Kategoria artykułu: Polityka

PiS i Rozwój Plus zaostrzają narrację wobec migrantów

Na rok przed wyborami prawica kładzie na stole coraz dalej idące postulaty dotyczące zaostrzenia polityki wobec migrantów. Choć postulaty deportacyjne mają dotyczyć jedynie części Ukraińców, mogą przełożyć się na społeczne emocje wobec całej grupy.

Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński
Choć Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński już nie współpracują, to obaj chcą zaostrzenia polityki migracyjnej. Fot. PAP/Leszek Szymański

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co w polityce migracyjnej proponuje PiS.
  2. Jakie są propozycje stowarzyszenia Rozwój Plus.
  3. Jakie mogą być konsekwencje społeczne i gospodarcze tych postulatów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

6 sierpnia w cieniu rocznicy prezydentury Karola Nawrockiego politycy Prawa i Sprawiedliwości przedstawili kilka nowych propozycji programowych. Dotyczyły one m.in. rolnictwa, obronności i ochrony zdrowia.

Konferencję zamknęły propozycje dotyczące polityki migracyjnej. Prezentował je europoseł i wiceprezes PiS Tobiasz Bocheński. Wedle tych zapowiedzi jedną z pierwszych decyzji rządu współtworzonego przez partię Jarosława Kaczyńskiego po przyszłorocznych wyborach ma być deportacja Ukraińców w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce.

PiS zaostrza kurs wobec migrantów

Eurodeputowany zaproponował ponadto utworzenie restrykcyjnego systemu kontroli migracji. W myśl tej idei cudzoziemcy przybywający do Polski mieliby figurować w elektronicznym systemie pod hasłem „Nielegalny alert”. Proces deportacyjny rozpoczynałby się w przypadku popełnienia dwóch wykroczeń lub w przypadku niedopełnienia obowiązków administracyjnych lub urzędniczych. Oprócz deportacji następstwem tego mógłby być również zakaz powrotu do Polski. PiS chce ponadto utworzenia urzędu ds. deportacji.

Administracyjną i polityczną odpowiedzialność za skalę migracji miałby ponosić rząd. Jak mówił Tobiasz Bocheński, proces decyzji o przyznawaniu cudzoziemcom pozwoleń na pracę w Polsce byłby scentralizowany. Dodał, że „decyzje nie byłyby dyktowane przez wolny rynek i przedsiębiorców”. Decyzje miałyby mieć charakter warunkowy i odwracalny.

Pomysły Morawieckiego

Własne pomysły na zaostrzenie polityki migracyjnej zaprezentowało też stowarzyszenie Rozwój Plus byłego premiera i wiceprezesa PiS Mateusza Morawieckiego. Razem z nim we wtorek wieczorem na warszawskich Bulwarach Wiślanych zaprezentowali je posłowie Łukasz Schreiber i Olga Semeniuk-Patkowska. Program powstał na podstawie raportu „Najbezpieczniejsze państwo świata. Projekt polskiej polityki zarządzania migracją” przygotowanego przez stowarzyszenie Morawieckiego.

Plan opiera się na pięciu filarach. Pierwszy to zachęta polskich emigrantów do repatriacji. Ma w tym pomóc 50-procentowa obniżka PIT przez 5 lat po powrocie do kraju oraz ulgi na wynajem mieszkania lub kredyt. Na ten filar składa się także program ulg mieszkaniowych i podatkowych dla Polaków w wieku 25-35, co miałoby zachęcić do pracy i pozostania w Polsce.

Minister ds. migracji i referendum ws. Schengen

Drugi filar, to powołanie ministra ds. migracji i asymilacji oraz uszczelnienie granic m.in. przez dodatkowe kontrole. Tutaj padła też sugestia referendum na temat czasowego zawieszenia udziału Polski w strefie Schengen.

Trzeci filar to wprowadzenie rocznych limitów napływu migrantów ustalanych na 5 lat. Limit miałby wynosić maksymalnie 35-50 tys. nowych wiz pracowniczych dla osób spoza Unii Europejskiej.

Deportacje

Czwarty filar to pomysł podobny do tego, zaprezentowanego przez PiS. Zakłada on indywidualne internetowe konta migranta. Zawarte byłyby w nim informacje o legalności pobytu i zatrudnienia oraz płacenia w Polsce podatków i składek. Mateusz Morawiecki zapowiedział także chęć utworzenia służby deportacyjnej.

Do deportacji odnosi się też filar piąty. Zakłada on bezwarunkową asymilację, czyli m.in. naukę języka polskiego i polskiej kultury pod rygorem deportacji.

Do części pomysłów ruchu Mateusza Morawieckiego odniósł się premier Donald Tusk. Stwierdził, że „problem nielegalnej migracji skończył się w Polsce wraz z rządami Mateusza Morawieckiego” odnosząc się do afery wizowej. W maju premier poinformował, że w pierwszym kwartale roku nikomu nie udało się nielegalnie przekroczyć granicy polsko-białoruskiej. Porównał to z 2023 r., kiedy to granicę z Białorusią nielegalnie przekroczyło ok. 12 tys. osób.

Chęć utworzenia służb deportacyjnych Donald Tusk porównał do amerykańskiego ICE. Z niedowierzaniem przyjął pomysł referendum ws. zawieszenia członkostwa w strefie Schengen.

Ukraińcy w Polsce

Przyjrzyjmy się sytuacji Ukraińców w Polsce, do których bezpośrednio odnosi się część postulatów PiS, a mniej pośrednio również pomysły ruchu Morawieckiego. Z rządowych danych wynika, że 95 proc. mieszkających w Polsce Ukraińców w wieku poborowym aż w 95 proc. legalnie pracuje i płaci podatki. Wpływy ze składek płaconych przez Ukraińców przewyższają koszty ich leczenia. W 2024 r. było to odpowiednio 3,8 mld zł i 2,2 mld zł. Natomiast z danych ONZ i Deloitte wynika, że w 2024 r. Ukraińcy wygenerowali 2,7 proc. PKB Polski.

Nadia Winiarska, wicedyrektorka Departamentu Pracy Konfederacji Lewiatan, wskazuje, że poziom zawodowej aktywności Ukraińców jest w Polsce wysoki.

– Wśród obywateli Ukrainy, którzy przybyli do Polski po 24 lutego 2022 r., pracuje około 70 proc., natomiast w grupie migrantów, którzy przyjechali do Polski przed wojną, wskaźnik aktywności zawodowej sięga około 90 proc. To pokazuje, że obywatele Ukrainy stanowią w zdecydowanej większości aktywną zawodowo grupę, która odgrywa istotną rolę na polskim rynku pracy – mówi Nadia Winiarska.

W przypadku niepracujących Ukraińców w wieku poborowym, istotne jej zdaniem są przyczyny bierności zawodowej.

– Mogą to być m.in. osoby z niepełnosprawnościami, osoby sprawujące opiekę nad dziećmi lub innymi członkami rodziny, a także osoby, które doznały niepełnosprawności w związku z działaniami wojennymi – twierdzi ekspertka.

Stygmatyzowanie całej grupy

Nadia Winiarska zwraca uwagę, że nielegalna praca migrantów wiąże się już z konsekwencjami prawnymi. Wśród nich są również deportacja i zakaz wjazdu do Polski i strefy Schengen. Zdaniem ekspertki dyskusja o ograniczaniu nielegalnego zatrudnienia powinna koncentrować się na skutecznym egzekwowaniu przepisów, „a nie na rozwiązaniach, które automatycznie dotykają również osoby legalnie pracujące”.

– Kierowanie tego rodzaju przekazu wyłącznie wobec jednej grupy narodowościowej prowadzi do nadmiernych uproszczeń, utrwala stereotypy i może przyczyniać się do pogłębiania negatywnych nastrojów społecznych wobec obywateli Ukrainy. Debata publiczna dotycząca migracji i obecności cudzoziemców na polskim rynku pracy powinna opierać się na faktach i odnosić do konkretnych zjawisk, a nie być formułowana w sposób, który stygmatyzuje całą grupę narodowościową. Jest to szczególnie istotne w sytuacji, gdy obywatele Ukrainy stanowią od kilku lat istotną część polskiego rynku pracy i wnoszą wymierny wkład w funkcjonowanie polskiej gospodarki – mówi Nadia Winiarska.

Przedstawicielka Lewiatana zwraca uwagę, że zapotrzebowanie na pracę cudzoziemców jest wysokie, a radykalny kurs wobec ograniczania migracji może być odczuwalny dla pracodawców zatrudniających legalnie.

– Obywatele Ukrainy stanowią obecnie ok. 67 proc. aktywnych zawodowo cudzoziemców w Polsce. W wielu sektorach ich udział jest kluczowy dla utrzymania ciągłości procesów gospodarczych. Dotyczy to m.in. przemysłu, budownictwa, transportu, logistyki, gastronomii i hotelarstwa, usług opiekuńczych, a coraz częściej również edukacji. Dlatego debata na temat migracji powinna uwzględniać nie tylko kwestie bezpieczeństwa i kontroli, ale również realne potrzeby polskiej gospodarki – mówi ekspertka.

Spore poparcie dla deportacji

Propozycje prawicy mogą trafić na podatny grunt. Pracownia IBRiS zbadała na zlecenie „Rzeczpospolitej” możliwe poparcie dla pomysłu PiS dotyczącego deportacji niepracujących legalnie Ukraińców w wieku poborowym. Z sondażu wynika, że aż 67,2 proc. badanych popiera taki pomysł. Przeciwnych jest 23,4 proc.

Oznacza to, że postulat deportacji popiera ponad dwie trzecie Polaków. To więcej niż wynosi poparcie dla prawicowych partii opozycyjnych.

„PiS chce być najgłośniejsze”

Prawica spod znaku PiS zaostrzając narrację wobec migrantów, także ukraińskich, rywalizuje z tą spod znaku Konfederacji. Ta z kolei krytykuje PiS za politykę migracyjną z czasów poprzednich rządów. Dr Mateusz Zaremba, politolog z Uniwersytetu SWPS, uważa, że ten rodzaj emocji będzie widoczny w debacie publicznej w roku przedwyborczym.

– Antyukraińskie nastroje mogą być elementem debaty w kampanii wyborczej. Obecnie w Polsce rosną emocje antyukraińskie, a w Ukrainie antypolskie, choć nie chcę powiedzieć, że w proporcjonalny sposób. PiS chce być na tym polu najgłośniejsze, bo wszystkie strony mogą je atakować za dopuszczenie do dużej migracji z Ukrainy. Polska jest krajem bardzo homogenicznym w stosunku do reszty Europy. Gdy ta sytuacja się zmienia, część społeczeństwa zaczyna odczuwać obawy – mówi dr Mateusz Zaremba.

Pokazowe zagrania

Politolog ma wątpliwości, czy pomysły dotyczące deportacji mogą być tak proste do realizacji, jak wydaje się politykom. Zwraca uwagę, że nie tylko prawica gra na antyukraińskich nastrojach. W kampanii prezydenckiej również Rafał Trzaskowski postulował ograniczenie świadczeń społecznych dla Ukraińców. Wiosną z kolei deportowano Ukraińców za wjazd samochodem nad Morskie Oko oraz za nielegalny połów suma.

– Nie można robić takich pokazowych zagrań, które mają dać społeczeństwu poczucie, że władza jest sprawcza. Jest to jednak irracjonalne. Jest duża dysproporcja między konsekwencjami dla naszych obywateli i obcych. Nie można deportować za wykroczenia. Trzeba stosować gradację konsekwencji w stosunku do czynów. Takie hasła łatwo się niosą, ale niewiele z tego wynika. Gdy padają pytania o realizację, odpowiedź jest trudniejsza. Brak możliwości odwołania się byłby naruszeniem prawa, bo od każdej decyzji administracyjnej istnieje ścieżka odwoławcza – uważa dr Mateusz Zaremba.

Jaki może być efekt zaostrzania narracji przez prawicę?

– Zależy, do kogo to trafi. Może to spowodować radykalizację pewnych grup. Uważam jednak, że to może być  iskra na prochu w sytuacji, gdy w Polsce żyje spora mniejszość ukraińska. Pogłębianie antagonizmów między narodami nie wróży dobrze. Nie chcę stwierdzić, że Ukraińcy są we wszystkim w porządku wobec Polaków, mam również na myśli władze w Kijowie. Nie można jednak iść krok za daleko. Żyjemy blisko z dużą wspólnotą i pogarszanie wzajemnych nastrojów nie jest nigdy dobrym rozwiązaniem – ocenia politolog.

Główne wnioski

  1. PiS chce powołać urząd ds. deportacji i deportować niepracujących Ukraińców w wieku poborowym. Chce także deportować migrantów za popełnianie wykroczeń.
  2. Rozwój Plus chce powołania ministra ds. migracji. Ruch Mateusza Morawieckiego również chce powołania służby deportacyjnej.
  3. Według ekspertów propozycje zaostrzające narracje wobec migrantów mogą uderzać w szerszą grupę i powodować pogłębianie się napięć społecznych. Mogą także wpływać negatywnie na rynek pracy.