Kategorie artykułu: Biznes Świat

Nie tylko Zondacrypto. Piramidy finansowe, których upadki wstrząsnęły państwami i narodami

Afera Zondacrypto, którą Donald Tusk nazwał „największym skandalem finansowym”, znów rozgrzewa emocje. Na tle afer, do których dochodziło w Europie Środkowo-Wschodniej, nie wydaje się jednak aż tak duża. Kiedyś piramidy finansowe kosztowały nie tylko grube miliardy, ale także życie dziesiątek, a nawet setek ludzi.

Viktor Kožený, czeski przedsiębiorca-aferzysta wyprowadzany z sądu w Nassau na Bahamach w grudniu 2005 r.
Viktora Koženego współobywatele nazywali najpierw „magiem kuponowej prywatyzacji”, a gdy jego prawdziwa działalność wyszła na jaw – „piratem z Pragi”. Choć został skazany na 10 lat więzienia, nigdy nie trafił za kraty. Spokojnie żyje na Bahamach. Fot. Mike Fuentes/Bloomberg via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak Vladimír Fruni, były słowacki żołnierz zawodowy, chciał zostać finansowym magnatem, a skończył jako zwykły magazynier.
  2. Dlaczego czeskiego przedsiębiorcę Viktora Koženego rodacy nazywali najpierw „magiem kuponowej prywatyzacji”, a później „piratem z Pragi”.
  3. Ile osób zostało poszkodowanych przez największe piramidy finansowe w Rosji, na Węgrzech i przede wszystkim w Albanii.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Za sprawą zeznań „małego świadka koronnego” Przemysława Krala oraz zatrzymania Radosława P. afera Zondacrypto ponownie stała się w Polsce jednym z najgłośniejszych tematów. Premier Donald Tusk nazwał ją nawet „największym skandalem finansowym”. Na razie nie ma jednak danych, które pozwalałyby uznać to określenie za uzasadnione. Skalę afery Zondacrypto wciąż trudno porównać choćby z upadkiem GetBacku czy Amber Gold.

Pod względem zasięgu i skutków społecznych znacznie poważniejsze były skandale, do których dochodziło w naszej części Europy po transformacji ustrojowej na początku lat 90. XX wieku. Słowacy, Czesi, a zwłaszcza Albańczycy do dziś pamiętają afery, które dosłownie wstrząsnęły ich państwami. Co więcej, nie wszyscy twórcy tamtych piramid finansowych odpowiedzieli za swoje oszustwa.

Od munduru do drelicha

Vladimír Fruni to postać niemal nieprawdopodobna. Był żołnierzem Czechosłowackiej Armii Ludowej, ale po upadku komunizmu, jak wielu ówczesnych wojskowych, postanowił zostać przedsiębiorcą. Założył firmę Frudop, która importowała owoce i inne artykuły spożywcze, miała spory magazyn i kilka sklepów, a nawet niewielki hotel nieopodal Koszyc. Biznes dynamicznie się rozwijał. W 1992 r. Vladimír Fruni otrzymał nawet nagrodę Top Management Club dla najlepszego prywatnego przedsiębiorcy na Słowacji.

Trzy lata później mocno zadłużony Frudop zbankrutował. Wtedy jego założyciel zapragnął zostać… magnatem finansowym. Starał się o licencję bankową, ale gdy odmówiono mu jej wydania, kupił spółkę Horizont Slovakia i na jej bazie stworzył parabank. Jesienią 1997 r. poprzez firmę BMG Invest zaczął przyjmować wkłady. Ponieważ obiecywał wyjątkowo atrakcyjne oprocentowanie, w ciągu zaledwie kilku miesięcy zgromadził ponad 2,5 mld koron od klientów (wtedy była to równowartość około 240 mln zł).

Jednocześnie na koniec 1998 r. strata firmy Horizont Slovakia sięgnęła 246 mln koron (ponad 23 mln zł). Rok później – jak podsumował magazyn „Trend” – przekroczyła 2 mld koron (196 mln zł), a na koniec 2000 r. skumulowana strata wyniosła 6 mld koron (prawie 530 mln zł).

Pionier zagranicznej ekspansji

Mimo rosnących strat Vladimír Fruni i jego wspólnik Marián Šebeščák nadal rozwijali działalność parabankową. Przekonywali przy tym wszystkich, że zgodnie z planem finansowym od 2002 r. ich firma zacznie zarabiać krocie. Być może sami też w to wierzyli, bo zaczęli budować biznesowe imperium. Dziennik „Hospodárske noviny” wymienia dziesiątki projektów, w które angażował się Horizont Slovakia. Były to nie tylko firmy finansowe – inwestycyjne, leasingowe czy ubezpieczeniowe – ale także m.in. zakłady bukmacherskie, salony bingo, biura nieruchomości, media, w tym kilka telewizji i magazynów prasowych, drukarnia, spółka importująca samochody Hummer, kilka małych elektrowni wodnych, biuro podróży, ośrodek rehabilitacyjny oraz salon fryzjerski.

Horizont Slovakia zaczął również ekspansję na rynki zagraniczne. Miał m.in. zakłady bukmacherskie w Rumunii, Chorwacji, Bośni i Hercegowinie oraz handlował samochodami w ówczesnej Jugosławii. Handlem i produkcją zajmowały się również jego spółki na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii i Argentynie. Do dziś media nazywają firmę pionierem słowackiej ekspansji zagranicznej.

Do tego dochodziły biznesy prowadzone przez samych Vladimíra Fruniego i Mariána Šebeščáka oraz ich prywatne majątki. Obaj posiadali luksusowe samochody i motocykle, skutery wodne i jachty oraz posiadłości m.in. nad Adriatykiem.

Działalność Horizont Slovakia budziła jednak niepokój władz, zwłaszcza że firma o swojej sytuacji finansowej informowała niechętnie i zdawkowo. W 2000 r. ówczesna minister finansów Brigita Schmögnerová ostrzegała, że lokowanie oszczędności w parabankach jest bardzo ryzykowne, a wkłady nie są objęte taką ochroną jak depozyty bankowe.

Ponad 2 miliardy złotych

Słowacy najwyraźniej jednak nie przywiązywali do ostrzeżeń szczególnej wagi. Do początku 2002 r. podpisali z Horizont Slovakia łącznie prawie 860 tys. umów, powierzając firmie w sumie 62,78 mld koron (5,3 mld zł).

Ostatecznie biznes Vladimíra Fruniego i Mariána Šebeščáka nie doczekał się zapowiadanych wielkich zysków. 4 stycznia 2002 r. oddziały Horizont Slovakia i BMG Invest zamknięto. Firma utrzymywała jednak, że nie ma powodów do niepokoju, ponieważ chodzi jedynie o audyt przed planowanym przejęciem przez zagranicznego inwestora. Do transakcji jednak nie doszło. Wspólnicy w ostatnim momencie uciekli do Chorwacji. Niewiele im to pomogło – 1 marca zatrzymała ich tamtejsza policja.

Upadłość Horizont Slovakia ogłoszono niespełna trzy miesiące później. Poszkodowanych w wyniku działalności firmy było ponad 170 tys. osób, którym nie wypłacono należnych 14,5 mld koron. Słowackie media oszacowały później tę sumę na równowartość dzisiejszych 481 mln euro, czyli prawie 2,1 mld zł.

Bibliotekarz i magazynier

Na początku 2007 r. Vladimír Fruni został skazany na 11 i pół roku więzienia, a Marián Šebeščák – na siedem lat. Obaj stracili też majątki. Odwołania od wyroku – w tym do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka – niczego nie zmieniły.

Vladimír Fruni do końca nie przyznawał się do winy. Twierdził, że jego celem nigdy nie było stworzenie piramidy finansowej, a wkłady miały jedynie umożliwić szeroki rozwój działalności Horizont Slovakia. „Naprawdę nie pozyskiwaliśmy depozytów tylko po to, żeby wypłacać pieniądze nowym klientom (…). Nasza działalność inwestycyjna dowodziła, że mieliśmy ambicję zapewnić zyski naszym klientom” – deklarował w 2002 r. w wywiadzie dla portalu openiazoch.sk.

Upierał się, że inwestycje wybrane przez Horizont Slovakia – np. brytyjski Marshall Bus, chorwacka Amfora czy firmy bukmacherskie w Rumunii – były dobrymi projektami, które miały przynosić zyski.

Gdy trafił za kraty, Vladimír Fruni okazał się więźniem… idealnym. Nigdy nie otrzymywał kar dyscyplinarnych, przeciwnie – przyznano mu sześć nagród. Pracował też jako bibliotekarz więzienny. Na wolność wyszedł przedterminowo, po nieco ponad 10 latach odsiadki.

Ponownie próbował swoich sił w biznesie, ale tym razem bez powodzenia. Ostatecznie wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie został magazynierem w hurtowni odzieżowej. Zmarł w 2017 r. w wieku 64 lat.

„Mag kuponowej prywatyzacji”

O ile Vladimíra Fruniego można by uznać za nieco naiwnego wizjonera, który w pewnym momencie przestał odróżniać ambitny plan od ekonomicznej rzeczywistości, o tyle jego czeski odpowiednik, Viktor Kožený, z pewnością nie zasługuje na tak pobłażliwą ocenę. Rodacy nadali mu zresztą dość jednoznaczny przydomek – „pirat z Pragi”. Wcześniej jednak, zanim okazało się, do czego naprawdę prowadziła jego działalność, mówiono o nim z podziwem: „mag kuponowej prywatyzacji”.

Właśnie ten – najpierw wybrany przez Czechosłowację, a potem kontynuowany przez Czechy – sposób przekształceń własnościowych stał się dla Viktora Koženego okazją do zrobienia fortuny. Wykształcony w USA reemigrant wrócił do ojczyzny i szybko dostrzegł w „kuponovce” ogromną szansę na wzbogacenie się. Założył fundusze inwestycyjne, które – dla prestiżu – nazwał harwardzkimi, choć ze słynną uczelnią nie miały absolutnie nic wspólnego.

Swoje prywatyzacyjne kupony, które pozwalały obywatelom nabywać akcje dawnych państwowych przedsiębiorstw, powierzyło tym podmiotom aż 800 tys. osób. Zaufali Viktorowi Koženemu, ponieważ otaczał go nimb finansowego superfachowca, a przede wszystkim obiecywał, że – kiedy zostaną akcjonariuszami funduszy – zostaną obsypani złotem.

Dziwne transakcje funduszy harwardzkich

W ten sposób fundusze należące do „prywatyzacyjnego magika” i jego współpracownika, Borisa Vostrýego, przejęły kontrolę nad ponad 50 prywatyzowanymi firmami. Wszystko wyglądałoby nieźle, gdyby nie to, że transakcje, które zawierali przedsiębiorcy, były co najmniej dziwne. Kilka przykładów opisał później portal Finmag.cz. Fundusze harwardzkie kupiły np. akcje spółki SPT Telecom po cenie 2,7 tys. koron za akcję, a dosłownie kilka dni później odsprzedały je po 2,2 tys. koron za sztukę. Tylko ta transakcja kosztowała akcjonariuszy około 225 mln koron (wtedy około 37 mln zł). A podobnych, trudnych do wytłumaczenia transakcji było więcej.

Wspólnicy przeprowadzili w latach 1995-1996 łącznie 110 różnych operacji na majątku, który kontrolowali poprzez swoje fundusze. Jak wyliczyli później śledczy, łączne szkody z tego tytułu sięgnęły 16,2 mld koron (2,6 mld zł).

W 1996 r. fundusze połączono, tworząc Harvardský průmyslový holding (HPH). Holding kontrolował majątek o wartości księgowej sięgającej niemal 20 mld koron. Rok później HPH postawiono jednak w stan likwidacji. Jego aktywa miały zostać sprzedane, a pieniądze wypłacone akcjonariuszom. Problem w tym, że majątek wystawiono na sprzedaż za około 10 mld koron, czyli mniej więcej połowę jego wartości księgowej. Ostatecznie nabywcą została spółka powiązana z Viktorem Koženym. To m.in. ta transakcja stała się później podstawą zarzutów dotyczących wyprowadzenia majątku HPH.

Luksusowe życie na Bahamach

Choć Viktor Kožený zarzekał się, że jest absolutnie niewinny, sąd skazał go za oszustwo i nakazał zapłatę 8,29 mld koron na rzecz HPH (Boris Vostrý – 7,89 mld koron). Dziennik „Mladá fronta DNES” pisze, że poszkodowanych w aferze było łącznie 240-250 tys. osób, bo tylu akcjonariuszy miał HPH w krytycznym momencie.

Pod koniec lat 90. „mag kuponowej prywatyzacji” próbował jeszcze robić interesy w Azerbejdżanie. Twierdził, że zarobione tam pieniądze pozwolą mu spłacić dług wobec HPH. Jednak w 1999 r. ogłosił, że nie jest w stanie wykupić weksli, ponieważ jego azerbejdżańskie projekty zakończyły się niepowodzeniem.

Viktor Kožený został ostatecznie w lipcu 2012 r. prawomocnie skazany na 10 lat więzienia. Wyrok wydano jednak zaocznie – Kožený zdążył uciec i nigdy nie trafił za kraty. Dziś, jako 63-latek, prowadzi luksusowe życie na Bahamach, które nie wydały go Czechom. Jego współpracownik, Boris Vostrý, mieszka natomiast w Belize.

Trefne węgierskie obligacje

Jedną z największych afer finansowych na Węgrzech był upadek grupy Quaestor, kierowanej przez Csabę Tarsolyego. W 2015 r. wyszło na jaw, że przez lata firma prowadziła oszukańczy proceder i wyemitowała około 150 mld forintów fikcyjnych obligacji (wtedy równowartość ponad 2 mld zł). W szczytowym okresie grupa miała ponad 200 tys. klientów. Ostatecznie jej działalność doprowadziła do strat szacowanych dziś na setki milionów euro. We wrześniu 2024 r., po ośmiu latach procesu, Csaba Tarsoly został skazany na 13 lat więzienia.

Skala afery jednak wykraczała poza grono osób, które kupiły fikcyjne obligacje. Z papierami Quaestora było związane około 32 tys. klientów, a węgierski bank centralny przyznał, że nie zawsze można było odróżnić obligacje prawdziwe od fałszywych. Część strat miał pokryć system ochrony inwestorów BEVA, co wywołało sprzeciw banków, które musiały go finansować. Csaba Tarsoly do końca zaprzeczał zarzutom i twierdził, że wszystkie emisje były legalne.

Miliony Rosjan w MMM

Wszystkie powyższe skandale pod względem liczby poszkodowanych bledną jednak przy rosyjskiej aferze MMM. Firmę założyli w 1989 r. bracia Siergiej i Wiaczesław Mawrodi. Początkowo sprowadzała sprzęt IT, ale w 1993 r. zmieniła profil działalności. Twórcy MMM wybrali drogę na skróty: wyemitowali „papiery wartościowe”, które – jak obiecywali – miały przynieść nawet 1000 proc. zysku w ciągu zaledwie roku. Dodatkowo bracia Mawrodi kreowali się na hojnych filantropów troszczących się o najuboższych. Pomysł chwycił i w MMM zainwestowało co najmniej 2 mln Rosjan, choć niektóre źródła podają liczbę wielokrotnie wyższą.

Problem w tym, że nie było nawet jasne, czym właściwie są „cegiełki” sprzedawane przez MMM i czy można je uznać za papiery wartościowe. Nie były notowane na żadnej giełdzie. Założyciele jednak regularnie ogłaszali publicznie ich „kurs”. Nie miał on oczywiście nic wspólnego z ceną ustalaną przez rynek – jego wysokość określała sama firma.

Twórca piramidy bohaterem ludu

W pewnym momencie, gdy „notowania” osiągnęły szczyt, osoby wtajemniczone w mechanizm działania MMM zaczęły spieniężać swoje papiery. Panika wybuchła, gdy w lipcu 1994 r. rosyjskie służby podatkowe zamknęły biura MMM z powodu… nieopłaconych podatków.

Doszło wtedy do paradoksalnej sytuacji. Wielu zwykłych Rosjan uznało, że MMM nie upadło dlatego, że było piramidą finansową, lecz dlatego, że do jego działalności wmieszało się państwo. Siergiej Mawrodi urósł wręcz do rangi bohatera ludowego. Na fali tej niezwykłej popularności próbował nawet wystartować w wyborach prezydenckich w 1996 r.

Siergiej Mawrodi, założyciel piramidy finansowej MMM, której ofiarą padły miliony Rosjan, w maju 2007 r. opuszcza więzienie w Moskwie.
Siergiej Mawrodi stworzył piramidę finansową MMM, ale zwykli Rosjanie winą za upadek tego quasifunduszu obarczyli władze, a nie przedsiębiorcę-oszusta. Ten został bohaterem ludowym i próbował nawet wystartować w wyborach prezydenckich w Rosji w 1996 r. Fot. Dima Korotayev/Epsilon/Getty Images

Siergiej Mawrodi nie zniknął wraz z upadkiem MMM. Przez kilka lat ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości, aż w 2003 r. zatrzymano go w Moskwie. Cztery lata później został skazany za oszustwo na 4,5 roku więzienia, ale większość kary odsiedział wcześniej w areszcie. Po wyjściu na wolność wrócił do starego biznesu. W 2011 r. uruchomił MMM-2011, a później podobne piramidy pod marką MMM pojawiały się m.in. w Afryce i Azji. Zmarł w 2018 r. w wieku 62 lat na atak serca.

Także jego brat, Wiaczesław, nie uniknął więzienia. Po upadku MMM tworzył kolejne przedsięwzięcia finansowe, a w 2003 r. został skazany na pięć lat i trzy miesiące więzienia za nielegalną działalność bankową oraz obrót metalami i kamieniami szlachetnymi.

Historia działalności i upadku MMM miała również tragiczny finał dla co najmniej 50 drobnych inwestorów. Po utracie oszczędności – czasem nie tylko własnych, ale także należących do najbliższych – popełnili samobójstwo.

Albańczycy sprzedają mieszkania

Jeszcze gorzej skończyła się najsłynniejsza afera finansowa w dziejach Albanii. Również tam w połowie lat 90. powstało kilka wielkich piramid finansowych, m.in. VEFA Holding, Gjallica, Xhaferri czy Kamberi. Oferowały absurdalnie wysokie oprocentowanie wkładów, czasami nawet na poziomie 20-25 proc. miesięcznie.

Dla ludzi, którzy przez dekady nie mieli praktycznie żadnego doświadczenia z gospodarką rynkową, wabik okazał się nadzwyczaj skuteczny. W dodatku nowoczesny system bankowy dopiero się tworzył. Osoby dysponujące gotówką, np. emigranci powracający do ojczyzny, miały bardzo ograniczony dostęp do usług instytucji finansowych.

Jak się szacuje, pieniądze w albańskie piramidy finansowe zainwestowały nawet dwie trzecie gospodarstw domowych. Najbardziej zdeterminowani i omamieni wizją szybkiego zysku sprzedawali mieszkania i inne majątki, aby zdobyć pieniądze na kolejne wpłaty.

Mała wojna domowa

Do tych quasi-funduszy ostatecznie trafiło około 1,2 mld dolarów. Według różnych szacunków było to od około połowy do dwóch trzecich ówczesnego PKB Albanii.

Krach zaczął się na początku 1997 r. Część pieniędzy została wyprowadzona za granicę, a kolejne piramidy zaczęły upadać. Drobni ciułacze – podobnie jak wcześniej w Rosji – często obarczali władze winą za katastrofę. Na cenzurowanym znalazł się przede wszystkim prezydent Sali Berisha, którego obwiniano m.in. o tolerowanie działalności piramid i związki jego otoczenia z ich twórcami.

Wiosną 1997 r. doszło do zamieszek, które przerodziły się w niemal całkowity rozpad porządku państwowego i były niekiedy określane mianem małej wojny domowej. W starciach życie straciło około 2 tys. osób. Do uspokojenia sytuacji przyczyniła się dopiero międzynarodowa interwencja. W kwietniu do Albanii wkroczyły siły uczestniczące w operacji „Alba” – misji autoryzowanej przez Radę Bezpieczeństwa ONZ i dowodzonej przez Włochy.

Główne wnioski

  1. Afery finansowe w Europie Środkowo-Wschodniej osiągały ogromną skalę. Upadek Horizont Slovakia pozbawił ponad 170 tys. osób łącznie 14,5 mld koron, a w albańskie piramidy finansowe zaangażowane były nawet dwie trzecie gospodarstw domowych. W Rosji piramida MMM przyciągnęła co najmniej 2 mln inwestorów. Do dziś nie wiadomo, ile dokładnie pieniędzy stracili.
  2. Piramidy i parabanki wykorzystywały słabość rynków finansowych po transformacji ustrojowej. Niedojrzały system bankowy, brak doświadczenia inwestorów oraz wiara w możliwość szybkiego wzbogacenia się tworzyły idealne warunki dla przedsiębiorców obiecujących niezwykle wysokie zyski. Historie Vladimíra Fruniego, Viktora Koženego czy Siergieja Mawrodiego pokazują, jak łatwo w pierwszych latach gospodarki rynkowej można było zdobyć zaufanie setek tysięcy, a nawet milionów ludzi.
  3. Skutki afer finansowych daleko wykraczały poza straty materialne. W Albanii upadek piramid stał się jednym z bezpośrednich impulsów do wybuchu masowych zamieszek, które doprowadziły do śmierci około 2 tys. osób. W Rosji utrata oszczędności przez inwestorów MMM miała również tragiczne konsekwencje – co najmniej 50 osób popełniło samobójstwo. Niektórzy twórcy największych afer, np. czeski „mag kuponowej prywatyzacji” Viktor Kožený, zdołali uciec przed wymiarem sprawiedliwości. Choć skazano go na 10 lat więzienia, nigdy nie trafił za kraty i do dziś mieszka na Bahamach.