Po SatRev Grzegorz Zwoliński próbuje od nowa. Rozwija Ares Shield. Liczy na amerykański rynek
Były prezes SatRev buduje startup pracujący nad ochroną satelitów. Spółka jest na wczesnym etapie prac, ale jej technologiczną wizją zainteresował się już amerykański Lonestar Data Holdings. Rynek ostrzega przed nadmiernym optymizmem. Grzegorz Zwoliński wierzy jednak, że porażka była dobrą lekcją.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na jakim etapie jest Ares Shield i co ma zapewnić pierwszy kontrakt z Lonestar Data Holdings.
- Jak działa technologia rozwijana przez spółkę i jakie wyzwania wiążą się z jej zastosowaniem na orbicie.
- Dlaczego nowe przedsięwzięcie Grzegorza Zwolińskiego jest obserwowane przez branżę z zainteresowaniem, ale również dużą ostrożnością.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Grzegorz Zwoliński, założyciel i były wieloletni prezes SatRev, rozwija kolejny biznes w branży kosmicznej. Od przełomu 2025 i 2026 roku tworzy Ares Shield. Nie jest jednak początkującym startupowcem. Ma za sobą ponad dekadę obecności na rynku – ze wzlotami, upadkami i oceniającym spojrzeniem rodzimej branży.
Publicznie, choć w dużym uogólnieniu, przedstawiał już wizję nowego biznesu technologicznego. Informował, że na jego rozwój pozyskał najpierw 1 mln zł, a następnie kolejne 1,4 mln zł. Fundusze, jak podał, pochodzą od inwestorów prywatnych.
Teraz komunikuje współpracę z młodą amerykańską spółką z branży kosmicznej – Lonestar Data Holdings i otwiera biuro w Los Angeles. Ma ono ułatwić współpracę z amerykańskimi partnerami, instytucjami oraz inwestorami z sektora space defense.
Na efekty technologiczne trzeba jednak będzie jeszcze poczekać. Projekt ARES Shield jest wciąż na wczesnym etapie rozwoju.
Pierwszy kontrakt
Grzegorz Zwoliński informuje, że z Lonestar Data Holdings podpisał kontrakt o wartości ok. 22 mln zł, pierwszy w działalności Ares Shield.
Amerykańska spółka rozwija infrastrukturę do przechowywania i przetwarzania danych w przestrzeni kosmicznej, w tym na orbicie i docelowo na Księżycu. Chce w ten sposób zapewnić bezpieczną i odporną na zagrożenia infrastrukturę do przechowywania danych poza Ziemią. Zgodnie z umową Ares Shield ma objąć ochroną orbitalne serwery Lonestar. Początkowo trzy satelity, a finalnie całą rozwijaną konstelację.
Rodzima spółka informowała niedawno, że jej rozwiązanie osiągnęło poziom gotowości technologicznej TRL 4 (Technology Readiness Level 4). Oznacza to, że rozwiązanie przetestowano w warunkach laboratoryjnych. ARES Shield zakłada, że pierwsze systemy będą operacyjne na orbicie w 2029 roku. Aby dojść do tego etapu, spółka będzie potrzebowała – według szacunków Grzegorza Zwolińskiego – około 80 mln zł finansowania m.in. z inwestycji venture capital czy dotacji.
Według Grzegorza Zwolińskiego bezpieczeństwo infrastruktury orbitalnej przestało być tylko teorią. Przekonaliśmy się o tym, gdy niedawno rosyjskie satelity wojskowe manewrowały w pobliżu satelity ICEYE-X36, z którego korzystają Ukraina, Europa i NATO. Ochrony potrzebują także firmy, które przenoszą krytyczne dane na orbitę.
Dane poza Ziemią
Jak podaje w komunikacie Ares, Lonestar Data Holdings przetestował swoje centra danych podczas czterech misji, w tym dwóch księżycowych. W 2027 roku planuje wynieść na orbitę pierwszą komercyjną platformę StarVault. Dane poza Ziemią mają być chronione przed katastrofami, konfliktami i awariami infrastruktury naziemnej. Kluczowe pozostaje jednak bezpieczeństwo samych satelitów.
– Nasi klienci powierzają nam dane o znaczeniu krytycznym, dlatego bezpieczeństwo naszej infrastruktury orbitalnej traktujemy jako fundament całej usługi. Technologia Ares
Shield pozwala nam chronić satelity bez ryzyka generowania kosmicznych śmieci, które zagrażałyby naszym własnym systemom – mówi Steve Eisele, prezes Lonestar Data Holdings, cytowany w komunikacie.
Mikrofalowa tarcza
Rozwiązanie Ares Shield to modułowa platforma obronna, która łączy AI, dane z wielodomenowych sensorów i technologię HPM (mikrofale dużej mocy).
Jak wskazują przedstawiciele spółki, system ma wykrywać, klasyfikować i neutralizować zagrożenia dla satelitów na orbicie. Chodzi o broń antysatelitarną i systemy zbliżeniowe RPO. Skierowana wiązka mikrofalowa ma oddziaływać na elektronikę zagrożenia bez użycia instrumentów kinetycznych i generowania śmieci kosmicznych.
Na razie sześć metrów
Obecnie Ares Shield testuje technologię w warunkach laboratoryjnych.
– TRL-4 to poziom opisujący demonstrator laboratoryjny. Nasze testy w klatce Faradaya wykazały, że system może „zestrzelić” drona z odległości sześciu metrów. Wykorzystujemy technologię opartą na azotku galu. Materiał ten pozwala generować bardziej energetyczne mikrofale z danego impulsu energetycznego – wskazuje Grzegorz Zwoliński.
Spółka planuje testy na większą odległość – 100 metrów. Pozyskane dotychczas pieniądze mają wystarczyć na przygotowanie miejsca do takich testów oraz zaprojektowanie kolejnej wersji systemu.
– Zgodnie z umową dostarczymy firmie Lonestar Data Holdings system, który będzie chronił jej serwerownie na orbicie. Liczę na to, że w 2029 roku nasze pierwsze systemy zostaną już zintegrowane z jej serwerowniami – mówi prezes Ares Shield.
Dlaczego Lonestar?
Dlaczego Lonestar zdecydował się na współpracę z firmą, której technologia jest jeszcze na etapie laboratoryjnym?
– Systemów, nad którymi pracujemy, nie ma obecnie na rynku. Lonestar dostarcza rozwiązania dla agencji rządowych, wojska i serwerowni. Chce mieć pewność, że na orbicie nie dojdzie do sytuacji, w której np. robot inspekcyjny podleci do serwerowni i spróbuje ją przejąć albo uzyskać dostęp do przechowywanych w niej danych – argumentuje Grzegorz Zwoliński.
Wyjaśnia, że Ares zacznie świadczyć wycenione na ok. 22 mln zł usługi dopiero po zintegrowaniu systemu z serwerowniami Lonestar, a następnie wyniesieniu ich na orbitę. Planowo po 2029 roku.
Zdaniem eksperta
Znana technologia. Nowe wyzwanie na orbicie, ale jeszcze bez udokumentowanej skuteczności
Przeniesienie tego rodzaju rozwiązania na orbitę oznacza jednak znacznie większe wyzwanie technologiczne. Kluczowe stają się m.in. zasięg, zapotrzebowanie na energię, masa i rozmiary urządzenia, gospodarka cieplna oraz bardzo precyzyjne kierowanie energii. To, co można zrealizować przy wykorzystaniu infrastruktury naziemnej, nie musi być możliwe do bezpośredniego przeniesienia na niewielką platformę satelitarną.
Nie oznacza to, że koncepcję należy z góry odrzucać. Wręcz przeciwnie – jest to interesujący i ambitny kierunek badań. Na obecnym etapie traktowałbym go jednak jako przedsięwzięcie deep-tech wymagające kolejnych demonstracji technologicznych, a nie jako rozwiązanie, którego skuteczność w ochronie satelitów została już operacyjnie potwierdzona.
Takie projekty mogą i powinny pozyskiwać finansowanie, ale inwestor musi być świadomy, że jest to przedsięwzięcie o wysokim ryzyku technologicznym i długiej drodze od demonstratora do systemu operacyjnego.
Doświadczenie Grzegorza Zwolińskiego (przez kilka lat prezesa SatRavolution, a później SatRev) jest tutaj jednocześnie atutem i punktem odniesienia. SatRev pod kierownictwem Grzegorza zdobył rzeczywiste kompetencje w budowie i eksploatacji małych satelitów, ale jednocześnie przez lata formułował bardzo ambitne plany dotyczące skali działalności, konstelacji czy produkcji satelitów, z których stosunkowo niewiele zrealizowano w zakładanej skali i czasie. Dlatego w przypadku Ares Shield szczególnie istotne będzie rozdzielenie długoterminowej wizji od tego, co firma jest już dziś w stanie pokazać w postaci działającego demonstratora, wyników testów i konkretnych parametrów technologii. Z pewnością warto się temu przedsięwzięciu przyglądać w najbliższym czasie.
Drugi start
Ares Shield jest dla Grzegorza Zwolińskiego kolejnym podejściem do biznesu kosmicznego. Mówi, że nowy projekt daje mu także nową energię.
– Niesie wiatr zmian i jest to bardzo pozytywne – wskazuje prezes.
Rodzima branża, co wynika z naszych rozmów, ocenia aktywność Grzegorza Zwolińskiego, uwzględniając historię SatRev. Spółka ta znalazła się w bardzo trudnej sytuacji po serii problemów związanych z nieudaną realizacją swoich planów kosmicznych. Jednym z partnerów i inwestorów SatRev był Virgin Orbit, którego rakieta miała w styczniu 2023 roku wynieść na orbitę dwa satelity zbudowane przez SatRev. Jednym z nich był STORK-6 należący do polskiej spółki, drugim – AMAN, pierwszy satelita Omanu, przygotowany przez SatRev w ramach projektu realizowanego dla omańskiego ETCO. Start zakończył się awarią rakiety LauncherOne, a oba satelity zostały utracone. Kilka miesięcy później Virgin Orbit stanął na progu bankructwa.
Virgin Orbit była amerykańską firmą z sektora kosmicznego. Powstała w 2017 roku, należała do Virgin Group Richarda Bransona. Firma próbowała wyspecjalizować się w wynoszeniu małych satelitów na orbitę za pomocą rakiety LauncherOne odpalanej ze zmodyfikowanego samolotu Boeing 747.
Po jej upadku spółka SatRev znalazła się pod presją finansową i operacyjną, a jej plany rozwoju zostały mocno utrudnione. Do SatRev wszedł inwestor January Ciszewski, który finalnie w 2025 roku przejął kontrolę nad spółką. Wtedy Grzegorz Zwoliński odszedł ze spółki.
– Moje rozstanie z SatRev nie było zapisane w domyślnym scenariuszu. Tak wyszło w procesie przejęcia spółki. W tamtym momencie SatRev był w trudnej sytuacji. Po wielu tak naprawdę pechowych sytuacjach. Virgin Orbit zbankrutował, a zainwestował w nas pieniądze. Mieliśmy dwie katastrofy: jedną podczas startu rakiety, drugą podczas nieudanego umieszczenia satelity na orbicie. January uratował firmę SatRev przed bezpośrednim upadkiem. Nie ma co owijać w bawełnę – tak po prostu było – wyjaśnia Grzegorz Zwoliński.
Podkreśla jednocześnie, że w SatRev udało się stworzyć zespół specjalistów, który potrafi budować satelity na światowym poziomie. Firma po procesach reorganizacyjnych nadal jest aktywna na rynku.
„Nie zamierzam od tej historii uciekać”
Grzegorz Zwoliński rozwija więc nowe przedsięwzięcie z bagażem doświadczeń z poprzedniego biznesu. Przedstawiciele branży, z którymi rozmawialiśmy (nie wszyscy chcą występować publicznie), nie krytykują go za sam fakt, że poprzedni biznes nie odniósł sukcesu – niepowodzenia są częścią rozwoju technologicznych przedsięwzięć. Zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim sposobu komunikowania projektów. Ambitne wizje i plany nie zawsze szły w parze z ich pełną realizacją. Dlatego nową firmę obserwują z zainteresowaniem, ale też ostrożnością. Słyszymy także, że być może do tej kwestii trzeba podejść po amerykańsku – wcześniejsza porażka nie musi oznaczać kłopotów kolejnego przedsięwzięcia.
Grzegorz Zwoliński przyznaje, że rozumie ostrożność części branży. Wskazuje, że ARES Shield powinien być oceniany przede wszystkim na podstawie tego, co rzeczywiście zbuduje, przetestuje i zademonstruje, a nie wyłącznie na podstawie deklaracji.
– Rozumiem również, że moja historia związana z SatRev wpływa na sposób, w jaki część osób patrzy dziś na Ares Shield. Nie zamierzam od tej historii uciekać. SatRev był bardzo ambitnym przedsięwzięciem, rozwijanym w niezwykle kapitałochłonnej branży. Z perspektywy czasu widzę, że w pewnych okresach komunikacja dotycząca skali planów i tempa rozwoju wyprzedzała możliwości ich realizacji. Część zapowiedzi została zrealizowana, część tylko częściowo, a część nie została zrealizowana w zakładanym czasie lub skali. To jest doświadczenie, z którego wyciągnąłem konkretne wnioski – mówi Grzegorz Zwoliński.
Podkreśla, że historia SatRev nie sprowadza się wyłącznie do niezrealizowanych zapowiedzi.
– W ciągu tych lat zbudowaliśmy zespół, technologie i kompetencje oraz przeprowadziliśmy rzeczywiste misje satelitarne. Dla mnie osobiście było to również kilkanaście lat bardzo intensywnej nauki prowadzenia firmy technologicznej w sektorze kosmicznym – zarówno poprzez sukcesy, jak i błędy – dodaje menedżer.
Od deklaracji do rezultatów
Ares Shield powstaje na bazie jego wcześniejszych technologicznych i biznesowych doświadczeń.
– Staramy się znacznie wyraźniej oddzielać wizję i cele długoterminowe od projektów, które są już zakontraktowane, finansowane lub znajdują się w fazie realizacji. Nie oczekuję też, że rynek będzie wierzył nam na słowo. Zaufanie do nowej spółki trzeba zbudować od początku. Mam pełną świadomość, że jako założyciel Ares Shield niosę ze sobą zarówno doświadczenie zdobyte w SatRev, jak i odpowiedzialność za rzeczy, które można było zrobić lepiej. Nie traktuję tego jako problemu, który należy komunikacyjnie przykryć. Traktuję to jako zobowiązanie, żeby tym razem rezultaty mówiły przede wszystkim same za siebie – deklaruje Grzegorz Zwoliński.
Główne wnioski
- Ares Shield rozwija technologię, która ma odpowiadać na rosnące potrzeby związane z ochroną infrastruktury orbitalnej. Na razie system znajduje się jednak na wczesnym etapie rozwoju – działa jako demonstrator laboratoryjny, a jego zastosowanie na orbicie dopiero ma zostać przetestowane. Do 2029 roku spółka chce przejść od obecnych testów do integracji systemu z serwerowniami amerykańskiej spółki Lonestar.
- Pierwszy kontrakt Ares Shield z Lonestar wyznacza konkretny kierunek rozwoju nowej spółki. Rozwiązanie ma chronić orbitalne serwerownie przed potencjalnymi zagrożeniami, a jego wdrożenie będzie zależało od dalszych prac technologicznych. Grzegorz Zwoliński szacuje, że doprowadzenie projektu do etapu komercjalizacji będzie wymagało około 80 mln zł finansowania.
- Nowy biznes Grzegorza Zwolińskiego opiera się na doświadczeniach z ponad dekady działalności w sektorze kosmicznym. Historia SatRev sprawia, że branża zwraca uwagę nie tylko na samą technologię Ares Shield, ale również na sposób realizacji i komunikowania kolejnych etapów projektu. Dlatego rozwój spółki będzie można oceniać wraz z pojawianiem się kolejnych demonstracji i wdrożeń.