Od Miszalskiego do Tuska? Referendum w Krakowie jako sygnał ostrzegawczy
Przeciwnicy prezydenta Krakowa zebrali już ponad 40 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum. Zarzuty dotyczące zadłużenia miasta, nepotyzmu i opóźnień inwestycyjnych napędzają mobilizację, która – zdaniem politologów – może wykraczać poza lokalny spór. Wynik głosowania w Krakowie może zostać odczytany jako barometr nastrojów wobec rządu Koalicji Obywatelskiej.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak przebiega inicjatywa referendalna w Krakowie.
- Dlaczego przeciwnicy chcą odwołać Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa.
- Czy wynik referendum w Krakowie może przełożyć się na wyniki wyborów parlamentarnych w 2027 r.
Inicjatorzy referendum informują, że w ciągu dwóch tygodni udało im się zebrać ponad 40 tys. podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz radnych. Zbiórka podpisów ruszyła 27 stycznia, a przeciwnicy prezydenta mają na nią 60 dni.
Krakowianie pójdą do urn, jeśli pod wnioskiem znajdzie się co najmniej 58 355 podpisów. To 10 proc. uprawnionych do głosowania mieszkańców Krakowa. Inicjatorzy deklarują jednak, że chcą zebrać aż 100 tys. podpisów. Jeśli dojdzie do referendum, o przyszłości Aleksandra Miszalskiego i krakowskich radnych zdecyduje nie tylko sam wynik głosowania, ale także frekwencja. Referendum będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział minimum 158 555 osób spośród 583 550 uprawnionych.
Wiele wskazuje więc na to, że referendum się odbędzie, ale jego wynik pozostaje niewiadomą.
Co przeciwnicy zarzucają Aleksandrowi Miszalskiemu?
Przeciwnicy Miszalskiego zarzucają mu przede wszystkim znaczący wzrost zadłużenia miasta – do niemal 2 mld złotych. Wypominają też nepotyzm w obsadzaniu kluczowych stanowisk urzędniczych i w miejskich spółkach, a także opóźnienia w budowie metra oraz niezrealizowanie znacznej części ze 150 obietnic złożonych przed wyborami.
Aleksander Miszalski odrzuca te zarzuty. Na stronie „Kraków w dobrym kierunku” przedstawia stopień realizacji swoich zapowiedzi. Od momentu zawiązania inicjatywy referendalnej na swoim oficjalnym profilu w mediach społecznościowych podkreśla też sukcesy swojej kadencji. Wymienia posadzenie 52 tys. drzew, zapowiedź budowy nowoczesnego centrum danych przez Cisco czy jedne z najniższych stawek za odbiór odpadów w całej Metropolii Krakowskiej.
O sukcesach prezydenta dowiedzą się także mieszkańcy, którzy nie śledzą jego profili w mediach społecznościowych. Kraków planuje bowiem wydrukować i rozdystrybuować gazetę informującą o zmianach zachodzących w mieście. Jej koszt – jak wyliczyli przeciwnicy prezydenta – może sięgnąć nawet 2 mln złotych.
Kim jest Aleksander Miszalski?
Aleksander Miszalski ma 45 lat i choć nie jest politykiem powszechnie rozpoznawalnym w skali kraju, swoją pozycję w Krakowie budował od lat. Zaczynał jako radny dzielnicowy, następnie trafił do rady miasta. Jest przedsiębiorcą z branży turystycznej. To zresztą do dziś bywa przedmiotem krytyki ze strony przeciwników, zarzucających mu faworyzowanie interesów tej branży kosztem mieszkańców.
Z czasem został szefem klubu radnych w Krakowie, a następnie liderem lokalnych struktur partyjnych. W 2019 r. po raz pierwszy uzyskał mandat poselski, który odnowił w 2023 r. Jak na Kraków uchodzi za przedstawiciela młodszej, bardziej progresywnej twarzy Koalicji Obywatelskiej.
Jak Miszalski został prezydentem?
Gdy wieloletni prezydent Krakowa Jacek Majchrowski, rządzący miastem przez 22 lata, zapowiedział, że nie będzie ubiegał się o kolejną kadencję, Aleksander Miszalski dość niespodziewanie został kandydatem Platformy Obywatelskiej na to stanowisko.
W 2024 r. walka o fotel prezydenta Krakowa rozegrała się między Miszalskim a Łukaszem Gibałą – byłym posłem PO, a później Ruchu Palikota. Gibała, powiązany rodzinnie z Jarosławem Gowinem, po zakończeniu kariery poselskiej skoncentrował się na starcie w wyborach samorządowych.
Po przegranych w 2014 i 2018 r. z Jackiem Majchrowskim, w 2024 r., po wyjątkowo agresywnej kampanii, Gibała przegrał z Miszalskim niemal na żyletki. O zwycięstwie zdecydowało nieco ponad 5 tys. głosów.
Strefa czystego transportu w Krakowie
Emocje nie opadły wraz z zakończeniem kampanii wyborczej. Prezydent Krakowa ujawnił hejterskie komentarze, w których grożono mu śmiercią. Napięcie wzrosło szczególnie po wprowadzeniu 1 stycznia 2026 r. strefy czystego transportu, obejmującej ok. 60 proc. obszaru miasta. Regulacje nie objęły jednak mieszkańców płacących podatki w Krakowie. Osoby te otrzymały bezterminowe pozwolenia na wjazd nawet starszymi pojazdami, kupionymi przed 26 czerwca 2025 r.
Właśnie teraz Aleksander Miszalski zapowiedział wycofanie się z części zapisów dotyczących strefy. Odwołał również Łukasza Franka ze stanowiska dyrektora Zarządu Transportu Publicznego, obarczając go odpowiedzialnością za niepopularne decyzje.
Inicjatorzy referendum podkreślają, że łączy ich troska o przyszłość miasta, a nie przynależność partyjna. Faktem jest jednak, że inicjatywę popierają partie opozycyjne – PiS, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej – a także Łukasz Gibała.
Razem trochę popiera, a trochę nie
Referendum w drugim pod względem wielkości polskim mieście jest przez polityków postrzegane jako swoisty poligon przed wyborami parlamentarnymi.
„Polityka prezydenta Miszalskiego, związana z podwyżkami cen biletów komunikacji miejskiej oraz obsadzaniem członków Platformy Obywatelskiej w spółkach i instytucjach bez konkursów, wzbudziła szczery gniew ludzi. Wierzę, że ten gniew jest autentyczny. Jednocześnie jest on dość cynicznie wykorzystywany przez określone środowiska, które próbują w ten sposób wzmocnić swoją pozycję i wyrwać dla siebie kawałek władzy” – mówiła na antenie Radia Kraków Aleksandra Owca z partii Razem.
Frustracje Tuskiem przenoszone na poziom lokalny
Dr hab. Radosław Marzęcki, politolog z Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie, w rozmowie z XYZ przekonuje, że przeciwnicy Aleksandra Miszalskiego mają duże szanse na zebranie wymaganej liczby podpisów pod wnioskiem referendalnym.
– Prezydent Miszalski reprezentuje ugrupowanie aktualnie rządzące na poziomie centralnym, a to ułatwia przenoszenie źródeł frustracji czy rozczarowania na poziom lokalny. Niechęć do jego osoby może być motywowana chęcią ukarania polityka partii rządzącej w obliczu bardziej uogólnionego rozczarowania – tłumaczy dr hab. Radosław Marzęcki.
Jednocześnie politolog zaznacza, że w Krakowie na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim zarzuty formułowane przez lokalną opozycję. Te zaś które nie odnoszą się bezpośrednio do spraw o wymiarze krajowym.
Jak w dniu referendum ma zachować się Miszalski?
Zdaniem dr. hab. Radosława Marzęckiego ewentualne referendum postawi Aleksandra Miszalskiego w trudnej sytuacji strategicznej.
– Prezydenci, których dotyczą referenda odwoławcze, powinni się zastanowić, czy rzeczywiście warto namawiać swój elektorat do bierności w dniu głosowania. Może powinien on raczej aktywnie bronić swojego reprezentanta? Referendum będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział trzy piąte liczby osób, które głosowały w wyborach, w których wybrano danego prezydenta. Przy niskiej frekwencji nie jest to próg nie do przekroczenia – podkreśla Radosław Marzęcki.
Zdaniem krakowskiego politologa w przypadku przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa istnieje realne ryzyko, że Koalicja Obywatelska mogłaby utracić drugie pod względem wielkości miasto w Polsce na rzecz kandydata opozycji.
– Różnica między kandydatami w drugiej turze w 2024 r. była stosunkowo niewielka. Jeśli założyć, że nastroje społeczne są dziś mniej korzystne dla Koalicji Obywatelskiej, to tym bardziej wynik ewentualnych powtórzonych wyborów pozostaje sprawą otwartą – mówi prof. Marzęcki.
Politolog zwraca też uwagę, że obecnie nie wiadomo, kto mógłby stanąć do takiej rywalizacji ani w jakich konfiguracjach politycznych.
Wybory 2027 roku będą się rządzić własną logiką
Dr hab. Radosław Marzęcki podkreśla jednocześnie, że ewentualne odwołanie Aleksandra Miszalskiego nie musi automatycznie oznaczać erozji poparcia dla Koalicji Obywatelskiej na poziomie centralnym.
– Choć zwykle opozycja, której jedynym sukcesem jest doprowadzenie do odwołania prezydenta, stara się taką narrację budować, wybory parlamentarne w 2027 r. będą rządziły się własną logiką. Na tym etapie trudno przesądzać, jaki będzie ich wynik – zaznacza politolog.
Dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene: Odwołanie Miszalskiego rezonowałoby na polską politykę
Innego zdania jest dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zdaniem wynik referendum w Krakowie mógłby mieć wyraźny wpływ na ogólnopolską scenę polityczną.
– Ewentualne odwołanie Aleksandra Miszalskiego z pewnością rezonowałoby w skali całego kraju. Stałoby się podstawą do budowania narracji przez przeciwników Donalda Tuska. Usłyszymy, że to początek końca Koalicji Obywatelskiej i że dni Donalda Tuska są już policzone – mówi nam dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene.
Politolożka dodaje, że odwołanie Miszalskiego, który w świadomości części wyborców bywa łączony m.in. ze strefą czystego transportu, mogłoby stać się paliwem dla krytyków polityki klimatycznej i Unii Europejskiej.
– Pojawi się argument, że Bruksela narzuca Polakom rozwiązania, których ci nie chcą – zauważa prof. Mieńkowska-Norkiene.
Nepotyzm jako problem władzy centralnej
– W przypadku skutecznego referendum w Zabrzu sprawa szybko rozeszła się po kościach, ale Kraków to zupełnie inna skala. Ewentualne odwołanie Aleksandra Miszalskiego da znacznie większą przestrzeń narracyjną – podkreśla badaczka z UW.
Jej zdaniem kluczowym źródłem frustracji części Krakowian jest kwestia nepotyzmu.
– Donald Tusk powinien mieć świadomość, że walka z nepotyzmem na partyjnych dołach jest równie ważna jak wielkie hasła rozwojowe. Przekonanie, że wystarczy skupić się wyłącznie na tym, by Polacy się bogacili, może zakończyć się dla niego porażką w 2027 r. – podsumowuje nasza rozmówczyni.
Główne wnioski
- Organizatorzy referendum ogłosili, że po dwóch tygodniach pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Krakowa i radnych podpisało się ponad 40 tys. osób. Aby referendum się odbyło, potrzeba co najmniej 58 355 podpisów. Eksperci przewidują, że przeciwnicy prezydenta mają duże szanse nie tylko na osiągnięcie tego progu, lecz także na realną mobilizację wyborców i pójście krakowian do urn.
- Przeciwnicy Aleksandra Miszalskiego zarzucają mu przede wszystkim znaczący wzrost zadłużenia miasta – do niemal 2 mld złotych – nepotyzm w obsadzaniu kluczowych stanowisk urzędniczych i w miejskich spółkach oraz opóźnienia w budowie metra.
- Dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene przekonuje, że ewentualne odwołanie Aleksandra Miszalskiego z pewnością rezonowałoby na ogólnopolskiej scenie politycznej. Jej zdaniem ze strony przeciwników rządu szybko pojawi się narracja, że byłby to początek końca Koalicji Obywatelskiej, a dni Donalda Tuska są już policzone.