zmienić dynamikę amerykańskiej polityki. Prezydent Trump stworzył swój obraz przywódcy niepokonanego. Ten mit działa, ale oczywiście tylko do czasu, gdy „niepokonany” przegra: raz, drugi, trzeci – uważa Janusz Reiter.

Dr Paweł Markiewicz, dyrektor waszyngtońskiego biura Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, styl polityki Trumpa określa jako „niekonwencjonalny”.

– To agresywna polityka, której celem są jak najszybsze skutki. Rozpychająca się i niebacząca na innych. To typ polityki, w której jest gotowość do ryzyka, a myślenie o długofalowych efektach jest na drugim planie. Chaos jest kontynuacją tego, co było w jego poprzedniej kadencji. Wtedy w wokół prezydenta były osoby, które były dla niego hamulcami. Teraz administracja to osoby lojalne wobec prezydenta i jego agendy. Trump uwielbia taki chaos – ocenia analityk PISM.

Polityka migracyjna

Ważnym aspektem krajowej polityki Trumpa była polityka migracyjna. Walka z nielegalną migracją stała się priorytetem. Dr Paweł Markiewicz zwraca uwagę, że był to kluczowy postulat wyborczy Donalda Trumpa. W październiku amerykańska administracja podawała, że do końca roku miała w planach deportację ok. 600 tys. nielegalnych imigrantów.

– Na początku kadencji widzieliśmy podkręcenie działań w takich służbach jak ICE (Immigration and Customs Enforcement – Urząd Celno-Imigracyjny) czy Homeland Security (Departament Bezpieczeństwa Krajowego). W miarę skutecznie wyizolował północną granicę i zatrzymał napływ migrantów. Był to jeden z jego sukcesów w pierwszym roku obecnej prezydentury. Dziś te działania budzą większe kontrowersje. To, co widzimy w Minnesocie czy innych dużych miastach w sferze demokratycznych gubernatorów, jest pokłosiem wielkiego sukcesu w polityce migracyjnej – mówi dr Paweł Markiewicz.

Analityk nawiązał tu do niedawnych wydarzeń w Minneapolis (stan Minnesota). 7 stycznia Renee Good, 37-letnia Amerykanka, została śmiertelnie zastrzelona przez agenta ICE. Kobieta sprzeciwiała się antyimigracyjnym działaniom ICE i została postrzelona, starając się odjechać od funkcjonariuszy. Donald Trump i jego współpracownicy bronili funkcjonariusza, twierdząc, że działał w samoobronie. Lokalne władze uważają, że doszło do nadużycia ze strony służb. Przez amerykańskie miasta przeszła fala protestów.

„Dotychczasowa polityka migracyjna straciła akceptację społeczną”

Zdaniem Janusza Reitera zmiana w polityce migracyjnej była nieunikniona. Jej sposób egzekwowania budzi jednak poważne wątpliwości etyczne i polityczne. Dyplomata uważa, że Trump wyczuł w tej sferze społeczne nastroje.

– Nie wiadomo, czy w Ameryce nie zabraknie migrantów. Nie tych, o których najczęściej mówi Trump, czyli przestępców i narkomanów. Trump trafnie dostrzegł, że dotychczasowa polityka migracyjna straciła akceptację społeczną. Ludzie są przekonani, że państwo straciło kontrolę nad granicami i nie wie, kogo przyjmuje. Podobny mechanizm działa w Europie. Jeżeli rządy liberalne nie potrafią sobie z tym poradzić i odzyskać zaufanie społeczne, zamiast korekty kursu jest radykalna zmiana. Nie jest wykluczone, że Ameryce zabraknie ludzi do pracy. Większość tych migrantów nie przyjechała tam, żeby korzystać z systemu socjalnego – który nie jest bardzo atrakcyjny – tylko żeby ciężko pracować. Być może Ameryka brak tych ludzi już wkrótce odczuje i wtedy nastąpi zmiana tej polityki. Na razie trwa ofensywa i radykalna zmiana – komentuje były ambasador.

Podobny mechanizm działa w Europie. Jeżeli rządy liberalne nie potrafią sobie z tym poradzić i odzyskać zaufanie społeczne, zamiast korekty kursu jest radykalna zmiana. Nie jest wykluczone, że Ameryce zabraknie ludzi do pracy.

Inflacja boli Amerykanów

Ekspert jako słabość pierwszego roku prezydentury Trumpa w polityce krajowej wskazuje gospodarkę. Potwierdza to niedawne badanie. W sondażu SSRS online dla CNN przeprowadzonego między 9 a 12 stycznia aż 58 proc. Amerykanów oceniło negatywnie pierwszy rok obecnej prezydentury. Poparcie dla prezydenta Trumpa sięga zaledwie 39 proc. Jako główną słabość wskazują gospodarkę. 64 proc. badanych uznało, że władze nie podejmują wystarczających działań, by obniżyć koszty towarów codziennego użytkowania.

– Inflacja wciąż ciąży na społeczeństwie amerykańskim. W pierwszym roku Trump przyjął ostrą politykę celną, by zniwelować ten efekt, choć przeciętny Amerykanin teraz tego nie odczuwa – mówi dr Paweł Markiewicz.

W grudniu inflacja w Stanach Zjednoczonych wyniosła 2,7 proc. Tyle samo wynosiła miesiąc wcześniej, jednak od prawie pięciu lat przekracza ona 2-procentowy cel Rezerwy Federalnej.

Analityk dodaje jednak, że rozliczając się podatkowo w kwietniu Amerykanie będą mogli odczuć zapowiadane przez Trumpa ulgi podatkowe. Dotyczą m.in. napiwków w branży gastronomicznej, leków oraz ułatwień podatkowych dla osób korzystających ze świadczeń społecznych.

Półkula zachodnia przede wszystkim

Jako największe zaskoczenie w polityce międzynarodowej dr Paweł Markiewicz wskazuje skupienie się amerykańskiej administracji na półkuli zachodniej.

– Skupiono się na zabezpieczeniu granic Stanów Zjednoczonych i jej okolic. Na początku zeszłego roku śmiano się, gdy Donald Trump groził Kanadzie, mówił o Grenlandii oraz Kanale Panamskim. Teraz widzimy, że stara się skutecznie realizować tę politykę. Półkula zachodnia jest tematem numer jeden w amerykańskiej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Takie podejście Stanów Zjednoczonych do polityki znaliśmy głównie z książek historycznych. Przez pierwsze 100 lat swojego istnienia Stany Zjednoczone poszerzały swoje terytorium i budowały państwowość. Teraz obserwujemy tego powrót – wskazuje analityk PISM.

Takie podejście Stanów Zjednoczonych do polityki znaliśmy głównie z książek historycznych.

„Ważny i zły sygnał dla świata”

Polityka międzynarodowa w wykonaniu Donalda Trumpa do twarda wersja zasady „America First”. Także kosztem relacji z sojusznikami, co obecnie widać na przykładzie Grenlandii.

– Roszczenia wobec Grenlandii są przejawem myślenia, w którym silny ma dostać to, co jest mu potrzebne. Mam nadzieję, że skończy się to rozwiązaniem wynegocjowanym, ale już samo formułowanie takich żądań przez Amerykę jest sygnałem dla świata. Nawet jeżeli nie będzie akcji wojskowej przeciwko Grenlandii – a w konsekwencji Danii, do czego, mam nadzieję, nie dojdzie – to formułowanie w tak kategoryczny sposób takich żądań jest bardzo ważnym i złym sygnałem dla świata. Taki sygnał zachęca innych do naśladowania Ameryki – przestrzega Janusz Reiter.

Formułowanie w tak kategoryczny sposób takich żądań jest bardzo ważnym i złym sygnałem dla świata. Taki sygnał zachęca innych do naśladowania Ameryki.

Kluczowe znaczenie Arktyki

Amerykanie od lat mają bazy wojskowe na arktycznej wyspie. Teraz jednak Donald Trump chce iść dalej, żądając od państwa duńskiego zrzeczenia się Grenlandii na rzecz Stanów Zjednoczonych.

– Wydaje mi się, że Arktyka może być w tym roku kluczowym regionem w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Do ucha Trumpa doszło, że część arktyczna przy Kanadzie może być nowym Kanałem Panamskim, czyli szlakiem handlowym, który może skrócić czas dopływu różnych towarów i może też być wykorzystany przez adwersarzy Stanów Zjednoczonych. Może być nacisk na odpowiednie zabezpieczenie tego regionu, jeżeli Kanada nie będzie w stanie tego zrobić. Nie sądzę, by wobec Kanady formułowano podobne roszczenia co do Grenlandii. Wydaje mi się, że ogromny nacisk na Kanadę będzie dotyczył większego inwestowania w bezpieczeństwo. Kanada przez długie lata tego nie robiła, a poprzednie amerykańskie administracje komunikowały to grzeczniej – mówi dr Paweł Markiewicz.

Arktyka może być w tym roku kluczowym regionem w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych.

Państwa, które deklarują wsparcie Danii oraz wysyłają na wyspę grupy żołnierzy, są karane zmianami w polityce celnej. To narzędzie presji, z którego Trump chętnie korzysta. Już w połowie zeszłego roku zapowiadał 30- i 50-procentowe cła na towary z Europy. Zapowiadał też wysokie cła dla Meksyku, a w październiku zapowiadał z kolei 100-procentowe cła na towary z Chin w odpowiedzi na chiński eksport metali ziem rzadkich.

Inne istotne ruchy Stanów Zjednoczonych pod wodzą Trumpa w polityce międzynarodowej to schwytanie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro 3 stycznia. Państwem rządzi jego dotychczasowa zastępczyni, a sam Maduro jest oskarżany przez amerykańskie władze o przestępstwa narkotykowe i terroryzm. Choć amerykańska administracja oskarża Maduro o terroryzm wobec obywateli, to jednak Donald Trump mówi wprost, że zależy mu na wenezuelskiej ropie.

W marcu amerykańska armia brała udział w ofensywie przeciwko jemeńskim rebeliantom. Amerykanom udało się zlikwidować kluczowych przedstawicieli Huti. Kilka dni później wyszło jednak na jaw, że plany operacji wojskowej wyciekły wskutek dodania do grupy dowódców na Signalu redaktora naczelnego „The Atlantic”. Donald Trump publicznie bagatelizował to zdarzenie.

Trump a wojna w Ukrainie. Nie doprowadził do zawarcia pokoju

Dużą zmianę na tle wcześniejszej polityki Joe Bidena widać w podejściu Donalda Trumpa do wojny w Ukrainie. Wbrew swoim deklaracjom nie doprowadził do pokoju, a kolejne próby rozmów nie pociągnęły za sobą wstrzymania ognia po stronie rosyjskiej.

W lutym publicznie beształ Wołodymyra Zełenskiego, z którym później spotykał się już w bardziej przyjaznych okolicznościach. Od Zełenskiego próbował uzyskać gwarancje dotyczące korzystania z ukraińskich złóż metalu ziem rzadkich. W sierpniu podejmował z honorami Władimira Putina na Alasce. Ograniczył pomoc dla Ukrainy. Obecnie Ukraińcy korzystają z amerykańskiej broni, jednak finansowanej z pieniędzy europejskich. Europa na podejście Trumpa wobec Ukrainy patrzy z niepokojem.

– W Europie panuje, a przynajmniej dominuje przekonanie, że poparcie dla Ukrainy to obrona ładu pokojowego, którego upadek wtrąciłby nas w niebezpieczny chaos. Jeżeli pozwoli się jednemu państwu napaść na inne, przesunąć granice i podporządkować sobie to napadnięte państwo, Europa się cofnie do czasu wojen i egoizmów narodowych a na nich nikt dobrze nie wyszedł. Dotychczas do obrony tego ładu pokojowego w Europie poczuwała się również Ameryka, ale ten czas prawdopodobnie się właśnie kończy. Na szczęście Ameryka wciąż popiera Ukrainę, choć nie tak, jak kiedyś. Jak długo nawet to zaangażowanie się utrzyma, nie wiadomo. Co do zasady, nie ma wątpliwości, że amerykańskie zaangażowanie w Europie maleje – ocenia Janusz Reiter.

Dotychczas do obrony tego ładu pokojowego w Europie poczuwała się również Ameryka, ale ten czas prawdopodobnie się właśnie kończy.

Możliwe efekty polityki wobec Rosji i Ukrainy

Były ambasador zwraca uwagę, że Europa stara się nie dopuścić do zerwania relacji transatlantyckich. Jego zdaniem słuszne są europejskie obawy o koniec porządku europejskiego, który powstał po II wojnie światowej.

– O minionym roku można powiedzieć jedną dobrą rzecz. Nie stało się nic, co byłoby nieodwracalną szkodą – ocenia dyplomata.

Na niekorzystne dla Europy wnioski wskazuje także dr Paweł Markiewicz.

– W relacjach z Rosją Trump chce osiągnąć coś trwałego, czego nie mogli osiągnąć jego poprzednicy. Może chodzić o robocze relacje z Rosją. Na początku zeszłego roku byłem przekonany, że widzi w tym świętego Graala, którego mógłby sobie zaliczyć jako dziedzictwo prezydentury – że byłby w stanie współpracować z Rosją jako taką, mimo wojny w Ukrainie. Różne sugestie pokoju w Ukrainie, które są popierane przez Stany Zjednoczone, są raz za razem odrzucane przez Rosję. Skutek może być odwrotny – prezydent może się zdenerwować na niemożność osiągnięcia zakładanych celów i może zostawić ten temat Europejczykom – uważa analityk PISM.

Trump popchnie Europę w stronę Chin

Mniejsze zaangażowanie w sprawy pokoju w Europie ukazuje stosunek obecnych amerykańskich władz do Unii Europejskiej. Donald Trump woli rozmawiać osobno z poszczególnymi krajami niż z Unią jako wspólnotą.

– Oprócz Trumpa i Elona Muska bardzo ostrej retoryki wobec Unii używa wiceprezydent J.D. Vance. Było to widoczne zwłaszcza w lutym podczas Forum Bezpieczeństwa w Monachium. On może być jeszcze bardziej krytyczny wobec Europy i Europejczyków. Jeden z duńskich dyplomatów po spotkaniu z wiceprezydentem Vance’em w sprawie Grenlandii, mówił wprost, że Vance nienawidzi Europejczyków. Spodziewałbym się kontynuacji agresywnej retoryki wobec Europy i Unii Europejskiej. Wiemy, że Trump woli współpracę bilateralną z poszczególnymi państwami. W relacjach z Unią amerykańska administracja będzie bronić firm technologicznych i łagodzić europejskie obawy przed współpracą z nimi. Może też bardziej naciskać na Unię, by określiła się, po której stronie stoi w rywalizacji Stanów Zjednoczonych z Chinami – uważa dr Paweł Markiewicz.

Spodziewałbym się kontynuacji agresywnej retoryki wobec Europy i Unii Europejskiej. Wiemy, że Trump woli współpracę bilateralną z poszczególnymi państwami.

Czy oznacza to, że Stany mogą mimowolnie popychać Unię Europejską w stronę Chin?

– Jest to możliwe. Tym bardziej patrząc na to, co robi Kanada. Jej premier niedawno był w Pekinie i układał robocze relacje z Chinami. Kanada musi zdywersyfikować swoje zależności od Stanów Zjednoczonych mimo trudności w relacjach z Chinami. Takie zacieśnienie współpracy między Unią a Chinami nie jest wykluczone – twierdzi ekspert.

Warto wiedzieć

Jak Trump zmienia nastawienie świata do Chin

O takich wrażeniach Europejczyków mówią wnioski z raportu Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych. W listopadzie przebadała ona prawie 26 tys. respondentów w 21 krajach w ramach badania „Jak Trump sprawia, że Chiny znów stają się wielkie”. Z badań wynika, że wśród ludzi na całym świecie jest silne przekonanie, że transakcyjna polityka amerykańska zbliża ludzi do Chin.

Wynika z nich również, że tradycyjni przeciwnicy USA obawiają się ich coraz mniej. Amerykańscy sojusznicy z kolei, zwłaszcza w Europie, czują się oddaleni od Ameryki. Większość Europejczyków nie postrzega Waszyngtonu jako wiarygodnego sojusznika.

Badania wskazują także, że dla Rosji większym wrogiem niż USA jest Unia Europejska, a Ukraińcy liczą bardziej na Brukselę niż na Waszyngton.

Europejska Rada Stosunków Zagranicznych

Siła, a nie szacunek

Pewne jest, że zmienia się rola Stanów Zjednoczonych w światowej polityce. Zmienia się także jej postrzeganie przez światową opinię publiczną i polityków.

– Wszyscy się liczą z Ameryką, ale nie przez szacunek czy respektowanie stosunków międzynarodowych i partnerstw, lecz ze strachu przed Trumpem i jego nieobliczalnymi ruchami. Wali po pysku na lewo i prawo – to naga siła, a nie szacunek. Dyplomacji już nie ma. Długoterminowe konsekwencje zmiany stosunków międzynarodowych na świecie będą niekorzystne dla USA. Spodziewam się osłabienia pozycji Ameryki – uważa prof. Marcin Jacoby, ekspert z Uniwersytetu SWPS.

Janusz Reiter ocenia, że Stany Zjednoczone odchodzą od modeli polityki, które sama w dużym stopniu stworzyła. To międzynarodowy ład oparty na normach, regułach i wartościach.

– Model ten Ameryka stworzyła po II wojnie światowej, a jego efektem był świat zachodni, który znamy, również z Unią Europejską. Wbrew temu, co Trump mówi, Unia Europejska nie była antyamerykańską intrygą. Powstała jako instytucja popierana przez Stany Zjednoczone jako forma porządku europejskiego zapewniającego w Europie pokój i stabilizację. Drugim elementem tego porządku było oczywiście NATO, także jako forma obecności amerykańskiej w Europie. A teraz to właśnie Ameryka odrzuca ten porządek i oświadcza, że on tylko niepotrzebnie ogranicza jej swobodę ruchu w polityce światowej – uważa były ambasador.

Wbrew temu, co Trump mówi, Unia Europejska nie była antyamerykańską intrygą. Powstała jako instytucja popierana przez Stany Zjednoczone.

Szok dla świata zachodniego

Były dyplomata zwraca uwagę, że przez lata USA były nazywane „żandarmem świata”. Określenie było pejoratywne, jednak oznaczało pilnowanie porządku. Obecne „America first” to co innego. To używanie potęgi we własnym interesie. Zdaniem byłego ambasadora to radykalna zmiana. Jak mówi, nie boją się jej autorytarne mocarstwa jak Rosja czy Chiny, a także takie kraje jak Indie czy Brazylia.

– One zawsze uważały, że polityka międzynarodowa to gra mocarstw, a jej walutą jest siła. Dla nich nie jest to nic nowego. To szok dla świata zachodniego, zwłaszcza dla Europy, ale też dla nieeuropejskiej części świata zachodniego: Japonii, Kanady, czy Korei Południowej. Europa, która najbardziej się oddaliła od dawnego modelu polityki egoizmów narodowych, ma z tym największy kłopot. Jeżeli odrzuca się rozróżnienie oparte na wartościach, to na czym ma polegać różnica między Ameryką a Chinami czy Rosją? Jeżeli Ameryka nie ma ambicji, by reprezentować dobrą sprawę, to dlaczego Rosja czy Chiny miałyby się ograniczać i mielibyśmy odmawiać im prawa do tego, co robi Ameryka? – pyta Janusz Reiter.

Dyplomata zastrzega, że obecnie trwa okres przejściowy. Kierunek jest jednak zarysowany i – zdaniem byłego ambasadora – nie jest dobry dla świata zachodniego, a zwłaszcza dla Europy.

Nowy porządek, inny niż po II wojnie światowej

Prof. Marcin Jacoby zwraca uwagę, że obecna postawa Stanów Zjednoczonych to także test dla reszty świata.

– Wiele państw na świecie próbuje dziś odnaleźć się w nowej sytuacji. Każdy kraj sprawdza na nowo, gdzie leżą jego interesy, z kim, co może robić. To nie znaczy, że wyłaniają się z tego jakieś nowe bloki, trwałe układy, ale państwa będą się ze sobą układać na nowo, w zależności od sprawy i sytuacji. To jest długi proces. Porządek świata będzie się znów formował przez dekady, aż się ułoży zupełnie coś nowego niż to, co znamy od II wojny światowej – mówi ekspert z Uniwersytetu SWPS.

Dodaje, że „Ameryka nie jest wszechpotężna i prezydentura Donalda Trumpa także to pokazała”.

– Ale nie możemy mówić, że świat się z Ameryką nie liczy, bo na czołówkach gazet jest tylko Ameryka i Chiny, i nic innego. Jest to na tyle ważny gracz, że trzeba jakoś sobie z nim radzić. Donald Trump pokazał zaś, że przychodzi moment, kiedy nie można już wierzyć bezgranicznie w sojusz z USA, tylko trzeba zacząć liczyć na siebie. Ameryka stała się trudnym partnerem, do którego sympatia prysła – ocenia Marcin Jacoby.

Relacje z Polską

Jak w minionym roku wyglądały relacje Stanów Zjednoczonych z Polską? Już jako prezydent Donald Trump zaangażował się w polskie wybory prezydenckie. 1 maja przyjął w Białym Domu Karola Nawrockiego, wtedy jeszcze kandydata na prezydenta popieranego przez PiS.

W sierpniu po rozmowach Putin-Trump na Alasce Biały Dom postawił właśnie na prezydenta Nawrockiego jako reprezentanta Polski w międzynarodowych formatach z udziałem Donalda Trumpa.

Rola prezydenta Karola Nawrockiego w relacjach z Trumpem

3 września Donald Trump ponownie gościł Karola Nawrockiego w Białym Domu. Potwierdził zaproszenie Polski na szczyt G20 oraz zapowiedział dalszą obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Na innych szczeblach przedstawiciele rządu mają kontakt z amerykańską administracją. W bezpośrednich relacjach Donald Trump stawia na Karola Nawrockiego.

– Jeżeli prezydent supermocarstwa typuje swojego faworyta, mamy do czynienia z trudną sytuacją. Bliska współpraca militarna będzie kontynuowana. Jestem ciekaw, jak prezydent Nawrocki będzie wykorzystywał wotum zaufania od Trumpa, jeżeli chodzi o kształtowanie relacji polsko-amerykańskich. Wiemy, że będzie do tego dążył. Kilkukrotnie podkreślał, że Stany Zjednoczone są sojusznikiem na pierwszym miejscu. Czy będzie częściej bywał w Waszyngtonie, czy będzie naciskał na prezydenta Trumpa, choćby w sprawie jego polityki wobec Unii? – zastanawia się dr Paweł Markiewicz.

Jestem ciekaw, jak prezydent Nawrocki będzie wykorzystywał wotum zaufania od Trumpa, jeżeli chodzi o kształtowanie relacji polsko-amerykańskich. Wiemy, że będzie do tego dążył.

„Decyzje, które nie będą drażnić”

Niektóre decyzje prezydenta Karola Nawrockiego budzą zadowolenie za oceanem. Tak było choćby w przypadku zawetowania ustawy o usługach cyfrowych, która uderzałaby w interesy Elona Muska. Za to weto publicznie prezydentowi dziękował nie tylko Musk, ale również ambasador USA w Warszawie Tom Rose. Prezydent Nawrocki chętnie staje publicznie po stronie Donalda Trumpa, gdy padają pytania o działania amerykańskiego prezydenta.

Czy Stany Zjednoczone będą w najbliższych latach traktować Polskę jako partnera, czy raczej jako gwaranta obrony amerykańskich interesów w Polsce i Europie w zamian za gesty sympatii? Zdaniem analityka PISM nie można tego wykluczyć.

– Takie decyzje prezydenta Nawrockiego mogą być popierane przez amerykańskich sojuszników. Nie zdziwiłbym się, gdyby Kancelaria Prezydenta podejmowała takie decyzje, które nie będą drażnić strony amerykańskiej – uważa dr Paweł Markiewicz.

„Nasz podstawowy interes”

Janusz Reiter w kwestii stosunków polsko-amerykańskich nie widzi obaw. Zwraca uwagę, że są one częścią szerszego sojuszu transatlantyckiego.

– Jeżeli ten się załamie, dwustronny sojusz polsko-amerykański go nie zastąpi. A więc musimy dbać o stosunki polsko-amerykańskie także po to, żeby w ten sposób stabilizować Sojusz Północnoatlantycki. To jest nasz podstawowy interes – ocenia dyplomata.

Amerykańska liberalna demokracja pod presją

Jak bardzo trwałe mogą być skutki polityki Donalda Trumpa? Prof. Marcin Jacoby przyznaje, że na razie nie da się powiedzieć, czy koniec obecnej prezydentury przywróci porządek sprzed powrotu Trumpa do Białego Domu.

– Wielu Amerykanom bardzo się podoba ta nowa Ameryka, a Trump i Republikanie nadal mają spore poparcie. Inni Amerykanie nie widzą się w takim kraju, decydują się na emigrację albo już wyemigrowali ze Stanów. Pogłębia się więc podział społeczeństwa amerykańskiego. No i pytanie, która strona wygra? Czy ci, którzy czują satysfakcję, że Ameryka działa na świecie jak rozbójnik, czy raczej ci, którzy chwalili sobie poprzednią jej rolę, model życia i pozycję – uważa eskpert z Uniwersytetu SWPS.

Janusz Reiter zwraca z koeli uwagę, że amerykańska liberalna demokracja jest pod presją „i jest to fakt , którego znaczenie wybiega poza granice Ameryki”.

– Stany Zjednoczone przewodziły przez cały okres po drugiej wojnie wspólnocie zachodniej, a ich autorytet wynikał nie tylko z siły militarnej i gospodarczej, ale też z systemu wartości i norm, który przecież stworzyła i którego broniła właśnie Ameryka. Stany Zjednoczone promowały w świecie demokrację i prawa człowieka, uważając to za misję i swój interes. Teraz u władzy jest prezydent, który uważa, że cały ten system był kulą u nogi Ameryki i zupełnie niepotrzebnie ją ograniczał. Zrywając z nim, Ameryka poświęci całą energię swoim sprawom, co nie znaczy jednak, że się wycofa z polityki międzynarodowej – ocenia były ambasador.

Współpraca: Katarzyna Mokrzycka

Główne wnioski

  1. W pierwszym roku drugiej prezydentury Donald Trump intensywnie korzystał z dekretów. Zaostrzył politykę wobec imigrantów. Działania w tej sferze doprowadziły do protestów. Dla Amerykanów dotkliwa była inflacja, za którą odpowiedzialnością obarczają prezydenta.
  2. W polityce międzynarodowej administracja Donalda Trumpa zmieniła, priorytety skupiając się na półkuli zachodniej. Biały Dom roszcząc sobie prawa do Grenlandii, wystawia na próbę europejskich partnerów z NATO. Relacje z sojusznikami uległy ochłodzeniu. Polityka Stanów Zjednoczonych jest postrzegana jako działanie oparte na sile i transakcyjności. Zmianie uległo podejście do Ukrainy i Rosji.
  3. W relacjach z Polską Donald Trump postawił na osobiste kontakty z prezydentem Karolem Nawrockim, którego wspierał w kampanii wyborczej. Widzi w nim gwarancję obrony amerykańskich interesów. Choć podczas spotkania obu prezydentów Donald Trump zapewnił o dalszej obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce, to eksperci zwracają uwagę na konieczność dbania o szerszy sojusz transatlantycki.