Ostatnia przeprowadzka kolekcji Kumelowskich
Po ponad sześćdziesięciu latach podróży po Europie kolekcja rodziny Kumelowskich powróciła dokładnie tam, gdzie się narodziła. Tym razem jednak nie po to, by urządzić kolejne mieszkanie, lecz by znaleźć nowych właścicieli.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Kim był Jerzy Kumelowski i jak jego działalność architektoniczna wpłynęła na sposób budowania rodzinnej kolekcji sztuki.
- Dlaczego świadome kolekcjonowanie wymaga czegoś więcej niż kupowania dzieł uznanych artystów.
- Które dzieła osiągnęły najwyższe ceny podczas aukcji Polswiss Art i co jej wyniki mówią o zainteresowaniu polskim malarstwem powojennym.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
5 listopada warszawski dom aukcyjny Polswiss Art wystawił na sprzedaż 31 dzieł z tego niezwykłego zbioru, wśród nich prace Jerzego Nowosielskiego, Henryka Stażewskiego, Teresy Pągowskiej, Jana Tarasina czy Tadeusza Dominika. Aukcja nie zakończyła się wprawdzie wynikiem white glove, czyli sprzedażą wszystkich oferowanych obiektów, ale osiągnięte ceny można uznać za satysfakcjonujące, zwłaszcza że ceny wywoławcze nie należały do najniższych.
Wyjątkowość tej aukcji nie wynikała jednak wyłącznie z nazwisk artystów. Jej historia była nierozerwalnie związana z miejscem sprzedaży. Siedziba Polswiss mieści się bowiem przy ulicy Wiejskiej 20, w modernistycznym budynku zaprojektowanym przez Jerzego Kumelowskiego, twórcę kolekcji i jednego z architektów powojennej Warszawy. To właśnie tutaj, w rodzinnym mieszkaniu urządzonym przez architekta, ponad sześć dekad temu wszystko się zaczęło. Poprzedzająca aukcję wystawa pozwoliła po raz ostatni zobaczyć dzieła obok siebie, w miejscu tak istotnym dla ich wspólnej historii.
Architekt nowej Warszawy
Jerzy Kumelowski (1925-2007) należał do pokolenia architektów, przed którymi powojenna Warszawa otworzyła możliwości niemal niespotykane w innych europejskich stolicach. Ogromna skala zniszczeń wojennych oznaczała konieczność odbudowy miasta, ale dawała również przestrzeń do urbanistycznych eksperymentów, projektowania całych osiedli i poszukiwania nowych sposobów organizacji życia mieszkańców. Był to czas wielkich ambicji, choć ograniczonych realiami gospodarki socjalistycznej, dostępnymi materiałami i koniecznością zapewnienia mieszkań szybko rosnącej populacji.
Kumelowski potrafił łączyć te wymagania z wrażliwością na estetykę i funkcjonalność przestrzeni. Współprojektował monumentalne osiedle Praga II, zabudowę Grochowa i Targówka, a także kameralne osiedle domów szeregowych Ateńska II na Saskiej Kępie, inspirowane architekturą skandynawską. W jego projektach równie ważne jak sama bryła budynku były proporcje, światło, zieleń i sposób, w jaki człowiek korzysta z otoczenia. Szczególne miejsce zajmowała w nich sztuka, którą traktował nie jako dekoracyjny dodatek, lecz integralny element przemyślanej przestrzeni.

Domy dla sztuki
Jedną z najciekawszych realizacji Jerzego Kumelowskiego jest Dom Artysty Plastyka przy ulicy Mazowieckiej 11 A, zaprojektowany w latach 60. we współpracy z Andrzejem Zaborowskim. W nowoczesną, przeszkloną bryłę budynku architekci wkomponowali ocalały fragment arkadowego muru dawnego gmachu Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, zaprojektowanego przez Henryka Marconiego, zachowując nawet ślady wojennych zniszczeń.
W czasach, gdy powojenne ruiny często traktowano jako przeszkodę w modernizacji, było to rozwiązanie dalekowzroczne. Oddany do użytku w 1966 r. Dom Artysty Plastyka stał się jednym z najważniejszych adresów artystycznej Warszawy, miejscem prestiżowych wystaw i spotkań środowiska twórczego. Choć dziś jego renoma zdecydowanie przyblakła, budynek pozostaje znakomitym przykładem architektury łączącej nowoczesność z szacunkiem dla historii.
Wcześniejszą, może nawet ważniejszą realizacją Kumelowskiego, zaprojektowaną wspólnie z Jerzym Gieysztorem, był oddany do użytku w 1963 r. budynek Spółdzielni Mieszkaniowej Pracowników PAN przy ulicy Wiejskiej 20.
Ten luksusowy jak na ówczesne standardy apartamentowiec, przeznaczony dla warszawskiej elity intelektualnej, wyróżniał się nowatorskimi rozwiązaniami: podziemnym garażem, rozległymi przeszkleniami zapewniającymi doskonałe doświetlenie wnętrz, ciągami balkonów i przestronnymi tarasami na najwyższej kondygnacji.
Nie bez powodu sam architekt wybrał ten adres na swoje mieszkanie. Zajmował apartament na ostatnim piętrze, z tarasem i widokiem na podnoszącą się z ruin Warszawę. Panorama była wówczas znacznie bardziej otwarta niż dzisiaj, kiedy część perspektywy przesłaniają późniejsze realizacje, w tym pobliski hotel Sheraton.
Równie niezwykłe było życie towarzyskie tego adresu. Na parterze działał flagowy salon Mody Polskiej prowadzony przez Jadwigę Grabowską, połączony z elegancką kawiarnią „Ewa”. Wnętrza współtworzyli artyści: Alina Szapocznikow zaprojektowała dekoracyjną kratę, a Krzysztof Henisz wykonał ceramiczną okładzinę ścian kawiarni.
Bywały tu Kalina Jędrusik, Beata Tyszkiewicz czy Nina Andrycz, a przy stolikach spotykali się artyści, projektanci, gwiazdy estrady i mieszkający w budynku profesorowie Polskiej Akademii Nauk. Powstał niezwykły tygiel warszawskiej elity artystycznej i intelektualnej, którego odpowiednik trudno sobie dziś wyobrazić. To właśnie w tej atmosferze, w mieszkaniu rodziny Kumelowskich, narodziła się kolekcja sztuki.
Kolekcjoner z wyczuciem
Początki kolekcji Kumelowskich sięgają 1963 r., kiedy Jerzy Kumelowski wraz z zaprzyjaźnionym artystą Andrzejem Zaborowskim urządzał rodzinny apartament przy Wiejskiej.
Obaj zaprojektowali oryginalne meble, a Zaborowski wykonał również kominek, rzeźbiarski świecznik i abstrakcyjny obraz, który podarował przyjacielowi. Ten ostatni stał się zalążkiem przyszłego zbioru. Prawdziwy rozwój kolekcji nastąpił jednak kilkanaście lat później, za sprawą Marka Kumelowskiego.
W 1979 r. syn architekta wyjechał do Holandii i, za radą rodziców, postanowił przeznaczyć pozostawione w Polsce oszczędności na zakup dzieł współczesnych polskich artystów. Wybór prac powierzył ojcu, który jako rzeczoznawca sztuki współczesnej, a przede wszystkim człowiek blisko związany ze środowiskiem artystycznym, miał ku temu doskonałe predyspozycje. W ten sposób w latach 80. do kolekcji trafiły między innymi obrazy Jerzego Nowosielskiego, Henryka Stażewskiego, Jana Tarasina i Tadeusza Dominika.

Tym, co wyróżnia kolekcję Kumelowskich, jest przede wszystkim niezwykła staranność, z jaką dobierano poszczególne dzieła. Jerzy Kumelowski nie kupował przypadkowo. Odwiedzał pracownie artystów, prowadził z nimi długie rozmowy, a osobiste znajomości i przyjaźnie często stawały się początkiem kolejnych zakupów.
Poszukiwał prac najlepszych, charakterystycznych dla twórczości danego artysty, a nie po prostu opatrzonych rozpoznawalnym nazwiskiem. Zaglądał również do antykwariatów, cierpliwie wypatrując konkretnych dzieł, niekiedy przez wiele miesięcy.
Równie świadomie myślał o ich późniejszej ekspozycji. Duże, wyraziste kompozycje przeznaczał do reprezentacyjnych przestrzeni salonu, mniejsze, bardziej kameralne do sypialni i miejsc sprzyjających wyciszeniu. Rozumiał, że sztuka nie tylko wypełnia wnętrze, ale nadaje mu rytm, buduje napięcia i wyznacza punkty kulminacyjne.
Jako architekt i znawca sztuki potrafił samodzielnie komponować te relacje. Dzisiaj często w takich działaniach kolekcjonerów wspierają profesjonaliści.
Klejnoty i klejnociki kolekcji
Przez kolejne dekady kolekcja towarzyszyła rodzinie Kumelowskich w przeprowadzkach po Europie. Z Warszawy trafiła do Holandii, a następnie do Francji, zmieniając adresy i wnętrza, do których za każdym razem trzeba było ją na nowo dopasować. Po ponad sześćdziesięciu latach powróciła do Warszawy, pod dobrze sobie znany adres przy Wiejskiej 20. Tam jej losy ponownie splotły się z historią budynku na wystawie przedaukcyjnej, która umożliwiła po raz ostatni zobaczenie Kolekcji w całości przez szerszą publiczność.
Jedną z perełek kolekcji był Akt w czerwieni Jerzego Nowosielskiego z około 1970 r., który trafił również na okładkę katalogu aukcyjnego. Obraz o znakomitej historii wystawienniczej, prezentowany w latach 70. między innymi w Krakowie, Wiedniu, Londynie i Poznaniu.
Został sprzedany za 350 tys. zł, a więc na poziomie dolnej estymacji. Choć nie doszło do spektakularnej licytacji, sam wynik potwierdza silną pozycję artysty na polskim rynku.
Prawdziwą triumfatorką wieczoru okazała się jednak Teresa Pągowska. Jej Kobieta z wydm z 1992 r., wybitny przykład dojrzałego malarstwa artystki, zakupiony przez Kumelowskich w latach 2000. w Galerii Piotra Nowickiego, osiągnął 420 tys. zł, przekraczając górną estymację wynoszącą 400 tys. zł.
To druga najwyższa cena uzyskana za jej pracę na rynku aukcyjnym w ostatnich latach, a zarazem najdrożej sprzedane dzieło podczas aukcji kolekcji Kumelowskich.

Znaczenie wyjątkowej proweniencji
Cieszy również zainteresowanie twórczością Andrzeja Zaborowskiego, którego osobista przyjaźń z Kumelowskim dała początek całemu zbiorowi. Jego Kompozycja abstrakcyjna z 1962 r. osiągnęła 40 tys. zł, a więc górną granicę estymacji.
To wysoka cena jak na dotychczasowe notowania tego artysty, pokazująca, jak duże znaczenie może mieć wyjątkowa proweniencja. Nabywcę znalazł również charakterystyczny, rzeźbiarski świecznik Zaborowskiego, sprzedany za 15 tys. zł. W tym przypadku wartość historyczna i osobista obiektu jest szczególnie istotna: oba dzieła należały do najwcześniejszych elementów kolekcji.
Na aukcji znalazły się także aż cztery obrazy Tadeusza Dominika. Wraz z rosnącym zainteresowaniem polską awangardą systematycznie rosły również ceny jego malarstwa, jednak około ośmiu lat temu tendencja ta wyhamowała, a notowania artysty ustabilizowały się.
Być może dziś obserwujemy początek ponownego zainteresowania jego twórczością. I słusznie, bo pełne koloru, niezwykle dekoracyjne kompozycje Dominika, przy całej swojej artystycznej klasie, pozostają dostępne w stosunkowo przystępnych cenach. To jeden z tych artystów, których rynek ma jeszcze szansę odkryć na nowo.
Łączna wartość wylicytowanych dzieł z kolekcji Kumelowskich wyniosła ponad 1,9 mln zł, choć część transakcji może jeszcze wymagać ostatecznego potwierdzenia. Spośród 31 wystawionych obiektów przy 22 opublikowano ceny wylicytowane, co odpowiada około 71 proc. całej oferty.
Kolekcja przemija, historia pozostaje
Aukcje prywatnych kolekcji od lat stanowią ważną część międzynarodowego rynku sztuki, choć w Polsce wciąż należą do rzadkości. Sprzedaż zbioru Kumelowskich pokazała, że również rodzimi nabywcy coraz bardziej doceniają znaczenie proweniencji i historii dzieł, co jest sygnałem dojrzewania rynku.
Choć nie wszystkie obiekty znalazły nowych właścicieli, osiągnięte wyniki można uznać za zadowalające, zwłaszcza przy ambitnych cenach wywoławczych. Polswiss Art zadbał także o zachowanie pamięci o kolekcji, przygotowując bogato ilustrowany katalog oparty na rodzinnym archiwum.
Ostatecznie to właśnie historia nadaje poszczególnym dziełom dodatkowy wymiar, którego nie da się sprowadzić do ich rynkowej wartości.
Główne wnioski
- Historia kolekcji może mieć równie duże znaczenie jak wartość zgromadzonych w niej dzieł. Wyniki aukcji Kumelowskich pokazują, że proweniencja, osobowość kolekcjonera i konsekwencja jego wyborów stają się coraz istotniejszymi argumentami dla nabywców. To jeden z sygnałów dojrzewania polskiego rynku sztuki.
- Świadome kolekcjonowanie wymaga wiedzy, cierpliwości i wyczucia. Historia Kumelowskich pokazuje, jak ważne są osobiste relacje z artystami, staranne poszukiwania konkretnych dzieł oraz umiejętność ich eksponowania. Dobrze zbudowana kolekcja ma własną tożsamość, a zgromadzone w niej prace tworzą przemyślaną całość, zamiast być jedynie zestawem rozpoznawalnych nazwisk.
- Aukcje poświęcone prywatnym kolekcjom, popularne na światowym rynku, w Polsce wciąż należą do rzadkości. Sprzedaż zbioru Kumelowskich pokazuje potencjał tej formuły, nawet jeśli nie wszystkie obiekty znalazły nabywców. Odpowiednia prezentacja i dokumentacja pozwalają podkreślić wspólną proweniencję dzieł oraz zachować pamięć o kolekcji po jej rozproszeniu.