Kategoria artykułu: Kultura

Podsumowanie roku 2025 w teatrze i sztukach wizualnych

Przeżywamy muzealny boom, a teatr największe dramaty rozgrywa nie na scenie, ale w gabinetach dyrektorskich. A w sztuce i na scenie coraz częściej wygrywa to, co dotąd było na marginesie.

Wystawa Arkadiusa w Łódzkim Muzeum Włókiennictwa.
Wystawa Arkadiusa w Łódzkim Muzeum Włókiennictwa. Fot. Łukasz Gazur

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie dziesięć tematów ułożyło się w najbardziej czytelną mapę 2025 roku w sztuce i teatrze.
  2. Które wystawy, książki i spektakle były dla tych tematów punktami zaczepienia.
  3. Jak zmiany dyrektorskie wpłynęły na geografię kultury.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

To już nie jest sezon na artystki, tylko zmiana artystycznego klimatu: instytucje zarówno w Polsce, jak i na świecie, przestają traktować twórczość kobiet jako dopisek do historii sztuki. W 2025 r. to wystawy, ale i wysyp książek, które robią porządki w genealogiach, podpisach, przypisach i – mówiąc wprost – w pamięci.

Przykładów nie brakuje – i to zarówno na poziomie wystaw monograficznych pojedynczych artystek, jak i wystaw zbiorowych, których zadaniem jest przeoranie rozdziałów w podręcznikach, dotyczących zarówno twórców dawnych, jak i sztuki współczesnej. Kanon bowiem wymaga korekty. Tak więc w wiedeńskim Belwederze zobaczyliśmy wystawę Radykalnie! Kobiety – artystki i modernizm (gdzie nie zabrakło zresztą polskich akcentów, jak postaci Kobro czy Łempickiej, ale także kobiet, które urodziły się na terenie Polski, choć karierę zrobiły już poza granicami, jak Gertrud Arndt Alexandra Ekster czy Lotte Laserstein), a w Kunsthistoriches Museum w Wiedniu – wystawy Michaeliny Wautier, przez lata zupełnie zapomnianej, a dziś porównywanej do Rubensa i innych mistrzów epoki. Z kolei Kunsthaus w Zurychu przypomniał w tym roku (po berlińskiej odsłonie tej wystawy) wybitną Lygię Clark.

Wystawa sztuki w Lublinie Co babie do pędzla?
Co babie do pędzla? w Muzeum Narodowym w Lublinie. Fot. Łukasz Gazur

W Polsce mocno wybrzmiała wystawa Co babie do pędzla? w Lublinie: jako opowieść o nieoczywistych biografiach i o tym, jak wiele twórczyń zniknęło nie dlatego, że malowały słabiej, tylko dlatego, że system wystawienniczo-kolekcjonerski był ustawiony pod innych graczy.

Sztuka kobiet

Kraków dopisał do tej mapy własne rozdziały: Lwowianki w Muzeum Narodowym w Krakowie oraz mocny, coraz wyraźniejszy wątek rzeźby i ogrodów rzeźbiarek przy oddziałach MNK – gdzie „kobiece” przestaje oznaczać „kameralne”, a zaczyna znaczyć: widzialne w przestrzeni. W Galerii Studio miała miejsce wystawa Chcemy całego życia. Tytuł, który nawiązuje do hasła sufrażystek, mówi o niezgodzie na pół-uczestnictwo, o pół-prawa, o pół-miejsce.

Z kolei w Warszawie w nowym gmachu MSN czeka na widzów Kwestia kobieca. W 2025 roku instytucja na pół roku staje się Muzeum Kobiet – i robi to w równoległych, wielkoskalowych projektach, które mają ambicję przestawić zwrotnicę: „Kwestia kobieca 1550–2025” oraz „Miasto kobiet”. Pierwsza wystawa (kurator – Alison M. Gingeras) jest panoramą kobiecej ciągłości – od renesansu i baroku po współczesność i celowo obala mit, że artystki „pojawiają się dopiero w XIX wieku”. W samym doborze nazwisk widać tę długą perspektywę: od Artemisii Gentileschi i Angeliki Kauffmann po artystki dzisiejsze, takie jak Tracey Emin czy Marlene Dumas. To jest wystawa, która działa jak poprawka do podręcznika, w którym nie tyle trzeba dopisać rozdziały, tylko przestawić cały spis treści.

Obok zobaczymy Miasto kobiet, które rozwija wątki już w trybie współczesnym. Widać, jak MSN miesza dawną sztukę z dzisiejszym nerwem, a wśród nazwisk pojawiają się m.in. Alina Szapocznikow, Maria Pinińska-Bereś, Liliana Zeic, Anna Molska czy Karolina Jabłońska. Do tego dochodzą nazwiska z międzynarodowego kanonu współczesności – jak Betty Tompkins, Miriam Cahn, Cindy Sherman i Yoko Ono, które podbijają jeden kluczowy komunikat: kobiety tworzyły zawsze, tylko instytucje przez wieki nie umiały albo nie chciały tego zobaczyć.

Wystawy kobiece w Muzeum Sztuki Nowoczesnej
Wystawy kobiece w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Fot. Łukasz Gazur

Zwrot w stronę chłopskiej historii

Chłopska historia stała się tematem w sztuce, w teatrze, w debacie o klasie, w czytelnictwie. A wszystko to w cieniu sporów o to, kto ma prawo mówić „w imieniu” i jak wycenia się pracę (także pracę pisarską), gdy książka staje się wydarzeniem społecznym.

W teatrze ten zwrot to Chłopi w Teatrze Ludowym w Krakowie jako próba przepisania Reymonta nie na wieś malowniczą, tylko na wieś jako opowieść o pracy, przemocy, rytuałach.

A z drugiej strony zobaczymy Chłopki. Opowieść o nas i naszych babkach (dramaturgia Huberta Sulimy w reż. Jędrzeja Piaskowskiego; Teatr im. Heleny Modrzejewskiej). Tu chłopska historia przechodzi przez kobiece doświadczenie, przez genealogie domowe, przez pamięć. Ta opowieść nie szuka pomników, ale raczej języka, który uniesie ciężar niewidzialnej pracy.

Zamiast globalnych narracji – lokalność

W 2025 r. lokalność stała się metodą opowiadania historii, budowania wspólnoty, stawiania pytań o pamięć i język. Regiony przestały być pocztówkowe. Stały się jedną ze składowych tożsamości w kulturze.

Teatr w tym roku wyjątkowo mocno poszedł w języki i mikrohistorie. Opera łemkowska (po Wrocławiu i Krakowie) wracała do Warszawy jako gest odzyskiwania brzmienia. Język, który przez dekady bywał spychany do sfery prywatnej, nagle staje się materią wysokiej formy. Podobnie opera po kaszubsku z Danutą Stenką. Do tego „Tkocze” po śląsku w reżyserii Mai Kleczewskiej. W sztukach wizualnych podobny ruch: Śląsk, Dolny Śląsk, Kaszuby, Łemkowszczyzna to paleta tematów i materiałów – od wątków tożsamościowych po pracę z krajobrazem i pamięcią miejsc.

Łemkowska Opera
Łemkowska Opera Hołos

Moda na estetykę lat 90.

Lata 90. w 2025 r. nie wróciły jako śmieszna moda, tylko jako pełnoprawna estetyka z własnym archiwum przedmiotów, dźwięków, formatów i traum. To dekada transformacji: jednocześnie obietnica i chaos, neon i kurz, entuzjazm i kredyt. I dlatego tak dobrze nadaje się na wystawę: jest gotowym scenariuszem.

W Poznaniu pokaz Najntisy Forever! Popkultura w Polsce lat 90. w Centrum Kultury Zamek działała jak kapsuła czasu. Czekały tu walkmany, kasety VHS, pierwsze konsole, osiedlowe rytuały oglądania świata przez ekran kineskopu. To nie była tylko nostalgia dla trzydziesto- i czterdziestolatków, ale opowieść o wspólnotowości sprzed algorytmów, o tym, że kiedyś kultura była wspólna, mniej spersonalizowana.

Wystawa Marty Antoniak w Bunkrze Sztuki
Wystawa Marty Antoniak w Bunkrze Sztuki . Fot. Łukasz Gazur

A w Bunkrze Sztuki wystawa Marty Antoniak dołożyła do tego prywatny, intymny wymiar „najntisów”, jakbyśmy oglądali transformację nie z perspektywy podręcznika, tylko z perspektywy pokoju dziecka. Plastikowe figurki przetopione na farbę stają się opowieścią o drodze, którą przeszliśmy od „kraju lat dziecinnych”.

I jeszcze ważny detal z pola mody: zakup kreacji Arkadiusa do kolekcji Centralnego Muzeum Włókiennictwa, bo lata 90. to także narodziny nowych mitologii stylu, często szytych na granicy kiczu i genialnej przesady.

Wystawa Arkadiusa w Łódzkim Muzeum Włókiennictwa.
Wystawa Arkadiusa w Centralnym Muzeum Włókiennictwa. Fot. Łukasz Gazur

Powojenne dziedzictwo w architekturze

Rok 2025 był momentem, w którym nie tylko architektura po 1945 r., ale wręcz ta z lat 90. zaczęła być traktowana serio, czyli nie jako pstrokaty epizod, tylko jako część historii transformacji. Deweloperska presja i modernizacyjny wstyd robią swoje: budynki znikają, zanim zdążymy je opisać. Tu bardzo mocno pracowały Europejskie Dni Dziedzictwa 2025 pod hasłem W stronę architektury. Młode dziedzictwo, bo EDD wprost prowokowały pytanie o granice zabytku.

Ten wątek można opowiedzieć, podając konkret, czyli walkę o willę Książków w Tarnowie. To przykład, jak wokół architektury może narodzić się społeczność i realny nacisk, zanim przyjdzie „za późno”.

Willa Książków.
Willa Książków. Fot. materiały autora

A „za późno” znamy aż za dobrze: Supersam i Solpol stały się symbolami strat. I w 2025 r. wróciło pytanie o Warszawę jako miasto zanikające, gdzie pod kilof idą także biurowce lat 90. i wczesnych 2000. Według logiki: nie spełniają standardów, więc znikają.

Do listy przykładów, które budują tę świadomość, dochodzą m.in. rozbiórki takich budynków jak Atrium International, jeden z pierwszych biurowców Warszawy, symbol budowania kapitalizmu.

Muzea w ofensywie. Nowe gmachy, nowe narracje, nowa publiczność

Rok 2025 był rokiem muzealnego boomu.

Oddany został długo wyczekiwany budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, konkurs na rozbudowę Muzeum Architektury we Wrocławiu pokazał wizję instytucji XXI w., a kolejne miasta planują własne wielkie otwarcia. Poznań i Kraków wprowadziły nowe układy, odpowiadające na współczesne potrzeby. Muzeum stało się akceleratorem zmiany, a nie – jak jeszcze dwie dekady temu – skamieliną kultury. W 2025 muzea zdały sobie sprawę, że publiczność nie chce chronologii. Chce emocji, kontekstów, pytań.

wystawa Abakanowicz na Wawelu.
Wystawa Abakanowicz na Wawelu. Fot. Łukasz Gazur

I teraz twarde dane. Zamek Królewski na Wawelu zamknął 2025 r. z rekordem 3,4 mln odwiedzających i ok. 10- procentowym wzrostem rok do roku; hitami były m.in. Abakanowicz. Bez reguł. Arrasy i abakany na Wawelu (ponad 479 tys. widzów), a także ekspozycje Jacka Malczewskiego czy Łukasza Stokłosy przekraczające 100 tys. odwiedzających.

A boom budowlany w muzealnictwie to nie tylko Polska. Świat wchodzi w epokę nowych gmachów i spektakularnych otwarć, które na nas czekają, jak MoN Takanawa w Tokio (Kengo Kuma, zielone muzeum), KANAL – Centre Pompidou w Brukseli, V&A East w Londynie czy rozbudowa LACMA w Los Angeles. Globalny wyścig o to, kto opowie narracje przyszłości najciekawszym budynkiem, trwa.

Geografia kultury w ruchu

Kto powiedział, że centrum to centrum?

W teatrze Warszawa – paradoksalnie – ruch wyhamował. Na prowadzenie wysunęły się np. Olsztyn (Teatr im. Stefana Jaracza) czy Kraków (Narodowy Stary Teatr, Teatr im. Juliusza Słowackiego), dobrą passę podtrzymuje Teatr Współczesny w Szczecinie, a także Teatr Śląski w Katowicach. Barometrem wszystkiego była oczywiście Boska Komedia, festiwal teatralny, którego program główny jak zwykle odsłaniał nie tylko trendy, ale i braki.

W sztukach wizualnych Warszawa nadal była liderką, ale ciekawe rzeczy działy się poza nią. BWA Tarnów czerpie z doświadczenia miasta, w którym się znajduje, przygotowując choćby wystawę-salon lokalnego środowiska. BWA Zielona Góra, Kielce czy Krosno postawiły na interdyscyplinarność – od wideo, przez rzemiosło po bio-art, przynosząc przy tym sporo ciekawych artystycznych okryć.

Do tego festiwale: przemyślańskie Centrum Światów Jest Tutaj czy pustynne biennale Law of the Desert na Pustyni Błędowskiej – wydarzenia, które zaczynają redefiniować, gdzie dziś powstaje tzw. ważna sztuka. Law of the Desert na Pustyni Błędowskiej zderzył sztukę z pejzażem ekstremalnym, gdzie dzieła działały na publiczność jak miraże.

Moda na… modę

Moda weszła do instytucji kultury jak na wybieg – z pewnością siebie i teatralnym krokiem. Moda nie jest dziś dodatkiem. Jest elementem DNA sztuki współczesnej, ale i opowieści o nas, świecie instaobrazków, kreowania rzeczywistości.

Zamek Królewski w Warszawie przygotował wystawę, która połączyła historię ubioru z historią polityczną, opowiadając o sukniach jako narzędziach reprezentacji i władzy. Szczególną uwagę zwróciły kreacje z XIX w. zestawione z couture XX w., co stworzyło imponującą opowieść o zmianie ciała, sylwetki i społecznej roli ubioru. Ba, suknia Balenciagi pojawiła się na Wawelu, w odnowionej właśnie… Zbrojowni. Tak, dobrze czytacie. Zbrojowni. Strój inspirowany zbroją, z metalicznym połyskiem. Działa jak obiekt-symbol. Ale przy okazji – jak cała nowa aranżacja tej wystawy! – przypomina o tym, że dawna broń to także dzieła sztuki.

Zakup strojów Gosi Baczyńskiej przez Muzeum Narodowe w Krakowie i ich pokaz w Kamienicy Szołayskich wpisuje się w światowy trend: wystarczy przypomnieć wystawy o modzie w Luwrze, modzie męskiej w Tate Britain czy pokaz Dolce&Gabbana w Rzymie.

Wystawa projektów Dolce & Gabbana w Rzymie
Wystawa projektów Dolce & Gabbana w Rzymie Fot. Łukasz Gazur

Moda w muzeach staje się językiem kultury. Projekty kreatorów pokazują, że współczesny ubiór może być rzeźbą, performansem, a także opowieścią o tożsamości. Couture jako nowe medium muzealne? Dlaczego nie!

Toruń to z kolei świetny dowód, że moda potrafi tworzyć historię także poza metropoliami: wystawa Wszystko dla pań. Modowe akcesorium 1830–1940 w Ratuszu Staromiejskim (współpraca Muzeum Okręgowego w Toruniu i Muzeum Okręgowego w Rzeszowie) pokazała, jak dodatki wachlarze, torebki, bibeloty opowiadają nie tylko o stylu, ale i społecznej zmianie kobiet w XIX w. A katowickie muzeum prezentuje właśnie Wstążkę w haute couture z pokazem kreacji Diora, Chanel czy Yvesa Sainta Laurenta.

Karuzela z nazwiskami

W 2025 r. kadry okazały się jednym z najważniejszych „gatunków teatralnych” sezonu: dramat dyrektorski, komedia konkursowa, tragedia proceduralna. I to nie tylko w Warszawie. W wielu miejscach konkursy działały jak Urszulka Kochanowska: są, a jakoby ich nie było. Dekoracja demokracji.

Najostrzej widać to było w opowieści o dramacie samorządowym: Kielce (Teatr im. Stefana Żeromskiego), instytucja po remoncie, a bez stabilnej dyrekcji, za to z napięciem wokół konkursu, unieważnienia i protestów środowiska. Lublin to z kolei spór o tryb powołania i o sens transparentnych procedur. Z kolei Jelenią Górę czekał konkursowy sequel. To jest mapa Polski, w której teatr walczy nie tylko o repertuar, ale o elementarną zasadę, że rozstrzygnięcia mają znaczenie.

Warszawa miała własny pakiet turbulencji. W podsumowaniach roku powracał obraz stolicy, która żyje zmianami dyrekcyjnymi, ale nie zawsze przekuwa je w artystyczny przełom: Teatr Powszechny z nową dyrekcją Mai Kleczewskiej wystartował premierą poniżej oczekiwań. Teatr Narodowy pod nową dyrekcją Jana Klaty jest na etapie budowania repertuaru, a kierujący tą sceną najciekawsze spektakle wyreżyserował poza stolicą.

Poza stolicą też wrzało. W Łodzi konkursowo i personalnie układała się nowa rzeczywistość Teatru Muzycznego – z nowym dyrektorem Marcinem Zawadą od 1 września 2025 r. i mocnym naciskiem na nowoczesność i otwarcie instytucji.

A w tle jeszcze Muzeum Literatury jako przykład, że spór o dyrekcję potrafi stać się sporem o standardy: kontrowersje wokół wyboru dyrektorki Beaty Michalec (radnej KO) przez marszałka województwa z PSL-u Adama Struzika, głosy o możliwych konfliktach interesów, skargi części członków komisji konkursowej o tym, że nie pozwolono im zadawać pytań, napięcia między samorządem wojewódzkim a resortem kultury, i wreszcie zlekceważenie decyzji tego ostatniego o niepowoływaniu wspomnianej działaczki na to stanowisko. Wszystko to pokazywało, że instytucje kultury są dziś polem realnej gry o władzę symboliczną, nie tylko zarządzaniem budżetem.

Aby jednak zakończyć optymistycznie, warto dodać, że wiele dochodzi do obiecujących zmian, a niektórzy te obietnice już spełniają, jak Michał Buszewicz jako dyrektor artystyczny w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, Paweł Dobrowolski w Olsztynie, a teraz Zdenka Pszczołowska w Słupsku, Justyna Sobczyk w Teatrze Ochoty czy Katarzyna Sołtys w Jeleniej Górze. Nic tylko trzymać kciuki za 2026 r.!

Główne wnioski

  1. Rok 2025 zmienił kanony twórczości, to zdecydowanie był rok artystek.
  2. Instytucje przyspieszyły. Muzea są w ofensywie. Budują nowe gmachy i biją kolejne frekwencyjne rekordy.
  3. Moda na lata 90. na dobre wkracza do teatrów i muzeów. Widać to zarówno w nostalgicznych inspiracjach artystów, jak i w wystawach przypominających tamten świat. Widać to także coraz częściej w tym, że coraz głośniejsze jest środowisko, które już domaga się – po wyburzeniu Solpolu – ochrony konserwatorskiej budynków postmodernistycznych z czasów polskiej transformacji.