Paryż niezdobyty, skrajna prawica rośnie w siłę na południu Francji
W niedzielę pierwsza runda francuskich wyborów samorządowych przyniosła serię politycznych sygnałów przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Socjaliści prowadzą w stolicy, skrajna prawica rośnie na południu kraju, a centrum prezydenckie walczy o utrzymanie wpływów. Ale prawdziwych zwycięzców jeszcze nie ma — większość kluczowych miast czeka na drugą turę. Kto zostanie merem Paryża również rozstrzygnie się 22 marca.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak są trendy polityczne po pierwszej turze wyborów samorządowych we Francji.
- Jakie barwy polityczne ma Paryż.
- Jaka był frekwencja.
W minioną niedzielę do urn poszło prawie 29 milionów wyborców (z ponad 48 mln uprawnionych do głosowania) w ponad 34 tysiącach gmin. W niektórych miejscowościach głosowanie zakończyło się już w pierwszej turze, ale w największych miastach o władzę rozegra się druga runda — i to tam toczy się prawdziwa gra polityczna.
Paryż: socjaliści na prowadzeniu
Najbardziej symboliczny pojedynek odbywa się w stolicy. Według pierwszych szacunków zwycięzcą pierwszej rundy jest Emmanuel Grégoire, były zastępca burmistrz Paryża i kandydat socjalistów. Z wynikiem około 37–38 proc. głosów wyraźnie wyprzedza konserwatywną kandydatkę Rachidę Dati, która zdobyła około 25 proc. Trzeci jest centrowy kandydat związany z obozem prezydenckim, Pierre‑Yves Bournazel, z wynikiem nieco ponad 12 proc. Tuż za nim plasuje się kandydatka radykalnej lewicy Sophia Chikirou.
Według wstępnych szacunków aż pięć list może kwalifikować się do drugiej tury. Oznacza to bardzo nieprzewidywalną końcówkę kampanii i sojusze, które mogą rozstrzygnąć o zwycięstwie. Słabsi kandydaci mogę przekazywać swoje głosy silniejszym w zamian za obietnicę stanowisk w przyszłej administracji.
Druga tura: jak działa francuski system
Francuskie wybory samorządowe odbywają się w systemie dwóch tur list proporcjonalnych z premią większościową. Zasady są kluczowe dla zrozumienia politycznych targów między pierwszą a drugą turą:
- jeśli lista zdobywa ponad 50 proc. głosów w pierwszej turze, automatycznie wygrywa wybory i dostaje połowę mandatów w radzie miejskiej;
- pozostałe miejsca dzielone są proporcjonalnie między listy, które przekroczyły 5 proc.;
- jeśli nikt nie przekroczy 50 proc., odbywa się druga tura;
- przechodzą do niej listy z wynikiem powyżej 10 proc.;
- lista z wynikiem 5–10 proc. może połączyć się z inną listą.
To właśnie możliwość łączenia list sprawia, że czas po pierwszej turze zamienia się w polityczne negocjacje — często bardziej decydujące niż samo głosowanie. Druga tura odbędzie się 22 marca.
Wielkie targowanie się o sojusze
Już w wieczór wyborczy liderzy partii zaczęli wyznaczać czerwone linie. Szef partii prezydenckiej Renaissance, były premier Gabriel Attal, wykluczył jakiekolwiek porozumienia ze skrajnymi skrzydłami sceny politycznej.
– Nie wejdziemy w żaden bezpośredni ani pośredni sojusz ani ze skrajną lewicą, ani ze skrajną prawicą — powiedział Attal po publikacji pierwszych wyników.
Z kolei przedstawiciele radykalnej lewicy wzywają do stworzenia szerokiego frontu przeciwko prawicy.
– Potrzebny jest antyfaszystowski front, który pozwoli powstrzymać prawicę i skrajną prawicę — apelował lider Francji Nieujarzmionej (La France Insoumise, LFI) Manuel Bompard.
Jednocześnie część umiarkowanej lewicy nie chce współpracować z ruchem Jean‑Luca Mélenchona.
– Nie jest możliwe łączenie naszych list z Francją Nieujarzmioną. Musimy jasno pokazać, że nie mamy już z tą partią nic wspólnego – powiedział eurodeputowany Raphaël Glucksmann.
Na prawicy także widać napięcia. Lider skrajnej prawicy Jordan Bardella zapowiedział, że jego partia pozostanie w drugiej turze wszędzie tam, gdzie się zakwalifikowała.
– Będziemy obecni w drugiej turze wszędzie tam, gdzie startujemy. Zwrócimy się do tych, którzy naprawdę są po prawej stronie, aby zobaczyć, jak możemy współpracować — powiedział Bardella.
To zapowiedź potencjalnie bardzo kontrowersyjnych porozumień między częścią konserwatystów a skrajną prawicą.
Południe Francji: mocny wynik skrajnej prawicy
Podczas gdy Paryż pozostaje bastionem lewicy, na południu kraju rośnie wpływ skrajnej prawicy. W Nicei prowadzi sojusznik Marine Le Pen — Éric Ciotti — z wynikiem ponad 40 proc., wyraźnie przed urzędującym merem. W Marsylii kandydat skrajnej prawicy Franck Allisio uzyskał ponad 30 proc. i walczy łeb w łeb z obecnym burmistrzem z lewicy Benoît Payanem.
Jeszcze bardziej symboliczny jest wynik w Perpignan, gdzie urzędujący burmistrz Louis Aliot ze Zjednoczenia Narodowego został według projekcji ponownie wybrany już w pierwszej turze, zdobywając ponad 50 proc. głosów.
Test przed wyborami prezydenckimi w 2027 r.
Wybory samorządowe często mają lokalny charakter, ale w tym roku są również próbą generalną przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku. Były premier Édouard Philippe — jeden z potencjalnych kandydatów na prezydenta — prowadzi w swoim mieście Hawr (Le Havre) z wynikiem ponad 43 proc. i wzywa do szerokiego porozumienia przed drugą turą.
– Jestem za stworzeniem jak najszerszej koalicji przed drugą turą — powiedział Philippe.
Frekwencja i rosnąca apatia wyborców
Wynikom wyborów towarzyszy jeszcze jeden ważny sygnał: rosnące zniechęcenie wyborców. Szacuje się, że od 41,5 do 44 proc. uprawnionych nie poszło głosować, co jest jednym z najwyższych poziomów absencji poza okresem pandemii. W wielu małych gminach wyborcze emocje były chłodne — w setkach miejsc wystawiono tylko jedną listę, zatem wybór był ograniczony.
Główne wnioski
- Według wstępnych wyników wyborów samorządowych socjaliści prowadzą w stolicy, ale możliwe jest odwrócenie tego trendu w drugiej turze. Skrajna prawica rośnie na południu kraju, a centrum prezydenckie walczy o utrzymanie wpływów. Dobry wynik otrzymał w mieście Hawr były premier Edouard Philippe typowany przez niektórych na kolejnego prezydenta kraju.
- Najbardziej symboliczny pojedynek odbywa się w stolicy. Według pierwszych szacunków zwycięzcą pierwszej rundy jest Emmanuel Grégoire, były zastępca burmistrz Paryża i kandydat socjalistów. Z wynikiem około 37–38 proc. głosów wyraźnie wyprzedza konserwatywną kandydatkę Rachidę Dati, która zdobyła około 25 proc.
- Wstępnym wynikom wyborów towarzyszy jeszcze jeden ważny sygnał: rosnące zniechęcenie wyborców. Szacuje się, że od 41,5 do 44 proc. uprawnionych nie poszło głosować, co jest jednym z najwyższych poziomów absencji poza okresem pandemii.