Od portmonetki z wieżą Eiffla do globalnego biznesu. Jak komercyjnie zmieniały się igrzyska?
Gigantyczne budżety organizacyjne, miliardowe kontrakty telewizyjne, potężni sponsorzy i sportowcy będący globalnymi markami – tak wygląda dziś zaplecze igrzysk olimpijskich. Początki były jednak znacznie skromniejsze. Dość powiedzieć, że pierwsi olimpijczycy… nie wiedzieli, że biorą udział w igrzyskach.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Jak wyglądały organizacyjne i komercyjne początki igrzysk olimpijskich.
- Jak pieniądze, media i polityka stopniowo zmieniały sposób organizacji igrzysk oraz status samych sportowców.
- Dlaczego mimo ogromnych zysków MKOl do dziś nie wypłaca nagród medalistom olimpijskim.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Baron Pierre de Coubertin marzył o igrzyskach opartych na idei amatorstwa, prestiżu i wychowania poprzez sport. Paradoksalnie już pierwsze nowożytne igrzyska w Atenach w 1896 r. przyciągnęły tłumy, co musiało być dla Francuza źródłem satysfakcji. Stadion był wypełniony, a zainteresowanie wydarzeniem ogromne, choć infrastruktura i standardy sportowe znacznie odbiegały od współczesnych.
Jednak igrzyska w Paryżu w 1900 r. zostały przyćmione przez Wystawę Światową, której były częścią. Zniknęły do tego stopnia, że część sportowców nawet nie wiedziała, iż bierze udział w olimpijskiej rywalizacji. Zawody odbywały się w prowizorycznych warunkach, a sport ginął w cieniu handlu i rozrywki.
– Proszę sobie wyobrazić, jak wyglądał plac do uprawiania lekkiej atletyki. W środku rosły krzaki, a przez źle wyznaczone tory potrafiła przechodzić niania z wózkiem. Zawodnicy rzucali dyskiem niemal w zarośla. Tego typu obrazy musiały boleć samego Pierre’a de Coubertina, bo igrzyska w Paryżu były po prostu źle zorganizowane i zagubione w wielkiej imprezie komercyjnej – mówi w podcaście „Sport to pieniądz” dr hab. Robert Gawkowski, historyk sportu z Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.
Nagrody tylko symboliczne
Choć oficjalnie sportowcy pozostawali amatorami, zwycięzcy otrzymywali drobne nagrody materialne – na przykład portmonetkę z widokiem wieży Eiffla. Prawdziwa komercjalizacja przyszła jednak znacznie później, wraz z rozwojem mediów, telewizji i rosnącą rozpoznawalnością zawodników.
Szczególnym momentem w historii były narodziny zimowych igrzysk olimpijskich. Pierwsze zawody w Chamonix w 1924 r. początkowo funkcjonowały jako „Tydzień Sportów Zimowych”. Dopiero po czasie Międzynarodowy Komitet Olimpijski uznał je za pierwsze zimowe igrzyska w historii.
– Ci ludzie, którzy startowali w Chamonix, wcale nie wiedzieli, czy są olimpijczykami, czy nie. Brali udział w tygodniu sportów zimowych objętym patronatem igrzysk letnich. Dopiero po dwóch latach MKOl uznał, że to były pierwsze Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Wtedy dopiero historia została napisana na nowo – zauważa dr hab. Robert Gawkowski.
W tym czasie Polska zmagała się z hiperinflacją, chaosem organizacyjnym i brakiem sportowego zaplecza. Zbiórki na wyjazd olimpijczyków traciły wartość, gdy tylko trafiły do banku, a zawodnicy często jechali na igrzyska bez odpowiedniego przygotowania, sprzętu czy nawet znajomości programu zawodów.
– Hiperinflacja niszczyła wszelkie oszczędności. Gdyby brać realną wartość tych pieniędzy, moglibyśmy wystawić solidną ekipę. Trzymano je jednak w banku, a inflacja była większa niż odsetki. To był dramat – w takich warunkach rodził się polski sport olimpijski – tłumaczy historyk.
Olimpijska komercjalizacja
Lata 60. i 70. przyniosły rozwój telewizji, transmisje na żywo i coraz wyraźniejszą obecność reklam. Już wcześniej, na igrzyskach w Japonii w 1964 i 1972 r., gospodarze poczynili gigantyczne inwestycje infrastrukturalne i pokazali światu, że igrzyska mogą być wizytówką nowoczesności.
Dziś MKOl nadal nie płaci medalistom, podtrzymując ideę rywalizacji o prestiż i sławę. Jednocześnie finansowe możliwości, jakie zwłaszcza przed medalistami otwierają igrzyska, są ogromne.
– Te czasy, gdy zwycięzca dostawał pustą portmonetkę, dawno minęły. Komercja finansuje sportowca w sposób pośredni – poprzez rozpoznawalność i sławę. Udział w igrzyskach daje możliwość kontraktów i zarobków, choć nie bezpośrednio od MKOl. Taki jest dziś świat sportu i musimy to jasno powiedzieć – mówi dr hab. Robert Gawkowski.
W polską część historii zimowych igrzysk można się zanurzyć, odwiedzając w lutym i marcu organizowaną przez Muzeum Sportu i Turystyki wystawę „Biało-czerwoni na białych arenach”.
