Kategoria artykułu: Świat

Ostatni przyczółek lewicy w Europie. Premier Hiszpanii ogłasza przedterminowe wybory

29 listopada 2026 roku odbędą się przedterminowe wybory w Hiszpanii. To reakcja na odrzucenie przez parlament rządowych projektów specustaw mieszkaniowych, które miały przynieść Hiszpanom ulgę na rynku nieruchomości. Wszystko jednak zaczęło się od eksmisji 87-letniej Maricarmen.

Maricarmen płacze ze wzruszenia podczas wiecu pod hasłem „Maricarmen zostaje”, który odbył się 22 września 2026 r. w Madrycie. Eksmisja Maricarmen, 87-letniej mieszkanki madryckiej dzielnicy Retiro, została wstrzymana. Fot. Fernando Sanchez/Europa Press za pośrednictwem Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego premier Hiszpanii Pedro Sánchez zdecydował o przyspieszonych wyborach w obliczu pogłębiającego się kryzysu mieszkaniowego?
  2. Jak głośna eksmisja 87-letniej emerytki stała się zapalnikiem wielotysięcznych, ogólnokrajowych protestów społecznych?
  3. Dlaczego hiszpański parlament zablokował specustawy, które w założeniu miały chronić lokatorów i w większym stopniu regulować rynek najmu?
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Pedro Sánchez postanowił przekuć parlamentarną porażkę w sprawie polityki mieszkaniowej w okazję do odnowienia mandatu do rządzenia. W piątek 2 października hiszpański Kongres odrzucił dwie rządowe specustawy mieszkaniowe. Decyzja premiera zapadła w cieniu masowych demonstracji wywołanych rosnącymi czynszami, falą eksmisji i pogłębiającym się brakiem przystępnych cenowo mieszkań. Zgodnie z kalendarzem wyborczym głosowanie miało się odbyć dopiero w 2027 roku.

Ten odważny manewr polityczny stawia zatem w centrum nadchodzącej kampanii bardzo trudne pytanie: kogo wyborcy powinni obarczyć winą za sytuację, w której rosnąca w siłę gospodarka Hiszpanii wydaje się niezdolna do zagwarantowania obywatelom czegoś tak podstawowego jak dach nad głową?

Odpowiedź Sáncheza brzmi: rząd potrzebuje silniejszego poparcia w parlamencie, aby przełamać opór wobec zaproponowanych reform. W wydanym w poniedziałek rano oświadczeniu premier przyznał, że w szeregach jego zwolenników widać rosnące rozczarowanie. Dodał, że gabinet popełnił wiele błędów i nie zrealizował wszystkich założonych celów.

Dotyczy to również polityki mieszkaniowej. Mimo to przekonywał, że receptą na ten kryzys jest poszerzenie postępowej, centrolewicowej większości w Kongresie, a nie zmiana władzy.

Eksmisja, która przelała czarę goryczy

Bezpośrednim katalizatorem tych wydarzeń była przeprowadzona 23 września eksmisja 87-letniej emerytki Maríi del Carmen Abascal, znanej szerzej jako Maricarmen. Od 1956 roku zajmowała ona to samo mieszkanie w madryckiej dzielnicy Retiro.

Zdjęcia i nagrania przedstawiające kobietę wynoszoną na noszach, zarejestrowane tuż po przełamaniu przez policję blokady lokatorskiej, nadały ludzką twarz narastającemu kryzysowi. Zazwyczaj dyskutuje się o nim bowiem głównie przez pryzmat stawek czynszowych i statystyk budowlanych.

Od strony prawnej sprawa emerytki była bardziej skomplikowana niż zwykłe zaleganie z opłatami. Pierwotne prawo do najmu z regulowanym czynszem przeszło z ojca na matkę, a następnie na samą Maricarmen. Zarządzająca nieruchomością spółka Urbagestión argumentowała, że druga z rzędu sukcesja była nieważna, dlatego umowa wygasła. Po prawnej batalii Sąd Najwyższy ostatecznie przyznał rację właścicielom budynku.

Pod naporem społecznego oburzenia nastąpił jednak w tej sprawie szybki zwrot. 29 września pełnomocnik Maricarmen poinformował o zawarciu ugody, która pozwoli emerytce na powrót do domu po opuszczeniu szpitala.

Kobieta otrzymała nową, ośmioletnią umowę najmu z opłatą ograniczoną do 500 euro miesięcznie. Zgodnie z ustaleniami kwota ta przez cały okres obowiązywania umowy nie może przekroczyć 30 proc. jej dochodów.

Mimo pomyślnego finału społeczna mobilizacja nie osłabła. W sobotę 3 października w całej Hiszpanii doszło do demonstracji dziesiątek tysięcy osób. Według szacunków władz stolicy w samym Madrycie na ulice wyszło około 70 tys. protestujących.

Początkowy gest solidarności z jedną lokatorką przerodził się w znacznie szerszy protest na rzecz zapewnienia obywatelom przystępnych cenowo i stabilnych warunków mieszkaniowych.

Od boomu budowlanego do niedoboru mieszkań

Pogłębiający się kryzys doskonale widać w oficjalnych danych. Według Narodowego Instytutu Statystycznego (INE) w drugim kwartale 2026 roku ceny hiszpańskich nieruchomości wzrosły o 12,2 proc. rok do roku. Lokale z rynku wtórnego, stanowiące zdecydowaną większość tamtejszej oferty, podrożały w tym samym czasie aż o 12,9 proc. Warto podkreślić, że mowa tu o skoku w ujęciu zaledwie rocznym, a nie o zmianach skumulowanych na przestrzeni kilku lat.

Wynajem wcale nie stanowi w tej sytuacji łatwiejszej alternatywy. Jak podaje hiszpański portal nieruchomości Idealista, w sierpniu średnie ofertowe stawki czynszów sięgnęły 15,10 euro za metr kwadratowy. Oznacza to wzrost o 5,8 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.

Obecne trudne położenie Hiszpanii to w dużym stopniu pokłosie globalnego kryzysu finansowego z końca pierwszej dekady XXI wieku, który szczególnie mocno dotknął ten kraj.

Przed 2008 rokiem tanie kredyty napędzały tam gigantyczny boom budowlany. Późniejsze nagłe załamanie koniunktury zrujnowało wielu deweloperów, uderzyło w sektor bankowy i drastycznie ograniczyło aktywność całej branży. Z czasem sektor nieruchomości zdołał się odrodzić, jednak tempo budowy nowych mieszkań pozostało daleko w tyle za wynikami z czasów prosperity. Jednocześnie populacja Hiszpanii i liczba nowych gospodarstw domowych nieprzerwanie rosły.

Skalę powstałej w ten sposób nierównowagi doskonale obrazują szacunki narodowego Banku Hiszpanii. We wrześniu wiceszef tej instytucji ocenił niedobór mieszkań na około 750 tys. lokali.

Jednocześnie ostrzegł, że w przypadku utrzymania się obecnych trendów do 2028 roku luka ta może przekroczyć nawet milion. To tłumaczy, dlaczego kilka głośnych inwestycji deweloperskich czy doraźne działania rządu nie są w stanie przynieść szybkiej ulgi osobom pilnie poszukującym dachu nad głową.

Tylko co trzeci młody Hiszpan nie mieszka z rodzicami

Nie powinno zaskakiwać, że kryzys mieszkaniowy nie dotyka wszystkich regionów Hiszpanii równomiernie. W mniej atrakcyjnych miejscowościach, pozbawionych ofert pracy i położonych z dala od uczelni czy głównych węzłów komunikacyjnych, liczba pustostanów konsekwentnie rośnie.

Z największym zaostrzeniem kryzysu mierzą się rzecz jasna duże miasta oraz wiele regionów nadmorskich, gdzie konkurencję na rynku nieruchomości dodatkowo napędza turystyka. Najem krótkoterminowy stanowi tam dla właścicieli niezwykle lukratywną alternatywę wobec tradycyjnego wynajmu długoterminowego.

Państwowe zasoby mieszkaniowe stanowią w tych warunkach bardzo ograniczoną poduszkę bezpieczeństwa. Według najnowszych danych zebranych przez centrolewicowy dziennik „El País” w rękach publicznych znajduje się około 318 tys. lokali. Odpowiada to zaledwie 1,7 proc. wszystkich nieruchomości stanowiących główne miejsce zamieszkania.

Równie uderzające są demograficzne konsekwencje tego kryzysu. W 2025 roku aż 69 proc. Hiszpanów w wieku od 18 do 34 lat wciąż mieszkało z rodzicami, podczas gdy w 2010 roku odsetek ten wynosił jeszcze 52 proc. Liczby te pozwalają zrozumieć, dlaczego brak stabilności na rynku nieruchomości odbija się w społeczeństwie tak szerokim echem i porusza nawet te osoby, którym bezpośrednio nie grozi rychła eksmisja.

Dlaczego opozycja nie poparła reform Sáncheza?

Zaproponowana przez rząd Pedro Sáncheza odpowiedź na narastający kryzys łączyła doraźną ochronę lokatorów z szerszą interwencją na rynku mieszkaniowym. Pakiet zmian zakładał przedłużenie do końca 2030 roku przepisów chroniących przed eksmisją gospodarstwa domowe w najtrudniejszej sytuacji finansowej.

Także regulowanie najmu tymczasowego i wynajmu pojedynczych pokoi, ukrócenie pewnych form spekulacji na rynku oraz wsparcie podatkowe dla budownictwa społecznego. Osobna propozycja przewidywała z kolei automatyczne przedłużanie umów najmu lokali mieszkalnych na dotychczasowych warunkach.

Oba projekty przepadły w głosowaniu 2 października. Sprzeciwiły się im nie tylko konserwatywna Partia Ludowa oraz skrajnie prawicowy Vox, lecz także Junts, katalońska partia separatystyczna, której poparcie w parlamencie umożliwiało wcześniej Sánchezowi utrzymywanie się u władzy. Przeciwko propozycji automatycznego przedłużania umów opowiedziała się również Nacjonalistyczna Partia Basków, dotychczas wspierająca blok rządowy.

Przedstawiciele centroprawicowej partii Junts argumentowali, że proponowane rozwiązania zniechęcą właścicieli do wynajmowania nieruchomości. Ich zdaniem taki krok ograniczy rynkową podaż i w ostatecznym rozrachunku sprawi, że mieszkania staną się jeszcze mniej przystępne cenowo.

Zresztą poparcie rządu Sáncheza przez to ugrupowanie nigdy nie było równoznaczne z akceptacją programu gospodarczego tej w przeważającej mierze centrolewicowej koalicji.

Coraz większa instrumentalizacja polityki mieszkaniowej 

Dochodzi do tego jeszcze jedna komplikacja, tym razem natury administracyjnej. Hiszpański rząd centralny nie dysponuje bowiem wszystkimi instrumentami polityki mieszkaniowej. Zmiana przepisów z 2023 roku wprowadziła mechanizmy ograniczania wysokości czynszów na wyznaczonych obszarach o największym popycie.

Jednak ich wdrożenie zależało w dużym stopniu od decyzji władz regionalnych. Katalonia na przykład zastosowała ten system, podczas gdy regiony zarządzane przez opozycyjną Partię Ludową kategorycznie odrzuciły takie rozwiązanie. W konsekwencji polityka mieszkaniowa stała się zarzewiem sporu nie tylko między właścicielami a najemcami, lecz także między poszczególnymi szczeblami władzy.

Sondaż pracowni 40dB, opublikowany 5 października przez dziennik „El País” i stację Cadena SER, dawał centroprawicowej opozycji z PP 31,6 proc. poparcia, rządzącej lewicy PSOE 27,4 proc., a skrajnie prawicowej partii Vox 18,4 proc., co zapewniało dwóm głównym ugrupowaniom prawicowym łącznie równe 50 proc. głosów.

Badanie to, oparte na dwóch tysiącach ankiet internetowych, przeprowadzono jednak w dniach od 25 do 28 września. Oznacza to, że powstało ono wprawdzie po głośnej eksmisji Maricarmen, ale jeszcze zanim rząd przyjął specustawy, parlament je odrzucił, a premier ogłosił przedterminowe wybory.

Główne wnioski

  1. Kryzys na rynku nieruchomości stał się dla hiszpańskiego premiera dogodnym pretekstem, by ogłosić przedterminowe wybory 29 listopada 2026 r. Pedro Sánchez zdecydował się na ten krok po tym, jak parlament (w tym dotychczasowi koalicjanci) odrzucił rządowe projekty ustaw mające chronić lokatorów.
  2. Hiszpania mierzy się z rosnącym deficytem (ok. 750 tys. brakujących mieszkań) i drastycznym wzrostem cen. To efekt m.in. załamania po boomie budowlanym sprzed 2008 roku i rozwoju turystyki, co m.in. skutkuje tym, że aż 69 proc. młodych Hiszpanów wciąż mieszka z rodzicami.
  3. Głośna eksmisja 87-letniej emerytki stała się symbolem dramatu zwykłych obywateli. Wydarzenie to wywołało masowe protesty na ulicach hiszpańskich miast, wymuszając na politykach jeszcze pilniejsze zajęcie się problemem braku dostępu do dachu nad głową.
Artykuł opublikowany w wydaniu nr 604
Strona główna Świat Ostatni przyczółek lewicy w Europie. Premier Hiszpanii ogłasza przedterminowe wybory