Pierwsza strata od dekady. Lipiec kosztował fundusz niemal 40 proc. zeszłorocznych przychodów z tradingu
W kuluarach Wall Street od miesięcy powracało jedno pytanie: jakim cudem Jane Street regularnie zarabia aż tyle? Wyniki firmy pozostawiały w tyle nawet J.P. Morgan i Goldman Sachs. W lipcu rynek powiedział jednak „sprawdzam”.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak wyglądała historia Jane Street i jak firma przez ostatnie lata umacniała swoją pozycję rynkową.
- Dlaczego jeden z największych graczy tradingowych na Wall Street poniósł straty w lipcu.
- Co wydarzyło się w tym czasie na rynku akcji spółek technologicznych i jakie otoczenie makroekonomiczne temu towarzyszyło.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Pierwszy miesiąc tegorocznych wakacji przejdzie do historii Jane Street. Przez lata firma przyzwyczaiła rynek do spektakularnych wyników – od 2016 r. nie zanotowała ani jednego miesiąca zakończonego stratą. Aż do lipca. W ciągu zaledwie miesiąca Jane Street straciła 15 mld dolarów, czyli równowartość niemal 40 proc. przychodów z działalności tradingowej osiągniętych w całym 2025 r.
Mimo skali straty w firmie nie widać paniki. Wręcz przeciwnie. Jeden z partnerów Jane Street określił lipiec po prostu jako „zły miesiąc”. Bloomberg zauważa, że brzmi to niemal jak „przechwałka podszyta skromnością”. Strata, która dla dużego banku inwestycyjnego czy mniejszego funduszu hedgingowego mogłaby oznaczać poważny kryzys, nie wybiła Jane Street z rekordowego tempa. Po pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. firma wygenerowała już więcej przychodów z działalności tradingowej niż przez cały 2025 r.
Jak przez lata Jane Street budowała swoją przewagę?
Dzisiejsza skala działalności Jane Street może sugerować, że firma od początku należała do największych graczy na Wall Street. Tymczasem jej początki były znacznie skromniejsze. Powstała w 2000 r. w niewielkim biurze w Nowym Jorku. Założyli ją Tim Reynolds, Robert Granieri i Michael Jenkins, wcześniej związani z Susquehanna International Group, a także programista Marc Gerstein, który pracował w IBM. Na początku firma skupiała się przede wszystkim na handlu amerykańskimi kwitami depozytowymi, czyli papierami ADR, oraz opcjami notowanymi na American Stock Exchange.
Gdy Jane Street rozpoczynała działalność, rynek funduszy notowanych na giełdzie był jeszcze znacznie mniejszy niż dzisiaj. W kolejnych latach zaczął jednak gwałtownie rosnąć, a razem z nim rosła sama firma. Jane Street wyspecjalizowała się w zapewnianiu płynności funduszom ETF, kwotując ceny kupna i sprzedaży oraz uczestnicząc w procesie tworzenia i umarzania ich jednostek. Z biegiem czasu wyrosła na jednego z najważniejszych animatorów tego rynku.
Sukces na rynku ETF otworzył drogę do kolejnych segmentów. Firma rozszerzała handel na akcje, obligacje, opcje, kontrakty terminowe i towary. Jej przewagą nie była jednak wyłącznie skala. Jane Street od początku mocno stawiała na połączenie tradingu z matematyką, programowaniem i automatyzacją. Takie podejście z czasem stawało się coraz ważniejsze na światowych rynkach.
Dzisiaj Jane Street działa na ponad 200 platformach obrotu w 45 krajach. Zatrudnia kilka tysięcy osób, a mimo to pod względem liczby pracowników pozostaje niewielka w porównaniu z największymi bankami inwestycyjnymi. Skala obrotów i przychodów firmy jest jednak nieporównywalnie większa niż sugerowałaby liczba zatrudnionych.
W 2022 r. Jane Street wygenerowała około 10,7 mld dolarów przychodów z działalności tradingowej, a rok później około 10,6 mld dolarów. Prawdziwy przełom przyniósł jednak 2024 r. Przychody z tradingu niemal się podwoiły, osiągając 20,5 mld dolarów, a zysk netto sięgnął 13 mld dolarów. Jane Street przestała być wówczas postrzegana wyłącznie jako jeden z dużych animatorów rynku.
Rok później firma podniosła poprzeczkę jeszcze wyżej. W 2025 r. osiągnęła rekordowe 39,6 mld dolarów przychodów z działalności tradingowej, o 11 proc. więcej niż JPMorgan. Różnica była tym bardziej uderzająca, że Jane Street zatrudniała około 3,5 tys. osób. To wielokrotnie mniej niż globalne banki inwestycyjne, z którymi zaczęła konkurować pod względem skali wyników.
Nietrafione inwestycje i wielki upadek funduszu AI
Jane Street od lat budowała swoją pozycję jako jeden z największych animatorów rynku i firm prowadzących handel na własny rachunek. Działa dziś na wielu klasach aktywów – od akcji i funduszy ETF po opcje, kontrakty terminowe i obligacje.
Lipcowa strata swoją skalą dorównuje jednak najbardziej spektakularnym katastrofom tradingowym w historii. Dla Jane Street nie okazała się mimo to nawet poważną zadyszką. Firma potraktowała ją raczej jak chwilowe zachwianie kroku niż wydarzenie, które mogłoby podważyć jej pozycję na światowych rynkach.
Według Bloomberga za skalą lipcowych strat stoi między innymi zmiana modelu działania Jane Street. Firma coraz mocniej wychodzi poza tradycyjny market making. Teraz angażuje kapitał w strategie o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym, przypominające działalność funduszy hedgingowych. Przez długi czas przynosiło to imponujące efekty. Jednym z takich długoterminowych zakładów była inwestycja w Situational Awareness.
Warto wiedzieć
Czym jest Situational Awareness?
To fundusz hedgingowy z San Francisco założony przez Leopolda Aschenbrennera, który koncentruje się na inwestycjach w spółki związane ze sztuczną inteligencją. Jego strategia opiera się na założeniu, że rozwój AI – a w dalszej perspektywie również AGI – będzie jednym z najważniejszych trendów gospodarczych najbliższych lat. Fundusz analizuje zarówno postęp technologiczny, jak i otoczenie makroekonomiczne, szukając firm, które mogą najbardziej skorzystać na rosnących nakładach na półprzewodniki, centra danych, energię i infrastrukturę potrzebną do rozwoju sztucznej inteligencji.
Podstawą tej koncepcji był opublikowany przez Aschenbrennera w 2024 r. esej „Situational Awareness”, w którym przekonywał, że AGI może pojawić się już w 2027 r. Fundusz rozpoczął działalność z kapitałem wynoszącym około 225-255 mln dolarów i szybko zaczął osiągać spektakularne wyniki. W szczytowym momencie jego skumulowana stopa zwrotu sięgnęła około 1000 proc., a tylko w 2026 r., do czerwca, fundusz zarobił 439 proc. Strategia przyniosła więc wyjątkowo wysokie zyski, ale jednocześnie wiązała się z dużą ekspozycją na sektor AI oraz intensywnym wykorzystaniem opcji.
W lipcu strategia ta mocno ucierpiała wraz z gwałtowną przeceną części spółek związanych z AI. Spadki były na tyle dotkliwe, że fundusz musiał sprzedać znaczną część portfela akcji, aby sprostać wezwaniom do uzupełnienia zabezpieczeń.
Zdaniem eksperta
Teza inwestycyjna funduszu była oparta na bardzo luźno zdefiniowanych i słabo udowodnionych trendach w branży AI
Podstawą funkcjonowania Situational Awareness był esej o tym samym tytule. Manifest ideologiczny pozbawiony konkretów nie stanowi dobrej podstawy do budowy portfela inwestycyjnego.
Pozycjonowanie Situational Awareness ma niewielką wartość analityczną w kontekście branży AI. Fundusz wyceniał przyszłość, która prawdopodobnie nigdy by nie nadeszła, choć do pełnej weryfikacji jego tezy inwestycyjnej pozostało jeszcze przynajmniej kilka kwartałów.
Jedną z najważniejszych lekcji, jakie rynek i inwestorzy mogą wyciągnąć z porażki funduszu, jest zarządzanie ryzykiem. Nawet najlepsza teza inwestycyjna jest bezwartościowa, jeśli portfel nie przetrwa do momentu, w którym mogłaby się zrealizować.
Inną lekcją są dźwignia operacyjna i wartość terminalna. W przypadku spółek, których wyceny zakładają hiperboliczny, długoterminowy wzrost, nawet niewielkie odchylenie od oczekiwanych wyników sprawia, że implikowana różnica w wartości spółki z czasem szybko się powiększa. Oznacza to, że ekstremalne wahania cen akcji takich spółek są ich trwałą cechą, o której każdy inwestor powinien pamiętać.
W ubiegłym miesiącu Situational Awareness znalazł się na krawędzi po gwałtownej wyprzedaży spółek związanych ze sztuczną inteligencją. Aschenbrenner został zmuszony do sprzedaży większości publicznego portfela akcji, aby sprostać wezwaniom do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego. Znaczną część tych aktywów przejął Citadel Kena Griffina. Ten zresztą już wcześniej wykorzystywał podobne sytuacje, aby przejmować pozycje od funduszy znajdujących się pod presją.
Situational Awareness nadal funkcjonuje, choć na znacznie mniejszą skalę niż przed lipcowym załamaniem. Inwestorzy nie wyszli jednak z tego epizodu bez strat. Wartość portfela funduszu spadła w lipcu aż o 67 proc.Jednak dzięki wcześniejszym wzrostom jego wynik od początku roku pozostał dodatni.
Problemy Situational Awareness nie były jednak jedynym źródłem strat Jane Street. Firma poinformowała również o nietrafionych pozycjach na azjatyckich rynkach akcji. Szczególnie silna presja dotknęła Koreę Południową, gdzie notowani są m.in. najwięksi producenci pamięci wykorzystywanej w infrastrukturze AI.
W konsekwencji lipcowych wydarzeń Jane Street poinformowała inwestorów o ograniczeniu ekspozycji na ryzyko. Firma zamknęła znaczną część pozycji w obszarach odpowiadających za straty, a jednocześnie zmniejszyła ryzyko również w pozostałych strategiach.
Lipcowy rynek AI był pod sporą presją
Lipiec nie należał do najlepszych miesięcy dla inwestorów lokujących kapitał w spółki technologiczne, szczególnie te związane ze sztuczną inteligencją. Po miesiącach dynamicznych wzrostów oczekiwania wobec firm korzystających na rozbudowie infrastruktury AI były bardzo wysokie. Jednocześnie coraz częściej pojawiało się pytanie, czy setki miliardów dolarów przeznaczane na centra danych, półprzewodniki i rozwój modeli rzeczywiście przyniosą oczekiwane stopy zwrotu. Nawet bardzo dobre wyniki części producentów chipów przestały wystarczać, by zaspokoić oczekiwania inwestorów.
Oliwy do ognia dolały informacje płynące z Chin. Tamtejsze firmy coraz wyraźniej pokazują, że są w stanie tworzyć zaawansowane modele AI konkurujące z rozwiązaniami amerykańskich gigantów. Po wcześniejszym sukcesie DeepSeek w lipcu uwagę inwestorów zwrócił m.in. Moonshot AI.
Nie maleje również napięcie technologiczne między USA a Chinami. Amerykańskie ograniczenia eksportowe od lat utrudniają chińskim firmom dostęp do najbardziej zaawansowanych technologii produkcji półprzewodników, co z kolei przyspiesza dążenie Pekinu do technologicznej niezależności. Pod koniec lipca pojawiły się informacje o postępach Chin w budowie własnych maszyn litograficznych DUV, wykorzystywanych w produkcji chipów.
W efekcie sektor znalazł się pod presją kilku nakładających się na siebie czynników – od bardzo wysokich wycen i pytań o opłacalność gigantycznych inwestycji w AI, przez postępy chińskich konkurentów, po napięcia geopolityczne. W połowie lipca inwestorzy zaczęli wycofywać się z mocno zatłoczonych pozycji w sektorze półprzewodników, a przecena objęła producentów chipów w USA i Azji.
Amerykański indeks spółek technologicznych Nasdaq przed wakacjami bił rekordy. Przebił nawet psychologiczną barierę 30 tys. pkt. Później zaczęły się jednak spadki. Od początku czerwca do lipcowego dołka spadł o 12,28 proc.
Jeszcze mocniej ucierpiała Nvidia, największa spółka specjalizująca się w chipach do AI. Jej notowania zaczęły spadać wcześniej, już w maju. Od tamtego momentu do lipcowego dołka akcje straciły niemal 20 proc. wartości.
Główne wnioski
- Jane Street zanotowała w lipcu pierwszą miesięczną stratę od dekady, ale nie zachwiało to jej pozycją rynkową. Firma straciła około 15 mld dolarów, co odpowiada niemal 40 proc. jej przychodów tradingowych osiągniętych w całym 2025 r. Mimo skali tej straty Jane Street pozostaje w bardzo dobrej kondycji finansowej. Po siedmiu miesiącach 2026 r. wypracowała już większe przychody z działalności tradingowej niż przez cały poprzedni rok. Historia spółki pokazuje też, jak z niewielkiej firmy specjalizującej się na rynku funduszy ETF stała się jednym z największych uczestników globalnych rynków finansowych, osiągając wyniki porównywane z największymi bankami inwestycyjnymi na Wall Street.
- Znaczącym źródłem strat okazały się inwestycje powiązane z sektorem sztucznej inteligencji oraz bardziej ryzykowne strategie inwestycyjne. Według Bloomberga Jane Street coraz częściej angażowała kapitał w długoterminowe zakłady przypominające działania funduszy hedgingowych. Jednym z nich była ekspozycja na fundusz Situational Awareness, skoncentrowany na spółkach korzystających z rozwoju AI. Gwałtowna przecena tego segmentu rynku doprowadziła do załamania się wartości portfela funduszu i wymusiła sprzedaż znacznej części aktywów. Dodatkowym obciążeniem dla Jane Street były nieudane pozycje na azjatyckich rynkach akcji, zwłaszcza w Korei Południowej.
- Lipcowa korekta na rynku AI była wynikiem kilku nakładających się czynników, które zwiększyły presję na spółki technologiczne. Inwestorzy zaczęli kwestionować, czy ogromne nakłady na infrastrukturę sztucznej inteligencji przyniosą oczekiwane zwroty. Jednocześnie rosła konkurencja ze strony chińskich firm rozwijających własne modele AI oraz technologie produkcji półprzewodników. W połączeniu z bardzo wysokimi wycenami spółek technologicznych i napięciami geopolitycznymi między USA a Chinami doprowadziło to do szerokiej wyprzedaży akcji związanych z AI. Efektem były wyraźne spadki notowań zarówno producentów chipów, jak i szerokiego rynku technologicznego, w tym indeksu Nasdaq oraz akcji Nvidii.