Pieniądze psują piłkę? Radosław Majdan o mundialu, zarobkach piłkarzy i karnym Messiego
Trwający mundial pełen jest pięknych piłkarskich i ludzkich historii, a jednocześnie kipi od dowodów na postępującą komercjalizację piłki nożnej. Jest to też turniej widowiskowych interwencji bramkarzy i ostatni turniej wielkich gwiazd. – Ten karny Messiego, to chyba ja jeszcze w wieku 54 lat bym obronił - mówi XYZ Radosław Majdan.
Z tego odcinka dowiesz się…
- Kto jest według Radosława Majdana najlepszym bramkarzem na trwającym mundialu.
- Czy polscy piłkarze zbyt pochopnie decydują na wyjazd do zagranicznych klubów.
- Z jakimi problemami finansowymi mierzył się jako bramkarz Pogoni Szczecin.
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
Mistrzostwa świata w Ameryce Północnej zbliżają się do finału. Ale wraz z nimi nie skończy się dyskusja o tym, czym właściwie stał się dziś mundial – wielkim świętem piłki czy przede wszystkim maszynką do zarabiania pieniędzy. Wszak FIFA już dawno ogłosiła, że na tym turnieju zarobi najwięcej w historii.
– Zarobki FIFA zdecydowanie rosną. Oczywiście, że wykorzystali do tego tereny, na których mistrzostwa są rozgrywane, czyli przede wszystkim Stany Zjednoczone. Tam można było zrobić jeszcze większe show. Tam można było jeszcze więcej wydrenować – mówi Radosław Majdan.
I choć ze zrozumieniem podchodzi do wprowadzenia tzw. przerw na nawodnienie, wykorzystywanych jako dodatkowa przestrzeń reklamowa, oburza go, że FIFA coraz głębiej sięga bezpośrednio do kieszeni kibiców.
– Przeszkadzają mi wysokie ceny biletów, bo uważam, że to jest nie fair. Skoro zarabiasz na reklamach i robisz dookoła tyle rzeczy, które przynoszą ci tak dużą kasę, to uważam, że tak drogie bilety to jest świństwo. Wykorzystywanie miłości do reprezentacji i barw narodowych – mówi Radosław Majdan.
Przywołuje historie kibiców z Ameryki Południowej, którzy sprzedają domy i samochody, by pojechać za reprezentacją na mundial.
–Dla nich porażka ich drużyny oznacza nie tylko sportowy zawód, ale realny dramat finansowy – uważa Radosław Majdan.
Fundusz zamiast pensji?
W piłce nożnej pieniędzy wciąż przybywa. Coraz więcej pieniędzy wykładają sponsorzy i stacje telewizyjne. Coraz droższe są wejściówki na mecze. Dlatego też i piłkarze zarabiają coraz więcej.
– Czasami stwierdzamy, że piłkarze to taka uprzywilejowana grupa społeczna,
ponieważ zarabiają wielką kasę, nic nie robiąc. Ale my bierzemy tylko tych najlepszych, a
na tych najlepszych są tysiące ludzi, którym nie wyszło. Ludzie, którzy mają kontuzje, którzy przegrali rywalizację. Poza tym to jest sport, który uprawia chyba najwięcej ludzi na świecie, więc ta selekcja i konkurencja również są największe – wskazuje Radosław Majdan.
W najlepszych klubach już nastoletni zawodnicy stają się milionerami. Według byłego reprezentanta Polski to może mieć negatywny wpływ na ich motywację i dalszą karierę.
– Jeżeli młody człowiek dostanie olbrzymią kasę, to może mu zaszumieć w głowie. Nie wiem, czy nie lepszym pomysłem było, jeżeli mówimy np. o takim Yamalu, żeby przy takich
wielkich pieniądzach tworzyć może fundusz, z którego możesz skorzystać, kiedy
będziesz starszy. Oczywiście zapewniając mu środki do życia, żeby żyło mu się dobrze, ale żeby też nie zwariował – proponuje Radosław Majdan.
Kiedy wyjechać z Ekstraklasy?
W piłce klubowej trwa już okienko transferowe. Jak co roku, kilku młodych zawodników wyjeżdża z Polski, by spróbować swoich sił zagranicą. Chociażby Miłosz Piekutowski i Bartosz Mazurek z Jagielloni Białystok – w nowym sezonie będą bronić barw kolejno francuskiego RC Strasbourg i austriackiego Red Bull Salzburg.
– Zagrałem jeden z najlepszych swoich meczów w reprezentacji młodzieżowej w życiu przeciwko Anglii. Wygraliśmy 2-1. Gdybym wtedy dostał propozycję wyjazdu, to nawet bym się nie zastanawiał. Liczyłbym, że sobie poradzę pracą i talentem – mówi Radosław Majdan.
Regularnie okazuje się jednak, że młodzi polscy zawodnicy nie przebijają się do pierwszego składu nowej drużyny i szybko lądują w coraz słabszych klubach albo wracają do Ekstraklasy.
– Łatwo tak nam mówić z fotela: poszedł i nie gra. Ale postawmy się teraz w sytuacji kogoś, kto pracuje w firmie X, na przykład w małym banku, i dostaje ofertę z największego banku w Polsce za 15-30 razy większe pieniądze. Oczywiście, większa konkurencja, większe wyzwanie, ale co, myślisz: kurczę, nie poradzę sobie? Oczywiście, są ludzie, którzy boją się wyzwań, ale raczej mówisz: dobra, spróbuję. Przecież nie możesz odbierać sobie szansy życiowej. Czasami w sporcie – to jest bardzo brutalne – masz jedną, dwie szanse. Jeżeli je prześpisz, jeżeli się przestraszysz, to niestety już później nie będziesz miał żadnej innej – tłumaczy Radosław Majdan.
Według niego nie ma idealnej recepty na to, kiedy zdecydować się na wyjazd z Ekstraklasy.
– Tutaj bardzo duża odpowiedzialność spoczywa na menadżerze. Dam ci przykład Roberta Lewandowskiego. Jego agent, Czarek Kucharski, gdy Robert grał w Lechu Poznań, miał propozycję z Bundesligi, z jakiegoś średniego klubu. Powiedział wtedy: dobra, zarobilibyśmy kasę lepszą niż w Lechu, ale to nie jest klub dla ciebie, musimy poczekać na coś lepszego. Czasami brakuje cierpliwości i samym menadżerom, którzy liczą tylko prowizję za dany transfer. A z drugiej strony przykład, że czasami nie warto czekać. Marek Citko miał ofert tyle, że byłby ustawiony do końca życia. Nie chciał iść do Blackburn Rovers, później zerwał achillesa i nagle wszystko się kończy – mówi uczestnik mundialu w Korei i Japonii.
Klub bez ciepłej wody
Od strony finansowej piłka nożna bardzo się zmieniła od czasu, gdy Radosław Majdan był czynnym piłkarzem.
– Czasami czekaliśmy po pół roku na wypłaty. Piłkarze mają dzisiaj łatwiej niż my wtedy, bo prawo nas nie chroniło. Klub mógł nie płacić ci rok, dwa lata i dalej nie mogłeś rozwiązać umowy, tak jak teraz. Kluby praktycznie się nami nie przejmowały. Jak klub nie miał finansów, to nie było czegoś takiego, jak licencja, że mógł przystąpić do rozgrywek. Przeżyłem takie ciężkie lata w Pogoni, że nie mieliśmy w styczniu ciepłej wody, bo klub nie miał za co zapłacić. Zawsze śmialiśmy się, że jesteśmy amatorami, bo zawodowcom płacą za wykonywany zawód, a nam to nie – mówi były bramkarz Portowców.
Choć także w polskiej lidze bywały czasy finansowej hossy.
– Pamiętam, jak przyszedł Sabri Bekdas, wtedy zarabialiśmy dobrze. Powiedziałem, że chcę zarabiać tyle, a Sabri mówi: nie. I dał mi... Więcej. Nawet powiedział mi jeden z naszych menadżerów: Radek, żaden bramkarz w Polsce nie zarabia tyle, co ty – mówi Radosław Majdan.
Według niego na obecnym turnieju jest wielu wyśmienitych bramkarzy. W podcaście opowiada, kto, jego zdaniem, ma największe szanse na zostanie najlepszym bramkarzem turnieju i które interwencje zrobiły na nim największe wrażenie.
– Ten karny Messiego, to tak troszeczkę pół żartem, pół serio, to chyba ja jeszcze w wieku 54 lat bym obronił – mówi Radosław Majdan.