Pepco sprzeda Dealz: setki milionów, czy grosze za kulę u nogi? Właściciel pełen optymizmu, eksperci podzieleni
Jedna z największych w Polsce grup handlowych najpierw sprzedała ze stratą Poundland, a teraz czeka ją trudna transakcja z Dealz. Choć jest teoretycznie warta kilkaset milionów złotych, trudno będzie znaleźć kupca za tę kwotę, a nakłady na ponad 300 sklepów i magazyn były ogromne. Przed debiutem na GPW Pepco oceniało potencjał tej sieci na ponad dwa tysiące placówek. Dziś jest bardziej powściągliwe.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jaki sposób Pepco Group uzasadnia atrakcyjność inwestycyjną Dealz.
- Jakich inwestycji mogło wymagać doprowadzenie sieci sklepów do obecnej skali i jak ta kwota ma się do potencjalnej wyceny.
- Jak eksperci oceniają perspektywy Dealz i jej wartość dla przyszłego właściciela.
Pepco Group szturmem weszła w 2021 r. na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) z wyceną 23 mld zł. Drożej inwestorzy wyceniali wówczas tylko dwóch właścicieli sieci handlowych: LPP i Dino Polska (w 2024 r. do tego grona dołączyła Żabka Group). Ówczesna kapitalizacja giełdowa Pepco (obecnie ok. 17 mld zł) wynikała przede wszystkim z pozycji oraz perspektyw sieci sklepów o tej samej nazwie.
Grupa wiązała jednak duże nadzieje również z siecią Dealz, prowadzącą dziś w Polsce ponad 300 sklepów. W prospekcje emisyjnym sygnalizowała, że do ponad 160 sklepów w Hiszpanii, Irlandii i Polsce może dołożyć w długim terminie ok. 1,2 tys. placówek w tych krajach, a uwzględniając kolejne: ok. 2 tys. Nie zamierza jednak się przekonać, czy to rzeczywiście możliwe.
W marcu 2025 r. Pepco zdecydowało, że wycofa się ze spożywczego biznesu, sprzedając jak najszybciej Poundland, a w średnim terminie znajdując inwestora dla Dealz. Po słabym I kw. roku obrotowego 2025/2026 (październik-grudzień) w wykonaniu ostatniej z tych sieci, właściciel już definitywnie chce się z nią rozstać – najlepiej jeszcze w tym roku. Nie uwzględnia jej nawet w rocznej prognozie wyników.
Choć Pepco kreśli przed Dealz świetlaną przyszłość, to eksperci są podzieleni w ocenie jej potencjału. Biznes ma podstawy do wyceny liczonej w setkach milionów złotych, ale na spektakularną transakcję raczej próżno liczyć. Właściciel prawdopodobnie na niej nie zarobi – najwyżej ograniczy stratę wynikającą z poniesionych inwestycji.
Poundland kupiony za 610 mln funtów, sprzedany „za grosze”
Dealz wyrosła z brytyjskiej sieci dyskontowej Poundland założonej w 1990 r. Oferuje ona w większości produkty FMCG, czyli tzw. dobra szybkozbywalne: żywność, kosmetyki, środki czystości itd. Główny akcjonariusz Pepco kupił ją i wniósł do spółki, w 2016 r. za 610 mln funtów brytyjskich (ok. 3 mld zł po bieżącym kursie). To była okazja – w debiucie na giełdzie w Londynie ponad dwa lata wcześniej inwestorzy wycenili Poundland na 750 mln funtów.
Wchodząc na GPW, Pepco Group prowadziła ponad 800 sklepów Poundland w Wielkiej Brytanii. W 2024 r. miała ich na tym rynku o kilkadziesiąt mniej, ale wraz z placówkami w Irlandii skala była podobna. Przychody tej sieci utrzymały się wówczas na poziomie 2 mld euro (ponad 8 mld zł po bieżącym kursie), a bazowy zysk EBITDA spadł z 195,3 do 153,3 mln euro.
Rok temu grupa doszła do wniosku, że integracja szyldów Pepco, Poundland i Dealz nie przyniosła oczekiwanych korzyści. Poundland przynosił jej co prawda jedną trzecią przychodów, ale tylko 15 proc. bazowego wyniku EBITDA. Sieć przejęła w czerwcu 2025 r. firma inwestycyjna specjalizująca się w restrukturyzacjach: Gordon Brothers. Zapłaciła symbolicznego funta, ale zadeklarowała 80 mln funtów finansowania.
W wyniku przekształcenia 30 mln funtów udzielonej pożyczki Pepco uzyskało ok. 30 proc. udziałów w Poundland. Teoretycznie wciąż ma więc szansę, by dobrze wyjść na tej inwestycji. Na razie jednak wykazało 350 mln euro straty w związku z tą transakcją. Historia z Dealz również nie zapowiada się obiecująco.
„Dealz z potencjałem otwarcia tysiąca sklepów w regionie”
Poundland stworzył Dealz jako markę na międzynarodową ekspansję. Zaczął od Irlandii i Hiszpanii, a w lutym 2018 r. pierwszy sklep pojawił się w Polsce. Co ciekawe: w Swarzędzu koło Poznania, czyli tam, gdzie w 1998 r. narodziła się Żabka.
W 2021 r. Dealz miała w naszym kraju 103 sklepy wobec 58 w Hiszpanii i 78 w Irlandii. Rok później prowadziła u nas już większość placówek (168), a w 2023 r. dołożyła ponad 100 i ograniczyła się do polskiego rynku. W Hiszpanii doszło do rebrandingu na Pepco, a irlandzkim biznesem zajął się Poundland.
Jeszcze w 2024 r. Dealz powiększyła sieć w Polsce o kilkadziesiąt sklepów, ale w 2025 r. już tylko o 13, a w bieżącym roku nie jest planowane ani jedno otwarcie. W sprawozdaniu za 2023 r. Pepco Group sygnalizowała, że Dealz ma potencjał prowadzenia tysiąca sklepów w naszym kraju. Dziś nieco studzi optymizm, ale wciąż zapewnia o możliwości zwielokrotnienia skali tego biznesu.
– Rynek jest daleki od nasycenia. Zarówno w Polsce, jak i w całym regionie Europy Środkowej i Wschodniej [CEE – red.] nadal jest znaczący potencjał rozwoju, wspierany przez korzystną demografię oraz rosnące wydatki konsumenckie. Łącznie Dealz dostrzega możliwość otwarcia kolejnych około tysiąca sklepów w całej CEE. Połączenie ulepszonej koncepcji sklepów Dealz, wzmocnionego pozycjonowania marki oraz nowoczesnej platformy logistycznej pozwala skutecznie wykorzystać ten potencjał wzrostu przy jednoczesnym utrzymywaniu zdyscyplinowanych kryteriów rentowności – przekonuje Tej Randhawa, dyrektor ds. relacji inwestorskich Pepco Group.
Czym Dealz różni się od Pepco i Biedronki?
Choć Pepco i Dealz kierują ofertę do klientów wrażliwych na cenę, to jednak działają w odmiennych segmentach handlu detalicznego i mają różne modele biznesowe. Pierwsza z sieci koncentruje się na odzieży i artykułach wyposażenia domu. Natomiast druga pozycjonuje się jako dyskont spożywczy. Ma jednak zupełnie inny profil niż Biedronka, Lidl czy Aldi, opierające się w dużym stopniu na tzw. markach własnych.
– Klienci Dealz są przyciągani tzw. efektem polowania na okazje. Polega on na odkrywaniu globalnych marek FMCG oraz produktów będących aktualnie w trendzie – w atrakcyjnych cenach. Należy przy tym podkreślić, że rynek spożywczy i FMCG w Polsce stały się niezwykle konkurencyjne – wyjaśnia Tej Randhawa.
Zapewnia, że Dealz ma dzięki temu unikatową pozycję rynkową: wyróżnia się wśród klasycznych dyskontów, supermarketów i innych sklepów spożywczych. Ofertę trudnych bądź niemożliwych do znalezienia gdzie indziej produktów FMCG globalnych marek uzupełnia asortymentem ogólnego przeznaczenia zgodnego z aktualnymi trendami i sezonem.
– Tworzy to efekt „minisafari zakupowego”, który odróżnia Dealz od typowych dyskontów spożywczych. W przeciwieństwie do konkurentów koncentrujących się głównie na jednej kategorii Dealz buduje synergie między segmentami oraz narrację opartą na wydarzeniach i sezonowych tematach, co przekłada się na wyższą wartość koszyka i większą częstotliwość wizyt. Klienci odwiedzają jego sklepy średnio jeden, dwa razy w miesiącu i zazwyczaj kupują zarówno produkty podstawowe, jak i te pod wpływem impulsu – mówi Tej Randhawa.
Zdaniem eksperta
Dyskonty niespożywcze na fali
Z naszych danych wynika, że segment dyskontów niespożywczych pozostaje w Polsce w bardzo dobrej kondycji. W latach 2024-2025 notował kilkunastoprocentowe tempo wzrostu wartości sprzedaży. Wzrost przychodów wyraźnie przewyższał dynamikę rozbudowy sieci sklepów. Oznacza to, że motorem rozwoju były przede wszystkim rosnące obroty w istniejących placówkach, a nie intensywne otwieranie nowych. To istotna zmiana wobec wcześniejszych lat.
Sprzyjające warunki dla tego formatu zapewniają: wysoka rozpoznawalność marek, przejrzysty koncept sklepów oraz jasno zdefiniowana propozycja wartości. Czynniki te wspierają także ekspansję sieci Dealz. Z naszych badań wynika, że jej znajomość wśród polskich konsumentów wzrosła w latach 2021-2025 o 30 pkt proc. do 51 proc. Większy wzrost zanotował Action (z 28 do 71 proc.), porównywalny Tedi (z 19 do 47 proc.), a wyższą rozpoznawalność utrzymał KiK (wzrost z 57 do 64 proc.).
Na tle konkurencji Dealz wyróżnia się specyficzną strukturą oferty. Ponad połowę sprzedaży uzyskuje z produktów spożywczych: głównie słodyczy, innych przekąsek oraz napojów. Ze względu na impulsywny charakter zakupów oraz komplementarny charakter asortymentu, sieć nie konkuruje bezpośrednio z tradycyjnymi sklepami spożywczymi – z wyjątkiem okresowych akcji tematycznych w dyskontach. W segmencie produktów zagranicznych konkurencję stanowią natomiast koncepty off-price – takie jak HalfPrice czy TK Maxx – a częściowo także drogerie i sklepy multiasortymentowe, m.in. Rossmann oraz Empik.
To wszystko oznacza realny potencjał rozwoju sieci Dealz w Polsce w średnio- i długoterminowej perspektywie. Jednak w segmencie dyskontów niespożywczych panuje duża konkurencja, wynikająca zarówno z intensywnych planów ekspansji kluczowych operatorów dyskontowych, jak i rosnącej presji ze strony alternatywnych formatów i kanałów sprzedaży.
Silna presja dyskontów spożywczych
Dealz ma niewielkie znaczenie w skali grupy – w roku obrotowym 2024/2025 odpowiadał za 7 proc. jej przychodów (339,3 mln euro) i tylko 3 proc. wyniku EBITDA (24,7 mln euro). Średnioroczne tempo wzrostu sprzedaży (CAGR) w latach 2022-2025 wyniosło 36 proc.
To zasługa przede wszystkim kilkukrotnego powiększenia sieci, bo dynamika LFL (bez uwzględnienia nowych sklepów) nie była dodatnia każdego roku. Sieć zapewnia jednak o sile konceptu: wewnętrzna stopa zwrotu (IRR) w przypadku sklepu wynosi 30 proc., a okres zwrotu z inwestycji wynosi trzy lata.
– Najsilniejsza presja konkurencyjna występuje w kategoriach spożywczych – szczególnie w segmencie produktów podstawowych – ze strony dużych dyskontów spożywczych. Jednak szeroki asortyment oraz unikatowa struktura marek pozwalają Dealz skutecznie się wyróżniać. W segmencie produktów ogólnego przeznaczenia konkurencja występuje zarówno ze strony wyspecjalizowanych sieci, jak i od kanału e-commerce – mówi Tej Randhawa.
Zdaniem eksperta
Dealz to szansa na różnorodność wśród przewidywalnych dyskontów
Niektórzy twierdzili np., że w Polsce jest miejsce na maksymalnie 5 tys. dyskontów – to już się stało, a nadal otwierają się kolejne. Dealz też ma szansę zaskoczyć rynek, jeśli nie przestanie grać w swoją grę. Radość z zakupów to nie chwilowa moda jak dezynfekcja w trakcie pandemii. Radość z zakupów to głód, na który cierpi cały rynek przy rosnących cenach produktów i niepewnej sytuacji gospodarczej.
Kibicujmy Dealz w jego niszy. Po co mam kolejny dyskont z następną marką własną wędlin, serów i mleka. Aldi, Lidl, Biedronka, Netto, Dino – kupcy z jednej sieci przechodzą do drugiej i kopiują strategię produktową, a później okazuje się, że każda z tych marek wychodzi z jednej i tej samej fabryki. Dealz to szansa na różnorodność wśród przewidywalnych dyskontów.
Solidne fundamenty dla inwestora z FMCG
W pierwszym kwartale 2025/2026 przychody Dealz spadły o 6,2 proc. do 101 mln euro. Dynamika LFL wyniosła -7,7 proc. Dla porównania: sieć Pepco odnotowała w tym czasie wzrost o odpowiednio 5,2 i 0,7 proc. (4,2 proc. z wyłączeniem oferty FMCG).
– Wynik LFL Dealz jest efektem zarówno uwarunkowań rynkowych, jak i czynników przejściowych. Polski rynek dyskontów FMCG cechuje się obecnie bardzo wysoką konkurencyjnością, z agresywną ekspansją największych graczy oraz utrzymującą się wrażliwością cenową konsumentów. W tym wymagającym otoczeniu Dealz przechodził jednocześnie proces transformacji biznesowej po sprzedaży sieci Poundland – komentuje Tej Randhawa.
Podkreśla, że od czerwca 2025 r. Dealz funkcjonuje w pełni niezależnie: z własnym zespołem zarządzającym, systemami IT oraz łańcuchem dostaw. Transformacja wiązała się z przejściowymi zakłóceniami operacyjnymi, które już się zakończyły.
– Fundamenty biznesowe pozostają solidne, a sprawdzona ekonomika sklepów w odpowiednich lokalizacjach stanowi mocną bazę do poprawy wyników. Inwestor mający wiedzę i doświadczenie w sektorze FMCG mógłby jednak pomóc przenieść Dealz na kolejny etap rozwoju. Szczególnie w obszarach, w których skala działalności ma kluczowe znaczenie jak optymalizacja kategorii produktowych czy efektywność łańcucha dostaw – mówi dyrektor ds. relacji inwestorskich Pepco Group.
Zdaniem eksperta
Dealz wymaga przebudowy, ale ma potencjał
Jego problemem jest nie brak ruchu, tylko rutynowości. Jego sklepy są odwiedzane okazjonalnie, a nie uwzględnione w cotygodniowych zakupach, co naturalnie ogranicza dynamikę LFL. Jej poziom wynika też, poza agresywną konkurencją w FMCG z transformacji grupy po sprzedaży sieci Poundland, zmian w IT i łańcuchu dostaw oraz trwających przygotowań do zbycia, które ograniczają zdolność do szybkiego reagowania i odważnych korekt modelu.
Zmiana właściciela może diametralnie zmienić dynamikę rozwoju Dealz, ale nie automatycznie. Sam kapitał, bez know-how, nie wystarczy. Potrzeba silnych kompetencji FMCG, doświadczenia w zarządzaniu kategoriami i zdolności do zdefiniowania jasnej roli sklepu w koszyku klienta. Potencjał ekspansji w Polsce jest, ale selektywny – rozbudowa sieci powinna opierać się na jakości, a nie ilości, bo nie każda lokalizacja udźwignie ten format. Kluczowe w krótkim i średnim terminie jest jednak nie – zwiększenie liczby sklepów – tylko poprawa konwersji, częstotliwości powrotów klientów oraz sprzedaży na metr kwadratowy.
Dealz wymaga przebudowy, a nie kosmetycznych poprawek. Z „interesującego miejsca do zajrzenia” powinien stać się sklepem, do którego klient wie, po co wraca. To przede wszystkim ta zmiana zadecyduje o długoterminowym sukcesie tego formatu w Polsce.
Setki milionów złotych inwestycji
W ciągu siedmiu lat Pepco zbudowało w Polsce od zera sieć 344 sklepów Dealz. Nie ujawnia, jak dużych pieniędzy to wymagało. Jednak w prospekcie emisyjnym z 2021 r. informowało, że CAPEX (nakłady inwestycyjne) w przypadku Dealz w Polsce to 150 tys. euro. Przyjmując jednolitą kwotę dla wszystkich placówek, a więc pomijając różnicę w cenach w ciągu lat, otrzymujemy 51,6 mln euro. To po bieżącym kursie ok. 220 mln zł.
Dariusz Dadej, analityk Noble Securities, podkreśla, że Pepco mocno wspomaga się leasingiem – możliwe więc, że dane z raportu tego nie rozgraniczają. Sam szacuje nakłady na sklep na ok. 0,4 mln euro, co łącznie dałoby 137,6 mln euro (ok. 580 mln zł). Natomiast Roman Szymczak, prezes TM360 i ekspert rynku handlowego, szacuje koszt otwarcia jednego sklepu na kilka milionów złotych, co oznaczałoby jeszcze większy CAPEX.
Budowa sieci sklepów to tylko część wydatków. W 2023 r. Dealz uruchomił w Łyszkowicach centrum dystrybucyjne o powierzchni 47,5 tys. m kw. To kolejna wielomilionowa inwestycja. Uwzględnić należy też innego rodzaju inwestycje oraz nakłady utrzymaniowe w sklepie (szacowane przez Romana Szymczaka na średnio 1,5-3 proc. sprzedaży w branży FMCG).
– Nie ujawniamy szczegółowych danych dotyczących rocznych nakładów utrzymaniowych. Model biznesowy Dealz został jednak zaprojektowany tak, by w dojrzałej fazie działalności sieć sama się finansowała – dzięki silnym przepływom pieniężnym generowanym na poziomie sklepów, które pozwalają na realizację potrzeb inwestycyjnych – mówi Tej Randhawa.
Zdaniem eksperta
Kula u nogi trudna do wyceny
Według mnie Dealz nie przyjął się w Polsce. Brakuje mu unikatowej oferty, która zachęcałaby do regularnych odwiedzin i dużych zakupów. Większość produktów jest dostępna w innych sieciach, a choć mówimy o segmencie FMCG, to nie znajdziemy tam produktów świeżych, kluczowych w handlu spożywczym.
Trudno mi wycenić ten biznes. Na pewno nie szedłbym tropem, że skoro odpowiada za ok. 3 proc. zysku EBITDA grupy, to także za 3 proc. jej kapitalizacji. Sądzę, że możliwy jest scenariusz zbliżony do Poundlanda. Może nie sprzedaż „za grosze”, ale nie spodziewam się wpływów liczonych w setkach milionów złotych.
Generalnie grupa jest w trudnej sytuacji. Dealz jest dla niej kulą u nogi, ale pozbywając się jej, straci ok. 7 proc. przychodów – po utracie jednej trzeciej obrotów w wyniku sprzedaży Poundland. Główny motor wzrostu, czyli sieć Pepco w Polsce, sprawiał w ubiegłym roku wrażenie, jakby się zaciął. Ponadto główny udziałowiec zamierza sprzedać do 2030 r. cały swój pakiet niemal 72 proc. akcji, co ma bardzo silny, negatywny wpływ na wycenę. Przyjmując w modelu realizację celów zapowiedzianych przez Pepco, uzyskuje się naprawdę dobre liczby. Tylko że w ostatnich latach grupa niewiele „dowiozła”.
„Atrakcyjny dla różnych inwestorów”
Pepco Group ma twardy orzech do zgryzienia. Po sprzedaży ze stratą sieci Poundland czeka ją kolejna transakcja, w której prawdopodobnie będzie minimalizować straty, a nie maksymalizować zysk. Choć skala Dealz i jego udział w grupie implikują możliwą wycenę nawet rzędu 400-500 mln zł, to rynkowe warunki temu nie sprzyjają. A nawet w optymistycznym scenariuszu trudno będzie o zwrot poniesionych nakładów.
– Koncentrujemy się na rzetelnej realizacji procesu dezinwestycji, tak, aby osiągnąć optymalny rezultat dla wszystkich interesariuszy. Jesteśmy przekonani, że to atrakcyjne aktywo, które może efektywnie rozwijać się w rękach odpowiedniego właściciela – zapewnia Tej Randhawa.
Nie komentuje, jakiego rodzaju podmioty i z jakich krajów wyrażają zainteresowanie kupnem Dealz.
– Połączenie ugruntowanej sieci sklepów, nowoczesnej infrastruktury, znaczącego potencjału dalszego wzrostu oraz atrakcyjnej ekonomiki modelu sprawia jednak, że Dealz to istotne aktywo zarówno dla inwestorów krajowych, jak i zagranicznych, reprezentujących różne profile strategiczne i finansowe – przekonuje dyrektor ds. relacji inwestorskich Pepco Group.
Miniwywiad
Spektakularna transakcja? Niekoniecznie
XYZ: Jak postrzega pani zamiar sprzedaży sieci Dealz przez Pepco?
Anna Maria Jędrzejczak, partner zarządzająca w Marktlink Polska: To nie jest kwestia ratunkowej sprzedaży, tylko strategiczna, poprawna decyzja. Grupa Pepco przekonała się, że nie jest ekspertem w FMCG. To sprzedaż niespożywczego asortymentu, zwłaszcza w Polsce, wychodzi jej najlepiej. Uproszczenie i uspójnienie modelu biznesowego powinno jej służyć.
Ile może być wart sprzedawany biznes? Czy skoro Dealz odpowiada za ok. 3 proc. zysku EBITDA grupy, to podobny udział może mieć w jej kapitalizacji, co dawałoby ok. 0,5 mld zł?
Musimy rozróżnić teoretyczną wycenę od kwoty, którą byliby skłonni zapłacić potencjalni kupcy. W pierwszym przypadku nie kierowałabym się przytoczonym odniesieniem. Marża, dynamika kosztów, profil ryzyka, pozycja rynkowa itd. przemawiają na niekorzyść Dealz wobec sieci Pepco, więc należy wyceniać go niżej.
Generalnie wartość takiego biznesu można szacować mniej więcej na pięcio- lub maksymalnie siedmiokrotność rocznego zysku EBITDA. Zwykle dolny zakres jest uzasadniony m.in. niską dynamiką rozwoju albo transakcją typu carve-out [wykup części dużej grupy – red.], drugi przykład dotyczy Dealz. Natomiast górny zakres odnosi się do biznesu z ugruntowaną pozycją rynkową albo do sytuacji, gdy kupuje go strategiczny inwestor, który byłby w stanie uzyskać silną synergię.
Finalnie „z Excela” prawdopodobnie wychodziłaby wartość rzędu 110-130 mln euro. Czy jest realna do osiągnięcia, to zależy od długości kolejki potencjalnych chętnych. Nie spodziewam się spektakularnej transakcji. To będzie dla Pepco raczej minimalizacja straty wynikającej z poniesionych kosztów niż maksymalizacja zysku.
Dlaczego?
Liczba potencjalnych kupców jest bardzo ograniczona. Wykluczam największe sieci dyskontów, Biedronkę i Lidla, z powodu odmiennej strategii i kwestii antymonopolowych. Zupełnie inny profil mają też Eurocash czy Specjał. Swego czasu dużo mówiło się o chęci ukraińskich sieci na ekspansję w Polsce. Te próby są jednak nieśmiałe.
Najbardziej logicznym kupcem na Dealz wydaje się sieć niespożywczych dyskontów. Zwłaszcza Action, który w ostatnim czasie radzi sobie w Polsce nawet lepiej niż Pepco. W grę mogą wchodzić też Tedi czy Woolworth, ale raczej z finansowym partnerem.
A fundusze private equity?
Te klasyczne muszą mieć zapewnioną ścieżkę wyjścia z inwestycji, a pole manewru w przypadku Dealz jest ograniczone. Musiałby to być finansowy inwestor z planem na repozycjonowanie tej sieci.
Dobrym przykładem jest globalna firma inwestycyjna Gordon Brothers. Kupiła już od Pepco sieć Poundland, a wcześniej interesowała się Go Sport Polska. Bardzo dobrze odnajduje się w handlu detalicznym i znajdywaniu nowego pomysłu na spółki. Preferuje jednak zakupy za symboliczne euro, a oczekiwania Pepco względem Dealz będą raczej wyższe.
Podsumowując: Pepco będzie trudno sprzedać Dealz na atrakcyjnych warunkach?
Gdyby otoczenie było łaskawsze, to byłoby możliwe – zwłaszcza że bardziej zainteresowane byłyby fundusze inwestycyjne. Rynek handlu detalicznego w Polsce, w tym zwłaszcza spożywczego, jest bardzo specyficzny – podzielony w dużym stopniu między dyskonty i sieci convenience jak np. Żabka – i piekielnie konkurencyjny. Przekonało się o tym Tesco, przekonał też Carrefour. W zasadzie trwa permanentna wojna cenowa, przez co marże są ekstremalnie niskie.
Premiowana jest skala. Mówiąc brutalnie: średniej wielkości gracze jak Dealz nie mają szans. Rentowność EBITDA na poziomie 7-8 proc. nie jest spektakularna w tej branży, to poprawny wynik.
Główne wnioski
- Międzynarodowy Dealz już tylko w Polsce. Pepco Group weszła w 2021 r. z ponad 160 sklepami sieci Dealz w Irlandii, Hiszpanii i Polsce. Oceniała, że jest w stanie otworzyć w tych krajach jeszcze ok. 1,2 tys. placówek, a uwzględniając inne rynki: ok. 2 tys. W kolejnych latach zmieniła sklepy w Hiszpanii w Pepco, a w Irlandii włączyła do Poundland. Doszła do 344 lokalizacji w Polsce i na tym się zatrzyma, bo w tym roku zamierza sprzedać Dealz. Potencjał sieci ocenia na około tysiąc dodatkowych sklepów w całym regionie.
- Wychodzenie ze spożywczego biznesu. W 2025 r. Pepco Group zdecydowała, że rezygnuje z biznesu spożywczego i skupi się na rozwoju sieci Pepco. Jeszcze w tym samym roku sprzedała przejęty za setki milionów funtów brytyjskich Poundland za funta, zachowując 30 proc. udziałów – biznes ma rozwinąć firma inwestycyjna. W 2026 r. grupa chce sprzedać również Dealz, który w minionym roku obrotowym przyniósł jej 7 proc. przychodów (339,3 mln euro) i 3 proc. zysku EBITDA (24,7 mln euro). Zapewnia, że to sieć z dobrymi perspektywami i unikatową pozycją rynkową, atrakcyjna dla różnego rodzaju inwestorów.
- Nikłe szanse na megatransakcję. Choć Pepco Group nie ujawnia poniesionych nakładów na rozwój Dealz w Polsce, to można szacować je na setki milionów złotych. Skala działalności sieci wskazuje na teoretyczną wycenę rzędu pół miliarda złotych. Eksperci są jednak zgodni, że właścicielowi trudno będzie w obecnych warunkach uzyskać wycenę liczoną w setkach milionów złotych. Lista potencjalnych kupców jest krótka. Znajdują się na niej przede wszystkim dyskonty niespożywcze oraz finansowi inwestorzy wyspecjalizowani w restrukturyzacji.





